Obraz Świata i Aparatura Pojęciowa - Kazimierz Ajdukiewicz; Część VI (ostatnia).


§ 7. Tendencje ewolucyjne aparatur pojęciowych


Czy z powyższego trzeba wysnuć wniosek, że wszystkie aparatury pojęciowe i wszystkie w nich utworzone obrazy świata są równie dobre? Pytanie to rozważymy jeszcze na końcu tej rozprawy, licząc na wyrozumiałość czytelnika co do precyzji wyrażenia i siły dowodowej naszych wywodów.


Dobry” jest oznaczeniem - może z jednym wyjątkiem moralnego “dobry” - względnym: dobry dla czegoś. Jeśli chcemy wyróżniać pomiędzy aparaturami pojęciowymi złe, dobre i lepsze, to narzuca się pytanie: dla czego? Dla biologicznego dobrobytu rodzaju ludzkiego, albo może dla zaspokojenia pragnienia wiedzy, albo jeszcze czego innego. Jak się zdaje, w tym miejscu wkracza pragmatyzm, dla którego nasze ostatnie wywody nie będą brzmiały obco.


Najbardziej naturalne byłoby, jak się zdaje, zająć stanowisko ewolucjonistyczne i postawić pytanie tak: która aparatura pojęciowa bliższa jest celowi, ku któremu zmierza faktycznie rozwój nauki? Jeśli tu mówimy o celu, do którego zmierza rozwój nauki, to nie chcemy rozumieć wyrazu “cel” antropomorficznie jako coś, do czego ktoś świadomie zmierza. Przez cel nauki rozumiemy idealne stadium końcowe, do którego zbliżają się stopniowo poszczególne stadia nauki, podobnie jak wyrazy ciągu do jego granicy. Jakie jest to stadium końcowe, można przypuszczalnie stwierdzić obserwując tendencje objawiające się w toku rozwoju. Wymienimy tu pokrótce niektóre główne tendencje tego rozwoju, które, jak się nam zdaje, potrafimy wykryć, i nazwiemy lepszą tę aparaturę pojęciową, w której te tendencje w wyższym stopniu są zrealizowane.


Sądzę, że można odróżnić cztery takie tendencje. Jedna zdradza się tym, że natychmiast opuszczamy język bądź aparaturę pojęciową, jeśli się okaże, że zawiera sprzeczność. Można by to wykazać nie tylko w modyfikacjach teorii naukowych, lecz także w rozwoju zwykłego “języka potocznego”. Z tego punktu widzenia można by nieźle rozwiązać trudności, które napotyka tradycyjna teoria poznania w związku z zagadnieniem tzw. realności jakości zmysłowych.


Drugą tendencję nazwiemy tendencją do racjonalizacji. Polega ona na takim wyborze aparatury pojęciowej, żeby jak najwięcej problemów dało się w niej rozwiązać bez odwoływania się do danych doświadczenia. Przypadkiem szczególnym tej tendencji zdaje się być tendencja do przekształcania hipotez w zasady.


Jako trzecią wymienimy tendencję do doskonalenia aparatury pojęciowej. Tendencja ta przejawia się w przechodzeniu od języków, w których pewne problemy są zasadniczo nierozstrzygalne, do języków, w których problemy takie stają się coraz to rzadsze. Za przykład tej tendencji można by uważać wprowadzenie konwencji albo definicji przyporządkowujących, na które zwrócili naszą uwagę konwencjonaliści. Przez ich wprowadzenie można rozstrzygnąć pewne “zdania interpretacyjne”, które bez nich były nierozstrzygalne.



Czwartą tendencję nazwiemy tendencją do stopniowania empirycznej czułości aparatury pojęciowej. Będziemy mówili, że przy przejściu od języka S1 do języka S2 dochodzimy do empirycznie czulszej aparatury pojęciowej, jeśli po pierwsze, dyrektywy znaczeniowe języka S2 wszystkim danym doświadczenia, na które dyrektywy znaczeniowe języka S1 każą odpowiedzieć zdaniem, przyporządkowują również zdanie jako odpowiedź na te dane, jeśli po drugie, ilekroć różnica dwóch danych doświadczenia różnie zadziała w języku S1, tylekroć zadziała też różnie w języku S2, i jeśli wreszcie po trzecie, albo istnieje dana doświadczenia, dla której dyrektywy znaczeniowe języka S1 nie przewidują żadnej reakcji (w postaci uznania zdania), podczas gdy dyrektywy znaczeniowe języka S2 taką reakcję przewidują, albo też istnieją dwie różne dane doświadczenia D1 i D2, których różnica jest nieistotna dla języka S1, natomiast istotna dla języka S2. Tendencja do stopniowania empirycznej czułości polega więc na tym, że dajemy pierwszeństwo takim aparaturom pojęciowym, które ignorują jak najmniej danych doświadczenia i które na różne dane doświadczenia reagują w możliwie różny sposób. Nie wolno mylić tej tendencji z tendencją uniwersalistyczną, którą poprzednio odrzuciliśmy.

 
W stosunku do tych czterech tendencji ewolucyjnych, które tu wymieniliśmy bez bliższego uzasadnienia i bez szczególnej dbałości o ścisłość sformułowania, raczej tytułem próby, nie rościmy w najmniejszym stopniu pretensji o zupełność wyliczenia. Gdybyśmy więc chcieli różne aparatury pojęciowe uszeregować według ich wartości, zaproponowalibyśmy uszeregowanie ich według stopnia, w którym realizują się w nich owe tendencje, przy czym nie przypisywalibyśmy poszczególnym tendencjom równej wagi.

§ 8. Zakończenie

 

Zakończymy naszą rozprawę charakterystyką zajętego w niej stanowiska. Już poprzednio nazwaliśmy je skrajnym konwencjonalizmem. Różni się on od zwykłego konwencjonalizmu nie tylko swą skrajnością, lecz także tym, że nie twierdzi się tu - jak to jest np. u Poincarego - że przyjęte w wolnej decyzji aksjomatycznie zasady, jak i interpretacje opierające się na konwencjach, nie są ani prawdziwe, ani fałszywe, lecz wygodne (commodes). Jesteśmy - przeciwnie - skłonni nazwać te zasady i interpretacje prawdziwymi, o ile występują w naszym języku. Nasze stanowisko nie zakazuje nam też uznawania tego lub owego za fakt, mimo że wskazywaliśmy na zależność sądów empirycznych od wybranej aparatury pojęciowej, a nie tylko od surowego materiału doświadczenia. W tym punkcie zbliżamy się do kopernikańskiego pomysłu Kanta, według którego poznanie empiryczne zależy nie tylko od materiału empirycznego, lecz również od układu kategorii, w którym ten materiał jest opracowywany. U Kanta ta aparatura kategorii jest dosyć sztywno związana z naturą ludzką (przy czym jednak Kant nie wyklucza, że może ona się u człowieka zmienić), według niniejszej rozprawy natomiast, aparatura pojęciowa jest dosyć plastyczna. Człowiek stale ją zmienia, bądź bez udziału woli i nieświadomie, bądź według swej woli i świadomie. Dopóki jednak uprawia artykułowane poznanie musi tkwić w jakiejś aparaturze pojęciowej. Pomiędzy pojmowaniem poznania przez Kanta a naszym poglądem istnieje jeszcze jedna istotna różnica, którą tu zaznaczymy tylko obrazowo. 


U Kanta w skład obrazu świata, który zarysowujemy w naszym poznaniu, wchodzą dane wrażeniowe, ukształtowane przez czyste formy wyobrażania i kategorie. Dane wrażeniowe tworzą, jak by można powiedzieć, farby, którymi maluje się obraz świata, ściśle według szablonów form wyobrażania i kategorii. Obraz świata, który według naszego poglądu jest wytworem działalności poznawczej, nie jest jednak kolorowym obrazem, jeśli kolorami miałyby być dane wrażeniowe. Na ten obraz świata, który my mamy na myśli, składają się jedynie znaczenia wyrażeń, te zaś nie obejmują wcale danych wrażeniowych. Obraz ten jest skonstruowany jedynie z elementów abstrakcyjnych. Rola danych wrażeniowych polega jedynie na tym, że one to, po dokonanym już wyborze aparatury pojęciowej, określają, które z elementów zawartych w tej aparaturze mają wejść do obrazu świata.

 
Myśl, że nauka nie dochodzi do swoich tez w wyniku prostej rejestracji dyktatu doświadczenia, lecz że stwarza dopiero z surowego materiału doświadczenia “fakty nauki” przez językowo-pojęciowe opracowanie, znajduje się także u Le Roya. Le Roy łączy ze stanowiskiem skrajnego konwencjonalizmu intuicjionizm Bergsona, sądząc, że poza poznaniem naukowym, które ma do czynienia tylko ze sztucznymi konstrukcjami, istnieje jeszcze poznanie filozoficzne, które przy pomocy metody innej niż naukowa wychodzi poza ludzkie konstrukcje i chwyta “rzeczywistą rzeczywistość”.


Zakończymy naszą rozprawę jeszcze jedną uwagą, tym razem apologetyczną. Można by być zdania, że to, co tu było traktowane pod nazwą “języka”, jest czymś całkiem nie z tego świata. Żąda się tu od tworu, który ma zasługiwać na miano “języka”, tak wiele, że nie znajdzie się w ogóle, z jedynym może wyjątkiem języków systemów logistycznych, czegoś, co by można nazwać “językiem”. Rozprawa ta przecież wyraźnie odmawia tego miana tzw. “zwykłym językom” i to samo będzie można na pewno powiedzieć o “językach” prawie wszystkich nauk. Wobec tego rozważania tej rozprawy może są poprawne oraz interesujące jako gra pojęciowa, nie będą jednak mogły znaleźć zastosowania w metodologii i teorii poznania, które zajmują się rzeczywistym poznaniem naukowym, a nie idealnymi fikcjami. Żeby odeprzeć ten zarzut, zauważymy, że prawie we wszystkich naukach znajdziemy taką “tendencję idealizacyjną”. Fizyka ustanawia swoje tezy np. dla gazów doskonałych, chociaż wie, że żaden gaz nie jest doskonały; w mechanice nauka ta zajmuje się ruchami, które mają się odbywać w warunkach, jakie nigdy w rzeczywistości nie są zrealizowane. Fizyka postępuje tak może dlatego, że tylko w ten sposób poznanie może zbliżyć się do rzeczywistości. Najpierw ustanawia się twierdzenia, które są ściśle słuszne tylko dla gazów doskonałych, natomiast dla gazów rzeczywistych, z dość znacznym błędem przybliżenia. Dopiero później zmienia się te prawa tak, żeby błąd przybliżenia zmniejszyć. Gdyby rozpoczęto z miejsca od postulatu absolutnego dopasowania do rzeczywistości, postawiono by sobie zbyt trudne zadanie. Wskazujemy na to dla obrony naszej rozprawy. Zaczynamy niej od rozpatrywania przypadku idealnego, który tylko w przybliżeniu zgadza się z poznawczą rzeczywistością. Może jest to pierwszy krok, po którym nastąpią dalsze, zmniejszające błąd przybliżenia.

Koniec.


Poprzednie Części Tekstu:






 

Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII