"Mity greckie" - Robert Graves. Część IV


"Morning light" by Rhads* (deviantART artist)


"Afrodyta -- Boska Kybele?"


Chciałabym móc bez wahania powiedzieć, że życie u schyłku odwiecznego cyklu, kiedy upadają wielkie Cywilizacje, chaos przejmuje kontrolę nad światłym myśleniem, nadzieją i nowymi możliwościami; życie w tzw. "ciekawych czasach" daje mi satysfakcję. Ale prawda jest taka, że serce mi krwawi, kiedy widzę ogień w Atenach, kiedy słyszę kłamliwe słowa na temat europejskich korzeni, kiedy muszę patrzeć w oczy ludziom, których zamracza nienawiść, żądza władzy i pieniądza. Wiem, że chaos się nie cofnie, dopóki nie zatoczy pełnego koła. Teraz już rozumiem, że taka jest kolej rzeczy i nic nie możemy -- jako jednostki -- na to poradzić. Koło Czasu pędzi przed siebie nieubłaganie. Jedno umiera, aby narodzić się mogło coś nowego, bo nie ma rzeczy stałych. Szczęście jest tak samo kruche, jak szkło. Nawet gwiazdy umierają, umierają całe galaktyki. Uczę się zatem spokoju. Każdy cykl ma swój początek i koniec, ale chociaż wiem, że spirala nienawiści i głupoty w świecie nie bierze się bez powodu, że źli ludzie najzwyczajniej nie potrafią wyciągnąć wniosków z przeszłości, to jednak cierpię, bo właśnie teraz jesteśmy o włos od zrozumienia w czym tkwi nasz błąd. A mimo to, brniemy w to samo, co zgubiło ludzi z Sodomy i Gomory czy Mohenjo Daro.


Gdy byłam mała, pape czytał mi Homera a ja co rusz przerywałam mu pytaniami: Kim są Mojry? Pape odpowiadał mi zgodnie ze swoją wiedzą, ale że więcej wiedział o wierze przodków, częściej słyszałam: To tylko bajeczki, koffanie. Wszystko, co istnieje zależy od Boga, to on wszystko stworzył. No dobrze, myślałam sobie. Ale kto stworzył tego Boga? Co było przed nim? No i kim są te Mojry, do których tak często odwoływali się Starożytni?


Gdy ma się parę lat, trudno pojąć naturę czasu, przemijania, losu... Poza tym już od dziecka zastanawiałam się, jeśli człowiek ma wolną wolę, to dlaczego nie wolno mi wierzyć w elfy, jednorożce, skrzaty zaś stale powtarza się w kółko z Pisma, że nasz los zapisany jest w jakiejś Księdze Życia? Starożytni Grecy też głowili się nad tym zagadnieniem, tym odwiecznym - w ich odczuciu - paradoksem. Zapewne nauczono was w szkole, że Mojry były trzy. Trzy córy Erebu i Nocy. Dzięki Ajschylosowi czy Herodotowi, znamy ich imiona:

Kloto -- "ta, która przędzie" (nów; bogini-dziewica wiosny, pierwszy okres roku);
Lachezis -- "ta, która mierzy" (pełnia, bogini-nimfa lata, drugi okres roku);
Atropos -- "ta, której nie można odwrócić ani uniknąć" (stary księżyc, bogini-starucha jesieni, ostatni okres roku). 

Jestem jednak pewna, że mało kto z Was wie, że wszystkie trzy Mojry, były córkami (personifikacjami) jednej Bogini Matki, Królowej Gór -- Uranii. Wzmianki o tym znajdziecie u Pauzaniasza. Po raz kolejny dowiadujemy się ze starożytnych źródeł, że Mojry to nic innego jak Trójca jednej i tej samej Bogini. Graves uważał, że pod trzema imionami, kryły się: Atena, Afrodyta oraz Demeter; podaje również i takie tłumaczenia, które upatrywały Afrodytę w ostatniej z cór Bogini -- Atropos.


Afrodyta jest tą samą boginią, która wyłoniła się z Chaosu i tańczyła naga nad falami. Początkowo czczono ją w Judei a potem w 'Syrii i Palestynie' (prowincja rzymska w I w.n.e.), jako boginię Isztar lub Asztarte, zaś ośrodkiem kultu był przez tysiąclecia Pafos na Cyprze. Nie dziwią mnie wielorakie przeróbki mitu o jej narodzinach, gdyż jako bogini nimfie, składano Afrodycie w dniu letniego przesilenia świętego króla, więc po raz kolejny kłania się przed nami strach mężczyzn przed rządami kobiet. Do dzisiaj jest wiele nieścisłości, czy też nawarstwień w mitach greckich, jako iż wiara Greków przez tysiąclecia przyjmowała liczne podania; przeobrażała się tak samo, jak zmieniali się sami Grecy. To zrozumiałe. Tylko czy wszystkie te opowieści o świętym królu - są prawdziwe? Zapewne można im wierzyć tak samo, jak w każdej innej kwestii a przecież Patriarchat wszystko poprzekręcał. Póki co... To dzisiaj spadają głowy niewiernych kobiet.


William-Adolphe Bouguereau -- "The Birth of Venus" (1879)


Przyzwyczajono nas wierzyć, że Afrodyta była wyłącznie ucieleśnieniem miłości, piękna, płodności; słodziutką, głupiutką blondynką, która niczym wieczne dziecko zaspokajała wyłącznie swe kobiece zachcianki, nie licząc się z obyczajami. Zdziwi was więc jak wiele innych nosiła przydomków. Począwszy od:

Kybele  -- bogini śmierci; Melajnis -- czarnej; Androfonos -- mężobójczyni; Epitymbrii -- grobowej (wg. Plutarcha); Ateńczycy nazywali ją także siostrą Erynii.

Skąd bierze się ta dwoistość? Otóż przeskakując zbyt szybko od początków jej kultu do Grecji klasycznej łatwo można zagubić prawdziwy sens tej postaci, lecz wprawne oko i wrodzona ciekawość po okruszkach dotrą do zagubionej w czasie genezy.


Wspomniana wcześniej Urania = Królowa Gór (o czym pisałam TUTAJ), miała wyłonić się z morza (= kosmicznej rzeki -- Oceanos / Okeanos, tzn. z Kosmosu), stąd jednym z jej symboli jest muszla. Pokrętne jest jednak tłumaczenie, że Afrodyta została zrodzona z krwi Uranosa, która po jego kastracji przez Kronosa (Saturna) spadła do morza. Wcześniejsze kapłanki Uranii, każdego roku odbywały opodal wyspy Kytery, rytualne ablucje, co miało rzekomo przywrócić im dziewictwo. A wszystko to, po złożeniu w ofierze króla-kochanka. Z kolei w starożytnym rytuale żydowskim, każda pobożna kobieta ma obowiązek obmyć się w mykwie (rodzaj żydowskiej łaźni) po okresie, zamążpójściu oraz po narodzinach dziecka. Hm...

Drugą ważną sprawą jest sama nieopanowana chuć bogini. Do dzisiaj uważa się, że symbolem Afrodyty są gołębie i wróble, znane powszechnie z rozpusty. Moc rozkochiwania w sobie kogo popadnie, miała bogini zawdzięczać "magicznej przepasce", którą dostała od Zeusa, wychodząc za mąż za Hefajstosa. Sęk w tym, że owa przepaska odnosi się do dużo starszego przedstawienia: "sieci" -- w którą przyoblekały się kapłanki pierwotnego kultu Afrodyty podczas świętych ablucji. Znowu więc wracamy do punktu wyjścia. A sama sieć = czyż nie kojarzy się z "pajęczą siecią"?


(Autorka obrazu -- Melania Delon)



Wszystkie te mroczne przydomki, którymi obdarzali przez tysiąclecia Grecy jedną z najpiękniejszych bogiń olimpijskich, nabierają sensu dopiero wówczas, kiedy zrozumie się, kim była pierwotnie Bogini Matka. To ją czczono u zarania dziejów na Peloponezie a także w całym basenie Morza Śródziemnego jak i na całym świecie (choć pod milionem innych imion). Achajowie (najeźdźcy z Azji Mniejszej) tak bardzo obawiali się tego kultu, który czynił z nich sługi kobiet, iż obrócili własną historię do góry nogami. Starożytne wierzenia Greków opierały się bowiem na założeniu, wyprowadzonym zresztą aż z odległych Indii, że sam człowiek w porządku rzeczy ma niewielkie znaczenie. Najważniejsza jest przyroda, pory roku, zmieniające się cykle płodności i obumierania.


Niedługo przed naszą erą, świat antyczny zaczął przestawiać się na zupełnie inne myślenie. Arogancja ludzka osiągnęła zenit, tworząc jedną po drugiej koncepcje, w której to człowiek znajdował się nagle na piedestale. Wszystko co istnieje miało być odtąd jemu całkowicie podporządkowane. A skoro wszystko, to zwłaszcza ta, która dotąd jemu -- mężczyźnie -- wydawała rozkazy. W czasach kiedy czczono Boginię, istniała jedność pomiędzy miłością a nienawiścią -- co też odbija się w micie o romansie Afrodyty z Aresem (bogiem wojny). To nie przypadek, że tych dwoje połączyła silna więź, przez którą doszło niemal do rozłamu na Olimpie. Ale o to właśnie chodzi. Zarówno Afrodytę jak i Aresa łączyła wielka namiętność (choć skrajnie różna), której oddawali się bez reszty. Dla Starożytnych Greków oczywistym była komunia miłości z nienawiścią, a więc życia ze śmiercią. Harmonia Przeciwieństw, niczym in i yang. Jak długo panowała między nimi harmonia, świat przyrody oraz świat ludzi, czerpał z tego korzyść. Z chwilą rozłamu, na świat wypełzły wojny, nieszczęścia, pycha i niezrozumienie. Jedność została utracona, ale nie wskutek jabłka, które zerwała Ewa czy skrzynki Pandory, lecz przez patriarchalny pochód po władzę totalną.

Nagle to kobieta stała się tą, która za wszystko odpowiada, choć to nie ona spowodowała upadek rasy ludzkiej. W każdej niemal kulturze zaczęto ucieleśniać kobietę z najgorszym złem, co też znajduje dzisiaj apogeum w schizofrenicznej, pełnej nienawiści ideologii islamu. A wszystko przez to, że światem zaczęła rządzić "nienawiść", zaś "miłość" zepchnięto do rangi czegoś wstydliwego, bluźnierczego, wyłącznie cielesnego. Gdyż jeśli mężczyzna nie był w stanie czemuś podołać, musiał to ujarzmić i zdusić.

Ktoś jednak powie: "Zaraz, zaraz... Przecież sednem Chrześcijaństwa jest -- miłość, czyż nie?". Otóż: Nie!. Sednem Chrześcijaństwa, które przyjęło się na gruzach antycznych wierzeń za sprawą takich kultów jak kult syryjskiego pół-boga Tammuza, Ozyrysa w Egipcie, którego zamordowano a potem zmartwychwstał, czy Heraklesa w Grecji i Prometeusza, którzy poświęcali się dla dobra ludzkości, jest przesłanie iż w centrum wszystkiego znajduje się człowiek (a zwłaszcza -- mężczyzna). Z kobiety uczyniono albo: dziewicę, która jest tylko służką swego Pana, albo dziwkę -- która obmywa mu stopy włosami. Jakież to dogodne....


Mamy więc dzisiaj na świecie polityków, przywódców duchowych, wielkich oligarchów-arystokrację, którzy trzęsą portfelami maluczkich, lecz gdy przyjrzeć im się z bliska widać, jak wielka nienawiść w nich wzbiera dla wszystkiego, co żyje. Jedni wywołują wojny; inni czerpią z ziemi surowce nie znając umiaru, ba, bawiąc się samemu pogodą, tak iżby jeszcze więcej zarobić na maluczkich; jeszcze inni pilnują aby nigdy, ale to nigdy więcej kobieta nie doszła do władzy: nie tyle politycznej, co duchowej, gdyż wtedy, cały ten piękny ich świat, świat wyzysku, krzywd, wojen i zaprzeczenia, runął by jak domek z kart. A przecież to oni chcą być panami stworzenia, to oni chcą mieć prawo decydowania, kiedy ten kres nastanie. Myślę, że dawni mieszkańcy Mohenjo Daro, o czym napisano w Wedach, doszli swego czasu do tego samego punktu w historii, co my, ale o zgrozo, my -- nie wyciągnęliśmy jak dotąd żadnych wniosków z przeszłości. Cóż zatem spotka nas, skoro 90% ludzkości nawet nie ma pojęcia, że historia sprzed kilku tysięcy lat (aż po dziś) została totalnie zafałszowana?


"Afrodyta i Adonis" -- Emilia Czupryńska



Na koniec chciałabym wspomnieć o jeszcze jednym romansie Afrodyty, tym razem ze śmiertelnikiem o imieniu Adonis. Bogini miała słabość do śmiertelników i bynajmniej nie był to jej pierwszy ani ostatni skok w bok. Tym razem jednak poznajemy Afrodytę z nieco mroczniejszej strony.


Córka króla Cypru, Kinyrasa -- Smyrna, została pokarana przez Afrodytę za nieroztropną uwagę jej matki, że jest piękniejsza od niej. Za karę Smyrna zakochała się w swoim ojcu, upiła go i spędziła z nim noc. Czy i tutaj nie kłania się echo opowieści ze ST o zepsutych córkach Lota - bratanka Abrahama - które spłodziły ze swym ojcem synów, protoplastów Moabitów i Ammonitów - dzisiejszych Arabów, po wcześniejszym jego upojeniu? Ale gdy ojciec odkrył to rankiem, przepędził córkę z zamku i ścigając ją aż na szczyt góry niechybnie by zabił, gdyby Afrodyta nie zamieniła Smyrnę w drzewko mirry. To z niego narodził się Adonis (ciekawy artykulik). Mirra używana była w starożytności jako afrodyzjak, obdarowywano nią nieszczęśliwie zakochanych i niepłodne, młode kobiety.


Adonis z mitu został oddany pod opiekę Persefony, ale Persefona zadurzyła się w Adonisie, podobnież jak Afrodyta, i nie chciała go oddać. Porwała go nawet do Tartaru, gdzie został jej kochankiem (zstąpienie do Piekieł). Rozzłoszczona Afrodyta poskarżyła się Zeusowi i ten rychło nakazał, aby Adonis wrócił z Królestwa Zmarłych. Nie potrafił jednak rozstrzygnąć komu należy się Adonis, więc zlecił to jednej z muz, Kaliope. Historia ta, gdy ją czytałam po raz pierwszy, skojarzyła mi się z "Wyrokiem Salomona" ze ST i podobnież jak tam, wyrok brzmiał, że Adonis należy się obu boginiom. Dość pokrętna logika, ale na szczęście nie kończy się próbą przecięcia młodzieńca na pół. Kaliope podzieliła za to rok na trzy, równe części. Jedną miał spędzać z Afrodytą, drugą z Persefoną, a trzecią -- samotnie. Jest to kolejne odwołanie do "świętego roku bogini" (w którym kolejno rządzili: lew, kozioł i wąż - symbole).

Adonis (fenickie imię "Adon" = "Pan") wywodzi się jak pisałam na wstępie z syryjskiej mitologii, od pół-boga Tammuza, ducha roślinności powracającego co roku do życia. Tak więc czas spędzony z Afrodytą poświęcony był "koźlęciu", bożek Pan itd; z Persefoną -- wężowi (świat podziemi); zaś lwu był poświęcony okres płodności, połogu, na cześć matki Adonisa - Smyrny.

Afrodyta nie wytrzymała jednak i złamała postanowienie Kaliope, uwodząc swą opaską Adonisa. Rozzłoszczona Persefona dała w odwecie znać Aresowi i ten, również z zazdrości, pod postacią dzika przebił Adonisa szablami na górze Liban. Zabawna rzecz, że w ten sam sposób śmierć poniósł: Tammuz, Ozyrys, kreteński Zeus, arkadyjski Ankajos, Karmahor z Lidii czy wreszcie irlandzki heros Diarmuid. Czyż i Jezusa nie przebito na krzyżu włócznią? Czyste skojarzenie... Podobnież jak mity o licznym potomstwie Afrodyty, wśród których znaleźli się:


Hermafroditos (syn o piersiach kobiecych i długich włosach, oraz Androgyne -- kobieta z brodą, skąd w dawniejszych kulturach, np. egipskiej, Nefretiti z brodą faraona. Wspominam o Egipcie nie bez powodu, gdyż odkryłam ostatnio -- analizując liczne symbole z mitologii egipskiej, iż sam kult Słońca w kraju faraonów został w tak pokrętny sposób zmanipulowany-przekombinowany, iż Ra utracił(a) swą żeńską postać z czasów zamierzchłych, stając się w oczach współczesnych -- męskim bożkiem. Patrz: Oko Ra a kult Sothis. To na razie wyłącznie moja opinia, ale nie da się zaprzeczyć, że w oparciu o hinduską i sumeryjską symbolikę bóstw, coś jest na rzeczy.

Wszystko co dzisiaj dość chaotycznie przedstawiłam, były to symbole przechodzenia od matriarchatu do patriarchatu, od ery płodności i ofiar, do ery żelaza i wojny, w której żyjemy do dzisiaj. Jest wiele mitów i skrajnie przeciwstawnych opinii, jakkolwiek jednak postrzegacie Afrodytę czy też inne żeńskie przedstawienia bogiń, nie wolno zapominać, iż zawierała ona w sobie zarówno pierwiastek życia, jak i śmierci. Utożsamiała harmonię, którą jako ludzkość zatraciliśmy przez ostatnie kilka tysięcy lat. Z każdym dniem wzrasta we mnie pewność, że od przywrócenia tej pradawnej harmonii będzie zależeć czy przetrwamy jako Cywilizacja i jako gatunek.


Filmik poniżej w przystępny sposób porusza tematykę greckich bogów. Polecam też strony:

Hymn do Afrodyty autorstwa Safony (tłum. na angielski)




Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!