"Mity greckie" - Robert Graves. Część I




"Nóż, który odciął ziemię od nieba"



Robert Graves zasłużył sobie na mój szacunek z chwilą, gdy wzięłam do ręki jedną z jego książek (Tutaj), ale to nic w porównaniu z moim uznaniem dla niego w chwili obecnej. Wielu jest na świecie pisarzy, ale niewielu, którzy byliby w stanie połączyć ze sobą dwie sztuki: piękny język z żywą wiedzą. Te dwa elementy sprawiają, że nie sposób oderwać oczu od kolejnych stron, ale też kryje się w tym pewien haczyk. Podczas gdy w zwykłej prozie dostajemy gotową, ładnie zapakowaną historię, wszystko jest jasne pod jej koniec i w zasadzie nic ponad tą jedną pracą nas nie zaprząta, książka Gravesa przypomina bardziej ciężkie kompendium; tak wiele mieści się w niej informacji, że nawet ktoś taki jak ja, raczej przyzwyczajony do licznych dygresji naukowych, musi na chwilę przystanąć, zebrać myśli, podsumować.


Postanowiłam zatem podzielić opis danej książki na kilka lub kilkanaście (czas pokaże) części. Graves nie był naukowcem w ścisłym tego słowa znaczeniu; sam o sobie mówił "potomność będzie znała go raczej za poezję". Wielu zarzucało Gravesowi, że jego konkluzje były zbyt radykalne, ale mnie osobiście w pełni satysfakcjonuje jego spojrzenie na przedmiot mitologii. W porównaniu z Parandowskim, którym karmi się naiwne dzieci w szkołach, bo przecież nie poznają, że poddaje się je totalnej cenzurze i manipulacji patriarchalnej, wnikliwa analiza zamierzchłych czasów Gravesa otwiera oczy na wiele kwestii. Zacznę więc od porównania dokonanego przez Gravesa na kilku koncepcjach stworzenia świata (pierwsze 5 rozdz. danej książki), które ujawniają szereg przekłamań współczesnej "wiedzy akademickiej", na temat tego, co większość ludzi nazywa "dziejami naszego świata" czy "historią ludzkości".

Eurynome (Bogini Wszechrzeczy)
Aby zrozumieć myśl przewodnią Gravesa, należałoby przyjąć do wiadomości, że autor takich prac jak: "Biała Bogini" (The White Goddess) a także jako Irlandczyk z pochodzenia wywodził się z kręgu kultury celtyckiej, tak więc nie obce mu są wszelkiego typu naleciałości: klasyczne, także - wiccańskie.


Czytając "Mity greckie" stale czułam emanujące od autora umiłowanie tych dwóch przedmiotów, które są sobie bardzo bliskie. Kult Bogini Matki, jeśli jeszcze tego nie wiecie, nie dotarł by do ludów celtyckich, gdyby wpierw nie istniał w Starożytnej Grecji, jeszcze wcześniej u ludów semickich, czy w Babilonii i Sumerze (gdzie też, ów kult się narodził).


Patrząc na książkę Gravesa pod tym kątem, nie dziwi, że gro historyków zarzucało mu podążanie niewłaściwą ścieżką badawczą, ale też jako pisarz-poeta, Graves mógł sobie na to pozwolić; po drugie -- większość współczesnych historyków to ludzie kurczowo uczepieni patriarchalnego punktu widzenia, zachowujący się częściej jak cenzorzy czy klawisze, dla których prawda historyczna zależy od tego, kto zapłaci więcej, kto w danym czasie rządzi. Takie jest moje prywatne zdanie, gdyż wychodzę z założenia, że "prawda" zawsze kryje się w mniejszości, nigdy nie jest popularna, ani łatwa do zaakceptowania. To tak, jak z porodem. Czy chcemy czy nie, musimy się urodzić* lub urodzić to, co jest w Nas*, ale nikt przecież nie czaruje, że obędzie się bez skurczy i bólu. Także późniejsze życie, nie pieści.


Graves -- dzięki wnikliwym poszukiwaniom i analizom -- zebrał i opisał cztery mity o stworzeniu świata* (Indie-Sumer/Babilonia-Izrael-Grecja), z którymi zgadzam się w zupełności, gdyż pokrywają się z wiedzą zaczerpniętą przeze mnie z licznych prac naukowych znanych mitologów świata. Wszystkie one -- do pewnego kluczowego punktu w historii -- oddawały cześć Bogini Matce:


A)  Pierwszy z nich odwołuje się do Eurynome -- jako Bogini Wszechrzeczy. Wyłaniając się naga z Chaosu, gdyż taka była jej wola, tańczyła ponad bezmiarem wód (nie było wszak wtedy ani ziemi, ani nieba). Chcąc zatem znaleźć oparcie, bogini musiała oddzielić je łaskawie od siebie. Nie trudno zatem skojarzyć (co też Graves czyni) ów opis stworzenia z innym, sprzedanym ludzkości parę tysięcy lat... później.


W owym bezmiarze wód żył za sprawą Eurynome, mityczny wąż Ofion. Towarzysząc więc Bogini w jej ekstatycznym tańcu, w pewnym momencie oplótł się wokół jej ciała zapładniając macierz. To stąd właśnie, w tak wielu kulturach świata, wąż odgrywa jedną z głównych ról w procesie kreacji. I nawet w micie o Adamie i Ewie odgrywa ważną - choć tym razem negatywną - rolę.


Ludy greckie zwały go także Pelorem -- cudownym, wieszczącym lub uzdrawiającym wężem. Laska Eskulapa do dzisiaj opleciona jest jego zwojem; nawet gdyby posiłkować się ST, warta przypomnienia jest opowieść o tym, jak pozostawiony przez Mojżesza lud Izraela na pustyni, zaczął oddawać cześć fałszywym bożkom, przez co Bóg zesłał nań zarazę. Wówczas to, po żarliwych modłach, uleczonymi byli ci, którzy spojrzeli na zesłanego w darze przez bóstwo -- węża. Dla miłośnika mitologii, a także gnozy, jasnym jest nawiązanie do egipskiego mistycyzmu.

Później Eurynome, pod postacią gołębicy (synogarlicy), tak długo szybowała nad falami, aż zniosła Jajo Wszechświata (Kosmiczne Jajo -- które de facto pojawia się we wszystkich starożytnych kultach, od Indii kończąc na Egipcie). Jajo -- zarówno wtedy, jak i obecnie, jest symbolicznym zarodkiem życia, symbolem płodności i urodzaju, pełni wszystkich sił twórczych. Jego żółtko jest archetypem Słońca-złoto (na czym opiera się patriarchalny kult), zaś białko -- Księżyca-srebro. Jest to także symbol odradzania się, powstania z marazmu śmierci; czas -- w samej swej istocie. Tak zatem trzeba postrzegać ów proces kreacji. Bogini oddzieliła niebo od ziemi a następnie, tworząc Słońce i Księżyc -- stworzyła Czas. Także i w tym dopomógł Ofion, gdyż troskliwie ogrzewał swym ciałem owe jajo. Kiedy pękło, wysypały się zeń galaktyki, gwiazdy, planety.... -- można więc postrzegać to jako ów Wielki Wybuch a co za tym idzie - z całym szacunkiem - na początku działały wspólnie: pierwiastek żeński i męski, niczym Bóg i Bogini.


Wtedy jednak doszło między Eurynome a Ofionem do sporu. Ofion zaczął przypisywać sobie całe stworzenie, bo czyż to nie On zapłodnił Eurynome? Rozgniewana nań Bogini rozbiła mu głowę piętą, wybiła zęby, z których rzekomo mieli powstać ludzie, po czym zesłała go do mrocznych jaskiń pod ziemią. Tam też węże po dziś dzień czują się najlepiej. Mnie jednak, wzorem Gravesa ciekawi ów fragment o rozbiciu piętą przez boginię wężowej głowy. Czyż w tzw. Apokalipsie Św. Jana nie znajdujemy fragment o Niewieście, która depcze głowę smoka-węża? Zresztą nie trzeba sięgać tak daleko do przodu, już w Genesis zresztą padają następujące słowa. Zastanawiające podobieństwo, czyż nie?




Po tym zamieszaniu, Eurynome stworzyła 7 mocy planetarnych a nad każdą ustanowiła tytankę i tytana:
--  Teja i Hyperion -- odpowiadali za Słońce;
--  Fojbe i Atlas -- za Księżyc;
--  Diana i Krios -- za Mars;
--  Metyda i Kojos -- Merkury;
--  Temida i Eyrymedont -- Jowisz;
--  Tetyda i Okeanos -- Wenus;
--  Rea i Kronos -- Saturn*.

Nie jest to bez znaczenia, gdyż także dzisiaj Żydzi czczą boga transcendentalnego złożonego ze wszystkich mocy planetarnych tygodnia; tygodnia księżycowego (jako jedyny kult na świecie). Teoria ta znajduje swe potwierdzenie w siedmioramiennym lichtarzu (Menora). Nie wiadomo tylko czy to Żydzi zapożyczyli tę symbolikę od Egipcjan, czy też odwrotnie, pewne jest jednak to, że za pośrednictwem ludów semickich, dotarły do Grecji wierzenia z kręgu sumero-babilońskiego. Ta sama bogini, w Sumerze nosiła imię -- Jahu ("wzniosła gołębica"), tytuł ten potem przeszedł na Jehowę, jako stwórcę. Należy pamiętać, że w archaicznym systemie, ojcostwa nie uznawano. Wyraz tego kryje się w transmisji pochodzenia żydowskiego z matki na dziecko. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że dzięki nauce wiemy już, że przodkami Pelazgów (pierwszych Greków) były ludy semickie wywodzące się z państwa-miasta sumeryjskiego --- Ur, które z Azji Mniejszej dotarły na Peloponez. Jeśli prześledzicie opowieść o Danaidach ("Origin of Early Semitic Ritual", Samuela H. Hooke'a z 1935 r.) dowiecie się np. że mityczne imię Danaos pochodzi od hebrajskiego imienia Dan.


Żeby było ciekawiej, dodam jeszcze, że pochodzenie nazwy Ur wzięło się od imienia tamtejszej Bogini-Matki --  Ur-ianny (Inanny). Tak więc samo rzekome wyjście Abrahama z Ur, wiąże się, podobnie jak w przypadku kolejnych przemian na naszym kontynencie z symbolicznym porzuceniem matriarchatu na rzecz patriarchalnego bóstwa i stylu życia. Ale czyż nie o tym traktuje Tora? Wiecie też jakie było totemiczne zwierzę Pelazgów? = Bocian, proszę ja was. Symbol szczęścia, płodności, długiego życia, dziecięcej wdzięczności, tępiciela węży i innych nieczystych płazów, tymczasem o dziwo -- tylko w patriarchalnych księgach uznawany jest bociek za zwierzę nieczyste.

 
Noc -- orficka Bogini Matka
B)   Drugi mit o stworzeniu pochodzi już od Homera i Orfików. Według twórcy Iliady, początek wszystkiego wziął się od pary tytanów (Tetydy i Okeanosa), z tymże to Tetyda była Stwórczynią zarówno wszechrzeczy jak i człowieka. Zgodnie z mitem, miała ona unosić się nad światem-morzem niczym wolny duch, podczas gdy Okeanos (mityczna rzeka wielkości morza), podobnie jak Ofion w micie wcześniejszym, miał opasywać świat.


U Orfików z kolei czarno-skrzydła Noc (czy też czteroręka -- jej odpowiednikiem jest indyjska bogini Parvati, również Bogini Matka), bogini której bał się sam Zeus, uległa zalotom Wiatru (Boreasz) i w łonie Ciemności złożyła srebrne jajo (księżyc). Z jaja wylągł się później Eros (jest to bowiem kult płodności), zwany także Fanesem (czyli "pasący się na wrzosowiskach", "objawiający"), stąd jego symbolem jest -- pszczoła a idealnym (według matriarchalnych Greków, dzieci Szarej Boginii - od której swe imię wzięły Graje) państwem, system wzorowany na - ulu.

Stąd we współczesnych leksykonach symboli, pod hasłem "pszczoła" widnieje, że jest to symbol władców. Pszczołę już w St. Egipcie łączono ze słońcem i widziano w niej symbol duszy. W Grecji pszczoła uchodziła za zwierzę kapłańskie, głównie ze względu na swą -- "dziewiczość".


Także w kulcie chrześcijańskim symbol ten przetrwał, tyle że jako alegoria niepokalanego poczęcia Maryi. Czyż nie kryje się za tym jakaś utajona opcja pogańska? Wszak symbol ten ewidentnie łączy się z Boginią Matką. Fanes -- syn Bogini, był obojnakiem/hermafrodytą, a więc istotą doskonałą (wg. wierzeń Starożytnych) i to właśnie ta cecha dawała mu "czystość", gdyż nie pożądał (pierwotnie) ani jednej, ani drugiej płci. Sama zaś bogini Noc wraz z Ładem i Sprawiedliwością, tworzyła -- triadę, Trójcę. Mówi wam to coś?? Cztery głowy czy też ramiona odnoszą się do czterech pór roku. Stąd wyrocznia w Kolofonie przedstawiała Fanesa w masce o 4 głowach: Jao (Zeus) -- baran (wiosna);  Helios -- lew (lato);  Hades -- wąż (zima);  Dionizos -- byk (nowy rok): Kolejny dowód na pogańskie korzenie NT?


Potnia -- Minojska Bogini Matka

C)   Trzecim mitem w tym zestawieniu jest olimpijski punkt widzenia. Pamiętajcie, że wszystkie ułożone są chronologicznie. Matka Ziemia miała zatem wyłonić się z Chaosu (to nie ulega zmianie w czasach powstawiania mitologii) i we śnie urodzić swego syna -- Uranosa. Tak oto narodził się pierwszy na świecie patriarchalny mit.

Uranos to wspomniany przeze mnie w micie pelazgijskim, męski odpowiednik imienia żeńskiego, Ur-ianna (Bogini Matka, królowa gór, lata, wiatrów, wołów). Widać też pojawiający się w licznych kultach świata motyw Syna Bożego, posłanego do ludzi ażeby objawić im prawdę o stworzeniu. Spoglądając czule na swą matkę (czyż i w chrześcijaństwie nie podkreśla się oddania Jezusa dla Maryi?) ze szczytów gór (kolejny ważny symbol: góry są od tysięcy lat łącznikiem ziemi z niebem, a więc człowieka z bogami) polewał on żyznym deszczem doliny a wspomagał go wiatr (tak że trąba powietrzna oznacza "zapładnianie Ziemi przez Niebo", tymczasem w naszej kulturze -- jest synonimem zniszczenia. Absurd. Dzięki temu aktowi, jak zauważa Graves, ziemia obrosła trawą, kwiatami, drzewami, doliny zaroiły się od zwierząt, niebo ptactwem a morza -- rybami. Nie wiem jak wam, ale mnie to wszystko -- pachnie Teorią Ewolucji.


 
Gaja -- Matka Ziemia


Zanim pojawili się ludzie -- tacy, jak my -- wpierw Bogini zrodziła tzw. Olbrzymów. Należeli doń:  Sturamienni oraz Cyklopi. Mit ubiera ich w fantazyjne szaty, ale w oparciu o archeologiczne i historyczne badania, można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że pod tymi nazwami kryją się zwykłe-choć inne od nas, istoty. Dawniej "sturamiennymi" nazywano kapłanki wchodzące w skład  50-100 osobowych kolegiów. Część z nich oddawała cześć w górach boskiej-kozicy (stąd mit o Kozie Amaltei, która karmiła Zeusa, gdy był mały), czyli nimfie-kapłance wybieranej do reprezentowania woli Bogini. W grocie Dikte na Górze Ajgejskiej ("koziej") = stąd z kolei nazwa Morza Egejskiego, trzy nimfy miały skrywać Zeusa. Niestety większość współczesnych mitologów tak zniekształciło ów fragment, iż odebrano ludzką-żeńską formę Amaltei, czyniąc z niej niegroźną dla męskiego światopoglądu bajeczkę, zaś z kapłanki i wieszczki czyniąc bezrozumne zwierzę. Róg Obfitości także uległ przekłamaniu, jako iż nie chodziło tu o cudowny przedmiot, który dawał co dusza zapragnie, mityczny Św. Graal, etc..., lecz o akt odcięcia się męskiej części populacji od dawnego, matriarchalnego stylu życia, od przewodnictwa kobiety-bogini, od poddaństwa idei o życiodajnej równowadze w przyrodzie. To taki mityczny odpowiednik zerwania owocu z Drzewa Poznania Dobra i Zła w Genesis, a co za tym odcięcie ludzi od Drzewa Życia, dającego wieczne życie w szczęściu i wypędzenie ludzi z Edenu.

Od siebie dodam, że sama Amaltea miała dwie siostry, również nimfy-kapłanki: Io -- bogini płodności i Adrasteę (Nemezis) -- "nieuniknioną". Po raz kolejny zatem mamy do czynienia z Trójcą Księżycową. Amaltea -- to dziewica (niczym współczesna Maryja); Io -- dojrzała kobieta (niczym Maria Magdalena) oraz Adrastea (wieszcza starucha jesieni) -- Szechina lub też sama Maryja niczym Pietà?


To właśnie Ona -- Trój-osobowa Bogini pod koniec roku zabijała swego świętego-króla-małżonka i to chyba ów element nie przypadł do gusty panom, przez co się zbuntowali. Jednak badania takich osób jak M. Gimbutas, przeczą teorii o "okrucieństwie" dawnego porządku świata. Rzekomy "mord Świętego Króla" był niczym więcej niż przymusowym oddaleniem się z Królestwa, podczas którego zastępował go młody Król. Tymczasem - już w patriarchalnym systemie - to kobieta została uznana za tą, która się buntuje i jest winna upadkowi ludzi. Także symbole totemiczne trój-osobowej Bogini (koza, pszczoła, krowa i maciora, czasami także pies, gołębica) zostały przez mężczyzn uznane za nieczyste lub zmieniono ich znaczenie. Kultura semicka - gdzie patriarchalizm przetrwał w czystej postaci do dzisiaj - wybitnie przedstawia niechęć do tych stworzeń, rytualnie zarzynanych w ofierze wbrew zdrowemu rozsądkowi. Po co, skoro mamy rzekomo XXI w? Cóż "dzisiaj" może napędzać taką nienawiść do tych bogu-ducha winnych stworzeń, jeśli nie jakaś głębsza, utajona idea?


Tymczasem kiedy raz do roku obserwuję na niebie
gwiazdozbiór Koziorożca (Capricornus), myślę o Niebie i Ziemi jako mitycznym małżeństwie, podobnie jak Graves i o tym jak doszło między nimi do walki. Jak po dziś dzień każe się nam jedno wielbić, inne - nienawidzić. Porównując wszystkie mity ciśnie się na myśl owa słynna walka bogów z tytanami, czy współczesna nam wojna Niebian, w wyniku której, nastał czas ludzi.
Kim zaś byli mityczni Cyklopi? Wg. Gravesa nie chodziło o stwory opisane w Odysei, czyli duże, niechlujne, żrące ludzkie mięso etc. potwory.


Graves wierzył, że pre-hellenowie: kowale traccy, specjalizowali się w budowaniu potężnych murów (takich jak budowle Starożytności z Bliskiego Wschodu czy Egiptu lub Ameryki Pd), byli też mistrzami w rzemiośle kowalskim, j.w. Oddawali cześć Słońcu, dlatego też dla oznaczenia kasty, do której należeli, mieli na czołach wytatuowane "koła" = symbol słońca. Wiązały się z ich pracą: grzmot, błyskawica i jasność, stąd zaczęto przypisywać wulkany jako miejsca ich narodzin i pracy (a może i cały panteon bóstw solarnych "gromowładnych" tak naprawdę od nich pochodził?).


To dlatego Hefajstos za siedzibę swą obrał kipiące wnętrze Ziemi, zaś jedna z legend głosi, że ponoć duchy trzech Cyklopów (Brontesa, Steropesa i Argesa) od czasu zabicia ich przez Apolla, który mścił się za zabicie Asklepiosa (Eskulap-wąż) żyją dotąd we wnętrzu Etny. To nad wyraz zastanawiające, ponieważ z różnych stron świata dochodzą podobne mity i legendy.


D)  Ostatnim mitem o stworzeniu jest -- filozoficzny. Na początku była Ciemność (choć nie wspomina się już imienia -- Eurynome). Z niej wynurzył się Chaos (Ofion). Z ich związku narodziły się: Noc, Dzień, Ereb i Powietrze. Pierwsze dzieci, niczym Adam i Ewa (Tytani) oraz ich potomkowie (bogowie). Ze związku Ziemi z Tartarem, zrodzili się też Olbrzymi. Nie do końca wiadomo jak do tego doszło, ale jeden z przekazów głosi, że nieśmiertelni (co znamy z mitologii) łączyli się w pary ze śmiertelnymi kobietami. Skąd jednak wzięli się ludzie?


Otóż.... Bogini Atena, udzieliła zgody jednemu z Tytanów (na imię mu było -- Prometeusz), aby stworzył "na podobieństwo bogów" -- ludzi. Użył w tym celu gliny (ziemi) i wody, zaś Atena tchnęła w nich życie (czyż w Genesis nie stoi jak byk, że Bóg ulepił człowieka z ziemi, po czym tchnął w nich swego ducha?). Można tłumaczyć ów mit bardziej dosłownie... z czego głównie, poza wodą, składa się człowiek? = Węgiel (element ziemi). Warto też wiedzieć, że wg. niektórych, starotestamentowa Ewa to nie kto inny jak Pandora, która miała rzekomo przynieść światu nieszczęście. W innym (niż Tora) starożytnym dziele "Gilgamesz" stoi, że Aruru (Ur-ianna) była "świetlistą matką próżni", która za pośrednictwem swego Syna dała ludziom błogosławieństwo: ognia i płodności. Tymczasem ostatnie kilka tyś. lat są tak przekłamane iż poza funkcją rozmnażania, kobiecie w zasadzie nie przysługują żadne prawa w kreacji, przekonując nawet, że do porodu mogło dojść bez naruszenia "dziewictwa".


Ażeby wyrwać znaczenie mitów z pomroków dziejów, należałoby wpierw odłączyć fakty od fantasmagorii. Podobnie jak święte teksty, które obecnie czczą ludzie na całym świecie, także i sama mitologia jest pewnego rodzaju archetypicznym spojrzeniem na korzenie ludzkości. Widać to np. Trzech Osób jednej Bogini a później Boga (Trójca Święta). Także trzej olimpijscy bogowie: Hades, Posejdon i Zeus -- to w istocie przedstawienia trzech etapów inwazji helleńskiej na Peloponez (jońska, eolska i achajska). Z tych trzech przetrwała tylko achajska, wszystkie jednak wywodzą się z dużo starszego wierzenia, które przez tysiąclecia rządziło starożytnym światem: Kultu Bogini Matki  - (w trzech świętych osobach: dziewicy, nimfy-kochanki/matki i staruchy-wieszczki).


Ważnym też aspektem, który stracił znaczenie czy też zmieniono go perfidnie na rzecz mężczyzn, jest ów Róg Amaltei (symboliczny odpowiednik: Sierp Księżyca), którym kapłanki posługiwały się podczas obrzędów jak amuletem. Był on zatem wykonywany z: srebra, obsydianu lub krzemienia, gdyż miał dawać życie, płodność, szczęście i dostatek. Tymczasem przejęli go później mężczyźni-kapłani, uczynili zeń brąz, żelazo i tak po świecie rozlały się -- miecze i wojny. Z symbolu życia, pod męskim patronatem stworzono symbol śmierci i ciemności. Prawda, że "urocze"?


Według pradawnych wierzeń światem rządziło dotąd pięć pokoleń ludzi. W złotym wieku, ludzkość podporządkowana była ponoć Bogini-Pszczole, ale to drugie pokolenie, zwane "srebrnym ludem" czciło Boginię w najlepszy, pełen harmonii z Naturą, sposób. Mitologia mówi, że Zeus zniszczył ich wszystkich. Czy na pewno Zeus? A może Jahwe? Bo to jedno i to samo... Prawda jest jednak taka, że pamięć o tamtych czasach wytarli z kart dziejów potomkowie Zeusa. Obecne pokolenie ludzi, piąte, jest niegodnym potomstwem czwartego (do którego wliczali się tacy herosi jak: Herkules, Achilles, Budda, Jezus -- według niektórych przekazów), co możecie wyczytać u Hezjoda w jego dziele "Prace i Dni":
"Piąty, obecny, lud nazywa się "żelazny". Są to niegodni potomkowie czwartego ludu. Zdegenerowani, okrutni, niesprawiedliwi, złośliwi, pożądliwi i zdradliwi, nie znają uczuć synowskich" (Tamże).

Tacy ludzie -- nie są warci ratowania. Zniekształcony mit o Bogini Matce znalazł najpełniejszy wyraz w Koranie oraz poszczególnych tekstach innych religii, w której płeć żeńska, została zepchnięta do roli towarzyszki Adama, stworzenie słabsze i pośrednie między nim a zwierzęciem. Razem z drugim ważnym elementem odwiecznej układanki, Ofionem-Wężem, stała się zatem synonimem nieczystości, zepsucia i odtąd stale się podkreśla te przymioty na różny sposób.


Czyż nierówne traktowanie kobiet w społeczeństwie, sektorze pracy, nie jest tego najlepszym przykładem? Poza nieprawością, wojnami, gwałtem, wyzyskiem, cierpieniem i kłamstwem, cóż więcej jeszcze rządzi światem? Ktoś powie: Miłość. Ale czyż "miłość" oparta na kłamstwie -- zasługuje jeszcze na to miano? Oraz to, co mnie osobiście nurtuje najbardziej??
Gdzie się podział trzynasty miesiąc roku???

Bardzo mnie cieszy, że zachował się on -- w kalendarzu żydowskim. Przynajmniej tyle. Począwszy od miesiąca Tiszri kończąc na miesiącu Elul, liczy on dokładnie 13 miesięcy księżycowych. To właśnie - jedyna - pozostałość po kulcie Bogini Matki. A sama Gwiazda Dawida, to ważny symbol połączenia w harmonii pierwiastka męskiego z żeńskim, komunii przeciwieństw. Dawniej każdy miesiąc księżycowy miał 28 dni. Rok kalendarzowy składał się zatem z dokładnie 364 dni, co daje -- 13 miesięcy. Jednakże:
"Trzynastka, liczba miesiąca, w którym umierało słońce (święty-król, małżonek Bogini), nigdy nie straciła swej złej sławy wśród ludzi przesądnych. Dni tygodnia były w pieczy tytanów -- dżinów słońca, księżyca i pięciu odkrytych planet, którzy odpowiadali za nie przed boginią, jako Stworzycielką. System ten powstał prawdopodobnie w matriarchalnym Sumerze" -- R. Graves (Mity greckie. Przekład: H. Krzeczkowski. W-wa 1982; s. 30).

A zatem 13 miesiąc został tak samo - jak cała reszta w.w. symboli - wyrzucony z naszego języka i kultury; 13 - jako liczbę, uznano nawet za pechową, zaś samo słowo -- Bogini, za bluźniercze. Dlaczego rzekomo słuszna, monoteistyczna wiara taka jak: Chrześcijaństwo opiera swoje dogmaty o Trójcy Świętej na pogańskim, przekombinowanym założeniu o Triadzie Bogini (trzech osobach jednej Bogini)? Każdą sensowną próbę dyskusji na ten temat ucina się radykalnie na całym świecie, odwołując się do świętości Tory, NT czy Koranu? Napisano je już po tym, jak od dawna kult Bogini Matki był zakryty przez patriarchalną propagandę i to przez kogo? Przez mężczyzn-kapłanów. Gdzie tu obiektywizm?

Dlatego praca Gravesa jest tak niezwykła, bo rzadko spotyka się dzisiaj mężczyznę, który podważałby własne prawa do rządzenia światem. A jednak można zadawać pytania i szukać na nie odpowiedzi, w cokolwiek się wierzy. Bo, cytując słowa z pewnego serialu, o którym pisałam kiedyś, "wszystko co się dzieje teraz, miało już swoje miejsce w przeszłości i znowu się wydarzy".


Utwór poniżej opiewa "Początek Wszystkiego", jego słowa pochodzą z indyjskich Wed sprzed tysięcy lat. Zamieszczam je tutaj jako klamrę, miłego słuchania):


 

 

Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!