Dialektyka erystyczna - Artur Schopenhauer; Część V




Część V

Sposób 30


Wykorzystuje sposób odnoszący się do poważania (argumentom ad yerecundiam); zamiast argumentów korzysta się tutaj z autorytetów z dziedzin wyko­rzystywanych przez przeciwnika. „Każdy woli wierzyć niż wydawać własny sąd" (Unusquisque mavult credere quam judicare) - pisał Seneka. Zwyciężymy bez trudności o ile będziemy mieli za sobą jakiś autorytet darzony szacunkiem przez przeciwnika; a ma on tym więcej ważnych autorytetów, im bardziej jego wiedza i zdolności są ograniczone. Gdy jego poziom w tej mierze jest bardzo wysoki, to liczba autorytetów jest znikoma lub wcale ich nie ma, ostatecznie tylko autorytet fa­chowców w niewiele mu znanych dziedzinach nauki, sztuki, czy rzemiosła, traktowany z należytą nieufnością. Niewykształceni ludzie natomiast żywią cześć wobec fachowców wszelkiej maści. Nie zdają oni sobie sprawy, że kto z pewnej dziedziny uczynił zawód, ten nie tyle miłuje tę dziedzinę, ile osiągany w ten sposób zarobek; a kto wykłada z pewnej dziedziny - to najpewniej zna ją zbyt słabo, gdyż jeśli ją gruntownie studiuje, to brak mu czasu na jej nauczanie. Skoro więc brak autorytetu faktycznego, należy uciec się do pozornego i cytować, kto coś tam powiedział, choćby w zupełnie innych okolicznościach i innym znaczeniu. Najbardziej efektywnie oddziaływają autorytety, których sądy są zupełnie niezrozumiałe dla przeciwnika. I tak ludzie prości pokornieją wobec łacińskich lub greckich przywołań. Jeśli trzeba, wystarczy nie tylko przeinaczać cytaty, ale zwyczajnie je zafałszowywać lub wręcz tworzyć je na poczekaniu wedle własnego pomysłu. Najwdzięczniejszym tego przykładem jest pewien pleban we Francji, który protestując przeciwko wybrukowaniu ulicy przed plebanią, do czego zmuszano i innych obywateli miał zacytować werset z Biblii: „Niech się trwożą inni, ja się nie zatrwożę!" (paveant illi ego non pavebo" - niedoskonały cytat z Wulgaty wykorzy­stujący grę st6wpaver- brukować, pavere - trwożyć się). Przekonało to przełożonych jego gminy. Także utrwalone przesądy można zastosować w funkcji autorytetów, gdyż większość z nas myśli niczym Arystoteles „uznając domniemanie powszechne". Zaiste, nie znajdziemy równie nonsensownego poglądu, którego by ludzie nie zaakceptowali jako własnego, jeśli tylko wmówiono im, że to pogląd przyjęty powszech­nie. Z równie silną mocą działa na nich przykład jak czyny. Przypominają stado owiec biegnących za swym baranem; łatwiej umrą niż pomyślą. To osobliwe, że oto zdanie powszechne jest dla nich tak ważne, gdyż mogliby dostrzec choćby na swoim przykładzie, jaki jest mechanizm przyswajania sobie takiego zdania - bez rozumowania i wyłącznie wedle przykładu; ale brak im niezbędnego samokrytycyzmu. Toteż tylko wybrani głoszą podobnie jak Platon: „Szerokie koła rozmaitym hołdują mniemaniom", czyli ogół wyznaje nader dziw­ne mniemania, a kto by się tym zajął, byłby wielce zapracowany. To żaden dowód, że coś jest przyjęte powszechnie i nie ma w tym gwarancji choćby najmniejszej słusz­ności. Ludzie tak właśnie myślący zapewne opierają się na przeświadczeniu, iż:



l) upływ czasu osłabia siłę dowodu takich mniemań, albowiem w przeciwnym przypadku musieliby uznać mnóstwo dawnych, a wielce powszechnych przekonań, uważanych niegdyś za prawdziwe, jak choćby system Ptolemeusza, czy odnowienie katolicyzmu w krajach obecnie protestanckich:

2) że podobnie oddziaływuje oddalenie w przestrzeni, gdyż inaczej powszechność mniemań u przedstawicieli chrześcijaństwa, buddyzmu i islamu byłaby dla nich przyczyną niemałego ambarasu. Zdanie ogółu to w rzeczywistości zdanie dwu lub trzech osób, co stwierdzilibyśmy śledząc narodziny takiego zjawiska. Otóż dwie lub trzy osoby przyjęły to zdanie od innych lub same były jego autorami, a inni z uprzejmości zawierzyli sądząc, iż rzecz jest wy­starczająco dobrze przebadana. Skoro traktowano tych pierwszych jako wystarczająco kompetentnych, ci, którzy się do nich przyłączyli stawali się autorytetami dla następnych, etc. Tak właśnie lawinowo narastała liczba tych bezkrytycznych zwolenników. Bowiem sama ich wielkość była gwarancją dla następnych, co do słuszności owego zdania. A pozostali już tylko byli zmuszeni do akceptacji, by nie traktowano ich jako warchołów, którzy przeciwstawiają się ogólnie przy­jętym poglądom i udają najmądrzejszych w świecie. Tym samym głoszenie tego poglądu stało się obowiązkiem. Toteż wybrani, którzy zachowali własny sąd teraz są przymuszani do milczenia. Ci zaś, którzy mówią - to zazwyczaj ludzie pozbawieni własnego sądu i toż­samości, powtarzający cudze myśli; tym są gorliwsi i bardziej fanatycznie występują w obronie przejętego poglądu. Oni nienawidzą każdego, kto myśli inaczej, zwłaszcza dla zuchwałości, nieodzownej dla wygłaszania takiego sądu, gdyż sami by się na to nie zdobyli - i wiedzą o tym. Najkrócej ujmując: „Niezwykle nieliczni ludzie potrafią myśleć, lecz każdy pragnie posiadać jakiś pogląd" (Berkeley: „Mało ludzi myśli, ale każdy chce mieć własne zdanie"). Najłatwiej przejąć gotowy sąd. I co oznacza tu głos stu milionów ludzi? Tyle, ile np. opinia stu historyków, nim się udowodni, że przepisywali jeden od drugiego, a u podłoża istniała tylko jedna wy­powiedź (wg Bayla Myśli różne o kometach IPense sur les comtesi, vol. I, p. 10): „Rzekę ja, rzeczesz ty, ostatecznie rzecze i tamten. Po tylu wypowiedziach. dostrzegam już jedynie same wypowiedzi". Lecz właśnie w dyskusji z ludźmi niewykształ­conymi można poglądy powszechne wykorzystywać w funkcji autorytetu. W ogóle regułą jest, że dwie osoby z gminu kłócąc się, najczęściej wykorzystuj ą odwołania do autorytetów, którymi szermują wymieniając ciosy. Jeśli zatem z takim człowiekiem dyskutuje tęższa od niego głowa, to należy wybierać tę broń, najlepiej godzącą w słabą stronę przeciwnika. Gdyż nacisk zwykłych dowodów nie zrobi na nim takiego wrażenia; będzie niczym hipotetyczny Zygfryd, zrogowaciały w swej zbroi bezmyślności i nieoryginalności. Spór w urzędach sądowych opiera się głównie na przywoływaniu autorytetów, zwłaszcza prawa, które jest określone; w jego ramach rozumowanie ogranicza się do ustalenia stosownej zasady prawnej, czyli autorytetu, znajdującego w danej sprawie zastosowanie. Ale dialektyka ma tu szerokie pole manewru, albowiem w razie potrzeby sprawę oraz sprzeczną z nią formułę prawną przeinacza się i interpretuje na wiele sposobów w za­leżności od potrzeby i korzyści tak, że w końcu sprawę i formułę utożsamia się. Można także uczynić na odwrót.



Sposób 31


Nie znajdując riposty dla przesłanek przeciwnika możemy z subtelną ironią zasłonić się niekompetencją:To, co pan powiedział przekracza moją wątłą percepcje; być może jest w tym sporo słuszności, lecz nie potrafię tego pojąć i dlatego wstrzymuję się od jakiegokolwiek opiniowania. -W taki sposób sugeruje się słuchaczom mającym dla nas szacunek, że to zwykły nonsens. Tak na przykład bardzo wielu profesorów dawnej szkoły eklektycznej ogłosiło po ukazaniu się Krytyki czystego rozumu (Kanta), iż tego nie pojmuje. I zdawało się im, że w ten sposób kończą sprawę. Jednak, gdy kilku zwo­lenników nowej szkoły dowiodło niezbicie, iż nie mylili się, bowiem rzeczywiście niczego nie zrozumieli, wówczas mocno stracili humor. Sposób ten służy nam jedynie pod warunkiem, iż posiada się niezbędny autorytet u słuchaczy, większy od przeciwnika; na przykład w przypadku profesora, który występuje przeciwko studentowi. Jest to jeszcze przynależne do poprzedniego sposobu, albowiem polega na zastąpieniu argumentów eksponowaniem własnego autorytetu i to bardzo złośliwie. - Istnieje jednak wybieg dokładnie przeciwny: Pańska eksperiencja gwa­rantuje właściwe zrozumienie problemu, a wina leży włącznie po mojej stronie, gdyż źle ująłem sprawę, - następnie kładziemy łopatą do głowy, aż zrozumie, chcąc nie chcąc (nolens volens) i okaże się, że wcześniej nic nie rozumiał. - Przewalczenie następowało tu zatem w takim porządku: przeciwnik insynuował nam „nonsens", a my dowiedliśmy mu „niedostatek rozumu" - ciągle bardzo grzecznie.

Sposób 32

Niewygodne twierdzenie przeciwnika łatwo jest unieszkodliwić lub choćby otoczyć podejrzeniem poprzez włączenie go do jakiejś znienawidzonej przez nas grupy pojęć, nawet, gdy podobieństwo jest zgoła słabe, a powiązanie bardzo luźne. (...) Przyjmujemy tu dwa założenia, iż 1) twierdzenie przeciwnika jest na­prawdę tożsame z tą grupą pojęć lub co najmniej jest nią objęte, i wówczas wołamy „słyszeliśmy już o tym!" - i 2) że cała ta grupa pojęć, jako już zdezawuowana, nie zawiera ani jednej prawdy (w rozumowaniu prze­ciwnika).

Przykład:

Spór toczy się o zasługi znakomitego uczonego Jeana Bodina. A wskazuje na nowatorstwo myśli ustrojowej pisarza. B nie odnosi się do zasług Bodina jako myś­liciela, lecz zauważa, że jest on także autorem Daemonomonii, głośnego dzieła o czarownicach i że hołdował on wszystkim przesądom związanym z procesami o cza­ry. Tym samym przyczynił się do śmierci wielu niewinnych ludzi i zatruł umysły licznych prostaczków i jednostek światlejszych. Jeszcze jeden inkwizytor! - woła B, tym samym obniżając rangę Bacona i wymowę argumentów A.



Sposób 33


Zapewne to się broni w teorii, lecz w praktyce jest fałszem - takim sofizmatem uznajemy przyczynę, a za­przeczamy skutkowi. Dokładnie przeciwnie do reguły mówiącej, iż wywód następstwa z racji jest wywodem poprawnym (a ratione ad rationatum valet consequentia). Tak twierdząc zakładamy rzecz niemożliwą, gdyż co słuszne w teorii jest słuszne także w praktyce, a jeśli tak nie jest, to istnieje błąd w teorii; coś przeoczono i nie uwzględniono, i ów fałsz w teorii powoduje rzeczony brak zgodności.


Sposób 34


Gdy przeciwnik nie odpowiada bezpośrednio lub nie udziela informacji po zadaniu mu pytania lub przedstawieniu argumentu, a wykręca się pytaniem, odpowiedzią pośrednią lub zupełnie nie związaną z tematem i oddala się od istoty sporu, wówczas zdo­bywamy pewność, iż znaleźliśmy (bywa, że zupełnie przypadkiem) jego słaby punkt, albowiem nasz prze­ciwnik jakby „względnie milknął". Teraz więc i w tym miejscu trzeba przypuścić silny atak i nie pozwolić mu się wywinąć i to nawet wówczas, gdyśmy jeszcze nie rozgryźli, na czym owa słabość polega.

Sposób 35

Ten sposób, o ile tylko udaje się go wprowadzić w czyn przebija wszystkie inne i powoduje ich zbęd­ność: miast argumentami oddziaływać na rozum, wystarczy wpływać za pośrednictwem motywów na wolę przeciwnika. Wówczas tak on, jak i słuchacze, o ile spostrzegą własną korzyść, niezwłocznie podzielą nasze zdanie, nawet zupełnie wariackie. Łut woli znaczy więcej niż cetnar rozumu i przekonania. Sposób jest do za­stosowania tylko w warunkach szczególnych, zwłaszcza, gdy możemy zasugerować przeciwnikowi, iż zwycięstwo jego zdania przysporzy mu wielkich kłopotów i strat. Wtedy odrzuca owo zdanie niczym rozpalone żelazo.

Przykład:

Duchowny walczy o jakiś filozoficzny dogmat - wystarczy uprzytomnić mu, że w ten sposób narusza pośrednio jakiś dogmat kościoła, a zaraz się wycofa. Posiadacz ziemski zachwyca się mechanizacją w Anglii, gdzie jedna maszyna parowa zastępuje wysiłek gromady ludzi. Ale wystarczy powiedzieć mu, że gdy mechanizacja obejmie także transport, jego stadnina dozna uszczerbku, gdyż spadną ceny na konie. I to wystarczy! Przy tej okoliczności każdy reaguje w myśl maksymy Horacego: Jakże pochopnie zgadzamy się z niesprawiedliwym prawem godzącym w nas samych! Podobnie postępujemy mając za słuchaczy zwolen­ników tej samej sekty co nasza, cechu, zawodu, klubu, itd., przeciwnik zaś odwrotnie. Choćby jego teza była najsłuszniejsza, gdy napomkniemy o jej sprzeczności ze wspólnym interesem, choćby jakiegoś cechu, natych­miast nasi słuchacze uznaj ą racje przeciwnika za mgliste, wafle i do niczego, nasze zaś, choćby zupełnie wydumane, za w pełni słuszne i trafne; dla siebie uzyskamy aprobatę słuchaczy, natomiast przeciwnik tylko anatemę, Słuchacze zazwyczaj są święcie przekonani, że głosują z szczerego przekonania, gdyż to, co osobiście nam nie sprzyja jest z natury dla intelektu absurdalne.(„Rozum ludzki nie charakteryzuje się trzeźwym spojrzeniem, lecz ulega wpływom woli i uczuć" - Franciszek Bacon). Sposób ów bywa nazywany „ujęciem drzewa za korzeń" i używa argumentu odwołującego się do użyteczności (argumentum ad utii).

Sposób 36

Można zaszokować i oszołomić przeciwnika słowotokiem zupełnych bezsensów. Istota w tym, że:
"Tak sądzi każdy, usłyszawszy słowa, jeśli mają chociaż trochę sensu". (Goethe, Faust) Gdy do tego przeciwnik sam przed sobą zdaje sobie sprawę ze swojej słabości, a jeśli jeszcze nawykł słyszeć rzeczy dla siebie niezrozumiałe i zachowuje się tak, jakby je dobrze pojmował, wówczas możliwym jest zaimponowanie mu bredzeniem z najpoważniejszą miną jakichś uczonych nonsensów, bełtających w głowie. Prezentujemy je jako niepodważalny dowód naszej tezy. Ów wybieg, co nie tajne, zastosowali ostatnio niektórzy niemieccy filozofowie wobec publiczności niemieckiej i to z błyskotliwym sukcesem. (...)

Sposób 37

Ten powinien być jednym z pierwszych. Gdy przeciwnik ma rację, ale ku naszej radości dowodzi błęd­nymi argumentami, wówczas łatwo jego dowód prze­walczyć. Następnie wywołujemy wrażenie, że oto oba­liliśmy całą jego tezę. W istocie zasadza się to na przed­stawieniu argumentacji, odnoszącej się do człowieka (tutaj: przeciwnika) jako argumentu odnoszącego się do rzeczy (argumentum ad hominemjako argumentum ad rem). Gdy ani on, ani słuchacze lepszego dowodu nie wynajdą - tośmy wygrali.

Przykład:

Ktoś przedstawia ontologiczny (dotyczący bytu lub ogólnej teorii) dowód istnienia Boga bardzo łatwy do odrzucenia. W ten sposób kiepski prawnik kładzie sprawę; usiłuje wygrać nieodpowied­nio dobranym paragrafem, a właściwego po prostu nie znajduje.

Sposób 38 - Ostatni!

Gdy spostrzegamy, iż siły przeciwnika są prze-możniejsze i nasze racje nie będą górą, wtedy rozpo­czyna się atak osobisty, wulgarny i obelżywy. Skoro sprawa i tak jest przegrana, pomijamy przedmiot sporu i atakujemy wprost osobę przeciwnika na każdy możliwy sposób, co można nazwać argumentem osobistym (argumentum ad personam), w odróżnieniu od argu­mentu odwołującego się do człowieka (argumentum ad hominem). Stosując ten ostatni rezygnujemy z przed­miotu sporu jako materii czysto obiektywnej i napadamy na to, co przeciwnik o nim powiedział lub mniemał. Natomiast zaczepka osobista oznacza całkowite zerwanie z przedmiotem sporu i zaatakowanie przeciwnika zupełnie bez związku z istotą dyskusji; a więc zjadli­wie, obelżywie i grubiańsko. To odrzucenie sił ducho­wych na rzecz cielesnych lub zgoła zwierzęcych. Chwyt ten cieszy się wzięciem, albowiem każdy może go używać; toteż jest nader częsty. Wypada obecnie zapytać, w jaki sposób winien postępować lak zaczepiony przeciwnik; gdy bowiem postąpi identycznie, to efektem jest bójka, pojedynek lub sąd o obrazę. Ogromnie myli się ten, kto mniema, iż wystarczy, że sam nie użyje osobistego ataku. Bowiem spokojne wykazywanie braku racji i faktu, iż przeciwnik myśli i pojmuje błędnie -jak w każdej dialektycznej dyskusji - bardziej go jeszcze rozdrażnia niż wszelkie grubiaństwo czy chamstwo. Czemu? Ponieważ, jak rzekł Hobbes: „Dobry nastrój człowieka zasadza się na tym, by sądzić o swych zaletach jak najlepiej porównując je z kimkolwiek innym." - Człowiek nie dysponuje niczym cenniejszym od zaspokojenia własnej pychy (stąd zwroty takie jak: „honor droższy niż życie", itp.). Zaspokojenie tej próżności odbywa się głównie po­przez porównywanie siebie z każdego punktu widze­nia, głównie zaś pod względem władz umysłowych. Ma to miejsce faktycznie (effectiye) i szczególnie dobitnie w dyskusji. Stąd płynie gorycz zwyciężonego mimo, że nie wyrządzono mu krzywdy; dlatego właśnie sięga on po ten ostatni sposób, którego - nawet przy bardzo grzecznym zachowaniu strony przeciwnej - nie da się uniknąć. Zimna krew i tutaj może pomóc; ataki osobiste przeciwnika odparowujemy bardzo powściągliwie, wskazując, że nie należą one do tematu sporu i sami natychmiast do tematu powracamy, dalej wykazując, że przeciwnik nie ma racji; tym samym ignorujemy jego obelżywe postępki, podobnie jak Temislokles w rozmowie z Eurydyką: Bij, ale wysłuchaj! Wszelako nie każdemu dana jest taka umiejętność. Najlepszym wyjściem jest to, które proponuje Arystoteles w ostatnim rozdziale O wybiegach sofistycznych: Nie dyskutować z byle kim, a tylko z ta­kim, którego znamy i wiemy, że jest dość rozumny, aby nie prawić absurdów, których sam się potem wstydzi. Trzeba prowadzić dyskusję poprzez argumen­ty, a nie apodyktyczne wypowiedzi, trzeba argumentów słuchać i zgłębiać je. Wreszcie potrzebna jest dyskusja z ludźmi szanującymi prawdę, którzy lubią słuszne argumenty nawet z ust przeciwnika i są na tyle sprawiedliwi, by uznać, że brak im racji, skoro prawdę głosi przeciwnik. Wniosek stąd taki: z setki ludzi może tylko jeden zasługuje na podjęcie z nim dyskusji, a reszta niech gada co dusza zapragnie, gdyż „prawem ludzi jest głupota" (desipere est juris gentium). Nie zapomnijmy o słowach Woltera (Poeme sur la loi naturelle): „Spokój wart jest jeszcze więcej niźli prawda." Zaś pewne przysłowie arabskie głosi: „Drzewo milczenia wydaje swój owoc - pokój". W rzeczy samej ćwiczenie myśli jaką jest dyskusja pozwala na obopólną korzyść, przynosząc sprawdzian własnego rozumowania oraz wykuwanie się nowych poglądów. Wszakże niezbędna jest względna równość obu dyskutantów tak pod względem erudycji jak i in­teligencji. Gdy jeden pozbawiony jest erudycji, to wszystkiego nie pojmie, przeto nie będzie na poziomie. Gdy zaś zbraknie mu inteligencji rozgoryczy się tylko i sięgnie po nieuczciwość, szalbierstwo i w końcu grubiaństwo.

Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII