"Kobiety - przekleństwo Kościoła? A może jest dokładnie na odwrót?" - Robert A. Haasler. Część II


~  Delphin Enjolras  ~


"Synod w Elwirze z początku IV wieku postanowił, że kobietom nie wolno we własnym imieniu ani pisać, ani otrzymywać listów. Konstytucje apostolskie pouczały kobiety, by nie myły się często. Nawet, gdy się modliły, ich wargi miały poruszać się bezdźwięcznie – tak zalecał Cyryl Jerozolimski zmarły w 368 roku. Statuty synodalne św. Bonifacego, zmarłego w 754 roku, zabraniały kobietom śpiewać w Kościele. Po czasy najnowsze kobietom nie wolno było uczestniczyć w chóralnym śpiewie kościelnym. Jeszcze w 1903 roku obowiązywał ten zakaz. Chóry kastratów istniały przecież po to, by zapobiec przenikaniu elementu żeńskiego do muzyki kościelnej.
 

Ciąża i menstruacja czyniły kobiety niegodnymi obcowania z bogiem. Przyjmowanie komunii przez kobietę miesiączkującą aż po wieki średnie spotykało się z dezaprobatą. Menstruacja kobiet była według Grzegorza Wielkiego, zmarłego w 604 roku, skutkiem winy. W Kościele syryjskim kobiety miesiączkujące, które wchodziły do świątyni, były karane siedmiodniową pokutą, a księży udzielających takim kobietom komunii tu i ówdzie pozbawiono prawa do pełnienia posługi kapłańskiej. [ -- Nie wiem jak wam, ale mnie osobiście w równym stopniu obrzydzają kapłani islamscy, jak i chrześcijańscy, dlatego iż kompletnie nie widzę między nimi różnicy -- ].
 

Fakt, że kobieta miesiączkuje, odbił się szczególnie fatalnie na jej dostępie do sprawowania urzędów kościelnych. Wskutek comiesięcznej nieczystości urząd wyświęcanych do niedawna jeszcze diakonis został usunięty. Kobietom odtąd nie wolno było udzielać chrztu ani pełnić służby ołtarza. Synod w Akwizgranie w 789 roku zabronił im nawet zbliżać się do ołtarza.
 

Niewiele się zmieniło po dziś dzień. Nadal kobieta w Kościele [ -- wyjątkiem są niektóre frakcje protestanckie, z tego co mi wiadomo, nawet u Żydów, zdarza się, że rabinem są kobiety, z kolei w ortodoksyjnych wspólnotach, z tego, co widziałam na własne oczy, kobiety potrafią pełnić funkcję łącznika między tym, co widzialne i transcendentalne, są to jednak raczej grupy odszczepieńcze w oczach prawowiernych, skupione wokół różnych kabalistycznych sekt -- ]  nie może sprawować funkcji kapłańskich, nie wolno jej nawet być ministrantem. Kobiety w oczach Ojców Kościoła stanowiły niebezpieczeństwo moralne. Nic, więc dziwnego, że synod paryski w 846 roku orzekł, że gdzie przebywa kapłan, tam nie ma wstępu kobieta. Dopiero rozpasanie papieży, biskupów i duchownych przełomu średniowiecza i renesansu zmieniło to przekonanie. Utorowało drogę nawet niespotykanemu dotąd w historii Kościoła zdarzeniu. Pasqualina Lehnert, o której będzie jeszcze mowa na kartach tej książki, towarzyszyła kardynałowi Eugenio Pacellemu w konklawe, które obrało go papieżem, a potem przez cały pontyfikat Piusa XII mieszkała z nim w apartamentach papieskich.


~  Delphin Enjolras  ~


„Canones Hippolyti”, ważny kodeks kościelny z III wieku, zabraniał chrzczenia kobiet, „w czasie, gdy opada je nieczystość”, a niewiastom, które pomagały przy porodzie, ów kodeks odmawiał prawa udziału w „misteriach” przez dwadzieścia dni, jeśli na świat przyszedł chłopiec, i aż przez czterdzieści dni, kiedy urodziła się dziewczynka. Czas oczyszczenia samej matki wynosił czterdzieści dni po urodzeniu chłopca, natomiast po wydaniu na świat dziewczynki – osiemdziesiąt dni. Synod w Trewirze w 1227 roku mówił, że w przypadku położnicy zachodzi konieczność „ponownego pogodzenia się z Kościołem”. Dopiero po takowym wolno jej przekroczyć próg kościoła.
 

Ceremonia oczyszczenia położnicy stanowiła obrzęd, który łączył żydowski rytuał oczyszczania (Maryja mogła wejść do świątyni dopiero po czterdziestu dniach i złożeniu ofiary oczyszczenia) z chrześcijańską dezaprobatą wobec spraw związanych z żądzą seksualną i tendencją oczerniania kobiety. Jeszcze w drugiej połowie V wieku księża wzbraniali się chrzcić umierające położnice, jeśli nie minął czas oczyszczenia. Krew położnic uchodziła, bowiem za jeszcze bardziej szkodliwą niż krew menstruacyjna. Położnicom, które zmarły bez dokonania obrzędu pogodzenia się z Kościołem, często odmawiano pochówku na cmentarzu.
 

Za winy mężczyzn karano kobiety. Najlepszym dowodem na to jest postawa papieża Innocentego III, który 13 stycznia 1200 roku obłożył interdyktem Francję, gdyż król francuski żył w nieprawym związku ze swoją kochanką Agnes z Meranu. Interdykt postanawiał, że wszystkie kościoły Francji mają zostać zamknięte i być otwierane tylko w celach chrzczenia dzieci. Surowo zakazał papież położnicom wchodzenia do kościoła w celu oczyszczenia, a ponieważ nie były oczyszczone, nie wolno im było uczestniczyć w ceremonii chrztu dzieci. Interdykt ten obowiązywał przez rok.
 

Ktoś może żachnie się, że te obyczaje to dziedzictwo mrocznego średniowiecza. Tak jednak nie jest. Obyczaj oczyszczania położnic utrzymał się prawie do czasów współczesnych. Jeszcze moja matka (<-- matka Haaslera) musiała być temu poddana. Stała za drzwiami kościoła i dopiero mogła przekroczyć jego próg, gdy przez pokropienie wodą święconą i modlitwę kapłan wprowadził ją na powrót do Kościoła.
 

Szczególnym tabu przejętym przez chrześcijan od starożytnych, był stosunek z kobietą miesiączkującą. Wielcy teologowie XIII wieku, Albert Wielki, Tomasz z Akwinu i Duns Szkot uważali, że przekroczenie tego zakazu jest grzechem śmiertelnym. W Starym Testamencie kobieta miesiączkująca przez siedem dni była nieczystą. I wszystko, czego dotknęła, stawało się nieczyste, i każdy, kto ją dotknął, stawał się nieczysty. Ojcowie Kościoła przejęli od pogan przekonanie, że stosunek z kobietą miesiączkującą może zaowocować dziećmi chorymi, mającymi ropną surowicę lub zakończyć się tym, że jego owocem będzie martwy płód. Jeszcze i dziś pokutuje głupie przeświadczenie, że ludzie kalecy mieliby być poczęci w trakcie miesiączki.
 
 
~  Delphin Enjolras  ~
Wartościowano też kobiety pod względem ich urody i wpływu jej na wzrost pożądliwości u mężczyzn. Teolog Piotr Kantor zmarły w 1197 roku, uważał, że stosunek z piękną kobietą jest obciążony większym grzechem, gdyż bardziej cieszy. Św. Tomasz z Akwinu uważał, że i tak wszystkiemu jest winna kobieta, gdyż w samej jej naturze leży lubieżność, rozwiązłość i nienasycenie, im była bardziej urodziwa.
 

Tymczasem -- w Rzymie kancelaria papieska reperowała budżet pieniędzmi, ściąganymi z utrzymywanych przez siebie burdeli. Rozpusta duchownych tak się rozpowszechniła, że przestano ją uważać za występną. W ciągu całego średniowiecza spora część duchownych miewała całe gromady konkubin, a w ich mieszkaniach roiło się od dzieci, nierząd kwitł też w licznych klasztorach. [ -- Ponoć najbardziej obłudni są ci, którzy najgłośniej przeciw czemuś lub komuś krzyczą: widać to na przykładzie arabskich pederastów --].
 

Kościół miał w wielkiej pogardzie nie tylko kobiety, ale i małżeństwo, co dziwi tym bardziej, gdy słyszy się ich współczesne poglądy na temat tej świętej rzekomo instytucji: „Podstawą małżeństwa i podstawą rozpusty jest ten sam akt. Dlatego mężczyzna postępuje najlepiej, jeśli nie tyka kobiety” – pouczał Tertulian. Według Justyna, czołowego apologety z II stulecia, wszelkie zaspokojenie popędu płciowego jest grzechem, a wszelkie małżeństwo bezprawne, bo związane z folgowaniem niecnej żądzy. [ -- I tacy ludzie przez wieki skazywali na śmierć ludzi nauki i sztuki -- ].
 

Św. Augustyn obiecywał dzieciom, które zachowują niewinność, znacznie lepsze miejsce w niebie niż ich rodzicom. Pragnął, by nikt się już nie pobierał, dzięki czemu szybciej nastąpi koniec świata!!! Według Hieronima małżonkowie żyją „niczym bydło” i spółkowanie z kobietami upodabnia mężczyzn do „świń i innych nierozumnych zwierząt”.
 

Jednak skoro już nie ma innego wyjścia, należy przynajmniej ograniczyć seks do małżeństwa. Od czasów Tertuliana Ojcowie Kościoła redukowali miłość i małżeństwo do zjawisk czysto biologicznych. Małżeństwo to była ostoja zalegalizowanej przez Kościół rozpusty. Zresztą zalegalizowanej niechętnie. Znamienny jest fakt, że ślub kościelny istnieje w katolicyzmie dopiero od XIV wieku. I dopiero od XIV wieku udziela się ślubów wewnątrz kościołów.
 

Nic dziwnego, skoro Tertulian grzmiał: „Czyż dopełnienie małżeństwa różni się od nierządu? Nie, w obu przypadkach chodzi o cielesne zespolenie! Pragnąć tego oznacza pragnąć nierządu, jak powiedział Pan” [ -- Bardzo ciekawe, czytałam NT i nie przypominam sobie takich bzdet, o które się go posądza o_O -- ]. Dlatego seks między małżonkami dopuszczalny był wyłącznie w celach prokreacyjnych. Przeszkadzał jednak w praktykach religijnych. Dlatego, w myśl zaleceń kapłanów, należało już kilka dni wcześniej przed przystąpieniem do komunii wystrzegać się intymnych zbliżeń. Hieronim zaś twierdził: „Kto wypełnia obowiązki małżeńskie, nie może być wytrwały w modlitwie”.
 

Tomasz z Akwinu cynicznie pytał: „Nie wiem, do jakiej pomocy mężczyźnie została stworzona kobieta, jeśli wykluczymy cel prokreacji. Dlaczego mimo to cel ten się wyklucza, nie rozumiem. Jeśli kobieta nie została dana mężczyźnie do pomocy w rodzeniu dzieci, w takim razie, do czego? Może do tego, by razem uprawiali ziemię? W takim razie lepszą pomocą dla mężczyzny byłby mężczyzna. To samo tyczy się pociechy w samotności. O ileż przyjemniejsze jest życie i rozmowa, gdy mieszkają ze sobą dwaj przyjaciele niż mężczyzna i kobieta” [ -- No to już znamy prawdziwy powód, dla którego mężczyźni garną się do zakonów -- ].
 

Nawet dziś znajdują się w Kościele zwolennicy poglądu, że kobiety nadają się tylko do rodzenia, do wszystkiego zaś, co ma związek z duchem czy inteligencją nie mają wystarczających kwalifikacji. Twórcą słynnych "trzech K" (Kinder, Kuche, Kirche) był zmarły w 1274 roku święty Augustyn. Uważał, że kobieta jest jedynie pomocą w płodzeniu i pełni rolę pożyteczną w gospodarstwie domowym. Do dzieci doszła, zatem kuchnia. Że kobieta ma być religijna – rozumiało się samo przez się. Powinna gorliwością religijną, odpokutować grzech Ewy. [ -- To jedyny powód, dla którego rodzą się kobiety, hm... No cóż, w końcu Kościół naucza, że Ewa była największą zbrodniarką świata, ha -- ale jako że Biblię redagowali w pierwszych wiekach apologeci greccy, nie dziwi, że za wzór stawiali sobie mityczną Pandorę, w końcu mieli gotową podkładkę w postaci wcześniejszej antycznej wiary -- ].
 

~  Delphin Enjolras  ~

Spółkowanie powinno odbywać się bez rozkoszy. Ideałem był akt „na sucho” – nie dawał przyjemności i służył wyłącznie celom prokreacji. Odbywać się miał w ciemności albo z zamkniętymi oczyma, w żadnym razie w niedzielę, dni świąteczne i w okresie postu, oczywiście nie podczas menstruacji i ciąży. Miłość zmysłowa, naturalne dopełnienie głębszego uczucia łączącego małżonków, nie pasowała do – instytucji, powołanej do produkowania dzieci. Dążenie do rozkoszy zostało przez Kościół wyjęte spod prawa. Rozkosz seksualną – efekt pożądania – Kościół starał się eliminować, posługując się wizją wiecznych kar piekielnych.
 

Kobiety stały się upostaciowieniem stworzeń pośledniejszych, gdyż, jeśli nie dążyły do świętości przez dziewictwo, nadawały się tylko do rodzenia dzieci. Rodzenie dzieci było najlepszym dowodem niewstrzemięźliwości, popadnięcia w zmysłowość, splamienia się nieczystością.
 

Ideałem w myśl zaleceń Ojców Kościoła było bliskie współżycie z kobietą, ale bez kontaktów seksualnych. Drugie małżeństwo wdowy było, więc przyjmowane niechętnie albo wręcz potępiane. Z pism Tertuliana wyziera paniczny strach, że gdyby on pierwszy umarł, jego żona mogłaby po raz drugi wyjść za mąż. Był zaciekłym wrogiem powtórnego zamążpójścia i gorącym zwolennikiem cnotliwego wdowieństwa. Wdowy wychodzące powtórnie za mąż nazywał bezbożnymi wszetecznicami, pragnienie posiadania dzieci uważał za z gruntu niechrześcijańskie, a najchętniej w ogóle zabroniłby małżeństw. Hieronim, którego siostra zgrzeszyła z księdzem podkreślał, że kobieta, u której ustało krwawienie miesięczne, nie jest już właściwie kobietą, gdyż „nie tęskni już do mężczyzny”. Potępiał więc kontakty seksualne z kobietami, które przeszły menopauzę.
 

Tymczasem w chrześcijaństwie miało być miejsce dla osobistego doświadczenia otwartej dla wszystkich – dla mężczyzn tak samo jak i dla kobiet – miłości boga, gdzie cielesność miała mieć swe naturalne i zgodne z wolą bożą miejsce. Historia Kościoła stała się jednak historią panowania kasty celibatariuszy nad rzeszą żonatych.
 

Kościół ingerował w najintymniejsze sfery łączące małżonków. Klemens Aleksandryjski z początkiem III wieku uważał, że mężczyzna czyni cudzołóstwo z własna żoną, gdy obcuje z nią w małżeństwie jak z ulicznicą. Nie zgadzał się na stosunki z ciężarną oraz między małżonkami w starszym wieku – były one sprzeczne z ideałem chrześcijańskim.
 
~  Delphin Enjolras  ~
Zdaniem Ambrożego, biskupa Mediolanu zmarłego w 397 roku, właściwym celem małżeństwa było płodzenie dzieci. Dlatego i on potępiał surowo stosunek z ciężarną kobietą. Żaden z Ojców Kościoła nie pisał o małżeństwie bardziej obraźliwie, ani nie gardził płciowością w większym stopniu niż Hieronim, zmarły w 420 roku. To on mówił: „Kto jest zbyt namiętnym kochankiem swej żony jest cudzołożnikiem”.
 

Kościół ingerował w najintymniejsze pożycie małżonków i ingeruje nadal po dziś dzień. O cudzołóstwie z własną żoną mówi nawet Jan Paweł II. Cudzołóstwo zaś zachodzi wtedy, gdy celem zbliżenia jest zadawanie sobie rozkoszy, nie zaś prokreacja.
 

Co do cudzołożenia, to i tu kobieta stała na straconej pozycji. W judaizmie mężczyzna cudzołożył, gdy obcował seksualnie z żoną innego mężczyzny, dla kobiety stosunkiem cudzołożnym był każdy stosunek pozamałżeński. Wynikało to z faktu traktowania kobiety nie jako partnera, a jako własność mężczyzny. Czyn cudzołożny uszczuplał prawo własności mężczyzny. Cudzołóstwo okazywało się rodzajem przestępstwa wobec własności prywatnej. Dlatego stosunek mężczyzny z kobietą niezamężną nie był aktem cudzołożnym.
 

Jezus uczył o nierozerwalnej jedności małżonków. Jego nauka o znaczeniu stawania się jednym ciałem, jako o jedności nierozerwalnej, uchyla ważność pojmowania takiego cudzołóstwa, które stawiało mężczyznę w pozycji uprzywilejowanej. Uchylone zostało też prawo do wielożeństwa, które w czasach Żydów uchodziło za cieszące się boską akceptacją. Jednak, kiedy od mężczyzny zakładającego rodzinę oczekiwano, że nabył już doświadczeń seksualnych, kobieta musiała pozostawać do chwili ślubu nietkniętą. Czyż nie obowiązywał – godzący w cześć kobiety zwyczaj – publicznego świadczenia, że w noc poślubną odbyła się defloracja? Nie wywieszano na widok publiczny zakrwawionego prześcieradła z małżeńskiej łożnicy – najlepszego dowodu skonsumowania przez mężczyznę tego, co tylko dla niego chroniła do chwili ślubu kobieta?
 

Jezus mówił o nierozerwalności małżeństwa. Stał na straży praw kobiety. I rozwód w kościele katolickim jest do dziś niemożliwy, choćby mąż upijał się regularnie i maltretował swą żonę, ona powinna stać przy nim do końca. W kościołach wschodnich i protestanckich dopuszcza się możliwość rozwodu. Na przykład z powodu cudzołóstwa i wszeteczeństwa.
 

Jednak to nie małżeństwo a stan bezżenny stał wyżej w hierarchii wartości. Zakaz zawierania związków małżeńskich przez księży wziął się z wyobrażenia, iż kontakty seksualne pozbawiają zdolności do służenia bogu – wyobrażenia rozpowszechnionego niegdyś w pogaństwie. Niemniej nie przeszkadza to nawet dzisiaj księżom, utrzymywać w sekrecie, który wcale wielkim sekretem nie jest, swoje skoki w bok, łącznie z latoroślą. 
 

Na Wschodzie, gdzie eucharystię odprawiano zazwyczaj tylko w pewne dni, tylko w tych dniach kapłanom nie wolno było współżyć cieleśnie z kobietami. Do dziś w kościele prawosławnym księża mogą się żenić i wychowywać potomstwo, co też charakteryzowało Kościół w pierwszych wiekach naszej ery, także apostołowie przecież mieli rodziny. Inaczej jest w Kościele rzymskokatolickim. Na Zachodzie, gdzie nabożeństwa odbywają się codziennie, zażądano od żonatych kapłanów całkowitej wstrzemięźliwości. Celibat w chrześcijaństwie jest zjawiskiem wyłącznie katolickim. Od III wieku przyjęto, że po święceniach kapłan ma pozostać w stanie bezżenności, co miało zwiększyć jego prestiż w oczach wiernych, którzy pod wpływem Ojców Kościoła zaczęli postrzegać małżeństwo jako grzeszne.
 

Jednak chodziło nie tylko o autorytet kapłana. Nie bez znaczenia były też finanse. Książa obowiązani byli przekazywać wszelkie dochody biskupom, dla tych ostatnich kler bezżenny musiał być milszy niż obarczony żonami i dziećmi.
 

Z kobietami w związkach z kapłanami nikt się nie liczył, choć dopiero w VI wieku uznano małżeństwa duchownych zawierane po wyświęceniu za nieważne. Trzeci sobór w Toledo w 589 roku polecił za to biskupom, by sprzedawali oni kobiety podejrzane o współżycie z księżmi, a uzyskane ze sprzedaży pieniądze rozdawali biednym. Podobny nakaz wydał czwarty sobór w Toledo w 633 roku.
 
 
~  Delphin Enjolras  ~
 
Dekret o celibacie został wydany w roku 1074 przez Grzegorza VII. Zabraniał on żonatym duchownym wykonywania czynności kapłańskich i określał ich prawowite małżonki mianem „konkubin”. Odtąd celibat staje się obowiązujący w świecie katolickim, mimo, że jest rażąco sprzeczny z Nowym Testamentem, gdzie żąda się od diakonów i biskupów, by każdy z nich był mężem jednej żony i by dobrze rządził dziećmi.
 

Tak się dziwnie składa, że człowiek wierzący – niezależnie od religii – poszukiwał w swej wierze elementu kobiecego. Boginie na ogół sprzyjały ludziom. Były łaskawsze. Chętnie wysłuchiwały próśb swych wiernych. Tymczasem chrześcijaństwo pod wpływem nauk Ojców Kościoła niemal zupełnie wyrugowało w pierwszych wiekach swego istnienia ów element kobiecy. Dopiero z czasem Ojcowie Kościoła zorientowali się, że coś przeoczyli. Dlatego jednym ze sztandarów Kościoła uczyniono Marię, matkę Jezusa – o której prawie nic nie wiedziano – oprócz tego, że będąc dziewicą wydała na świat boga. 
 

W ewangeliach Maria jest postacią marginalną. Dzieje Apostolskie wspominają o niej tylko raz. Cały Nowy Testament wypowiada się o niej bardzo rzadko i bez szczególnej czci. Nie ma tam również mowy o jej bezgrzeszności. Ze względu jednak na wierzenia zakorzenione wśród prostego ludu, który nadal po cichu czcił Izydę, Artemidę, Kybele, Astarte, Afrodytę, Wenus czy Mokosz -- u Słowian, postanowiono maksymalnie upodobnić Marię do bogiń pogańskich i „ukształtować” ją podług istniejących już wzorów. Aż do III wieku wyznawcy chrystianizmu nie słyszeli o wiecznym dziewictwie Maryi. Jezus biblijny dorastał przecież wśród siedmiorga rodzeństwa. Miał – jako najstarszy – czterech braci – Jakuba, Józefa, Szymona i Judasza i co najmniej trzy siostry. W III wieku braci i siostry Jezusa uznawać zaczęto za przyrodnie jego rodzeństwo, a Józefa za wdowca w starszym wieku, niezdolnego już do małżeńskich zbliżeń, a to ze względu na obowiązujący już wówczas dogmat o wiecznym dziewictwie Maryi. Nie tylko poczęła Jezusa z Ducha Świętego, ale wyrzekła się zmysłowej miłości z własnym mężem. [ -- Ya, yhm... -- ].
 

Pochodzenie dogmatu o dziewictwie Maryi ma jednak korzenie pogańskie. Zapłodnienie dziewicy przez boga znane było w Egipcie i Babilonie, w Indiach i w Persji, w Grecji i w Rzymie oraz w całej starożytnej Europie. Pierwowzorem chrześcijańskiej Matki Boskiej stała się bogini Izyda – najsławniejsza z bogiń Egiptu. Wpływ jej kultu na świat helleński trwał do IV wieku naszej ery.
 

Co do dziewictwa Maryi, to Bazyli uzasadnia je, wskazując, że w przyrodzie znane są takie przypadki. Na przykład sępy „na ogół” się mnożą „bez spółkowania”, i to nawet w wieku stu lat. Podobne argumenty przytaczają inni czołowi Ojcowie Kościoła. Wielu pisarzy chrześcijańskich z późniejszego średniowiecza informowało o tym, że zapłodnienie Maryi nastąpiło przez ucho [ -- Kolejny dowód, jakim debilom pozwalamy mieszać w głowach kolejnych pokoleń -- ]. Święty opat Radbert w 831 roku pisał, że narodziny Jezusa odbyły się przy zamkniętym łonie tej dziewicy. [ -- No i dobrze, tylko niech Kościół nie twierdzi, że to wynalazek ich wiary, w końcu wszystkie religie przed chrześcijaństwem posiadają wiele różnych wersji tej samej przypowieści -- ]. 
 

W III wieku powstają pierwsze wizerunki Maryi i chrześcijanie zaczynają nadawać imię Maria swym córkom. Pierwszy kościół pod jej wezwaniem powstaje w IV wieku w Rzymie. Najstarsza kościelna modlitwa maryjna pochodzi z V wieku. W tym stuleciu zainicjowano święta maryjne, ale tylko na Wschodzie, tam, bowiem kult Maryi nasilił się za sprawą Cyryla z Aleksandrii – on zainicjował święto zwiastowania i wniebowzięcia.
 

Św. Augustyn proklamuje bezgrzeszność Maryi i ogłasza, że nie ciąży na niej grzech pierworodny. W VIII wieku ogłoszono niepokalane poczęcie Maryi. Maria miała być córką matki „niepokalanej”, a więc poczęcie i narodziny Jezusa dokonały się bez grzechu pierworodnego.
 

W XIX wieku Pius IX ogłosił bullę, że nauka o niepokalanym poczęciu NMP została „objawiona przez boga i dlatego wszyscy powinni wierzyć w to mocno i niezmiennie”. W 1950 roku Pius XII ogłosił dogmat o cielesnym wniebowzięciu Maryi -- ważne co należy zapamiętać, że to "człowiek" formułował rzekomo boskie objawienia!
 
 
~  Delphin Enjolras  ~
Maryja potrzebna była Ojcom Kościoła jako przykład, jak wielką nagrodą honoruje się poczęcie bez pożądania. Poczęła w stanie dziewiczym, nie musiała się przy tym wstydzić z powodu lubieżności i dlatego urodziła bez bólu. Nad innymi kobietami zaciążyło przekleństwo wynikłe z grzechu pierworodnego: „…w bólu będziesz rodzić”.
 

Świat się zmienia. Dziś ekspansja kobiet jest coraz większa. Jedyną fortecą, która się jej nie poddaje jest nadal Kościół, ale także takie mordercze ideologie, jak Islam. Nie dopuszcza on kobiet do partnerstwa. Nadal spycha je do roli pomocy mężczyźnie, matki jego dzieci a niejednokrotnie -- utożsamia ze złem wcielonym, chociaż spółkowanie z chłopcami takim się nie zdaje. 
 

Na jednym biegunie sam Kościół wskazuje tę, która uległa szatanowi – Ewę, na drugim – a do tego powinna współczesna kobieta dążyć – Marię – pokorną i oddaną bogu niewiastę. 
 

Jan Paweł II czyni piękne, acz puste gesty. Patronkami Europy ogłasza kobiety. Są nimi Brygida Szwedzka i Katarzyna ze Sieny oraz Edyta Stein. Jakie przesłanie niosą one współczesnym kobietom? Brygida Szwedzka (1302‐1373) – to płodna rodzicielka, matka ośmiorga dzieci, ale po owdowieniu – zgodnie z zaleceniami Ojców Kościoła, nie wychodzi po raz drugi za mąż, zakłada za to zakon Najświętszego Zbawiciela. Katarzyna Sieneńska (1347‐1380) to tercjarka, która własną twarz zeszpeciła, by matka nie zmuszała jej do małżeństwa, a w mistycznej ekstazie na palec założyła pierścień z – jak twierdziła – napletka Jezusa O_o Fujjj! Tylko skąd go wzięła?? Edyta Stein (1891‐1942) była przechrztą, Żydówką, która przyjęła katolicyzm i wstąpiła do zakonu Sióstr Karmelitanek. Była kobietą wykształconą i wyemancypowaną [ -- A gdzie jest zapisane, że wiedza nabyta jest tożsama z inteligencją? -- ]. Edyta Stein była zdecydowaną zwolenniczką awansu kobiety i dopuszczała możliwość kapłaństwa kobiet. Może, więc za jej osobą nastanie w Kościele wreszcie czas, w którym kobieta przestanie być jego przekleństwem??".
 

 Rozdział ten pochodzi z książki "Kobiety Watykanu" -- Roberta A. Heeslera.
 
 
~  Delphin_Enjolras  ~
 
 
Na koniec zarzucę, z innych źródeł, znalezione na necie uwagi, które również mogą przydać się w ocenie stosunku do kobiet w tym naszym zakłamanym, patriarchalno-zboczonym świecie. Sami zdecydujcie co o tym sądzić...
 

"Co była "warta" kobieta w Ewangelii? Przede wszystkim miała milczeć i być podporządkowaną mężczyźnie. To Pismo natchnęło Ojców i Doktorów Kościoła (niektórych ponoć nawet Duch Święty) do takich opinii o kobiecie:
 
* „Kobiety są przeznaczone głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn".
Św. Jan Chryzostom (349-407 r.), biskup Konstantynopola

* „Kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie".
Św. Augustyn (354-430 r.), filozof i teolog chrześcijański

* „Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych",
Św. Tomasz z Akwinu (1225-1274 r), ojciec kościoła katolickiego

* „Kobieta powinna zasłaniać oblicze, bowiem nie zostało ono stworzone na obraz Boga".
Św. Ambroży (ok. 340 - 397 r.), ojciec i Doktor Kościoła

* „Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem".
Kapokrates, założyciel klasztoru

* „Kobiety są błędem natury... z tym ich nadmiarem wilgoci, temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu... są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny..."
Św. Tomasz z Akwinu (l 225-J 274 r.), ojciec Kościoła katolickiego

* „Kobiecie przystoi jedynie szata żałobna. Skoro tylko przekroczy próg wieku dojrzałego, winna zasłonić swe gorszące oblicze, by nie utracić szczęśliwości wiecznej".
Tertulian (ok. 160-po 220 r.), ojciec Kościoła

* „W miejscu, w którym zatrzyma się ksiądz, nie powinna przebywać żadna kobieta".
Ustalenia synodu paryskiego (846 r.)

* „U kobiety sama świadomość jej istnienia powinna wywoływać wstyd".
Clemens Alexandrinus (215 r.)

* „Kobietom nie wolno we własnym imieniu pisać ani otrzymywać listów".
Ustalenia synodu w Elwirze (IV w. n.e.)

* „Cała płeć żeńska jest słaba i lekkomyślna. Uświęcona zostaje jedynie przez macierzyństwo".
Św. Jan Chryzostom (349-407 r.)

* „Kobieta ma się tak do mężczyzny jak to, co niedoskonałe do doskonałości”.
św. Tomasz z Akwinu, teolog

* „Kobieta - to brama przez która wdziera się diabeł”.
Tertulian

* „Nie ma nic bardziej szkodliwego od kobiety i poprzez nic innego szatan prowadzi tylu ludzi do ruiny, co poprzez kobietę”.
św. Anzelm
 
Oczywiście Kościół już dzisiaj wstydzi się -- słowa, słowa, słowa --  tych długo niepodważalnych prawd i mądrości, ale ciąży na nim i w nim pokutuje nadal ta podrzędność kobiety. Ubzdurał sobie celibat, że kobieta nie może być kapłanem ani sprawować innych posług związanych z sakramentami i ministranturą a nawet w listach pasterskich nadal obowiązuje formuła "Bracia i Siostry". Nie żeby do bram Watykanu szturmowały niewiasty, wręcz przeciwnie, ale nie w tym rzecz. Przez tysiące lat jedynymi godnymi kapłankami i wyroczniami, były kobiety, i jak długo tak było, świat żył w harmonii, pokoju". 
 

~  Delphin Enjolras  ~
Albo:
 

"Wszystko zaczęło się niestety w Piśmie i ono było natchnieniem, zaś świętym Ojcom i Doktorom jak twierdzi Kościoł -- zawsze towarzyszył Duch Święty -- Inspirator i Oświeciciel.


Biblia chrześcijańska nie da się pogodzić z równością kobiety i mężczyzny. Stary Testament przeczy temu w sposób jednoznaczny. Nowy Testament -- z kolei jest dowodem na to, że to z "kobietami winno się dyskutować na problemy natury duchowej i filozoficznej" -- z tymże, mężczyźni-kapłani zdają się nie dostrzegać, że Jezus częściej spędzał czas z kobietami na rozmowie, posyłając Apostołów do miasta, etc, w celu załatwiania trywialnych, przyziemnych spraw...
 

Przede wszystkim chodzi o listy św. Pawła, jak choćby taka oto gradacja: głową Chrystusa -- Bóg, głową mężczyzny -- Chrystus, głową kobiety -- mężczyzna (1 Kor 11,3). Albo nieco dalej: mężczyzna -- obrazem i chwałą Boga, kobieta  -- chwałą mężczyzny (1 Kor 11,7). Najbardziej chyba antykobiecy jest ten oto fragment: "To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. Oto dlaczego kobieta winna mieć na głowie znak poddania..." (1 Kor 11:8-10). W innym liście czytamy wytyczne dla kobiet: "...starsze kobiety winny być w zewnętrznym ułożeniu jak najskromniejsze, winny unikać plotek i oszczerstw, nie upijać się winem, a uczyć innych dobrego. Niech pouczają młode kobiety, jak mają kochać mężów, dzieci, jak mają być rozumne, czyste, gospodarne, dobre, poddane swym mężom -- aby nie bluźniono słowu Bożemu". (Tt 2:3-5). Stąd też przytaczanie fragmenciku z listu do Galatów jest czystą manipulacją ze strony apologetów. Zresztą nie Adam zgrzeszył tylko Ewa -- tłumaczy ewangelista. Bo nie mężczyzna jest z kobiety, ale kobieta z mężczyzny, bo pierwej był Adam, a dopiero z niego, z jego ciała Ewa. Albowiem mężczyzna nie jest stworzony ze względu na kobietę, ale kobieta ze względu na mężczyznę. Grzech cudzołóstwa mogła popełnić tylko kobieta, mężczyzna mógł swobodnie, czyli bezkarnie cudzołożyć – prawo boże nie przewidywało kary.


Ciekawy jest też pomijany w wielu kościelnych publikacjach zapis – w którym Bóg przestrzega przed wielodzietnością - w pieśni Anny żony Elkana matki bożego Samuela, czyli źródła z tak zwanej pierwszej bożej ręki proroka, czy może natchnionego jasnowidza (bo to nie jest tożsame w Biblii), że „ta która ma wiele dzieci, więdnie”. Dlaczego ponadto Bóg ustanowił, że spółkowanie z kobietą, podczas którego dochodzi do „upływu nasienia”, a więc w rozumieniu jedynie słusznego rzymskiego Kościoła katolickiego podczas tak zwanej heteroseksualnej komunii miłości – akt ten staje się mimo wszystko nieczysty? - oboje spółkujący mają się obmyć wodą i pozostają nieczyści do wieczora. Co na to naczelny radiomaryjny kościelny propagator wielodzietności i współżycia wyłącznie prokreacyjnego?".
 
 
 
 
To na tyle, jeśli chodzi o ten rozdział. Im więcej wiem i im dłużej studiuję poszczególne założenia trzech molochów monoteistycznych, ale nie tylko mono-, dochodzę do wniosku, że łączy je jedna, wspólna pasja: walczyć z kobiecością w każdym jej przejawie. Czy naprawdę zapomnieli tak ci Ojcowie Kościoła, jak i współcześni hierarchowie, którzy tych "typków" wciąż wykładają na teologii, w seminariach, że każdy z nich przyszedł na świat dzięki kobiecie?? Nie wiem czy wypływa to wyłącznie z ich homoseksualnych ciągotek, strachu, że znowu mogłyby nastać światłe czasy, w których ludzie żyli by w zgodzie z własną naturą i Naturą w szerszym rozumieniu tego słowa, czy może, parafrazując "ich" własne, jakże apokaliptyczne słowa, tkwi w nich gdzieś głęboko skrywana nienawiść do potomstwa kobiety i niczym mityczny Smok nie zdzierżą jak długo będzie ona istnieć i dawać życie temu światu. Nie waham się również powiedzieć, że słusznie czynią Ci, którzy atakują kościół i ich chorą doktrynę. W moich oczach nie różnią się oni niczym od islamskiego ścierwa. Tak jedna, jak druga, wywodzi się z piasków Bliskiego Wschodu.


Jakby nie było, nie jest moją intencją obrażać uczucia religijne -- wiara ludzi jest czymś innym, jeśli tylko nie krzywdzą oni bliźnich; w swoich poszukiwaniach na te i inne pytania, pragnę się skupić wyłącznie na roli jaką kobieta pełni w społeczeństwie oraz -- zwłaszcza -- na tym, jakiej roli została, niesłusznie, pozbawiona i do dzisiaj, a nawet z każdym dniem coraz bardziej, zmierza się do dalszego jej upodlenia. Najmocniej czyni to robaczywy Islam, ale dosłownie w każdej religii, gdziekolwiek tylko kapłańskie funkcje pełnią mężczyźni, kobieta jest osobą drugiej kategorii a proces jej upodlania, zaniżania jej wartości, wciąż postępuje.

Widać to: na uniwersytetach, w środowiskach naukowych i kulturalnych (bo niech się lewicującym feministkom czy lesbijkom nie zdaje, że władza wyłącznie w rękach kobiet nieść może światu dobrobyt; tam gdzie nie ma równowagi, nie może istnieć pokój), na salonach i wszędzie, gdzie o zdanie pytana jest czy częściej pomijana, kobieta, zwłaszcza w polityce i w sferze sacrum. 

Kobietę upadla się także w jej codziennym życiu, nie płacąc godziwie za ten sam rodzaj, co u panów, wykonanej pracy, odmawiając prawa do godziwego życia i wychowywania dzieci. Podczas gdy lewackie bojówki krzyczą o aborcji, wiadomo z jakich powodów -- co by coraz mniej WAS było -- te spośród pań, które dzieci pragną mieć, stale muszą walczyć o prawo do tego, pomimo iż jaśnie oświecony Kościół, rzekomo zwolennik wielodzietnych rodzin, troszczy się wyłącznie o to, aby włos (pieniądz) jemu z głowy nie spadł, podobnież jak największych ich przyjaciół -- ludzi bogatych. Może więc czas wypisać się z tego bezrozumnego i zdradzieckiego stada, gdzie więcej żmij i obłudników (na myśli mam zarówno Kościół jak i Wiejską z wszystkimi jednakimi partiami?), i stworzyć coś, co wreszcie, po 30 latach, naprawdę zapewni Polakom godziwe życie? Obudźcie się, baranki! Przestańcie iść ja te cielęta na rzeź!
 
 _______________________________
 
 
 
 

Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!