"Gilgamesz -- Epos Starożytnego Dwurzecza". Tablica II




TABLICA DRUGA


--   [Tutaj znajdziecie --> Tablicę Pierwszą]   --



Kiedy usiadł przed nią Enkidu, szatę rozdarła i spowiła w jedną połowę jego, w drugą siebie. Za rękę ująwszy powiodła jakoby syna do stołu pastuszego, do zagród bydlęcych. Zebrali się koło nich pastuchy, podglądając na niego szepcą:
"Do Gilgamesza ten mąż z lica podobny, wzrostem niższy, w kościach przecie mocniejszy. Pewnie to Enkidu, stwór stepowy! Siła jego na cały kraj nasz ogromna, mocny jako zastępy Anu, wykarmiony ci jest mlekiem zwierzęcym! Na położony sobie chleb w pomieszaniu zerka, łypie Enkidu. Nie umiał Enkidu spożywać chleba, picia chmielu nie był uczony. Umiał tylko ssać mleko zwierzęce. Guzdrał się niezdarnie, oczy wytrzeszczał, jak się zabrać do tego, nie wiedział, jak jeść, jak pić napitek chmielony".

Rozwarła usta nierządnica i rzecze:
"Jedz chleb, Enkidu, tak to jest w życiu! Pij napitek chmielony, taki jest świat!".

Spożył więc Enkidu chleba do syta, chmielu wychylił siedem dzbanów. Zagrała w nim wątroba raźno, swobodnie, serce się w nim weseli, twarz promienieje. Ciało swe włochate wziął i obmacał, starł z siebie sierść kudłatą, olejkiem się namaścił, do ludzi stał się podobny, w odzież się odział, mężem stał się z wyglądu. Chwycił za oręż, lwy szedł wojować, pasterze po nocy spali w spokoju. Wilki poskramiał, lwy zwyciężał, spoczywali błogo starsi z pastuchów: Enkidu stał na straży, mąż wciąż bezsenny.


Pewien człowiek rzekł mężom w Uruku:
"W osadzie pasterskiej mąż się pojawił, do Gilgamesza z oblicza podobny, wzrostem niższy, w kościach przecie mocniejszy. Zwie się Enkidu, stwór stepowy! Siła jego na cały kraj nasz ogromna, mocny jako zastępy Anu, wykarmiony mlekiem zwierzęcym!".

Wybrał się jeden z mieszkańców Uruku do Enkidu, do osady pastuchów.


Enkidu i nierządnica cieszą się sobą. Wtem on wzniósł oczy i widzi człowieka. Więc taki rozkaz wydaje kobiecie:
"Przypędź mi tu, Szamhat, tego człowieka! Czego przyszedł? Chcę znać jego imię!"

Okrzyknęła Szamhat tego człowieka, podeszła do niego, jęła z nim mówić:
"Dokąd zdążasz, panie? Co ma na celu podróż twa uciążliwa?".
Otwarł usta człowiek i tak rzecze do Enkidu:
"Do przybytku małżeństwa nie masz dostępu! To los ludzki ulegać możnym! Miastu Gilgamesz każe murarskie napełniać kosze, karmić miasto każe ladacznicom jeno wesołym! Dla króla Uruku warownego huczą na bębnie, zanim wolno im będzie związków dopełnić, dla króla, Gilgamesza, huczą na bębnie, iżby wolno im było wstąpić w małżeństwo: on wówczas ma sprawę z oblubienicą. On czyni to najpierw, małżonek po nim! Na bóstw naradzie tak zrządzono, od ucięcia pępowiny taki los męża!".



Od słów jego Enkidu pobladł na twarzy.
"Prowadź mnie, Szamhat, w gród Uruku, gdzie włada Gilgamesz, mocarz wyborny, krzepki jak byk i śród potężnych potężny! Do walki mu samowtór rzucę wyzwanie, krzyknę na mocarza głosem donośnym w samym środku Uruku: jam tu siłacz! Mnie jednemu tu sądzono odwracać losy!".

Przodem stąpa Enkidu. Kobieta z tyłu. Jak wkroczył w gród warowny Uruku, lud naokół ciżbą się cisnął. Skoro wstąpił w ulice miasta Uruku, tłum zgromadzony tak o nim rzecze:
"Z oblicza ten mąż do Gilgamesza podobny! Wzrostem niższy! Ale w kościach mocniejszy!".

Oglądają go sobie zewsząd i widzą:
"Siła jego na cały kraj nasz ogromna. Wykarmiony ci jest mlekiem zwierzęcym! Teraz wciąż w Uniku broń będzie szczękać!".

Wstała doń kraina Uruku, kraj wszystek naprzeciw niego się zebrał, lud Uruku ciżbą się cisnął. Nogi mu całują jak słabe dzieci.


On rzekł idąc ulicą Uruku:
"Gdzie silnych trzydziestu, abym ich zwalczył?".

Cieszą się mężowie:
"Oto bohater! Odtąd nie szczędź, Uniku, dziękczynnych ofiar! Mężowi słynnemu z lic swych piękności, Gilgameszowi, jak bóg stanął godny przeciwnik!".

Usłane jest święte łoże miłości, leży jako Isztar, czeka w łożu Iszhara. Wstąpił w nie Gilgamesz, sypiał z nią w nocy, miał sprawę z Iszhara, noce z nią spędzał. Na ulicę wyszedł Enkidu, drogę zastąpił, chce sprawdzić na sobie moc Gilgamesza. Zahuczał bęben dla króla Uruku, iżby wolno było związków dopełnić, dla króla, Gilgamesza, bęben zahuczał, iżby wolno było wstąpić w małżeństwo, aby pierwszy miał sprawę z oblubienicą. Zobaczył Gilgamesz dzikiego człeka z kędziorami krętymi na karku. Podszedł, stanął z nim oko w oko, na szerokiej drodze obaj się zeszli: drzwi Enkidu nogą zagrodził, do weselnego domostwa Gilgamesza nie wpuścił. Starli się i zwarli się jako dwa byki. Jak dwa byki kolana ugięli. Strzaskali odrzwia i murem zatrzęśli. Chrapali jak dwa byki w starciu. Pękły odrzwia i mur się zatrząsł. Gilgamesz kolano ugiął ku ziemi, gniew swój powściągnął i serce uśmierzył.



Serce uśmierzywszy Enkidu rzecze do Gilgamesza:
"Jednego cię matka urodziła jako bawolica w zagrodzie, Ninsun, a nie zrodził się drugi tobie podobny! Wysoko innych mężów głową przerosłeś, Ellil ci dał rządy nad żyzną ziemią, Anu ci zawierzył miasto swe, Uruk, Ea, ludziom życzliwy, rządy nad ludźmi! Ucho twe rozszerzył na głos mądrości. Czemuż ci się zachciało rzeczy takie wyczyniać? Do przybytku małżeństwa dostęp zamykasz, dla ciebie, Gilgamesza, huczą na bębnie, iżby wolno było związków dopełnić: wówczas ty masz sprawę z oblubienicą, ty najpierw to czynisz, później małżonek. Czyżeś ty pasterz warownego Uruku, Gilgamesz, pasterz synów Uruku potężny a sławny, wszystko wiedzący? Szamasz dał ci władzę królewską, ona ci sądzona, nie życie wieczne. Nie bądź smutny w sercu ani przybity! On ci dał moc wiązać i rozwiązywać, być mrokiem ludzkości albo jej światłem. Dał ci władać nad ludem Uruku, zwyciężać w bitwie, z której nie masz powrotu, w najazdach, w napaściach, skąd nikt nie ujdzie. Władzy swej niezmiernej źle nie używaj, dla sług swoich bądź sprawiedliwy, sprawiedliwość czyń wobec Szamasza!".

Wysłuchał Gilgamesz słów Enkidu i ucałowali się, i przyjaźń zawarli.


Podziwia lud mądrość i moc Gilgamesza. Lud podziwia mądrość i moc Enkidu.


Wiedzie go Gilgamesz do swojej matki, usta rozwarł i tak do niej przemawia:
"Oto mój przyjaciel przybyły z puszczy! Siła jego na cały kraj nasz ogromna, potężny jest jako zastępy Anu. Ty go pobłogosław, uczyń mym bratem!".

Macierz Gilgamesza usta otwarła i przemawia, i rzecze do swego władcy, bawolica Ninsun, usta otwarłszy, tak prawi, tak rzecze do Gilgamesza:
"To Enkidu, to mąż tobie podobny, mocny twój towarzysz, zbawca przyjaciela swego w potrzebie. Druhem twoim będzie i nie odstąpi cię, skoroś przylgnął do niego jak do kobiety. Pokochałeś go, przywiodłeś, jest moim synem! Dziś go urodziłam, z tobą zrównałam, przeto stał się twoim rodzonym bratem".

Otwarł usta Gilgamesz i rzekł do matki:
"Zdjęte mi są z pleców ciężkie występki. W drzwiach był stanął, siłą mnie pouczył, z goryczą wytykał moje szaleństwo. Ni ojca, ni druha nie ma Enkidu, włosów rozrzuconych nigdy nie ostrzygł, w stepie się urodził. Nikt mu nie zrówna!".

Stanął Enkidu, słów tych słucha, zasmucił się wielce, siadł i zapłakał. Oczy jego łzami się napełniły, luźno ręce opuścił bezczynne. Siła w nim słabnie. Objęli się przyjaciele, razem usiedli, wzięli się za ręce jak bracia.


Gilgamesz go pożałował i tak powiada:
"Czemu oczy twe łzami się napełniły, czemu w sercu swym się dręczysz i głośno wzdychasz?".

Enkidu rozwarł usta i rzecze do Gilgamesza:
"Łkanie, przyjacielu, zadzierzga żyły mej szyi. Nazbyt mnie obejmowały te, z którymi dzieliłem łoże. Ręce opuściłem, siedzę bezczynnie, siła we mnie niszczeje. Nie tak bywało w ów czas, Gilgameszu, kiedy władca miasta Kisz, Akka, syn Enmebaraggesi, posłów ci przysłał, iżbyś jemu Uruk warowny poddał. 
Tyś sprawę przedstawił starszym z Uruku i o słowo ich spytałeś, starszych z Uruku: <Iżby studni w tym kraju dokończyć, poczynić studnie i wiadra studzienne, wykopać studnie i w sznur je opatrzyć, nie trzeba się poddawać domowi Kiszu, trzeba zbrojnie dom jego porazić!".
Odpowiedzieli ci starsi z Uruku:
Więc ty, Gilgameszu, władco Kullabu, któryś dla Isztar czyn wielki uczynił, nie wziąłeś do serca słów starszych z miasta. Postawiłeś znów sprawę przed ludem, broń noszących o słowo spytałeś.
Mężowie z Uruku swe słowo rzekli:

"Ty, co głowę jak byk nosisz wysoko, czyżbyś się obawiał przybycia Akki? Wojsko jego małe, pójdzie w rozsypkę, wojownicy jego nie noszą głów swych wysoko! Od słów takich, Gilgameszu, władco Kullabu, serce twe się radowało, duch się rozjaśnił".
Do sług swoich odrzekłeś w te słowa:
 
"Niechaj odłożona będzie motyka dla bitw zaciekłych, oręż niechaj powróci do boku, niechaj broń posieje trwogę i postrach! Kiedy przyjdzie Akka, mój strach nań padnie, rozum jego się pomiesza, zamiar zachwieje".
Nie przeszło dni pięć ani dziesięć i Akka, syn Enmebaraggesi, Uruk obstąpił. Pomieszały się myśli w Uruku. Aż ty, Gilgameszu, władco Kullabu, do swych wojowników tak przemówiłeś:

"Czemu pociemniały twarze mych śmiałków? Kto ma serce, niech wyjdzie naprzeciw Akki!".
Stanął Birhurturri, wódz i wojownik, tobie, Gilgameszu, tak na to odrzekł:

"Pójdę do Akki! Niech się rozum jego pomiesza, zamiar jego niech się zachwieje".
Birhurturri wyszedł za wrota z miasta. Ledwie wyszedł Birhurturri z miasta za wrota, u samych wrót go pochwycili, zaczęli ciało jego kruszyć. Postawili go przed Akka. Mówi do Akki. Jeszcze słów nie skończył, wtem Zabardibunugga na mury się podniósł, przez mur popatrzył. Akka ujrzał go i rzekł do Birhurturri:

"Niewolniku! Czy to jest twój władca?".

Rzekł Birhurturri:

"To nie jest mój władca. Mój pan, Gilgamesz, czoło ma potężne, z oblicza swego do byka podobny, broda jego jest z lapis lazuli, palce jego zaprawdę są zręczne!".

Nie porwała się zgraja, nie pierzchła, nie upadła, iżby tarzać się w prochu, nie była zdruzgotana zgraja przybłędów, nie usypali prochu na swych ustach, nie zrąbali dziobów łodzi bojowych i nie odwołał wojsk Akka, król Kiszu. Bili Birhurturri, okrutnie tłukli, kruszyli ciało Birhurturri. Za wojownikiem Zabardibunugga tyś sam, Gilgameszu, na mury wstąpił! W mężach z Kullabu, starych jak i młodych, postrach się zrodził, oręż swój bojowy mieli u boku mężowie z Uruku. Do wrót podeszli. Stanęli przy wrotach.

Rzekłeś do nich, Gilgameszu, władco Kullabu:

"Który z was ma dom, nuże do domu! Który matkę ma, nuże do matki! Który samotny jest i chce to czynić, co ja, niechaj stanie u mego boku!".


Ujrzał cię Akka:


"Niewolniku! Czy to jest twój władca".

"To jest mój władca" -- Ledwie zdążył to powiedzieć Akka, jak wywiodłeś, Gilgameszu, zbrojnych za wrota, jak wrogów trupami rów napełniłeś, jak równinę wokół trupem zasłałeś, krwią ich zabarwiłeś jako wełnę czerwoną! Wielką sieć na nich rzuciłeś, po równinie na ich miejscach kości ich usypałeś. Aż nie stało pola, iżby ich grzebać! 
W kawałki drobne ich posiekłeś dla psów, świń, sępów i dla ptactwa z nieba, dla ryb w morzu. W bitwie im zabrałeś wozy i oręż. Jako zamieć śnieżna Akkę pobiłeś, sam jak ptak uchodził. Zgraja obca porwała się, pierzchła i upadła, iżby tarzać się w prochu. Zdruzgotana była zgraja przybłędów, usypali proch na swoich ustach, zrąbali dzioby swych łodzi bojowych i odwołał wojska Akka, król Kiszu.
Ty doń rzekłeś, Gilgameszu, władco Kullabu:


"Akka, mój rządco, Akka, mój dostawco, Akka, wojsk moich wodzu! Tyś doprawdy ptaka spłoszonego, Akka, ziarnem napełnił! Tyś doprawdy, Akka, dał mi oddech i życie! Dzięki tobie Uruk jest dziełem bogów, mur jego ogromny chmur się dotyka i wysoki w nim Anu przybytek! W Kisz mnie puściłeś i władzę mi dałeś przed Szamaszem, jak niegdyś bywało! Tyś mi uciekającemu, Akka, na swym łonie dał spocząć!".

Miasto Kisz było orężem rażone. Eanna objęła jego królestwo.



"Dobra twoja chwała, Gilgameszu, władco Kullabu!" -- tak do Gilgamesza rzekł Enkidu.

Otwarł usta Gilgamesz i rzecze, przyjacielowi swemu prawi Gilgamesz:



"Gdzie bęben mój? Gdzie moja pałka? Bęben w ochocie nieprzeparty, bęben, co miarowym biciem porywał!".

I tak swoją rzecz ciągnie Gilgamesz:



"Za dni dawnych, za dalekich dni, za nocy dawnych, za odległych nocy, za dni dawnych, za dalekich dni, kiedy uczyniono wszystkie rzeczy potrzebne, kiedy wszystkie pożyteczne rzeczy zrządzono, kiedy chleba skosztowano w przybytkach kraju, kiedy w piecach kraju chleb upieczono, kiedy niebo od ziemi odepchnięto, kiedy ziemię z niebem rozłączono, kiedy ustalono imię człowieka, kiedy Anu uniósł niebo, a Ellil ziemię, kiedy jako łup Ereszkigal w kraj podziemny była uniesiona, kiedy żagiel swój postawił, żagiel postawił ojciec Ea, iżby płynąć w kraj podziemny, iżby wziąć pomstę na potworze Kur, iżby pokarać podziemne straszydło, ów małymi kamieniami jął razić władcę, jął wielkimi głazami obrzucać Ea. Więc małe kamienie, kamienie z dłoni, i głazy ogromne, głazy z trzcin giętkich, waliły w stępkę łodzi Ea w bitwie, jako burza, kiedy napiera. Przeciwko władcy woda u dzioba łodzi jako wilk pożera. Przeciwko Ea woda u rufy łodzi jako lew uderza. W ów czas wyrosło na brzegu Purattu drzewko wierzbowe. Poiła je wodą rzeka Purattu. Aż burza z południa z korzeniami je wyrwała, szczyt wierzby zdarła i poniosły ją wody Purattu".
Przeto kobieta w bojaźni chodząca przed słowem Anu, przed słowem Ellila, na drzewku dłoń swą położyła i zaniosła do miasta Uruku:


"Umieszczę je w sadzie u czystej Isztar".

U stóp swych drzewko posadziła i własnoręcznie się nim zajmowała, własną je dłonią piastowała Isztar, u stóp swych drzewko posadziła: 



"Kiedy będzie zeń krzesło owocne, iżbym na nim siadła? -- powiada Isztar. -- Kiedy będzie zeń łoże owocne, iżbym na nim legła? -- rzecze Inanna".

Wyrosło drzewo. Jego pień bez liści. Wąż nie znający czarów siadł w korzeniach, gniazdo założył. Ptak Imdugud w szczycie się zagnieździł, chowa pisklęta. W pośrodku drzewa gniazdo umościła upiorzyca Lilit wabiąca mężów. Zawsze roześmiana, zawsze radosna dziewczyna Isztar jak ci wzięła płakać!





Zaledwie świtu co nieco w rozbrzasku, ledwie z pól książęcych Szamasz wystąpił, zaraz jego siostra, święta Inanna, do brata rzekła:


"Mój bracie Szamaszu! Kiedy w dniach dawnych losy ustalono, kiedy się płodów obfitością kraj cały nasycił, kiedy Anu uniósł niebo, a Ellil ziemię, kiedy jako łup Ereszkigal w kraj podziemny była uniesiona, kiedy żagiel swój postawił, żagiel postawił ojciec Ea, iżby płynąć w kraj podziemny, iżby wziąć pomstę na potworze Kur, iżby pokarać podziemne straszydło, w ów czas wyrosło na brzegu Purattu drzewko wierzbowe. Poiła je wodą rzeka Purattu. Aż burza z południa z korzeniami je wyrwała, szczyt wierzby zdarła i poniosły ją wody Purattu. Przeto kobieta w bojaźni chodząca przed słowem Anu, przed słowem Ellila, na drzewku dłoń swą położyła i zaniosła do miasta Uruku".
Przeto kobieta w bojaźni chodząca przed słowem Anu, przed słowem Ellila, na drzewku dłoń swą położyła i zaniosła do miasta Uruku.


"U stóp swych drzewko posadziłam i własną dłonią piastowałam: Kiedy będzie zeń krzesło owocne, iżbym na nim siadła?  Kiedy zeń będzie łoże owocne, iżbym na nim legła?".


Wyrosło drzewo. Jego pień bez liści. Wąż nie znający czarów siadł w korzeniach, gniazdo założył. Ptak Imdugud w szczycie się zagnieździł, chowa pisklęta. W pośrodku drzewa gniazdo umościła upiorzyca Lilit wabiąca mężów. Zawsze roześmiana, zawsze radosna ja, dziewczyna Isztar, jak wzięłam płakać! Jej brat odważny, mężny Szamasz, nie ujął się wszakże za swoją siostrą.


Zaledwie świtu co nieco w rozbrzasku, ledwie z pól książęcych Szamasz wystąpił, zaraz jego siostra, święta Inanna, do mnie, Gilgamesza, rzekła w te słowa:
"Bracie Gilgameszu! Kiedy w dniach dawnych losy ustalono, kiedy się płodów obfitością kraj cały nasycił, kiedy Anu uniósł niebo, a Ellil ziemię, kiedy jako łup Ereszkigal w kraj podziemny była uniesiona, kiedy żagiel swój postawił, żagiel postawił ojciec Ea, iżby płynąć w kraj podziemny, iżby wziąć pomstę na potworze Kur, iżby pokarać podziemne straszydło, w ów czas wyrosło na brzegu Purattu drzewko wierzbowe. Poiła je wodą rzeka Purattu. Aż burza z południa z korzeniami je wyrwała, szczyt wierzby zdarła i poniosły ją wody Purattu. Przeto kobieta w bojaźni chodząca przed słowem Anu, przed słowem Ellila, na drzewku dłoń swą położyła i zaniosła do miasta Uruku. U stóp swych drzewko posadziłam i własną dłonią piastowałam:
"Kiedy będzie zeń krzesło owocne, iżbym na nim siadła? Kiedy zeń będzie łoże owocne, iżbym na nim legła?".

Wyrosło drzewo. Jego pień bez liści. Wąż nie znający czarów siadł w korzeniach, gniazdo założył. Ptak Imdugud w szczycie się zagnieździł, chowa pisklęta. W pośrodku drzewa gniazdo umościła upiorzyca Lilit wabiąca mężów. Zawsze roześmiana, zawsze radosna ja, dziewczyna Isztar, jak wzięłam płakać!


Wówczas ja, Gilgamesz, ja po bratersku za świętą Isztar się ująłem. Odziałem swą kibić w napierśnik wagi min pięćdziesięciu, narzuciłem pięćdziesiąt min jakby sykli trzydzieści, w ręku dźwignąłem swój topór podróżny wagi min siedmiu i siedmiu talentów. Węża nie znającego czarów w korzeniach zabiłem. Ptak Imdugud ze szczytu zabrał swe pisklęta i w góry uleciał. W pośrodku drzewa upiorzyca Lilit wabiąca mężów gniazdo swe zburzyła i w step uciekła. Wyrwałem tedy z korzeniami drzewo wierzbowe i szczyt jego zdarłem. Mężowie z Uruku ze mną będący gałęzie zrąbali. I świętej Isztar dałem to drzewo na krzesło i łoże.


Ona w karczu bęben mi wydrążyła. Z gałęzi wierzbowych pałkę wycięła. Bęben i pałka zwołujące! Bęben w ochocie nieprzeparty, bęben, co miarowym biciem porywa! Zacząłem tedy raz w raz w bęben uderzać, iżby w ulicach, w zaułkach łoskot się rozlegał! Grzmot bębna głośny, w ulicach, w zaułkach poszło bębnienie! Wciąż łoskot pałki mej zwoływał mężów młodych po mieście Uruku. W goryczy i w smutku tonęły wdowy.
"Mężu mój! małżonku!"

Tak zawodziły. Który miał matkę, synowi chleb niosła. Który miał siostrę, wodę niosła bratu. A kiedy gwiazda wieczorna już zaszła, przeze mnie były naznaczone miejsca, gdzie byłem ze swym bębnem. Niosłem przed sobą swój bęben do domu. O świcie zasię w miejscach naznaczonych gorycz i smutek!
"Jeńce! Martwi! Wdowy!".

Nareszcie przez płacz młodych dziewcząt kraj zmarłych się rozwarł. I wpadł mój bęben i pałka też wpadła w wielkie domostwo. Dłoń w ziemię wparłem. Nie mogłem ich dostać. Włożyłem nogę. Nie mogłem ich dostać. Od chwili tej nie masz dla mnie żywota.


Siadłem przy wielkiej bramie Ganzir, siadłem przy oku podziemnego świata, z pobladłym obliczeni siadłem i płaczę:
"Gdzie bęben mój? Gdzie moja pałka? Bęben w ochocie nieprzeparty, bęben, co miarowym biciem porywał! Gdybym w domu cieśli bęben zostawił, u żony cieśli, jak z matką rodzoną, u siostry cieśli, jak z młodszą siostrzyczką! Kto mój bęben dostanie spod ziemi? Kto pałkę przyniesie z krainy zmarłych?".

Rzekł Gilgameszowi na to Enkidu:
"Po co płakać, Gilgameszu, po co w sercu mieć smutek? Ja twój bęben dostanę spod ziemi, pałkę ci przyniosę z oka krainy zmarłych!".

Otwarł usta swe Gilgamesz i rzecze, przyjaciela swego Enkidu ostrzegł Gilgamesz:

"Mąż z ciebie śmiały, rzeczy straszne powiadasz! Czemu serce twe, mój przyjacielu, mówi tak dziwnie? Jeślibyś w podziemną krainę wstąpił, chcę ci dać przestrogę, ty jej posłuchaj. Nie kładź szat czystych, aby nie poznali w tobie przybysza. Nie namaszczaj się zacnym olejkiem z czaszy, aby ich zapach nie przynęcił. Włócznią w krainie podziemnej nie rzucaj, aby cię nie obstąpili włócznią zakłuci. Młota kamiennego nie bierz do ręki, aby duchy nie opadły ciebie z trzepotem. Sandałów do stóp nie przywiązuj, abyś stuku nie sprawił w krainie zmarłych. Kobiety, którą kochałeś, nie całuj, kobiety, której nie cierpiałeś, nie bij, dziecka, które kochałeś, nie całuj, dziecka, którego nie cierpiałeś, nie bij, albo krzyk podziemny cię ogarnie, żałosny krzyk do tej, która spoczywa, spoczywa, matki boga Ninazu, która spoczywa, której nagich ramion szata nie skrywa, której piersi jak czasze odkryte. Jeśli tam zejdziesz, zostaniesz pod ziemią!".

Pomyślał Gilgamesz o kraju żywych, o górach cedrów pomyślał Gilgamesz. Usta rozwarł i rzekł do Enkidu:
"Są daleko stąd, przyjacielu, góry Labnanu cedrami porosłe, gdzie okrutny przebywa Humbaba, którego imię ogrom znaczy, o którym wieść groźną ty mi przyniosłeś. Chodź, ubijmy go, przyjacielu, wypędźmy ze świata wszelakie zło! Jeszcze odcisk w cegłach nie wydał losu mnie sądzonego. Wybiorę się w góry, narąbię cedru, imię swe utwierdzę po wszystkie czasy".

Enkidu rozwarł usta i rzecze do Gilgamesza:


"Wiedziałem to, bracie, jeszcze podówczas, gdym ze zwierzętami w górach uganiał: tam bór się ciągnie przez wiorst dziesięć tysięcy. Któż dotrze i zbada wnętrze ostępu? Humbaba głos ma z grzmiącego potopu, usta z ognia, oddech ze śmierci! Co cię korci do takich wyczynów? W siedzibie Humbaby: bój to nierówny!".





Gilgamesz rozwarł usta i rzekł do Enkidu:

"Życzę sobie wejść na te szczyty i w ten ostęp wejść sobie życzę, gdzie bór się ciągnie przez wiorst dziesięć tysięcy, w góry Labnanu, w siedlisko Humbaby! Topór bojowy zawieszę u boku, ty z tyłu stąpaj. Ja pójdę przed tobą".

Enkidu rozwarł usta i rzecze do Gilgamesza:

"Jakże się nam wedrzeć w bory cedrowe? Ich strażnik waleczny jest, Gilgameszu, czujny, nie śpi w dzień ani w nocy! Gdy dzika jałówka ruszy się w lesie, o sześćdziesiąt wiorst ją słyszy Humbaba. Moc ma od Szamasza, męstwo od Addu, boga burzy. W siedem boskich promieni, w siedem postrachów go opatrzył Ellil, wielka góra, iżby strzegł cedrów. Humbaba głos ma z grzmiącego potopu, morze wzburza, lądem potrząsa, do boju rusza orkanem ryczącym, potopem rozmywa strony świata, wściekłość jego jak potop. Kiedy paszczę rozewrze, niebo się wzdryga, skały drżą i leśne wzgórza się chwieją, w szczeliny uchodzi, co tylko żyje! Twarz jego z kiszek upleciona, usta jego z ognia, oddech ze śmierci: nikt się ponoć nie wedrze do tego lasu! Iżby strzegł borów cedrowych, Ellil dał mu siedem błysków postrachu: ktokolwiek w bór wstąpi, zawsze się trzęsie".

Gilgamesz rozwarł usta i rzekł do Enkidu:

"A kto, przyjacielu, wspiął się do nieba? Tylko bóstwa z Szamaszem trwać będą wiecznie, człowiek lata ma policzone. Cokolwiek by uczynił, wszystko to wiatr! A teraz się może śmierci nie lękasz? Gdzie jest twoja potężna odwaga? Ja przed tobą pójdę, ty mi zaś krzycz: Nie bój się! Naprzód! Jeśli zginę, zostanie sława: u srogiego Humbaby poległ Gilgamesz. Gdyby się w mym domu zrodził potomek, pobiegłby do ciebie z prośbą: Opowiedz, ty, który wszystko wiesz! Opowiedz, co zdziałał mój rodzic a twój przyjaciel?. Tedy opowiedz mu los mój sławny".
"Jakże zasmucasz mnie tym, coś wyrzekł! A ja ściągnę rękę, narąbię cedru, imię swe utwierdzę po wszystkie czasy. Bracie! zadam teraz mistrzom robotę: niech nam w przytomności naszej uczynią oręż".

Zadali biegłym w rzemiośle robotę. Mistrzowie rzemiosła siedli obmyślać. W gaje poszli po wiklinę, jabłoń i bukszpan. Aż ulali im z kruszcu ciężkie siekiery, każdy topór waży po trzy talenty. Aż wykuli im z kruszcu ogromne miecze,  każdy brzeszczot waży po dwa talenty. Trzydzieści min ważą poprzeczne jelce, trzydzieści min złota rękojeść miecza!


I dźwigał Gilgamesz, dźwigał Enkidu, każdy niósł po dziesięć talentów. Odjęli siedem zapór od wrót Uruku. Na wieść o tym lud się zgromadził, napełnił ulice warownego Uruku, pojawił się Gilgamesz przed swym narodem, starszyzna Uruku przed nim zasiadła. Przemówił do wszystkich razem Gilgamesz :

"Słuchajcie mnie, starsi warownego Uruku, słuchaj, ludu warownego Uruku, słuchajcie Gilgamesza, który powiada: chcę ujrzeć w ostępie cedrów tego, którego imieniem ciągle drżą kraje, o którym tyle na świecie gadania, ujrzeć go i ubić w cedrowym boru.  Niech wszystek ludzki świat usłyszy, jako ze mnie silna odrośl Uruku! Niechaj włożę rękę, narąbię cedru, imię swe utwierdzę po wszystkie czasy".

Starsi warownego Uruku odpowiadając Gilgameszowi rzekli w te słowa:

"Młodyś ty, Gilgameszu, sercem się rządzisz, sam nie wiesz, na co się porywasz. Okropna jest, powiadają, postać potwora. Kto się oprze orężowi Humbaby? Tam puszcza na wiorst dziesięć tysięcy: któż się zdoła przedrzeć do wnętrza boru? Humbaba głos ma z grzmiącego potopu, usta z ognia, oddech ze śmierci! Co cię korci do takich wyczynów? W siedzibie Hum baby: bój to nierówny".

Usłyszał Gilgamesz słowo doradców, ze śmiechem się zwrócił do przyjaciela:

"Teraz wyznam ci, przyjacielu: boję się go! lękam się bardzo! Dlatego pójdziemy w bór cedrowy, ubijemy Humbabę, iżby się nie bać!".

Mówią starsi Uruku do Gilgamesza:

"Oby bogini szła przy tobie, oby strzegł ciebie twój boski opiekun, oby cię prowadził bezpieczną drogą i przywiódł nareszcie w przystań Uruku! Jeśli chcesz, panie, zapuścić się w góry, rozmów się najpierw z niebieskim Szamaszem. W kraju ściętych cedrów bóg słońca rządzi. Powiedz o zamiarze swym Szamaszowi".

Otwarł usta Gilgamesz i rzecze:

"Usłyszałem starców rady życzliwe, pójdę, ale do Szamasza ręce podniósłszy. Niech się mojej duszy odtąd wiedzie pomyślnie".

Włożył dłoń Gilgamesz na koźlę białe, bez plamy, drugie zaś brązowe. Przycisnąwszy je do piersi niósł bogu słońca. Berło srebrne ująwszy do ręki do świetnego Szamasza rzekł takie słowa:

"Chcę do kraju żywych wkroczyć, Szamaszu, bądź mi sprzymierzeńcem, przyjdź mi z pomocą! W kraj ściętych cedrów  zamierzam się wedrzeć. Sprzyjaj mi, a wróć mnie cało w przystań Uruku!".

Szamasz mu na to odpowiedział:

"Zaprawdę jesteś mocny, Gilgameszu, ale na cóż tobie kraina żywych?".

"Posłuchaj mnie, słońce, słuchaj, Szamaszu! Chciałbym ci rzec słowo, skłoń ku mnie ucho. W mieście moim ginie mąż z troską w sercu, mężowi mrącemu ciężko na sercu. Wyjrzałem w dół z murów i widzę trupy spływające po rzece. Ja też tak spłynę. Mnie też tak usłużą, bo i najwyżej wybujały spośród mężów nieba nie sięgnie i najszerzej rozrosłemu ziemi nie pokryć. Jeszcze odcisk w cegłach nie wydał losu mnie sądzonego, przeto wejdę w góry, imienia swojego sławę utwierdzę. Gdziekolwiek wznoszono w kramie żywych jakieś imiona, tam ja swoje wzniosę, a gdzie żadnych jeszcze imion nie wznieśli, tam zaprawdę wzniosę imiona bogów. Niestety! Droga to daleka. Jeślibym zaś nie miał tego dokazać, po cóż byś mnie tedy dotknął, Szamaszu, żądzą niespokojną takiego czynu? Jak go spełnić bez twojej pomocy? Jeśli zginę w tym kraju, to zginę do nikogo zgoła nie żywiąc żalu. Jeśli wrócę, wspaniałe wyleję w podzięce Szamaszowi dary i modły".

Przez wątrobę koźlęcą pytał Szamasza i odpowiedź była, jakby nie była. I usiadł Gilgamesz, i płakać zaczął. Po licu Gilgamesza łzy popłynęły.

"W niewiadomą bitwę iść się wybieram, w nieznaną drogę zamierzam wyruszyć. Jeśli szczęście mi będzie sprzyjać na drodze, którą sercem chętnym obrałem, tedy sławić będę ciebie, Szamaszu, podobizny twe będę sadzał na tronach".

Przyjął Szamasz łzy sobie wylane, jak człek miłosierny łaskę okazał.

"Ruszaj, Gilgameszu, w góry cedrowe, drzwi z cedru uczyń dla mego przybytku! Zło, którego nienawidzę, wypędź ze świata! Humbaba okrutny, co strzeże lasów, już nikomu cedrów rąbać nie daje. Z gór tron uczynił podziemnej Irnini. Otwórz ten bór, Anunnakich skrytą siedzibę, którzy władają w krainie umarłych!".

I powstrzymał Szamasz siedmiu potężnych, synów jednej matki, zamknął w jaskini. Pierwszy huragan, drugi wicher północny, trzeci trąba powietrzna, czwarty burza piaskowa, piąty wiatr mroźny, szósty nawałnica, siódmy piekący wicher.


Uradował się Gilgamesz cedry walący. I oręż przed nim położono, miecze i topory ogromne, w rękę mu łuk dano i kołczan. Wziął topór, kołczan wypełnił, łuk z Anszanu na plecy założył, mieczem biodra opasał. Tak się gotowali do tej wyprawy.


Tablica Pierwsza:



Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII