"Mity greckie" - Robert Graves. Część II




"Io Saturnalia"
 
"Zaiste najpierw Chaos powstał, potem Gaja
Rozłożysta, bezpieczna podstawa dla wszystkich
[Nieśmiertelnych, co śnieżnym władają Olimpem,
I mglisty Tartar w głębi pod rozległą ziemią],
I Eros, najpiękniejszy z nieśmiertelnych bogów, 
(...) Z Chaosu Ereb się wyłonił i Noc czarna,
A z Nocy Eter oraz Dzień się narodziły
[Poczęte, kiedy legła z Erebem w miłości].
Gaja zaś urodziła najpierw Uranosa
Równego jej, gwiezdnego, by ją okrył zewsząd
I by dla szczęsnych bogów pewną był siedzibą;
(...) a po nich
Najmłodsze, najgroźniejsze potomstwo: Kronosa
Przebiegłego; ten ojca krzepkiego nie cierpiał" -- Teogonia, Hezjod (116-123 i n.).


Uranos i Gaia
Mit o "skastrowaniu Uranosa", przywędrował najprawdopodobniej z Azji Mniejszej, tak przynajmniej twierdzi Graves. Według mojej wiedzy, mit ten istniał już w Sumerze, na długo przed zasiedleniem Azji Mniejszej przez plemiona semickie, wędrujące z tzw. "Raju".


Istotną rzeczą w przeobrażeniu tego mitu jest fakt, iż początkowo Uranos nie był bogiem, lecz -- Boginią. Od imienia tejże Bogini, wzniesiono państwo-miasto Ur, o czym pisałam w notce poprzedniej ( Część I). Ważne jest zatem prawidłowe rozumienie samego aktu, który z historycznego punktu widzenia, miał amputować (w przenośni) władzę kobiet-kapłanek-władczyń, poprzez zakończenie składania raz do roku w ofierze: króla-boga.


Po przejęciu przez Achajów ziem dawnych Pelazgów, a więc zawładnięciu sferą sacrum, nowy bóg Uranos zrzucił zbuntowanych cyklopów do Tartaru (odpowiednik naszego Piekła czy Szeolu), sam zaś -- cóż za wygodniś -- spłodził z Matką Ziemią, Tytanów. Ci zaś, pod przewodnictwem najmłodszego == Kronosa (Chronos = Ojciec Czas, od imienia Aeon), za namową swej matki, napadli na ojca kiedy spał. Dosyć to absurdalna wizja, gdy wiemy już, że atak ów był wymierzony w -- "Boginię". Hm... A może nie do końca? Wszak jakoś przecież musiała rozpocząć się "wojna w Niebie", o której napomyka ST/żydowskie apokryfy.

Kojarzy mi się to także z mitem o Potopie (Rdz 7, 6-24) czy też późniejszym o Locie (brat Abrahama), z którym spółkowały jego dwie córki, po uprzednim upojeniu ojca winkiem (Rdz 19, 30-38) tuż po ucieczce z Sodomy. W jednym i drugim wypadku mamy bowiem do czynienia ze świadectwem masowych mordów dokonanych na ludziach wyznających inną wiarę, ludzi posiadających unikalną, starożytną wiedzę (wszak Cyklopi -- ad. część I, to byli świetni inżynierowie, budowniczowie czy lekarze) a wszystko po to, aby starożytna wiedza, przepadła. Dosłownie biorąc z ... zaskoczenia. Brutalny to musiał być atak, nieludzka zbrodnia, skoro aż do naszych czasów usunęła w cień Matriarchat/pierwiastek żeński.

Uranos i Kronos (słynne wykastrowanie)

Kamiennym sierpem (który symbolizuje -- Księżyc), Kronos wykastrował swego ojca Uranosa/ergo Ur-iannę (co też do dzisiaj uchodzi za zły omen, np. u Arabów, dla których lewa ręka jest nieczystą. Podobnież rozumowała chrześcijańska Inkwizycja, skazując ludzi na śmierć w płomieniach za to tylko, że byli: leworęczni). Z krwi skapującej na ziemię miały się ponoć zrodzić trzy wredne Erynie (które, co śmieszy mnie niezmiernie, mają mścić od tej pory zbrodnię ojcobójstwa i krzywoprzysięstwa... tyle że zaraz, zaraz... Przecież Trzy Erynie to jedna z personifikacji Triady Bogini, więc jak to? Najpierw nasyła ona swoje dzieci, aby urżnęły wacusia tatusiowi, a zaraz potem zaczyna je ścigać za to? Taki nonsens mógł zrodzić się wyłącznie w głowie tępych Achajów, gdyż spiesząc się nie przyłożyli się zbytnio do fałszowania historii. Erynie te nosiły imiona: 

Alekto ("Nieustająca"), Tyzyfona ("Mścicielka zabójstwa") i Megajra ("Zazdrościć", "Zaczarować złym okiem").

Mnie osobiście ciekawi również niezmiernie (ale już zupełnie w formie ciekawostki) staroegipska wiedza, która głosi, że był taki czas, przed "rzekomym Potopem", kiedy Księżyca nie było na niebie Ziemi. Wtedy też rok miał wynosić 360 dni i panowały na Ziemi stricte tropikalne warunku. Jak to się ma do fragmentu, iż za pomocą "sierpa = Księżyca" skastrowano Uranosa (ergo: Ur-iannę)?

Kronos i Rea (Tytani) - Pra-Rodzice?
Według olimpijskiego mitu o stworzeniu, Tytani wyzwolili Cyklopów a władzę nad Ziemią oddali Kronosowi. Ledwo jednak Kronos objął władzę, po raz kolejny zesłał Cyklopów i Sturamiennych do Tartaru (prawda, że przyjemniaczek?), obawiał się bowiem przepowiedni swego ojca, Uranosa, że i jego pokona zbuntowany syn. Czyż nie tak samo rozumują współcześni nam panowie, rzadko przyjmując pod swe skrzydła synów z nieprawego łoża?


Mnie jednak interesuje najbardziej ewolucja tegoż bóstwa-planetarnego, które u boku ze swą siostrą, tytanką Reą, miało przenieść starożytną wiedzę pod zmienionym imieniem do Rzymu i tam już pozostać.



Przyjęło się uważać, że rzymski bóg Saturn jest właśnie spadkobiercą greckiego Kronosa. Istnieją różne tłumaczenia tego imienia. Podstawowe pochodzi od słowa: saturare ("nasycać"), gdyż jak wiadomo, bóg ten sycił się swoimi dziećmi, pożerając dni, miesiące i lata jako bóg czasu; był niszczycielską mocą tegoż czasu, która trawi i pochłania własne dzieła, z obawy przed tym, aby samemu nie zostać pokonanym. No cóż... Takie jest tłumaczenie Cycerona. Jednak dla samych przodków Rzymian, Etrusków, większe znaczenie miała moc obfitości, którą zawdzięczali temu bóstwu. Słowa: satus = siew czy sator = siewca, wskazują jednak na pierwotne pochodzenie tego bóstwa, z czasów poprzedzających hellenizację Rzymu. Zwierzęciem totemicznym Saturna miał być kruk, zaś w dłoni dzierżył sierp lub kosę. Wiąże się to z czasem końcowych, jesiennych siewów, które w Rzymie, w przeciwieństwie do Grecji, obchodzono nie w połowie lata, czyli w lipcu, lecz pod koniec grudnia: "Saturnalia".

Jedna z legend głosi, że zdetronizowany przez swego syna Zeusa (zgodnie z przepowiednią), Kronos zbiegł na Zachód, a więc do dawnej Italii. Lękając się gniewu swego syna, zmienił przede wszystkim swe imię. Nazwał się Saturnem. Osiadł na lewym brzegu rzeki, gdzie zbudował gród Saturnia na urwistym wzgórzu, które w wiekach późniejszych miało zasłynąć na cały świat jako -- Kapitol.  [Ale jest ... t e ż inny Kapitol]. Kraj nad dolnym Tybrem, którym ów wygnaniec władał bezpośrednio, przybrał nazwę Latium, od wyrazu latere = "ukrywać się". Rządy Saturna były, jak utrzymywano wiekiem złotym, synonimem szczęścia, kiedy to urodzaj i dobrobyt szedł w parze ze swobodą i naturalnością spokojnego życia w ładzie i pokoju. Istny paradoks, czyż nie? Ponieważ właśnie wtedy dawny matriarchat, stał się zaledwie żeńskim uzupełnieniem dla bogów Olimpijskich, a wojujący patriarchalizm zaczął podbijać kolejne ziemie.

Saturnalia

Na pamiątkę owych baśniowo szczęsnych czasów corocznie, 17 grudnia, rozpoczynały się dni wesołych zabaw, uczt, wesołych pochodów. Niewolnicy, jak to było ponoć w Wieku Złotym, zasiadali do stołów z panami, którzy im usługiwali. Od czasów Augusta trwały one trzy dni, od Kaliguli -- cztery, od Dominicjana -- pięć, aż w końcu stanęło na siedmiu. I znowuż objawiają się święte liczby: 7 oraz 17.
 

W te dni znikała wszelka nierówność stanów, wszelka nieprzyjaźń, zawieszano sądy i wykonywanie wyroków na skazańcach. Ponoć nie rozważano wtedy nawet planów wojennych. Znajomi przesyłali sobie podarunki, zaś po mieście chadzały poprzebierane gromady, które okrzykiem: Io Saturnalia, wyciągały śpiochów z łóżek. Cesarze organizowali dla swego ludu wspaniałe igrzyska a młodzież szkolna miała wolne od nauki. Coś wam to mówi (ferie zimowo-świąteczne)?
Pewnie niektórym z was jest wiadomym jak to Chrześcijanie przywłaszczyli sobie pogańskie święta-daty, maskując ich prawdziwe znaczenia własnymi imputowanymi-mitami. Otóż Saturnalia są kolejnym przykładem na kopiowanie i przywłaszczanie sobie starożytnych dat i symboli przez tę niemowlęcą religię synkretyczną, która gdyby nie "kłamstwo" zaczerpnięte z sumeryjsko-egipskich podań, nie miałaby prawa istnieć, ale cóż.... któż dba o takie szczegóły, kiedy w grę wchodzą "prezenty", czyż nie? (Ciekawy Link).


Saturn -- Ojciec Czas, pożerający własne dzieci
Na cześć Kronosa-Saturna ok. roku 500 p.n.e. wzniesiono okazałą świątynię, której zachowane szczątki, a mianowicie 8 kolumn na Forum Romanum, można podziwiać w Rzymie.


Starożytni wierzyli, że Saturn (planeta) jest miejscem do którego wędrują dusze i skąd inne dusze, schodzą na ziemię (a może to Szeol? Czy jakaś inna forma Zaświatów? A jeśli chodzi o całkiem "materialne" miejsce?). Było to jednak bóstwo dwoiste.


Z jednej strony, bóg obfitości, życia, a zarazem, jego przeciwieństwo. Pożerając kolejno swe dzieci: Hestię, Demeter, Herę, Hadesa i Posejdona (= 5), Saturn ukazuje swe ponure, złowieszcze oblicze. Należy jednak pamiętać, że w dłoni dzierży długi sierp czy też kosę, czy nie tak do dzisiaj wyobrażamy sobie Śmierć Kostuchę? Zabawne jednak, że kiedy chodzi o coś negatywnego, wtedy Patriarchalizm zmienia własne mity, aby zwalić je na ... pierwiastek żeński. Ot, taka patriarchalna schizofrenia.


Mit o Kronosie i jego sferycznym położeniu znany był znacznie wcześniej. Pelazgowie zapożyczyli ów kult od plemion semickich, które z Dalekiego Wschodu dostarczyły im także język. Znany dzisiaj powszechnie: heksagram, który jest np. symbolem Izraela, odwołuje się do hinduskiej Yantry, w której wyraźnie mamy do czynienia z żeńskim i męskim odpowiednikiem boskiej mocy. Także Kabała wyraźnie nawiązuje do złączenia pierwiastka męskiego El z żeńskim pierwiastkiem mocy, Szekiną (Szehina).


W każdym z wypadków, trójkąt zwrócony ostrym końcem ku dołowi reprezentuje -- Boginię. Ażeby w pełni zrozumieć tę dziwną zależność, należy zdać sobie sprawę z tego, jakim nieodwracalnym szkodom zostały poddane wszelkie, współczesne, obrządki monoteistyczne. Dawniej, boginie-kapłanki posiadały amulety obrzędowe z: srebra, obsydianu, kwarcu = jako symbol życia i płodności. Wraz z przejęciem sfery sacrum przez męskich kapłanów, zmieniono rekwizyty na: żelazo i brąz, a więc: symbol śmierci. Współcześnie proces ten nazwano w książkach przechodzeniem z neolitu do ery żelaza, które jak wiadomo "opłaca się" dużo bardziej. Tylko dla kogo się opłaca, skoro Natura obumiera a ludzie toczą krwawe, niekończące się wojny?

Rea podająca "kamień" zamiast dziecka, Saturnowi


Wraz z wyparciem kultu Bogini, w świecie antycznym zaczął dominować inny, o wiele gorszy -- gdyż siejący zamęt, wojnę i cierpienia -- kult śmierci. Był to czas panowania okrutnych Eolów, barbarzyńskich zwycięzców o hetyckim pochodzeniu. Czasy te obfitowały wprawdzie w bohaterów i wielkie wyprawy, lecz wciąż krew niewinnych lała się obficie. Czego ucieleśnieniem są właśnie pożarte przez ojca-kanibala-Saturna dzieci (Dziećmi jesteśmy My, a Saturn/Kronos to Czas, wszyscy mu podlegamy, choć dawno temu było nieco inaczej, stąd mit o wypędzeniu z Raju czy Złotym Wieku).


Jako synonim utraconych lat i możliwości, dzieci Saturna należało wyswobodzić z pęt śmierci, dając im moc, dzięki której Natura na nowo się odrodzi. Dlatego też przemyślna Rea, chociaż posłuszna woli swego męża, postanowiła ukryć ostatnie dziecko, Dzeusa (Zeusa), podając jego ojcu kamień zawinięty w pieluszkę. Samego zaś Zeuska ukryła w grocie Dikte na górze Ajgejskiej ("Koziej") na wyspie Lyktos. Opiekowała się nim nimfa-koza, znana pod imieniem Amaltea. (Pachnie to wszystko, dobrze znaną ze ST opowieścią o Mojżeszu).

W istocie znowuż mamy do czynienia z Trójcą Bogini: "młoda-dziewica" [u Greków Artemida przykładowo, u Chrześcijan -- Maria]; Io -- "orgiastyczna bogini nimfa" [Maria Magdalena] oraz Adrastea "nieunikniona", wieszcza starucha jesieni [Nemezis, Śmierć, Maryja w kwiecie wieku]. Jak już pisałam w poprzedniej notce, naiwne określenie opiekunki Zeusa -- kozą, jak uczynił to Parandowski, pisząc swą "Mitologię" dla przedszkolaków, wydaje się z gruntu nie trafione. Czy gdyby chodziło o zwykłą kozę, Achajczycy umieściliby jej podobiznę* na nieboskłonie? A tkwi tam do dzisiaj, pod postacią: Gwiazdozbioru Koziorożca. Słynny "róg obfitości" z kolei to inaczej "Cornucopia". Istotny jest także fakt, iż mitologiczną matką tych trzech nimf miała być niejaka Melissa, bogini w postaci królowej-pszczoły, która co roku zabijała swego małżonka-króla. 

"Amaltea" --  Nicolas Poussin


Kiedy Kronos (Saturn) zorientował się w podstępie, zaczął ścigać Zeusa, jednak po raz kolejny został przechytrzony. Zeus zamienił się bowiem w węża a jego piastunki w niedźwiedzice (konstelacje o tych samych nazwach*). Po raz kolejny do obalenia boga-tyrana przyczyniła się jedna z tytanek. Przemożna siła żeńska, raz na jakiś czas przejmuje bowiem kontrolę nad światem, nawet w najmroczniejszych czasach. Wszystko po to, aby znowu zwyciężyło życie i światło. Tym razem los padł na Metydę (mieszkającą nad rzeką Oceanem). Dała ona Zeusowi specjalny wywar, którym napojono Kronosa. Napój ten doprowadził boga do wymiotów i tak -- choć niezbyt to apetyczne -- powrócili do życia bracia i siostry Zeusa.


W zamian za to, że Rea a także Metyda pomogły Zeusowi zwyciężyć-przepędzić Kronosa, wyznawcy boga Olimpu zachowali ich kult. Rea jako idiogram to "Era", ewen. "Terra" = Ziemia, zaś jej zwierzęciem totemicznym jest gołąb (czyli jak u Bogini Matki, Eurynome, Trzecia Osoba Chrz. Trójcy). Z chwilą powrotu do żywych boskiego rodzeństwa, rozpoczęła się bodajże największa wojna w dziejach mitologicznych, zwana wielorako na całym świecie: Wojna z Tytanami. Uwolnieni bowiem przez Kronosa Tytani, który był już za stary (hm.... Czy "bogowie" mogą się starzeć?), pod wodzą Atlasa (w poprzedniej części pisałam że Atlas odpowiadał za - Księżyc! Ach ten niesforny Księżyc, zawsze służy za "broń"), ruszyli na bój z Zeusem, Cyklopami i Sturamiennymi. Ci ostatni składali się jednak z ludzi, od słowa: Centuria "Sto".

Zwycięstwo Zeusa przypieczętowało zatem panowanie Achajów. Tych prawdziwych, z krwi i kości. Gdyż cały sens mitologii greckiej, ale i nie tylko, zasadza się na: prawdziwych zdarzeniach ubranych w szaty fantazji oraz konkretnych punktów na mapie nieba. Na potwierdzenie tego, posiłkując się nie tylko opinią Gravesa, ale licznych historyków, trzej męscy bogowie: Hades, Posejdon i Zeus reprezentowali trzy etapy helleńskich inwazji na Peloponez (czyli: jońską, eolską i achajską). Kult życia, zachwiany chwilowo przez kult śmierci, przez znaną nam część Antyku, przerodził się w coś na wzór harmonii. Chwilowo ... aż do czasu narodzin monoteizmów.


Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że po tym czasie, znowuż nastały Wieki Ciemne i niestety, trwają one do dzisiaj. W przeciwieństwie jednak do naszych przodków, nie mamy przed sobą tak jasnej przyszłości. Stoimy przed bolesną alternatywą, zwłaszcza iż wszystkie moce tego świata dążą do zaprzepaszczenia osiągnięć naszych przodków, ba, do samego zatarcia wiedzy o nich. Szkoda tylko, że coraz mniej ludzi zgłębia starożytną wiedzę, aż strach pomyśleć, co zostanie po Nas.... 

Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!