Czym jest metafizyka? - Martin Heidegger



Heidegger nigdy nie był moim ulubionym filozofem. Przeklinałam "Bycie i czas" podczas zajęć z antropologii czy filozofii współczesnej, niemniej zawsze, w głębi serca, czułam do tej postaci wielki szacunek, gdyż za pozornym chaosem, jak zwykła mawiać moja znajoma, kryje się w jego pismach dziecięca wprost prostota i oczywistość. Tylko trzeba wczytać się w jego słowa głębiej, bez zbędnego obciążenia wiedzą, która w jego przypadku winna być odłożona na bok. W pewnych przypadkach, wiedza nabyta potrafi utrudnić zrozumienie nowej myśli, a szkoda by było. Dzisiaj staram się na nowo czytać jego prace i coś z nich pojąć, czego życzę wszystkim i zarazem przepraszam za literówki w tekście, jest ich tak wiele, że nie mam sił w oczach, aby je poprawiać.



Heidegger: Czym jest metafizyka? Część I



"Czym jest metafizyka?" - pytanie to rodzi oczekiwanie, że mowa będzie o metafizyce. Poniechamy tego, rozpatrzymy natomiast określone pytanie metafizyczne. Postępując tak, umiejscawiamy się bodaj bezpośrednio w metafizyce. Jedynie w ten sposób możemy jej dostarczyć prawomocnej możliwości przedstawienia siebie samej. Zamierzamy rozpocząć od rozwinięcia pewnego pytania metafizycznego, następnie pokusić się o opracowanie tego pytania i zakończyć odpowiedzią.


Rozwiniecie pewnego pytania metafizycznego.


Z punktu widzenia ludzkiego zdrowego rozsądku filozofia jest, wedle powiedzenia Hegla, "światem na opak". Potrzebne jest tedy wstępne wyróżnienie specyfiki naszego punktu wyjścia. Jest ono następstwem dwoistego charakteru problematyki metafizycznej. Przede wszystkim: każde pytanie metafizyczne obejmuje zawsze całość problematyki metafizycznej. Jest ono każdorazowo samą tą całością. Każde pytanie metafizyczne może zatem być zadane tak tylko, ze zapytujący jako taki tkwi w nim, jest sam postawiony pod znakiem zapytania. Wyprowadzimy z tego zatem następujące ostrzeżenie: pytanie metafizyczne musi być stawiane całościowo; musi być też stawiane jako wynikające z istotnego położenia zapytującego bytu przytomnego. To my zapytujemy, tu i teraz, zapytujemy dla nas. Nasze bytowanie - w tej wspólnocie badaczy, nauczycieli i studentów - określone jest przez naukę. Co istotnego dzieje się z nami w fundamentach naszego przytomnego bytowania, skoro nauka stała się naszą namiętnością?


Poszczególne dziedziny nauki leża z dala od siebie. Każda z nich z gruntu inaczej traktuje przedmiot niż inne. Ta rozproszona wielość dyscyplin połączona jest już dziś tylko techniczna organizacja uniwersytetów i wydziałów, ma ona jakiś sens jedynie ze względu na cele praktyczne, jakie stawiają sobie specjalności. Natomiast zakorzenienie nauk w ich istotnej podstawie [Wesensgrund] obumarło. Niemniej przeto we wszystkich naukach, kierując się ich najbardziej właściwą dążnością, odnosimy się do samego bytu. Właśnie z punktu widzenia nauk żadna dziedzina nie posiada pierwszeństwa względem innych; ani natura wobec dziejów, ani dzieje wobec natury. Żaden sposób traktowania przedmiotów nie stoi wyżej od innego. Poznanie matematyczne nie jest bardziej rygorystyczne niż filologiczno-historyczne. Ma ono tylko charakter "ścisłości", która nie jest tożsama z rygorem. Wymaganie ścisłości od historii byłoby występowaniem przeciw idei specyficznego rygoru humanistyki. Związek ze światem, panujący we wszystkich naukach jako takich, skłania je do poszukiwania samego bytu, by uczynić z niego, stosownie do jego treści jakościowej i sposobu bycia, przedmiot dociekania i uzasadniającego określenia. To, co dokonuje się w naukach na mocy ich idei, jest przybliżaniem się [In-die-Nahe-kommen] do istotności wszystkich rzeczy.


Ten charakterystyczny związek ze światem, jako związek z samym bytem, jest podtrzymywany i kierowany przez pewna swobodnie wybrana postawę egzystencji ludzkiej. Stad, jakkolwiek do bytu odniesione jest również przed- i pozanaukowe postępowanie człowieka, nauka jednak wyróżnia się tym, że w swoisty dla siebie sposób, wyraźnie i wyłącznie, pozostawia pierwsze i ostatnie słowo rzeczy samej. W takiej rzeczowości pytań, określeń i uzasadnień dokonuje się swoiście ograniczone podporządkowywanie się samemu bytowi, który ma tedy sam siebie ujawniać. Służebna rola badania i nauczania tworzy, rozwijając się, podstawę dla możliwości właściwego, jakkolwiek ograniczonego, kierowania (przez naukę) całością ludzkiej egzystencji. Szczególny związek nauki ze światem, podobnie jak kierująca nim postawa człowieka, są w pełni rozumiane dopiero wtedy, gdy widzimy i ujmujemy to, co dzieje się przy utrzymywaniu takiego związku ze światem. Człowiek, byt pośród innych, "uprawia naukę". W tym "uprawianiu" nie dzieje się nic innego, jak wtargnięcie pewnego bytu, zwanego człowiekiem, do całości bytu w taki sposób, że w tym wtargnięciu i przez nie byt otwiera się, ujawnia to, czym jest i jakim jest. Właśnie to otwierające wtargnięcie na swój sposób pomaga dopiero bytowi stać się sobą.



Te trzy składniki - związek ze światem, postawa, wtargnięcie - wnoszą swą rdzenną jednością jaskrawą jednorodność i ostrość przytomności w naukową egzystencję. Skoro wyraźnie uznajemy za własny tak prześwietlony naukowy sposób bycia-przytomnym [Da-sein], to musimy powiedzieć:

Tym, czego dotyczy związek ze światem, jest sam byt - i nic innego.
 
Tym, z czego wszelka postawa czerpie swój kierunek, jest sam byt - i nic wiecej.
Tym, z czym we wtargnięciu ma do czynienia badawcze wyjaśnianie, jest sam byt - i nic poza mm.


Zadziwiające jest jednak, że właśnie wtedy, gdy człowiek nauki utwierdza się w tym, co mu najbardziej właściwe, to mówi on o czymś innym. Należy badać tylko byt - i nic innego; należy badać jedynie byt - i nic więcej; należy badać wyłącznie byt - i nic poza nim.


Jak to jest z tym "Nic"? Czy jest przypadkiem, że mówimy tak całkiem spontanicznie? Czy to tylko pewien sposób mówienia - nic poza tym? Jednakże cóż niepokoi nas w tym "Nic"? Nauka odpycha przecież i odrzuca to "Nic" jako stanowiące nicość. Kiedy jednak w ten sposób odtrącamy owo "Nic", czyż wtedy właśnie nie przyznajemy się do niego? Czy możemy jednak mówić o przyznawaniu się, gdy mamy przyznać się do niczego? Czy przypadkiem to wszystko nie prowadzi nas już do pustego spierania się o słowo? Przeciwstawiając się temu, nauka musi teraz na nowo utwierdzić się w swej powadze i roztropności wyrażającej się w tym, że chodzi jej wyłącznie o byt. Czymże innym może być "Nic" dla nauki, jak nie straszydłem i fantazmatem? Jeśli nauka postępuje prawomocnie, to tyle tylko można stanowczo powiedzieć: nauka nie chce niczego wiedzieć o "Nic". Takie jest ostatecznie naukowo rygorystyczne ujecie "Nic". Wiemy o nim o tyle tylko, o ile nie chcemy o nim - o tym "Nic" - niczego wiedzieć. Nauka nie-chce niczego wiedzieć o "Nic". Równie pewne jest jednak i to, że wtedy, gdy pragnie ona wypowiedzieć własną istote przywołuje na pomoc to "Nic". Zglasza roszczenia do tego, co odtrąca. Jakaż to rozdwojona istota odsłania się tu?

Zastanawiając się nad naszą aktualną egzystencją jako określoną przez naukę trafiliśmy w sam środek wewnętrznej rozterki. Wyłoniło się już z niej określone pytanie. Wymaga ono teraz tylko należytego wysłowienia: Jak to jest z nicością?


Wypracowanie pytania


Wypracowanie pytania o nicość nieuchronnie stawia nas w położeniu, w którym musi się okazać, czy możliwe jest udzielenie na nie odpowiedzi, czy też, przeciwnie, nie sposób na nie odpowiedzieć. Nicość jest uznana. Nauka odrzuca ją z obojętną wyższością jako to, "czego nie ma". Niemniej przeto spróbujmy zapytywać o nicość. Czym jest nicość? Już pierwsze zetknięcie się z tym pytaniem wskazuje na coś niezwyczajnego. W pytaniu tym ujmujemy od razu nicość jako coś, co "jest" tak a tak, jako byt. A przecież właśnie różni się  ona zasadniczo od bytu. Pytanie o nicość, o to, czym jest nicość i jak jest, przekształca to, o co pyta, w jego przeciwieństwo. Pytanie samo wyzbywa się własnego przedmiotu. Odpowiednio do tego wszelka odpowiedź na to pytanie jest z zasady niemożliwa, przybiera ona bowiem następującą formę nicość "jest" tym a tym. Pytanie i odpowiedź dotyczące nicości są jednakowo wewnętrznie sprzeczne. Nie jest tedy nawet potrzebne, aby nicość była odrzucona przez naukę. Uważana powszechnie za podstawową regułę myślenia zasada unikania sprzeczności, czyli ogólna "logika", sama zabija to pytanie. Skoro myślenie jest zawsze z istoty swej myśleniem o czymś, przeto jako myślenie o nicości wykraczałoby ono przeciwko swej własnej istocie. 

Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII