"Mity greckie" - Robert Graves. Część VI (D) "Potop: Upadek z Nieba i Taniec Węży Dogonów".


Artystyczna wizja boga Oloruna (naczelne bóstwo w zach. części Afryki)


"Pięć Wieków Ludzkości: Odwieczna walka Dobra ze Złem;  Pościg za kobietą, oblubienicą Synów Bożych i jej potomstwem;  Bunt dzieci Matki Ziemi -- Tytanomachia, Gigantomachia i Tyfonomachia;  Trzy próby zniszczenia ludzkości przez pogańskich bogów i cudowne ocalenie ludzi przez pół-boga, który własną śmiercią zapłacił za niesioną pomoc.  Potop -- ostateczna rozgrywka z rodzajem ludzkim?".


(D)


Jest to przedostatni post z serii "Potop". Planowałam zakończyć nim ów cykl, jednak okazało się, że Czarny Ląd zawiera zbyt wiele ciekawych anegdot, aby potraktować go pobieżnie. O greckiej wersji Potopu, napiszę następnym razem.


Współczesna nauka wciąż zakłada, że starożytne cywilizacje nie mogły mieć ze sobą żadnego kontaktu, gdyż oddzielał je czas i przestrzeń, a jednak jak wykazują nowsze badania, nie może być przypadkiem, aby zupełnie sobie różne kultury na odległych kontynentach, nie miały ze sobą łączności, skoro pozostawiły praktycznie ten sam zapis dziejowy. Osobiście nie wierzę w przypadki, na pole których spycha się ponawiające się we wszystkich mitologiach te same wydarzenia. Na co dzień staram się opierać wyłącznie na dowodach, tym bardziej nauka, winna posługiwać się konkretem a śladów jest bardzo wiele zarówno w źródłach starożytnych, jak i w najnowszych wykopaliskach. Tymczasem współcześni akademicy, czynią coś zupełnie innego. Jak gdyby bali się czegoś lub kogoś. Ktoś im zabronił "szperać"?

Orisza (manifestacja najwyższego Boga)


V: "POTOP" w mitologii Czarnego Lądu
(Afrykańska Księga Rodzaju)


Nie sposób jednoznacznie określić, dzięki komu lub czemu, narodził się ów mit w plemionach zachodnio-afrykańskich. Słyszałam dotąd wiele różnych hipotez, jednak szczególnie interesującą wydaje się ta, która stwierdza, iż tysiące lat temu spora część ludności czarnoskórej zaczęła stopniowo rozchodzić się z zazielenionej onegdaj Sahary na Zachód. Są jednak i takie środowiska, które twierdzą, że część owych plemion nigdy nie zawędrowała do Egiptu, aby to od nich zapożyczyć ów mit (co najwyżej "biali" stamtąd, dotarli do nich). Jakkolwiek by nie było, warto zanurzyć się w świat wierzeń takich plemion jak: Jorubowie, Dogoni czy Kurumba. Bez wiedzy na temat symboliczno-astronomicznego znaczenia tańca masek Senufo ("Tańca węży"), nie sposób pojąć z czym mamy do czynienia. A jest to o tyle intrygujące, iż jeszcze do niedawna, plemiona te uznawane były przez świat za niegodne uwagi. Kult ten przeniknął aż na Kubę w postaci Santeria, za sprawą handlu niewolnikami, ale to odrębna kwestia.

Kobieta z plemienia Joruba
Antropologowie twierdzą, iż kult plemienia Joruba rozwijał się od co najmniej ośmiu tysięcy lat, pozostając przy tym wiernym podstawowym jego założeniom, a więc o przybyciu na Ziemię "bogów z gwiazd" oraz stałej obecności przodków pośród żywych i manifestacji Boga Najwyższego, w postaci sił przyrody. Obecnie, poza Afryką, kult ten istnieje w Brazylii (tzw. Candomble), na w.w. Kubie, Shango w Trinidad i Tobago, czy jako wyrocznia Ifa w Nigerii.

Najwyższym bogiem tego plemienia, był -- Olorun (info o pełnym panteonie tego regionu - TUTAJ). Któregoś dnia bardzo się zdenerwował na ludzi Ife (= przodkowie Jorubów), że pławiąc się w dobrobycie, zapomnieli o składaniu ofiar -- a więc pretekst do zniszczenia ludzkości, był ten sam, co w poprzednich mitologiach (część B i C). Zaś poziom ich życia, no cóż, śmiało można go porównać do Naszego, które też w większości, zasadza się na błahym stosunku do wiary (przynajmniej na Zachodzie). Polecam również moje własne - nieco odmienne od obiegowego - spojrzenie na czarnoskórych mieszkańców Ziemi - Tutaj*.


Na początek, postanowił Olorun ukarać ludzi głodem, zsyłając nań plagi. Pierwsza próba lojalności w przedziwny sposób odnosi nas do mitologii sumeryjsko-babilońskiej. Przerażeni ludzie, zwrócili się o pomoc do najwyższego kapłana -- Orunmila z zapytaniem: "W czym zawiniliśmy?", ten z kolei udał się do słynnej w Afryce "wyroczni" (była to kapłanka), a kiedy od niej wrócił, tak odpowiedział swym pobratymcom:
"Jeśli chcecie wkrótce być świadkami końca waszej udręki, winniście złożyć najwyższemu w ofierze dwieście szczurów, dwieście gołębi, dwieście kóz i tyleż kozłów. W przeciwnym razie bóg Olorun ześle na nas jeszcze większe nieszczęście" -- "Afrykańska Księga Rodzaju" (Stanisław Piłasiewicz), str. 32.


Jak nietrudno się domyślić, ludzie Ife nie byli w stanie spełnić tej prośby (zresztą wydaje się ona co najmniej dziwna z punktu widzenia jakiegokolwiek Boga, chcąc uzyskać od nich taką ofiarę, powinien wcześniej nie zsyłać na nich suszy). Padł więc na nich blady strach. Kapłan przeląkł się jednak jeszcze bardziej (w końcu podobnie jak współcześni kapłani, ani mu w głowie było oddawać życie za biedne owieczki). Czym prędzej udał się do tej samej "wyroczni", błagając ją, aby poleciła, co ma robić, aby samemu się uratować? Prawda, że miło? Według mnie najciekawsze w tym jest podobieństwo do mitu z Mezopotamii, w którym pojawia się motyw świadomego "okłamywania" populacji ludzkiej, podczas budowania arki.

Wyrocznia zdradziła Orunmilowi, co ma złożyć w ofierze, a kiedy tak uczynił, zesłano mu z nieba metalowy łańcuch, na którym opuścił ziemski padół, aby wejść do panteonu najważniejszych bóstw Jorubów (jakieś skojarzenia z krainą Dilmun?). Nie wiem jak wam, ale mnie ów "łańcuch" nieodmiennie kojarzy się z jakąś drabiną, być może taką samą, jaką w swym śnie widział patriarcha Jakub (?):

"Kiedy Jakub wyszedłszy z Beer-Szeby wędrował do Charanu, trafił na jakieś miejsce i tam się zatrzymał na nocleg, gdy słońce już zaszło. Wziął więc z tego miejsca kamień i podłożył go sobie pod głowę, układając się do snu na tym właśnie miejscu. We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół. A oto Pan stał na jej szczycie i mówił: «Ja jestem Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju" -- Księga Rodzaju, 28, 10-22.


Zastanawiająca hipoteza, o tym, iż Orunmil miał być zabrany jakimś pojazdem z dala od szykującego się Potopu, jest o tyle ciekawa, iż przecież lud Joruba rzeczywiście czci swoich 8 najstarszych przodków, jako zesłanych z nieba. Mit ów kończy się w taki sposób, iż na jednej, samotnej palmie (a skoro jest palma, to zapewne i cała wyspa, czyż nie?), która ostała się po kataklizmie, wylądował z powrotem kapłan ludu Ife, aby, jak powiada ich religia, "urządzić świat na nowo". Nie będę powielać innych wersji tej samej opowieści, gdyż poza imionami, praktycznie we wszystkich plemionach afrykańskich, w taki czy w inny sposób ponawia się ta sama opowieść. Uważam, że dużo ważniejsze, jest naszkicowanie tła kosmologicznego, które idealnie - według mnie - tłumaczy prawdopodobną przyczynę zesłania na pierwszych ludzi kataklizmu.


Dogonowie (Dogoni; lud Habe, Kado i Tombo)
Dogoni -- zamieszkujący terytorium współczesnej Mali, okolice uskoku Bandiagara (tzw. Kraj Dogonów), podzielają te same wierzenia, co Jorubowie, jeśli chodzi o "Potop", świat jednak zelektryzowały wieści na temat ich szeroko rozbudowanej kosmologii, która, gdy ocenia się ją z punktu widzenia białego człowieka, wzbudza mieszane uczucia, bo jakim cudem, prymitywny lud afrykański, mógł wymyślić ergo poznać, na wskroś współczesną wiedzę astronomiczną już 5 tyś. lat temu?

Poglądy Dagonów na powstanie oraz organizację Wszechświata, a także na miejsce człowieka w kosmosie, przejawiają się w postaci "znaków" lub "symboli" = ważne dla zrozumienia wymowy całego tego postu. Uważają oni, z czym trudno się nie zgodzić, że cały porządek społeczny odzwierciedla się w jednostce, która jest integralną częścią makrokosmosu a przy tym, pełni ważną funkcję, niczym mały trybik w wielkiej maszynie.

Na początku stworzenia był Bóg Najwyższy -- Amma, który po dziś dzień zamieszkuje królestwo niebieskie. To on stworzył słońce i księżyc, tak jak garncarz tworzy swoje naczynia. Po stworzeniu ciał niebieskich, Amma wziął do ręki grudkę gliny i zgniótłszy ją w dłoni rzucił przed siebie, w wyniku czego na niebie rozbłysło tysiące gwiazd. Część z tej gliny uformowała - Ziemię. Podczas gdy świat Zachodu dopiero od kilku wieków cieszy się wiedzą o tym, iż Ziemia jest okrągła, spłaszczona przy biegunach i krąży wokół Słońca, Dogoni wiedzieli już (ponoć) o tym w starożytności (podobnie zresztą jak Grecy). Mędrcy tego plemienia uczą od pokoleń, że Ziemia rozciąga się na Wschód i Zachód, Północ i Południe, jak czyni to płód uwięziony w łonie matki. Ziemia ma zatem kształt zaokrąglonego brzucha kobiety.

W bardzo odległych czasach kobiecość Ziemi, przykrywał kopiec termitów, który stanowił jej klitoris. Jako że samotność bardzo dokuczała Bogu, pewnego dnia zbliżył się do kobiety-Ziemi, aby się z nią połączyć. Niczym rozpędzony asteroid pędził ku niej z wysokości. Niestety na drodze stanął mu ów kopiec, wznosząc się pionowo niczym fallus, tak więc rozgniewany Amma, musiał wpierw zmiażdżyć ów kopiec, co niestety poważnie naruszyło porządek Wszechświata. Jako kara spadło nań nieoczekiwane brzemię, w postaci szakala Jurugu, który niczym wcielenie Zła, zamiast oczekiwanych bliźniąt, zaczął się odtąd snuć po Ziemi, stając się śmiertelnym zagrożeniem dla istniejącego ładu. Dopiero za drugim zbliżeniem, Ziemia miała zrodzić bliźnięta Nommo, które jak głosi legenda, są prawdziwymi stwórcami człowieka. A więc pierwsza kopulacja zrodziła na Ziemi chaos - pył, kurz, wybuchy wulkanów, etc. Za drugim razem, pojawiła się... woda.

Nommo
Nommo miały wodniste ciała a ich kończyny były giętkie i nie posiadały stawów. Byli to na wpół ludzie i na wpół węże lub ryby. Od głowy do lędźwi przypominali ludzi, choć mieli czerwone, szeroko rozwarte oczy i rozwidlone jak u gadów, języki. Gładkie i lśniące jak lustro wody ciała, pokrywały krótkie, zielone włosy -- symbol i zapowiedź przyszłej roślinności na Ziemi. Pamiętajcie bowiem, że w tym etapie, Ziemia bardziej przypominała skałę. Mnie osobiście Nommo kojarzą się z czymś na wzór "syren" -- ich symbolem jest Ryba, są duchowymi opiekunami ludzkości. Według wierzeń Dogonów, nie e  raz poświęcali własne życie dla naszego dobra i któregoś dnia powrócą, tym razem w ludzkiej postaci.

Bliźnięta Nommo, poczęto bez żadnych przeszkód i w spokoju rozwinęły się w łonie matki. Były ponoć godne boskiego stworzenia. Doskonałe i kompletne, posiadały umiejętność mówienia i tak jak członów ich ciała jest osiem, tak cyfra "osiem" u Dogonów oznacza = mowę. Miały powstać z wody, z niej się wynurzyć. I choć Amma zabrał swe dzieci do Nieba, jak wynika z przekazów Dogonów, Nommo są istotami wszędobylskimi; wciąż zamieszkują Ziemię. Spotkać je można we wszystkich morzach i oceanach, strumieniach, rzekach i jeziorach. Czyżby chodziło o jakieś maleńkie bezkręgowce? Podstawowe cegiełki życia na naszej planecie? Według Dogonów wszelkie życie wzięło się z wody; wodą jest także nasza krew, wodę można spotkać nawet w kamieniu -- Tales by się ucieszył. ;)

Jako boskie stworzenie, Nommo miały jako pierwsze zasiać na naszej planecie życie. Widząc bowiem swą Matkę-Ziemię, nagą i bezbronną, rozsiały na niej tzw. "wkłókna niebiańskich roślin". Zwinięte w spiralę (jak fraktale), wilgotne, napełnione obecnością Nommo, miały zawierać w sobie Słowo, za pośrednictwiem którego wszystko się stało. W tym miejscu pojawia się jednak zły szakal Jurugu i w nikczemny sposób, jak to nieraz miało miejsce w mitologii greckiej, zmusza do spółkowania własną matkę. W ten sposób szakal zdobył umiejętność mówienia i od tej chwili mógł odkrywać i przekazywać wszelkie zamiary Boga. Do dzisiaj Dogoni odczytują ponoć przyszłość ze śladów szakala na piasku. W interakcji na to, Nommo postanowiły ocalić cześć matki i wziąć udział w procesie kreacji. Tak stworzono kobietę i mężczyznę. Niestety sama Ziemia na zawsze już pozostała z dala od Boga-Nieba, który nią wzgardziłDogoni wierzą, że od tamtego czasu: dzieci Słońca i dzieci Księżyca, a więc dzieci wierne Bogu lub Bogini, są ze sobą skłócone, stale ze sobą walczą. Jako że Bogini jest słabsza, co pewien czas wypuszcza ona znak "tęczy" = jako rozejm. Mit ów jest bardzo podobny do wierzeń hinduskich, czyż nie?


Pierwsza para ludzka stworzona przez Ammę (jako iż Nommo posiadają moc dzięki swemu Ojcu) a udoskonalona przez Nommo (chodziło o rozdzielenie w każdym z ludzi cech żeńskich i męskich, aby oszczędzić im ciągłej walki przeciwieństw), spłodziła "ośmiu przodków", z których czterech starszych było mężczyznami, a czworo pozostałych -- kobietami. Przodkowie ci tylko symbolicznie różnili się od siebie, gdyż według przekazów Dogonów, przypominali bardziej obojnaków; istoty oderwane od fizyczności, czyste i nieśmiertelne, choć zdolne do rozmnażania. Czas, w którym przebywali na Ziemi nazywany jest Złotym Wiekiem.

Dalsza część mitu głosi, iż pewnego razu jeden z najstarszych przodków (siódmy, bodajże) poczuł w sobie dziwny przymus, który pchnął go ku tej samej jamie, w której onegdaj skrył się szakal Jurugu. W ten sposób wniknął on w łono swej matki i na powrót stał się płodem. W wyniku tego niezwykłego zdarzenia, przodek ów został zabrany do nieba, gdzie wnet podążyli za nim pozostali jego bracia na wskutek jakiejś dziwnej wstecznej ewolucji. Najprościej można porównać ów proces do znanej dzisiaj na Dalekim Wschodzie praktyki osiągania "oświecenia", jakby "wzniesienia", wyzbycia się fizycznej powłoki. Ów siódmy przodek, uchodził za doskonałego, jak doskonała jest cyfra cztery = zasada żeńska, oraz cyfra trzy = symbol męskości. Cyfra siedem jest więc symbolem związku mężczyzny i kobiety. Owa harmonia pozostała dzisiaj wyłącznie w symbolice hebrajskiej (Magen Dawid), gdzie splecione ze sobą trójkąty Gwiazdy Dawida, tworzą unię pierwiastka męskiego i żeńskiego - Boga Jahwe i żeńskiej obecności, Szechiny!


Witając ośmiu  przemienionych przodków w niebie, bóg Amma miał im podarować "cudowne ziarna", każdemu po jednym, zaznaczył tylko, że każdy ma pilnować swojego i nie wolno się dzielić z pozostałymi. Ale cóż, podobnie jak w micie o zakazanym owocu w Edenie, dwóch przodków złamało ów zakaz. Patrz - Tutaj*. Stali się przez to nieczyści i czując się w niebie nieswojo, postanowili je opuścić. Za cel obrali Ziemię.


Ażeby tam się dostać, "pochwycili pleciony koszyk z okrągłym otworem i kwadratową podstawą. Odwrócili go do góry dnem i pokryli jego szkielet niebiańską gliną. Na każdej z czterech ścian owej konstrukcji, umieścili schody składające się z dziesięciu stopni. W ten sposób powstała komórka świata, model struktury ziemskiej"-- {luźny cytat z "Afrykańskiej Księgi Rodzaju", str. 227-228} 


Ta dziwaczna konstrukcja miała ponoć kosmiczną symbolikę. Jej podstawa symbolizowała słońce, a więc była czymś w rodzaju -- napędu. Kwadratowy dach był - niebem, za pośrednictwem którego widzieli dokąd lecą. Z kolei stopnie schodów symbolizowały "ośmiu przodków", choć nie znalazłam nigdzie wyjaśnienia dlaczego zatem stopni było dziesięć. Może dwa pozostałe miały symbolizować "bliźnięta Nommo"? Zagadka. 


Tak więc przodkowie załadowali się na ów dziwny "pojazd"(?). Zabrali ze sobą wszystko to, co mogło im posłużyć do przetrwania na Ziemi, jako że -- jak w wielu innych mitach i legendach świata starożytnego, zamierzali nauczyć ludzi: rolnictwa, nawadniania, łowiectwa oraz budownictwa. Po czym wystartowali. Ważne podkreślenia jest to, iż tuż przed opuszczeniem siedziby bogów, jeden z przodków, niczym grecki Prometeusz, zakradł się do boskiej kuźni i ukradł stamtąd kawałek słońca, składającego się z żarzących się węgli i rozgrzanego do białości żelaza. Chciał w ten sposób "ofiarować ludziom ogień". Owa pochodnia, dała początek kultowi ognia, którego kapłankami, po dziś dzień są -- kobiety. Coś jak Westalki, kapłanki "domowego ogniska".


Bogini Oya, jedna z Orisza, Władczyni Burz, Huraganów i Tornad

Jednak kradzież tak cennego daru, wzbudziła wielki gniew w niebiesiech. Za uciekinierami posłano pościg. Przodkowie musieli nieźle się napocić, aby w jednym kawałku wylądować na Ziemi, stale bowiem Orisza ciskały w nich gromami, zsyłały na nich potężne tornada i ogólnie starały się za wszelką cenę rozbić ich pojazd, iżby zginęli. Lądowanie nie było zatem przyjemne. Tajemniczy pojazd "ośmiu przodków", uderzył o ziemię z impetem. Wzniósł się ku niebu potężny kurz, który zasłonił zwierzęta, rośliny i ludzi stojących na stopniach piramidalnej budowli. Czy nadążacie? Osiem tysięcy lat temu w zach. części Afryki budowano "piramidy"? Przypuśćmy jednak, że ten detal jest wymysłem Dogonów, w końcu mogli mieć oni kiedyś kontakt z ludami Egiptu. Jednak w mitologii Dogonów istnieje zbyt wiele podobieństw do innych mitologii a przy tym wyprzedzających je w czasie, ażeby tak po prostu uznać je wszystkie za synkretyczną prowizorkę. O ile - podkreślam - ich wierzenia nie są wytworem jakiejś przemyślnej mistyfikacji.

Przykładowo: Schodząc na Ziemię Przodkowie wpierw uniknęli zemsty pozostałych bogów, którzy nie mogli im darować rozłamu w Niebie, by zaraz wejść między sobą w zatarg, w wyniku którego, siódmy przodek zginął za to tylko, iż ze złości na ósmego, który ośmielił się zstąpić na naszą planetę jako pierwszy, wpadł w dziki szał. Pamiętając, że przodek siódmy był panem Słowa, zaś ósmy panem Mowy, sytuacja ta okazała się dla "bogów z gwiazd" dosyć kłopotliwa. Rzuca ona za to odrobinę światła na wierzenia ludu Kurumba, ale o tym później.

Wyobrażenie Przodków
Jak pisałam wcześniej: Przodkowie byli istotami obojga płci, przez co doskonale potrafili zaadoptować się do nowego środowiska i dzięki darowi prokreacji. Ziemię zasiedliło nowe pokolenie ludzi. Najstarszy człowiek, nazywał się Lebe i należał do ósmego rodu, cieszącego się szczególnymi przywilejami. Niemniej bez siódmego przodka rozwój ludzkości nie mógł postępować dalej. Dlatego Lebe, postanowił wyruszyć w daleką podróż, aby odnaleźć to, co zostało z zamordowanego przodka.


Jest to troszkę pokręcone, ale interesujące w tym micie wydaje mi się coś, co może tłumaczyć ową żarliwą chęć odzyskania zwłok. Przed narodzeniem każdego człowieka, bliźnięta Nommo sporządzają kontury zwane duszą, nie chodzi jednak o "Prządki Losu", choć podobieństwo ciśnie się na myśl, raczej o stworzenie jakiejś biologicznej puli, w niej bowiem ma być zapisany cały los danej jednostki, wszelkie jej słabości i zalety; zdrowie i choroby. Gdyby przełożyć ów symboliczno-archetypowy język na współczesny, można by się pokusić o stwierdzenie, że być może chodziło o... kod DNA? Ale to tylko hipoteza. Według tradycji Dogonów odejście Lebe oraz zniknięcie siódmego przodka nosiły wyłącznie pozory śmierci a ich późniejsze zmartwychwstanie (takich słów używają Dogoni), przywróciło normalny porządek Wszechświata.

Maska Senufo (przy "Tańcu Węży")
W 1938 roku dwóch francuskich antropologów: Marcel Griaule (filmik po francusku po lewej, a po prawej francuski film z ang. napisami) oraz Germain Dieterlen, wyruszyło do zachodniej Afryki, aby poznać tradycje i obyczaje tamtejszych plemion. Tam też, choć nie bez trudu, odkryli Dogonów mieszkających w regionie Mopti, w w.w. mieście Bandiagara (jest to skalisty region, zaś sama osada Dogonów mieści się na trudno dostępnym płaskowyżu), w czym przypominali Francuzom, plemię Anasazi z Ameryki Pn. Dzięki takiej lokalizacji udało im się przetrwać najgorsze okresy niewolnictwa ze strony islamu a później, białych ludzi. Jest to dziwne plemię, które skupia się na sztuce, pięknie, życiu po życiu; błękitne niebo jest miejscem narodzin ich Przodków, zaś ich własną kolebką -- Matka Ziemia.

Zgłębiając ustnie przekazywaną tradycję (wierzenia) Dogonów, Europejczycy odkryli, iż na długo przed odkryciem przez Galileusza księżyców Jowisza, Dogoni posiadali wiedzę o takich obiektach, jak: Io, Europa Callisto czy Ganimedes. Do dzisiaj nie wiadomo skąd to wiedzieli, co najdziwniejsze, posiadali również wiedzę, którą w latach 30 XX w. nikt nie był w stanie potwierdzić, choć w środowisku naukowym, przebąkiwano o tym. Dopiero teleskop Hubble'a oraz misja Voyager 2 z 1977r., udowodniły mity Dogonów, przynajmniej w tej części, są prawdziwe. I raz jeszcze: O ile nie zmyślono tego w celu "supremacji" rasy czarnej czy potwierdzenia tezy Danikena.

Wiedzieli bowiem o białym karle okrążającym gwiazdę -- Syriusz w cyklu 50 lat, której nie można zaobserwować gołym okiem. O istnieniu Syriusza B spekulowano od połowy XIX w. nie było jednak na to dowodów, dopóki nie stworzono współczesnych teleskopów i sond. Tymczasem Dogoni wierzą od tysięcy lat, że są potomkami "przybyszów z tego właśnie systemu słonecznego".  Przypadek?

"Syriusz B jest białym karłem o masie nieznacznie mniejszej od masy Słońca i średnicy nieco mniejszej od średnicy Ziemi, który porusza się wokół Syriusza A po eliptycznej orbicie o okresie nieco ponad 50 lat" (źródło: internet).

A więc pod tym względem niczym nie różnią się od kultury Majów, Egipcjan czy Chin. I choć wiele jest teorii, skąd ci prości czy wręcz prymitywni ludzie, mogli pozyskać taką wiedzę, jedno nie ulega wątpliwości, iż musiała oba być znana już w czasach zamierzchłych. Według jednej koncepcji, Dogoni wywodzą się z pradawnej Cywilizacji Saharyjskiej, która upadła z powodu pustynnienia tego regionu. Co tłumaczyłoby prawdziwy wiek Sfinksa o czym pisałam TUTAJ. Trudno powiedzieć, jednak wówczas nie dziwiłaby duża zbieżność wierzeń, sporo jest bowiem na świecie tzw. "kultów cargo".  

Jednak Dogoni* się upierają, że wiedzę tę przekazali im przodkowie Nommo. Mieli oni zstąpić z Nieba na podniebnej "arce" i po przedstawieniu się jako "bogowie", mieli dokładnie opisać Dogonom, skąd pochodzą, a więc z okolic trzeciej gwiazdy w systemie Syriusza. Ale zaraz, zaraz... Syriusz B naprawdę istnieje, co zostało potwierdzone przez NASA. Tymczasem w 1995 r. Daniel Benest i J.L.Duvent, opublikowali w prestiżowym magazynie: "Astronomia i Astrofizyka" zaskakujący raport wskazujący, że system Syriusza, jest systemem składającym się z 3 gwiazd. Mamy zatem: Syriusza A (Psia Gwiazda), Syriusza B (znaną już Dogonom jakieś 5 tyś. lat p.n.e.) oraz... Syriusza C. Jeśli to prawda, no cóż, według mnie należałoby spojrzeć na znaną nam historię jeszcze raz i porządnie się zastanowić. Dla ciekawych -- artykuł (po angielsku).

Tradycyjne rzeźby z regionu zamieszkiwanego przez plemię Kurumba

Na sam koniec tego dziwnego posta, który tylko pobieżnie skupia się na "Potopie", lecz za to wiele -- moim zdaniem -- wyjaśnia "symboli", które w micie afrykańskim na temat tego kataklizmu zostało zawartych, chciałabym wspomnieć jeszcze o "żelaznym domu Kurumba", który również łączy się z resztą i jak wspomniałam wcześniej, rzuca światło zarówno na mit o Potopie, jak i wspomnianą walkę pomiędzy skłóconymi "przodkami" (Siłami Dobra i Zła?)


Znając te wszystkie alegorie, archetypy, rzekome lub prawdziwe (któż to wie?) wydarzenia, można ułożyć sobie w głowie całkiem interesujący obraz tła historycznego, pewnych pobocznych aspektów "wyniszczenia" rasy ludzkiej przez wodę, jak i zadać całkiem nowe pytania o prawdziwe pochodzenie wszystkich znanych nam wierzeń, podań i legend. Według mnie, ale mówić mogę tylko za siebie, one wszystkie zawierają w sobie prawdę. Jak to jednak bywa na przestrzeni wielu tysięcy lat, na filary wiary narasta rafa dodatkowych wariacji, które z pokolenia na pokolenie, tworzą wielokolorowe przedstawienia tych samych wydarzeń, tyle że pod różnymi imionami i kształtem.

Mit Kurumba koncentruje się wokół cudownego opuszczenia się z nieba żelaznego domu. U Dogonów był to piramidalno-tęczowy spichrz. To, co łączy te dwa mity, to niezwykłe tworzywo, z którego owe "pojazdy" bogów miały być zbudowane. Przodkowie Dogonów poruszali się czymś na wzór napędzanego ogniem lub inną nieznaną mocą pojazdu o czterech ścianach. Jego dach był z jednej strony przejrzysty dla jego pasażerów, lecz ponad nim rozpościerała się jakaś sieć pajęcza, która podczas wznoszenia, poruszała się niczym śmigło współczesnego... "helikoptera", zastanawiające, czyż nie? Z kolei pojazd ludu Kurumba, przypominał żelazny sześcian. Jego lądowaniu towarzyszył potężny ryk, który słyszało wielu ludzi z daleka. Według mnie to bardzo dziwne... Kiedy czyta się przykładowo ST, widać wyraźnie, że Bogu, który ukazywał się "wybrańcom" zawsze zależało na dyskrecji. Tutaj zaś, jak i w przypadku mitologii greckiej, bogowie zwalają się na Ziemię jak pijane łosietologii greckiej bogowie zwalają się na ziemię niczym pijane łosie. Jeden z mieszkańców okolicznej wioski, Konde Sawadugu, poinformowany przez swą siostrę, co się stało, pobiegł czym prędzej w miejsce lądowania i o mało nie zszedł na widok "tego czegoś".

Podszedł do owego "żelaznego domu" i ze zdziwieniem odkrył, że nie miał on ani drzwi, ani okien. Chwycił więc za siekierę i z całych sił uderzył w jego ścianę. Już po pierwszym uderzeniu wypłynęła z niej woda, za drugim ciosem -- krew a za trzecim razem, coś jakby mleko. W powstałej po uderzeniach wyrwie, Konde zauważył, że w środku znajduje się trzech innych mężczyzn.... ale przecież "przodków" miało być - ośmiu. Przybysze pragnęli pokoju z ludźmi, jednak wydawane przez nich rozkazy, nie podobały się władcy tego plemienia. Zażądał on wyjaśnienia od przybyszów, dlaczego śmią mu rozkazywać i wtedy usłyszał, że Oni byli na Ziemi przed nim, a więc mają więcej do niej praw. Spór ów zakończył się wojną, podczas której obdarowani przez przybyszów dziwnymi mocami Kurumba, zmienialali swą postać. Ostatecznie jednak wygrali przybysze z gwiazd a upokorzeni w ten sposób ludzie, musieli paść przed nimi na kolana. 



W przeciwieństwie do ludu Dogonów, przodkowie Kurumba nie byli tacy mili i wyrozumiali, jednak zarówno tamci jak i ci, mieli wchodzić w związki z ziemskimi kobietami, dla przedłużenia swej linii. Jako że wierzenia afrykańskie w przeciwieństwie do wyżej rozwiniętych Cywilizacji Basenu Morza Śródziemnego, opierały się wyłącznie na symbolach i archetypach, pozostaje bardzo szerokie pole do interpretacji dla tych, którzy owe mity studiują. Nie dam sobie głowy urwać czy to prawda, czy po prostu bajka, którą ktoś zmyślnie podrzucił czarnym ludom Afryki. Prawdę mówiąc wcale by mnie to nie zdziwiło, z góry zakładam, że Czarni nie mogli sami tego wymyślić. Pozostaje jednak pytanie kto i kiedy podrzucił im tę wiedzę; wiedzę, która od co najmniej 10 tyś. lat krąży po całym świecie. "Żelazny sznur" u Jorubów wydaje się doskonale pasować do "żelaznego domu Kurumba; z kolei znając mity sumeryjsko-babilońskie, indyjskie czy ST nie dziwi wcale, że przodków było "ośmiu" i że Potop był de facto karą za coś innego niż nieposłuszeństwo ludzi. Co najwyżej nieposłuszeństwo owych tajemniczych "przodków", którzy przywędrowali do nas na swych dziwnych pojazdach z gwiazd, choć nie wolno im było mieszać się w nasze sprawy i na dobitkę, spłodzili dzieci z ziemskimi kobietami, któż to wie?

______________________________________________

Poprzednie części "Mitów greckich", które znaleźć można także na pasku bocznym bloga:






Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!