"O wychowaniu Spartan" - Plutarch z Cheronei



Wybrałam się dzisiaj na zakupy. Przesadzone to określenie na faktyczny stan rzeczy, bo po prawdzie w zamiarze mym było zakupienie jednej książki. W moim domu nie zwykło się obchodzić świąt w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, no cóż, nasza dwuosobowa rodzina znacznie różni się od tego, co znacie z własnego doświadczenia. Przede wszystkim, aby nie czuć się gorszymi, owszem, sprawiamy sobie prezenty, ale zwykle podług naszej skromnej kieszeni. Udałam się więc do znanej mi księgarni i wzorem dziesiątków przede mną, zaczęłam baraszkować między półkami. Na pewno znacie tych domorosłych - gwiazdkowych amatorów literatury - którzy mylą księgarnie z kolporterem, spieszą się między seansem filmowym a spotkaniem z dziewczyną, aby kupić na odwal jakiś prezent. Książka - według znanych statystyk - nieodmiennie, od lat, króluje na szczytowych pozycjach, tak więc tam spieszą ci pozbawieni inwencji twórczej gapowicze. Do świąt zostało już niewiele czasu, także na łapu-capu sięgają po te pozycje, które chwalą się na wyrost z okładek, że są światowymi SELERAMI. Jeśli sprawią tym prezentem komuś radość to pół biedy, gorzej gdy umieszcza się je w dziale z literaturą piękną, (no wiecie, obok siebie zarówno Umberto Eco i Kalicińska a Grochola podpiera Ibaneza ;]- ) a takowy przygłup szczyci się tym, że przeczytał wszystkie części Zmierzchu.  Ale wracając do meritum:  

Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku zoologiczno-kulturowego, spędziłam w tejże księgarni dwie bite godziny zanim wreszcie znalazłam to, co spełniało moje wyśrubowane kryteria. Po nowym roku zapewne napiszę recenzję tego cuda na Wookies!

Dwie rzeczy niemiłosiernie mnie drażnią. Po pierwsze fakt, że o znalezieniu na półkach czegoś sprzed 10 czy nawet 15 lat, nie ma nawet mowy. Mało tego, na półkach stawia się co tydzień nowości, jedne - te sprzed tygodnia - zastępuje się nowymi, jeszcze nowszymi a zwłaszcza takimi, o których autorach nikt jeszcze nie słyszał. Nie mówiąc już, że polskich pisarzy spycha się na margines, promując bylejakość z Ameryki, Belgii czy innego Mozambiku. Bezskutecznie szukałam pewnej książki w katalogu, zostaje mi tylko internet, a więc o takowym prezencie na święta mogę zapomnieć. Musiałam obejść się smakiem... i czymś jeszcze.

Po paru godzinach w księgarni, stwierdziłam u siebie zatrucie mieszanką z marihuany i czegoś jeszcze, do jutra będę się kurować po tym świństwie. Sprzedawcy rozpylają takie mieszanki w centrach handlowych a nawet w mniejszych sklepach, księgarniach, aby ludziom odebrać rozum i aby kupowali ponad stan. Nie dajcie się!

I na samym końcu, powiem jeszcze, że tęskno mi do ręcznie pisanych i malowanych książek, takich jakie powstawały w Średniowieczu. Marzę skrycie, aby zakupić kiedyś taką w jakimś zapomnianym antykwariacie. To głównie z powodu tej dzisiejszej wizyty w księgarni, gdzie zapach nowości przyprawił mnie o mdłości, sięgnęłam więc po króciutki tekst Plutarcha. Mam nadzieję, że komuś ten fragment, przypadnie do gustu. Smacznego :)






PLUTARCH Z CHERONEI 


"(...) Aby jeszcze skuteczniej zwalczać zbytek i usunąć pożądanie bogactw. Likurg wprowadził ponadto trzecią, swą najpiękniejszą reformę - nakaz spożywania wspólnych posiłków. Obywatele byli obowiązani zbierać się razem, aby jeść ten sam chleb i te same potrawy, określone z góry przez prawo. Nie wolno im było jadać u siebie w domu (...)

Gdy rodziło się dziecko, ojciec nie był w prawie chować go, brał je i zanosił na miejsce spotkań, gdzie zasiadali najstarsi spośród członków tej samej fyli (jednostki podziału obywateli). Oni to badali noworodka. Jeśli miał prawidłową budowę i był silny, nakazywali go żywić i przydzielali mu jeden z dziewięciu tysięcy działów ziemi. Jeśli niemowlę miało wadliwą budowę, odsyłali je na miejsce zwane Apothetai, będące urwiskiem w górach Tajgetu. Sądzili bowiem, że lepiej było dla niego samego i dla polis, aby nie żyło to, co od samego początku nie miało zdrowia i siły (...).
Gdy chłopcy dochodzili do wieku siedmiu lat. Likurg zabierał ich od rodziców i dzielił na „stada", każąc im żyć i jadać razem; przyzwyczajał ich w ten sposób do wspólnych zabaw i wspólnego uczenia się. Na czele każdego "stada" stawiał tego chłopca, który okazywał się najmądrzejszy i najbardziej zapalczywy w walce. Inni patrzyli się na niego, wykonywali jego rozkazy, poddawali się bez słowa protestu karom przez niego zarządzonym, tak iż wychowanie polegało na ćwiczeniu się w posłuszeństwie (...).
Nauka była ograniczona do ścisłego minimum, po za tym całe ich wychowanie polegało na tym, aby dobrze nauczyć się słuchać, znosić zmęczenie i zwyciężać w walce. Właśnie dlatego, w miarę jak rośli, ćwiczenia, którym ich poddawano, stawały się coraz cięższe.
Strzyżono im włosy do skóry, przyzwyczajano chodzić boso i uczestniczyć w grach najczęściej nago. Gdy dochodzili do dwunastego roku życia przestawali nosić spodnią szatę i otrzymywali na cały rok tylko jeden płaszcz:. Byli brudni, nie kąpali się i nie namaszczali skóry oliwą, poza niektórymi dniami w roku, gdy pozwalano im na takie zbytki. Spali razem, grupami, na jaku byli podzieleni, na posłaniach, które sami sobie sporządzali. zrywając nad Eurotasem trzciny u ich nasady nie posługując się, nożem (...).

Ponadto wyznaczano wychowawców spośród ludzi szlachetnych, a każdy oddział wybierał jako swego naczelnika tego spośród młodych ludzi, zwanymi ejrenami, który był najrozsądniejszy i najwaleczniejszy (nadaje się miano ejrenów tym, którzy od roku wyszli z grupy chłopców). Wybrany ejren, mający lat dwadzieścia, dowodził oddziałem chłopców w ćwiczeniach wojennych, w domu zaś nadzorował przygotowywanie posiłków. Polecał najsilniejszym przynieść drwa, najmłodszym jarzyny. Musieli je kraść z ogrodów lub wślizgując się do domów, gdzie odbywały się wspólne posiłki Spartan, z całym sprytem i ostrożnością. Jeśli złodziej dał się złapać, otrzymywał wiele uderzeń batem za to, że okazał się niedbały i za mało czujny (...) Gdy skończył się posiłek, ejren polecał jednemu z chłopców śpiewać, innemu stawiać jakieś pytanie, odpowiedzi na które wymagało zastanowienia się. Na przykład: kto jest najlepszym z mężczyzn w Sparcie? Lub jak ocenić czyny tego mężczyzny? W ten sposób przyzwyczajono ich od dzieciństwa do oceniania dobrych czynów i interesowania się życiem publicznym (...) Odpowiedzi powinno towarzyszyć uzasadnienie sformułowane w stylu krótkim i zwięzłym. Tego, kto źle odpowiadał, ejren karał ugryzieniem w kciuk.


Wkładano tyleż starania w nauczenie ich pieśni i melodii, co mówienia w sposób poprawny i czysty. W melodiach było coś, co jak żądło budziło odwagę i przekazywało im szaleńczy zapał popychający do działania. Styl zaś pieśni byt prosty i surowy, tematy poważne i moralne. Najczęściej była to pochwała tych, którzy zginęli za Spartę i których szczęście wysławiano; lub nagana tych, którzy uciekli w popłochu. Ich życie przedstawiano jako bolesne i nieszczęśliwe.


Wychowanie Spartan trwało aż po wiek dojrzały. Nikt nie mógł postępować, jak mu się podobało. Żyli w polis jak w obozie wojskowym, oddając się sprawom publicznym i prowadząc taki rodzaj życia, jaki prawo przepisywało".

Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!