"Eretz Yisrael ( אֶרֶץ יִשְׂרָאֵל ) - Wymażesz pamięć o Amaleku pod niebem". Część I


Trasa wędrówki Abrahama i jego rodziny z Ur do Ziemi Obiecanej-Kanaanu


Na wstępie (wszystkich 3 części) - zaznaczam, że treść tego posta opiera się na połączonych ze sobą przekazach historycznych, zapiskach starożytnych, a także odkryciach archeologicznych oraz info zawartych w mitologiach Bliskiego Wschodu, jak i oczywiście ze ST (Tory) oraz apokryfów żydowskich. Jest to jednak czysto subiektywna analiza i synteza - z którą nie trzeba się zgadzać. Jeśli coś wam się w nim nie zgadza... Szukajcie na własną rękę i porównujcie. 


* * *

Część I



Początek tej opowieści sięga czasów biblijnego Abrama (Abrahama), wywodzącego się z linii Sema, jednego z synów Noego, od którego imienia pochodzi nazwa plemion semickich. Ludy arabskie-semickie zamieszkujące Bliski Wschód swoje korzenie czerpią - ponoć* - od Izmaela (na to się przynajmniej powołują), syna Abrama i egipskiej niewolnicy (dokładniej: służącej Sary) Hagar, który mieszał później swą krew z wieloma, dzikimi plemionami Mezopotamii, nie mającymi z rodem Abrama nic wspólnego.


Po opuszczeniu Chaldejskiego Ur, Abram wraz ze swą żoną - Sarai (Sarą), bratankiem - Lotem oraz całą rzeszą swej służby i stadami, udał się do Haranu (dzisiejsza Turcja) przechodząc wpierw przez Asyrię. ST podaje, że z jednego miejsca ,złego kultu', rodzina Abrama dostała się w strefę wpływu innego, tzn. bożka księżyca Sina, do którego wznosiły modły liczne plemiona nomadów tego regionu. Abram zasiedział się w Haranie, tak iż część jego krewnych rozeszła się po okolicy tzw. Paddan Aram (czy Aram Naharaim). Stąd pochodziła wybranka Izaaka - Rebeka, zaś po latach, inny patriarcha - Jakub, uciekając przed zemstą swego rudobrodego brata Ezawa (któremu skradł prawo pierworództwa), wpadł do Haranu z wizytą do Labana i harując o rękę Racheli przez lata, w końcu dorobił się całego haremu. ^_^


Dalszą podróż, rodzina Abrama podjęła dopiero po śmierci Teracha (ojca Abrama). Przeszli opodal Damaszku (Syria) by na czas pewien zatrzymać się w Sychem, już na terenie Kanaanu. Pod dębem More, Abram zbudował ponoć pierwszy ołtarz dla nowego patriarchalnego Boga, który przemówił doń po raz drugi tymi słowy: "Potomstwu twojemu oddam ziemię tę" (I Księga Mojżesza, Bereszit 12: 7-8). Jak można wyczytać ze źródeł fenickich, w owym czasie w Sychem czczono bożka Baala (męska forma bogini Baalat, fenickiej formy - Asztarte).


Sama nazwa Kanaan była stricte przypisana do ludu fenickiego (akadyjskie słowo kinahhu czy Kn'n = purpura, nazwa barwnika uzyskiwanego z morskiego ślimaka). Z książki Sebatino Moscatiego ("Świat Fenicjan", którą polecam przy okazji) dowiedziałam się iż błędem, jaki często popełniają powodowani różnymi intencjami (czasami złymi) historycy Zachodu, jest negowanie albo ostentacyjne nie przyjmowanie do wiadomości, iż Abram nie był jedynie "habiri" a więc członkiem koczowniczej grupy, która siłą przejęła kontrolę nad Kanaanem, jakie można odnieść wrażenie, czytając chrześcijańskie tłumaczenia ST, ale wręcz odrębną rasą (semicką) mówiącą odrębnym j. semickim! - jest to bardzo ciekawa teoria, którą warto przestudiować, bowiem także dzisiaj istnieją liczne spory i kontrowersje nt. pochodzenia Żydów. 



A zatem cały ten region, w dużej mierze, był zasiedlony przez Semitów na długo przed przybyciem doń Abrama. O czym świadczy kultura ugarycka a później także sama fenicka, wg. niektórych wywodząca się od potomków Noego. To zaś, co współcześni określają zalewem przez obcy element ziem Izraela, ma odniesienie do stricte 7 plemion, które nie miały z Semitami wspólnych korzeni. O nich to, jak sprawdziłam, często mówią zwolennicy teorii Dänikena (później stanie się jasne, co mam na myśli).
Pomimo iż w późniejszych czasach wielu królów izraelskich czciło na wespół z Jahwe, także bogów fenickich (np. Saul, David czy Salomon), Abram nie mógł zostać w tym bałwochwalczym miejscu na stałe. Kolejny przystanek miał miejsce w Betel (mając osadę Aj od Wschodu), gdzie z kolei panował kult boga Ela*, jednego z najstarszych bóstw regionu, wywodzących się ponoć aż od mezopotamskiego - boga An, boga stworzyciela*.

Co ciekawe w tym bóstwie, to iż sam przydomek "El" oznacza po prostu - "Bóg". Było to najwyższe bóstwo zarówno w Ugarit jak i Kanaanie. Nigdy wcześniej nie istniało takie powiązanie słowa/imienia dla deifikacji, co z kolei później stało się normą w ... monoteizmach. Jedno i najwyższe bóstwo! Biblia nazywa go - "El Eljun" (El-Szaddaj) = "Bóg Najwyższy". On wraz z Baalat i późniejszym Adonisem (nową wersją mezopotamskiego Tammuza), pełnili w tym regionie funkcję Świętej Rodziny - ale dopiero w czasach napływu helleńskich mitów, kiedy patriarchat zaczął przejmować dotąd dominujące mity matriarchalne - Ważne dla zrozumienia całej idei! A także dla zrozumienia co mogli mieć na myśli królowie Ugarit witający Abrama słowami, iż czczą tego samego Boga. Sęk w tym, że ich wierzenia ... bardziej przypominały dzisiejsze chrześcijaństwo aniżeli wczesny Judaizm.
Dla pewnych środowisk narodziny tego kultu jak i niezwykłe jego związki ze ST, stanowią pożywkę do konstruowania hipotezy, iż bóg Abrahama, którego wszyscy znamy jako Jahwe, to w istocie El, gdyż właśnie tak (po dziś dzień) stoi w oryginalnych, hebrajskich tekstach (w miejscu słowa Bóg często stoi  אל = El). Ale do tego tematu wrócę w trzeciej części tego cyklu "Eretz Yisrael".

"Podróż Abrahama" by József Molnár (1850)

Jak stoi w Torze, kiedy ziemie Kanaanu zaczął nękać nieurodzaj, Abram był zmuszony z rodziną udać się do Egiptu. Zapewne znacie historię jak Abram okłamał sługi faraona i jego samego, że Sarai jest jego siostrą i jakież wtedy spadły na bogu ducha winnego faraona klęski/choroby. Także kiedy Abram w końcu dotarł z powrotem do Kanaanu, był już zasobnym w złoto i srebro przywódcą (faraon zapłaciłby każdą cenę, żeby tylko pozbyć się klątwy).


Do Hebronu wszedł jednak sam, gdyż Lot wybrał sobie żyźniejszą ziemię w dolinie Jordanu (aż po okolice Sodomy i Gomory, dzisiejsza: Jordania, kolebka Hamasu!!!). Jak wynika z tekstu, otrzymał całą rozciągającą się wokół ziemię na własność od tego, który wywiódł go z Ur: "Podnieśże oczy twoje, a spójrz, z miejsca na którym się znajdujesz, na północ, i na południe, i na wschód i na zachód. Gdyż całą ziemię, którą widzisz, tobie ją oddam, i rodowi twojemu na wieki. I uczynię ród twój jako proch ziemi, tak, że gdyby zdołał kto zliczyć proch ziemi, i ród twój zliczonym będzie. Powstań, obejdź kraj wzdłuż i wszerz, gdyż tobie oddam go" (Bereszit 13: 14-17). Analizując ST dokładnie, widać od razu, że wybór Abrama, kiedy wadził się z Lotem, uchronił go przed zbliżeniem się do przeklętej ziemi Sodomitów. Wszyscy wiemy, co spotkało Sodomę i Gomorę... Ale czy wiemy, dlaczego dokładnie? Różne są tłumaczenia, ja mam swoją że tak powiem "teorię".

W tym bowiem czasie, królowie mezopotamscy zjednoczeni we wspólnym celu (tzn. królowie: Sodomy, Gomory, Admy, Seboim i Beli -- 5), bili się z dzikimi plemionami: Refaitów (w Aszterot - Karnaim), Zuzytów (w Ham), Emitów (na równinie Kiriataim), Chorytów (w górzystym kraju Seir aż po El - które leżało na pograniczu pustyni Paran = warto zapamiętać w kontekście dziejów Mojżesza, do czego dojdę niedługo!), Amorytów (w Chasason-Tamar), Amalekitów (w Kadesz) a na końcu ze zbrojnymi załogami pięciu miast koło Morza Słonego, nie wymienionych z nazw, co daje "symbolicznie" (7). W.w. liczby nie podaje bez powodu!


Ta dziwna wojna pomiędzy w miarę ustabilizowanymi państewkami a zbójeckimi bandami, nie obyła się bez klęsk po stronie "zjednoczonych królestw". Ale żeby zrozumieć z jakiego właściwie powodu dane królestwa i plemiona toczyły ze sobą boje, należałoby napomknąć, że działo się to u końca 12 roku po podboju Sodomy i Gomory przez Asyryjczyków. Gdy 13 rok wybił, ludy zamieszkujące tę ziemię zbuntowały się przeciwko zwierzchniej władzy. Wtedy też Sodoma i Gomora zostały złupione a Lot dostał się w niewolę. Jak podaje ST, Abram ruszył z odsieczą bratankowi. Miał już wtedy wiele sług, mógł więc sobie pozwolić na taki wypad. Po jego wielkim sukcesie, sam król Szalemu (starożytna nazwa Jerozolimy), który był zarazem kapłanem boga Najwyższego (El), ofiarował mu liczne dary (łupy z Sodomy), jednak Abram nie chciał przyjąć żadnego bogactwa, poza tym, co stracili jego ludzie na wyżywieniu (Bereszit 14: 17-24), wszak już wtedy ludy zamieszkujące Sodomę, nie słynęły z dobrych obyczajów. Delikatnie rzecz ujmując, panoszył się weń homoseksualizm, co też może być przyczyną późniejszej niechęci patriarchalnych bogów 3 monoteizmów do tejże orientacji (która - odbierała duchowe i przede wszystkim fizyczne siły mężczyźnie).


"Sodoma i Gomora" - Wojciech  Nowakowski

"Zniszczenie Sodomy i Gomory" - John Martin (1852)

Przy tej okazji warto nadmienić Lota oraz jego rodzinę, która zbiegła wg. ST z Sodomy i Gomory tuż przed jej tajemniczym zniszczeniem. Mało kto wie, że zniszczone zostały nie tylko te dwa miasta, ale także w.w. Seboim i Adma. Wg. najnowszych odkryć archeologicznych ruiny Sodomy (stanowisko: Bab edh-Dhra) i Gomory (stanowisko: Numeira), znajdują się częściowo na dnie Morza Martwego oraz na wschodnim wybrzeżu Jordanii!


Wracając do Lota: W Izraelu, nieopodal południowej części Morza Martwego (które jak wiadomo jest słonym jeziorem bezodpływowym, leżącym w tektonicznym rowie Jordanu), znajduje się wzgórze Sodom, w całości złożone z soli kamiennej. Jeden z jego filarów, zwany jest do dzisiaj "żoną Lota".


Natomiast jeśli chodzi o samego Lota. Po ucieczce z Sodomy, miał się udać wraz z córkami do Soaru (Bela). Na krótki czas zamieszkali w jaskini i wtedy też, jak stoi w Biblii, zepsute córki (a może było na odwrót, znając dzisiejszych mieszkańców Bliskiego Wschodu?) Lota, upiły swego ojca do nieprzytomności, po czym każda kolejno spłodziła z nim potomstwo, bojąc się, że nie dane im będzie wyjść za mąż. Dlaczego tak sądziły? Czy tak niewielu było ludzi wtedy na świecie? Czy może skutki zagłady Sodomy były tak przytłaczające? Ze starszej z nich narodził się Moab, który dał początek rdzennym mieszkańcom północno-zachodniego Jordanu, tzw. Moabitom. Z kolei młodsza urodziła syna Ben-Ammi i ten z kolei stał się protoplastą Ammonitów, dzisiejszy Amman (
Bereszit 19: 31-38).




Prawda czy mistyfikacja?


Jak zaznaczyłam na początku, podane przeze mnie "nazwy" i "liczby" nie pojawiają się bez powodu. Po pierwsze, w.w. 5 - dzikich plemion, z którymi od czasów Abrama aż po Davida, walczyli Izraelici, były tymi, których Biblia (zarówno Tora, jak i Biblia Tysiąclecia) nazywa: "Olbrzymami", "Gigantami" czy "Mocarzami". Osobiście stawiam na to ostatnie. W tym iż istnieli - przyznaję rację mitologiom, gdyż owe wykopywane na całym świecie (w największej liczbie w regionie Morza Śródziemnego) szczątki, o ile nie są jakąś spektakularną mistyfikacją, mówią wyraźnie, że słowa zawarte w starych źródłach, są prawdziwe. Ale, o czym zresztą pisałam w postach nt. Potopu, dręczy mnie przekonanie, że owi "Mocarze", jak to stoi np. w mitologii greckiej, byli potworami żywiącymi się ludźmi. Lud ten był wynaturzony, na w poły zwierzęcy (czyżby przodkowie "człowieka z Cro-Magnon"?). Czy w takim wypadku walka z nimi, byłaby czymś złym?


W Księdze Powtórzonego Prawa (Dwarim 2: 9-12) wspomina się o nich wyraźnie, jako ludziach o mocarnych kształtach i sile. Do tej rasy należał choćby Goliat, to Oni wznosili (rzekomo) megalityczne budowle. Byli jednak w oczach Boga przeklętym rodem, który należało wyplenić dla bezpieczeństwa zwykłych ludzi (a może jak mówią mity greckie = były to tzw. Dzieci Ziemi?, posłuszne starej matriarchalnej-pogańskiej religii?) jak i całego nowego porządku społecznego. Biorąc pod uwagę ich zwyrodniałe zachowania seksualne oraz powszechny kanibalizm, trudno się dziwić takim "rzekomo" okrutnym względem nich postępkom pierwszych patriarchów, które to jakże często dla przeciwników religii, są dowodem na "zły" charakter Boga Izraela. Ale pomyślcie ... czy przypadkiem jest, że także dzisiaj, niektóre wojujące plemiona z regionu Bliskiego Wschodu czy Arabii (mające dalekich przodków wśród tychże plemion), wszczynając rebelię (np. w Syrii), dosłownie nadżerają swoich przeciwników?



Amalekici (jedno z najbardziej zepsutych plemion ST)


Po raz pierwszy dowiadujemy się czegoś więcej nt. Amalekitów w Księdze Wyjścia (Exodus). Po wyjściu z miasta - Ramzes, Mojżesz (Mosze = tytuł nadawany kapłanom wyższej rangi), wywiódł przeszło 600 tyś. ludzi w kierunku południowo-wschodnim, w stronę Płw. Synaj, nie zaś, jak wskazywałaby na to logika, na północny-wschód, najkrótszą trasą do Kanaanu nad brzegiem Morza Śródziemnego. Mojżesz, jeśli prawdą jest, że wychował się na dworze faraona, znał trasy przemarszów wojsk egipskich kierujące się do Azji, poza tym wiedział dobrze, że na północy leży kraj Filistynów, na tamten czas nieprzyjazny wobec obcych. Idąc przez podmokły teren, Mojżesz liczył na to, że w razie pościgu, to jego będzie przewaga a nie egipskich rydwanów. Niestety gdy stanęli wreszcie w Refidim, ni stąd, ni zowąd pojawiły się zbrojne zastępy Amalekitów.


Perfidia ataków tego plemienia, na kompletnie bezbronnych ludzi, którzy dopiero co wywędrowali z Egiptu i latami (ST mówi o 40 latach, co raczej jest mało prawdopodobne) snuli się po pustyni Sin, polegała na tym, iż Amalekici, bardziej podobni hienom, atakowali wyłącznie tyły pochodu, gdzie przeważnie szli ludzie starzy, chorzy i zniedołężniali. W dzisiejszych czasach, świat jednak znowu skłania się ku takiemu traktowaniu ludzi, czyż Zachód Europy nie promuje idei eutanazji?). Każdego dnia zasypywani jesteśmy też obrazami wielkich migracji plemion afrykańskich, uciekających przed wojną domową, czy coraz częściej, przed maczetami islamistów. A skoro Bóg Izraela, jak czytamy w Biblii, włożył tyle wysiłku w to, aby wyzwolić wierny mu lud spod niewolniczego jarzma (słynne plagi egipskie oraz rozstąpienie wód Morza Czerwonego, wg. zapisu), jasne jest, że bandyckie napady Amalekitów, w których zginęło wielu starców, kobiet i dzieci, musiały wywalić mu na czoło żyłę gniewu.




Tak więc przy kolejnym razie, Mojżesz - w miarę swych możliwości - uformował z najsilniejszych mężczyzn imitację straży i jak stoi w ST, wspomagany z góry, po raz pierwszy (ale nie ostatni) dokopał Amalekitom. Jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż owe dzikie plemię dysponowało nadludzkimi siłami, nie dziwi wcale, ów "magiczny" zabieg opisany w tekście:

"Tedy przyciągnął Amalek i walczył z Izraelem w Refidim. I rzekł Mojżesz do Jehoszuego (Jozuego): "Wybierz nam mężów i wyjdź, walcz z Amalekiem. Jutro ja stanę na szczycie pagórka, a berło Boże w ręku moim." I uczynił Jehoszua, jak mu rozkazał Mojżesz o walce z Amalekiem; a Mojżesz, Ahron (Aaron) i Chur - wstąpili na szczyt pagórka. I stało się, że gdy podnosił Mojżesz rękę swoją, przemagał (zwyciężał) Izrael, a gdy opuszczał rękę swoją, przemagał Amalek. Ale ręce Mojżesza ociężały; wzięli tedy kamień i podłożyli podeń, i usiadł na nim; Ahron zaś i Chur podpierali ręce jego, jeden z jednej, drugi z drugiej strony, i tak dotrwały ręce jego aż do zachodu słońca. I poraził Jehoszua Amaleka i lud jego ostrzem miecza. I rzekł Wiekuisty do Mojżesza: "Wpisz to dla pamięci w księgę, a wraź w to uszy Jehoszuego, że zgładzić zgładzę pamięć Amaleka z pod nieba". I zbudował Mojżesz ołtarz i nadał mu miano: Wiekuisty - chorągwią moją." I rzekł: "Bo ręka (wzniesiona) ku tronowi, Jah: wojna Wiekuistemu z Amalekiem od pokolenia do pokolenia" (Exodus 16: 8-16).

"Szpiedzy powracający z Kanaanu, Ziemi Gigantów" - The Jollain Family

Z Księgi Liczb (Numeri, rozdz. 13), dowiadujemy się z kolei, że po przejściu pustyni Paran (pamiętacie co pisałam o wojnie królów mezopotamskich z 7 ludami Olbrzymów w czasach Abrama?), Bóg Izraela zwrócił się do Mojżesza, aby posłał książęta, po jednym z każdego pokolenia, na zwiady do Kanaanu. Celem ich było zbadanie tej ziemi: poprzez to, kto ją zamieszkuje, jak liczny to naród i jak potężne są mury jego miast. Ponadto mieli pobrać próbki owoców tej ziemi a był to czas dojrzewania winogron. A gdy powrócili, od strony Kadesz, dowiedli, że jest to kraj "mlekiem i miodem płynący".


Tutaj zapożyczę cytat z Biblii Tysiąclecia, bo brzmi ładniej: "Kraj, któryśmy przeszli, aby go zbadać, jest krajem, który pożera swoich mieszkańców. (?) Wszyscy zaś ludzie, których tam widzieliśmy, są wysokiego wzrostu. Widzieliśmy tam nawet olbrzymów - Anakici pochodzą od olbrzymów - a w porównaniu z nimi wydaliśmy się sobie jako szarańcza i takimi byliśmy w ich oczach" (Lb 13: 32-33). Anakici zamieszkiwali teren wokół Hebronu. Okolice Negeb zamieszkiwali z kolei Amalekici, zaś Amoryci - mieszkali nad brzegiem Jordanu. Rzecz w tym, że gdyby w czasach Abrama, nie doszło do wielkiej bitwy z tymiż plemionami, cały Kanaan byłby nimi usiany w czasach Mojżesza (i wtedy też Izraelczycy nie mieliby najmniejszych szans na zasiedlenie). W tych zaś czasach, Olbrzymi byli już prawie na wymarciu. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że "ktoś" przewidział przebieg owych zdarzeń i tak pokierował życiem i śmiercią różnych plemion, by Izraelczycy mieli dokąd wrócić po niewoli egipskiej setki lat później. Wszak ta ziemia miała być ich - jeśli wierzyć przekazom biblijnym.


Następny raz słyszymy o Amalekitach w rozdziale 24 tej samej Księgi Liczb. Ustami żydowskiego jasnowidza, wypowiedziane jest proroctwo o zagładzie Moabu (plemiona Moabitów), Edomu oraz... Amalekitów (tzn. zagładzie ludu Agaga): "Pierwszym z plemion Amalek; lecz potomstwo jego na zatracenie" (Numeri 24: 20-21). Z tekstu tego wynika, że Amalekici (Mocarze?) byli pierwszym z ludów Ziemi, kiedy była jeszcze młoda. Jasno widać powiązania z greckimi Tytanami. A również, było ich - 7 = "siedem mocy planetarnych"? (pisałam o tym TUTAJ). Znajdziecie też wzmiankę o Amalekitach w Księdze Powtórzonego Prawa 25: 17-19.


Co nasuwa się samo, musieli oni być wyjątkowo obrzydliwi Bogu, gdyż z nimi pierwszymi i zarazem ostatnimi - wszczął bezpośrednią wojnę. Nienawidził ich do tego stopnia, że nawet pamięć o nich, kazał wymazać "pod niebem". Dziś są dla nas wyłącznie "głuchym echem" czy też (jak wierzą niektórzy) - "symbolem" ludu, który jawnie występuje przeciwko prawom natury, ba, przeciwko samemu Bogu. Ponoć pragnęli zawojować cały świat a z racji fizycznych predyspozycji, mieli na to ogromne szanse. Amalekici w świadomości żydowskiej, po dziś dzień utożsamiają pierwotne siły natury, destrukcyjne siły zła, które co pewien czas się odradzają, choć w różnych formach, narodach, grupach czy jednostkach. Pobożny Żyd wierzy, że nie przychodzą Oni bez powodu. Historia zapisana w Księdze Sędziów, zarówno w czasach Ehuda czy Gideona, wskazuje na powód upadku, upadek wiary samych Żydów (o upadek obyczajów i osłabienie czujności?). Powrót do kultu pogańskich bożków, jak też nie przestrzeganie Prawa czy np. ateizm i materializm, w dawnych czasach każdorazowo sprowadzał na naród Izraela cierpienia ze strony Amalekitów (tych konkretnych, jak i "symbolicznych").


Według mnie jednak nie chodziło o same przewiny części Żydów, co raczej o fakt, iż mieli w zwyczaju bratać się z ludami, które osłabiały ich wewnętrzną jedność i duchowość. Odchodząc od tradycji, Żydzi stawali się przez to słabi i bezbronni. Historia nie raz pokazała, że żyjąc na łasce ludów, wychowywanych w innej tradycji, Żyd zawsze musiał liczyć się z tym, że w razie ataku, to nań pierwszego spadną ciosy. Bo zawsze - w związku ze swą wiarą, byli (i są) "obcy". I tak właśnie się działo. Jednocześnie jednak, gdy Żydzi powracali do korzeni, udawało im się "niemożliwe", jak np. podbicie Jerycha, zdobycie całej ziemi, którą DOPIERO w czasach rzymskich, zaczęto nazywać "Syrią Palestyńską" - wcześniej ziemia ta znała tylko 2 nazwy: Kanaan oraz Królestwo Izraela i Judy. Wyraźnie traktuje o tym Księga Jozuego (Joz) czy np. powstanie Państwa Izrael, tuż po IIWŚ i Shoah, które wydawało się zbyt wielkim ciężarem i raną śmiertelną zadaną temu narodowi. A jednak, feniks powstał z popiołów!


"Stracenie Agaga, króla Amalekitów" - Gustave Doré
Gdyby oceniać ów starożytny lud Amalekitów podług obrazów, jakie im uszykowali nowożytni malarze, można by dojść do przekonania (jak czynią też pseudo-znawcy Biblii, którzy nie czytali jej całej ani razu, co jedynie na wyrywki, kierując się wyrwanymi z kontekstu "cytatami"), że plemię to zostało w niesłuszny sposób potraktowane przez wojującego bożka, który dla nikogo i niczego nie miał litości. Chociaż nie jestem fanką patriarchatu ani Amalekitów, śmiem zauważyć, że wszystko, co wiemy o tym plemieniu napisali - zwycięzcy. Dopiero w kontekście mitów greckich, które opisują na swój sposób owe zdarzenia (dany okres i zasięg), można poczuć pewne wątpliwości, nt. prawdziwej natury tego ludu, jego awersji do nowego ładu światowego, religii monoteistycznej i do wyniszczającej wojny, jaka - rzekomo - rozstrzygnęła się przed tysiącami lat na terenie dzisiejszego Bliskiego Wschodu. W tym kontekście nie dziwi wcale, iż obecni mieszkańcy tego regionu stale walczą ze sobą i że podziały między nimi tylko narastają.


No cóż... Przyznaję jednak, że po zapoznaniu się z opisami "dzieciobójców" i hien cmentarnych (patrz: 1Sm 31:4-5 oraz 2Sm 1: 1-16), doszłam do przekonania, że w tamtych dzikich czasach, panowały inne standardy a skoro nie są do końca znane motywy obydwu stron, trudno postawić kropkę nad i. To, co nam obecnie wydaje się przesadzonym, w tamtych czasach, kiedy ludzie pustyni nie znali nad sobą żadnego prawa, było koniecznością. To tak, jakby kohortom dzisiejszej al-kaidy, pozwolić rozlać się po świecie bez jakichkolwiek ograniczeń. Tylko surowe prawo (na miarę czasów i środków) mogło powstrzymać Amalekitów z racji ich nagłych ataków, zajadłości i braku litości dla bezbronnych (Księdze Sędziów, Sdz, hebr: Szofetim).


Kiedy w II tyś. p.n.e. nastały czasy proroka Samuela a królem Izraela, został namaszczony przezeń Saul (z plemienia Benjamina), Izrael rozpoczął wielką kampanię militarną przeciw Moabitom, Ammonitom, Edomitom (potomkom Ezawa), Filistynom (w których szeregach uchowało się sporo Mocarzy) oraz przede wszystkim, przeciwko - Amalekitom. Józef Flawiusz (hebr. Josef ben Matatia) w: "Dawnych dziejach Izraela" (inna nazwa: "Starożytności żydowskie – Antiquitates Iudaicae"), cytował rzekome słowa tego pierwszego króla żydowskiego przed walką z Filistynami: "Jeśli kto przestanie mordować wrogów i przyjmie pokarm zanim mrok powstrzyma rzeź, niech będzie przeklęty" (18, s.293). Jak wynika z I Księgi Samuela (1Sm) sędzia i kapłan w jednym, wywodzący się z plemienia Lewiego, Samuel, zwrócił się do Saula w imieniu Boga:

"Tak mówi Pan Zastępów: Ukarzę Amaleka za to, co uczynił Izraelitom, jak stanął przeciw nim na drodze, gdy szli z Egiptu. Dlatego teraz idź, pobijesz Amaleka i obłożysz klątwą wszystko, co jest jego własnością; nie lituj się nad nim, lecz zabijaj tak mężczyzn, jak i kobiety, młodzież i dzieci, woły i owce, wielbłądy i osły" (1Sm 15: 1-3).

Fakt faktem, że gdyby Bóg naprawdę chciał kogoś zniszczyć, pstryknąłby palcami i po sprawie. Z drugiej jednak strony są też słowa z Genesis po Potopie, że "Nigdy więcej!". Jak widać od tamtego czasu, tylko ludzie wobec samych siebie co rusz łamią to przyrzeczenie. Według mnie Bóg jest tylko wygodną wymówką dla ludzi, aby zadawać sobie nawzajem cierpienia i podbijać nowe lądy. Jak inaczej wytłumaczyć, że wszyscy bogowie których zna i czci współczesny świat (tak jak dawno temu) są pełni ludzkich wad i kaprysów?


"Królowa Estera" - Edwin Long (1878)

Niestety król Saul nie okazał się godny korony, którą nosił, przynajmniej tak wynika z tekstu. Wg. mnie przyczynkiem do upadku i podzielenia Izraela było właśnie to, iż Izraelitom zamarzył się pogański styl rządzenia... a więc "królowanie" (= monarchia dynastyczna). Gdy Saul pobił Amalekitów a władca tego ludu - Agag (wraz z ciężarną żoną, wg niektórych hipotetycznych przekazów) wpadł w jego ręce, ulitował się nad nim, nie usłuchał również nakazu wytępienia jego bydła. Tak się bowiem zawsze dzieje z ludźmi, którzy sięgają po władzę. Cokolwiek by mówili - jak już zasiądą na tronie, ogarnia ich chciwość. Samuel rzecz jasna wpadł w wielki gniew i własnoręcznie pokroił Agaga na drobne kawałeczki. Jednak nie oszczędził także Saula. Pycha, chciwość i nieposłuszeństwo - główne przewiny tego króla, jak też wielu z ludu Izraela, których co rusz w ST Bóg każe, aby - rzekomo - wyprostować ich drogi. Co według mnie jest dobitnym dowodem na to, że największymi grzechami ludzkości są: władza i pieniądz. To z nich rodzi się wszelkie zło!

Od tamtej pory król Saul staje się wyklętym w oczach Boga Izraela (1Sm 15: 7-33), co jak wiemy przełożyło się na późniejsze jego rządy. Saul zamienił się w zepsutego, pełnego zazdrości władcę. Obawiając się konkurencji ze strony młodego rudowłosego wojownika o imieniu Dawid (początek I tyś. p.n.e.), który zasłynął chociażby tym iż ubił jednego z największych (i ostatnich) Mocarzy tamtych czasów - filistyńskiego Goliata, zaczął polować na prawdopodobnego następce swego tronu, tak iż biedny Dawid (który wcale takim niewiniątkiem nie był, jak ukazują nam wczesne lata jego wojaczki) musiał zbiec do znienawidzonego obozu Filistynów.


O klątwie ciążącej na Saulu świadczy także jego szaleństwo, kiedy po ucieczce Dawida, skazał na śmierć przeszło osiemdziesięciu kapłanów z Nob (w tym także kobiety i dzieci oraz tamtejsze bydło), miejscowości na pn. od Jerozolimy, gdzie mieścił się święty Przybytek (hebr. miszkan). To właśnie tam, u arcykapłana Achimeleka Dawid szukał schronienia przed gniewem Saula. Upadek Saula był więc ewidentny. Wroga swego śmiertelnego nie potrafił zgładzić, tymczasem rodaków - z ochotą. Czyny tego biblijnego "nieposłuszeństwa" miały przelać się na późniejsze generacje, bo o ile na pierwszy rzut oka treść Biblii przepełniona jest krwawymi bojami i niecnymi uczynkami ludzi, o tyle po głębszej analizie, wychodzi na jaw, że wszystkie w niej zawarte historie, spaja jedna, spójna myśl (począwszy od Abrama - potomka Noego aż po zabicie króla Agaga). Ciąg dalszy tej historii, ukazuje się wyraźnie dopiero w czasach Królowej Estery (czy raczej Hadassy).




Często rzucany zarzut względem tzw. Niewoli babilońskiej (wygnania Żydów z Judy, trwającego od 586 do 538 roku p.n.e.) brzmi następująco, "iż nie byli Oni traktowani jak niewolnicy a wręcz żyli przyzwoicie w Babilonie, dostępując zaszczytów, posiadali liczne przywileje". Czy można zatem mówić o "niewoli"? Na tej samej zasadzie dzisiejsi pseudo-Palestyńczycy twierdzą, że są okupowani, żeby było śmieszniej powołują się na dawną-rzymską okupację, która wymyśliła ich rzekomo "tożsamość"/nazwę. Kiedy w 539/538 roku p.n.e król perski Cyrus II Wielki podbił Babilon, Żydzi otrzymali prawo powrotu do Jerozolimy, lecz wielu z tego nie skorzystało. Stąd oponenci praw żydowskich do ziemi Izraela, wykoncypowali sobie, iż mityczna Ziemia Obiecana, nie była prawdziwą ojczyzną tego narodu. Tymczasem kiedy czyta się skrupulatnie Torę, księga po księdze, widać ową w.w. nić losu, która łączyła wydarzenia z Ur z Egiptem - Synajem oraz Babilonem. W rzeczywistości bowiem, to w Babilonii właśnie zrodził się panujący po dziś dzień na świecie - patriarchalny monoteizm. Zarówno judaizm, wyrosłe zeń chrześcijaństwo jak i stworzony przez chrześcijańskie diaspory na Bliskim Wschodzie, islam, który bierze swój początek w Kodeksie Hammurabiego (a nie w Torze!!!), w bogatej palecie bóstw solarnych, w których nadrzędną funkcję pełniło 12 znaków zodiaku, kult świętej rodziny, męczeńskiej śmierci bożka solarnego oraz jego cudownego zmartwychwstania na wiosnę. Poza tym... Czy nie jest tak i dzisiaj, że najwięcej Żydów mieszka na Zachodzie a do Izraela garnie się tylko 7 milionów? Tyle że nie jest to dowód na potwierdzenie reguły, tylko tego, że w każdych czasach większa część Żydów raczej unika życia w duchu Prawa a bratanie się z gojami wydaje im się lepsze niż korzenie, tradycja i wiara w Boga.


Opowieść z Księgi Estery (chrz. Est; hebr: Megilat 'Ester lub Megila = „rulon"; „zwój"), nasuwa śmiałe (choć moje prywatne) skojarzenie, co by było, gdyby rzeczywiście wszyscy Żydzi opuścili w 539/538 roku p.n.e Babilon. Czy gdyby znany z porywczości król Achaszwerosz (Kserkses I) z dynastii Achemenidów, syn i następca Dariusza I Wielkiego, powodowany podszeptami wywodzącego się z plemienia Amalekitów - Hamana, nie spotkał się z kimś takim jak Mardocheusz czy Estera, rzucony na Żydów dekret zagłady, nie wpłynął by na losy starożytnego świata, tak iż już wtedy doszłoby do wielkiego ludobójstwa na równi z tym z IIWŚ? Czy Żydzi - jako Naród Księgi, istnieliby jeszcze? Co w takim wypadku stałoby się z samą Europą? Czy myśleliście nad tym? Nad "alternatywną" wersją współczesnej historii?


Treść w.w. Dekretu Zagłady:

"Wielki król Artakserkses pisze do książąt i rządców stu dwudziestu siedmiu państw od Indii aż do Etiopii: Gdy zapanowałem nad licznymi narodami i gdy podbiłem cały świat, nie nadużywając władzy swojej, lecz z łaskawością swoją i łagodnością stale sprawując rządy, chciałem cicho unormować życie podwładnych, królestwo umocnić spokojnie aż po granice i przywrócić wszystkim ludom upragniony pokój. Gdy pytałem moich doradców, jak by to można dokładnie przeprowadzić, Haman, który wyróżniał się przy nas mądrością i niezmiernie przychylnym usposobieniem oraz odznaczał się niezachwianą wiernością, zajmując drugie miejsce w królestwie, wskazał nam, że wmieszał się pomiędzy inne szczepy całego świata pewien naród wrogo [do pozostałych] usposobiony, który przez swoje prawa sprzeciwia się wszystkim narodom i stale lekceważy zarządzenia królów, tak iż stanowi przeszkodę w rządach nienagannie sprawowanych przez nas nad całością. Przekonawszy się, że jedynie ten naród pozostaje ze wszystkimi w stałej niezgodzie, że trzyma się w odosobnieniu na skutek swych praw, że nieżyczliwy jest dla naszych spraw, spełniając najgorsze czyny, tak iż państwo nigdy nie będzie mogło dojść do wewnętrznego pokoju, rozkazaliśmy, aby osoby wymienione w pismach Hamana, (...) aby wszyscy ci wraz z żonami i dziećmi, zginęli całkowicie od miecza przeciwników, bez żadnego współczucia i oszczędzania, czternastego dnia dwunastego miesiąca Adar. roku bieżącego. I aby od dawna nieżyczliwie usposobieni w jednym dniu przemocą zesłani zostali do Hadesu i w ten sposób na przyszłość zapewnili nam zawsze bezpieczne i niczym niezamącone sprawowanie rządów w państwie" (Est 3: 13a-13g).

W świetle "okrutnego" nakazu, jaki spłynął wieki wcześniej na króla Saula oraz jego nieposłuszeństwa, widać wyraźnie dlaczego Bóg kapłanów Izraela (abstrahując od wiary czy nie-wiary w dogmaty) był taki "skrupulatny". Przynajmniej w kontekście Pisma. Wybicie wszystkich z rodu Agaga było koniecznością, aby w przyszłości na Żydów nie spadła zemsta jego dalekiego potomka. Co jak widać w przypadku historii Estery, miało miejsce. Podobnie jak przy opowieści o Abramie, który za sprawą wielkiej wojny królów mezopotamskich, mógł wkroczyć do w miarę normalnego kraju a później słynne "oczyszczenie" Sodomy i Gomory przez zalegających tam kanibali i zbereźników, tak też zdarzenia z czasów Samuela i Dawida, dowodzą jakiegoś głębszego zamysłu... Zamysłu, który w czasach Estery, znalazł kolejny rozdział. Należy jednak pamiętać, że owa ukryta w wersach Tory "spójność" jest dziełem wyborowych skrybów z Babilonu, którzy jako pierwsi ubrali w słowa mity potomków Abrama. Dla współczesnych Żydów większą wagę jednak ma Talmud = bezpośrednia kopia Kodeksu Hammurabiego, której trzymają się dużo mocniej, niż w.w. mitycznych opowieści. Ale nie mnie to oceniać.

Dla wprawnego oka, człowieka który rzetelnie czyta różne teksty, bez względu na to, czy daną religię wyznaje, czy nie, powinno być oczywistym, że nie ma dosłownie "żadnego przypadku" w ułożeniu kolejnych historii w ST. Wszystko płynie liniowo, także pozorna "chaotyczność", która skłania niektórych do twierdzeń, że w różnych czasach, pisali ten tekst różni autorzy, jest niestety nadużyciem. Faktem jest że Tora została zredagowana w jednym kluczowym dla powstania patriarchatu na świecie momencie: podczas pobytu plemienia Judy w Babilonii. Oczywiście podkreślam, że inną jest rzeczą, czy w oparciu o nasze dzisiejsze standardy, uważamy pewne wydarzenia ST za moralne, czy nie. Pamiętajmy, że to były "inne czasy" i "inne ludy" oraz inne prawa panowały na nieznającej litości Pustyni Judzkiej. Bądźmy sprawiedliwi w osądach, tak jak dzisiaj wielu jest wobec barbarzyństwa islamistów - dla których czas zatrzymał się w miejscu. Czyż nie tak mówimy o czasach IIWŚ również? Że to były "inne czasy"? Pisali te opowieści zupełnie inni ludzie.

Mnie osobiście bardziej ciekawi, czy gdyby los rzucił Abrama i jego rodzinę w inne tereny (czy ja wiem, np. do Chin albo Amazonii), to czy nienawiść jaką przez pokolenia czuły inne doń narody, byłaby mniejsza czy większa? Wg. mojej - obecnej - wiedzy, jedynym powodem nienawiści ludów świata do tego narodu, nie była "ziemia" i jej skarby. Trudno też powiedzieć, aby sami Żydzi (ortodoksyjni np.), z równą niekiedy do tej islamskiej, patriarchalną kulturą, w której kobieta niewiele znaczy, wzbudzali w innych szczepach zazdrość. Myślę, że jedyne, co od początku wzbudzało w dawnych ludach nienawiść do Żydów, był ich "monoteizm", zupełnie różniący się od starożytnych mitologii oraz silne poczucie wyższości moralnej. Istnieje teoria, że żona Achnetona ("faraona bluźniercy") była Żydówką i stąd odciął się On od politeizmu egipskiego. Tak czy owak, był to na pewno główny powód jego zamordowania (jak i jego syna Tutanchamona). A jak opiszę w kolejnej części, historia Jahwe (versus El czy An) sięga "mitycznych zmagań" pomiędzy siłami starego (matriarchalnego) i nowego (patriarchalnego) porządku świata. Takie jest podłoże tych wierzeń, mitologii, temu nie da się zaprzeczyć. Nic bowiem nie jest tak jasne i proste, jak uczą nas obydwie strony; tak samo jeśli można znaleźć dowody na istnienie jednej ze stron tego konfliktu, to pytanie pozostaje otwarte: Czy możliwe jest aby także tło Tory (ST) zawierało prawdę historyczną?

_______________________________



Część II - TUTAJ*

Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!