"O pokoju ducha (De tranquillitate animi)" - Lucius Annaeus Seneca (Minor). Część IV

Vladimir Kush  ©


Część IV (ostatnia)

Kiedy naszemu Zenonowi oznajmiono o rozbiciu się okrętu, wraz z którym zatonął cały jego majątek, rzekł na to: „Los chce, abym teraz tym swobodniej zajmował się filozofią". Filozofowi Teodorowi tyran wygrażał śmiercią, co więcej śmiercią bez pogrzebania ciała. „Masz — odrzekł — pełną możliwość, aby sobie sprawić taką przyjemność. Każda kropelka krwi. jest rzeczywiście pod twoją władzą, ale co się tyczy pogrzebu, to jesteś naprawdę głupcem, jeżeli myślisz, że mi zależy coś na tym, czy zgniję na ziemi, czy też pod ziemią".

Kanus Juliusz był człowiekiem wielkim z rzędu najznakomitszych, którego dostojnej chwały nie umniejsza nawet ta okoliczność, że się urodził w naszym stuleciu. Ten długo spór toczył z Gajuszem, a kiedy się zabierał do wyjścia, rzekł do niego ów nowy Falarys: „Abyś się nie łudził niedorzeczną nadzieją, wydałem już rozkaz, aby cię stracić". „Dziękuję ci — odrzekł — najmiłościwszy władco". Nie wiem na pewno, co chciał przez to powiedzieć, bo wiele domysłów przychodzi mi do głowy. Chciał może zniewagę wyrządzić władcy i wskazać na okrucieństwo tyranii, pod którą śmierć była dobrodziejstwem? A może zarzucał mu jego codzienne szaleństwa? Dziękowali mu przecież i ci, którym wymordował dzieci, i ci, którym zagrabił mienie. A może śmierć uznał za wyzwolenie, które przyjął z radością?

Niezależnie od tego, co myślał, dał wielkoduszną odpowiedź. Ale ktoś powie: „Po tym wszystkim mógł Gajusz rozkaz odwołać i darować mu życie". Niestety, takiej obawy nie mógł mieć Kanus, któremu dobrze była znana niezłomność Kaliguli w tego rodzaju rozkazach. Nie wierzysz może, że Kanus owe dziesięć dni, dzielących go od stracenia, spędził bez żadnego zmartwienia? Bo też jest rzeczą wprost nie do wiary, co ten mąż mówił, co czynił i jaki niezamącony zachował spokój. W szachy grał sobie w chwili, gdy setnik, który wiódł na stracenie rotę skazańców, rozkazał, aby i on się zbierał. Wezwany, przeliczył figury i rzekł do swego partnera: „Pamiętaj, abyś po mojej śmierci kłamliwie nie opowiadał, żeś mnie pokonał".

Z kolei zwracając się do setnika powiedział: „A ty będziesz świadkiem, że o jednego pionka mam nad nim przewagę". Myślisz, że może Kanusowi aż tak zależało na tej wygranej? W żywe oczy kpił sobie z oprawcy! Smutek gnębił przyjaciół, że muszą utracić takiego człowieka. Powiedział do nich: „Dlaczego przygnębieni jesteście? Wy dociekacie dopiero, czy dusze są nieśmiertelne, a ja już za chwilę się o tym przekonam!".

I tak do ostatniego momentu życia nie zaprzestał dociekać prawdy i w własnej śmierci szukał rozwiązania zagadki. Towarzyszył mu jego filozof. I kiedy już się zbliżali do wzgórza, na którym Cezarowi, bogu naszemu, dzień w dzień składano krwawe ofiary, zapytał go ów filozof: „O czym teraz myślisz, Kanusie? Albo w jakim jesteś nastroju?" Na to mu odpowiedział: „Mam zamiar zbadać, czy poczuję w błyskawicznym momencie śmierci, jak dusza uchodzi z ciała". Przyrzekł ponadto, że jeśli dowie się czegoś pewnego w tej sprawie, odwiedzi po kolei swoich przyjaciół i odsłoni im tajemnicę o stanie dusz poza grobem.

Vladimir Kush  ©

Oto pokój wśród burzy! Oto duch, godny nieśmiertelności, który śmierć swoją wzywa na poświadczenie prawdy, który już na samej linii granicznej życia jeszcze zadaje pytania swej duszy w chwili uchodzenia jej z ciała i nie tylko do śmierci, ale i z samej śmierci pragnie się czegoś nauczyć. Naprawdę, nie znalazł się jeszcze taki, kto by dłużej filozofował! Nie skwitujemy przelotną wzmianką tego wielkiego człowieka, którego imię trzeba wymawiać z nabożnym uszanowaniem. Przekażemy cię nieśmiertelnej pamięci pokoleń, głowo najczcigodniejsza i wielka danino krwawego okrucieństwa Gajusza!


XV


Ale nie przyda się na nic usuwać ze siebie przyczyny osobistego smutku. Oto nierzadko ogarnia nas nienawiść do rodzaju ludzkiego i snuje się przed oczami nieprzeliczona ćma zbrodni — kwitnących szczęściem! Kiedy pomyślimy, jak rzadka jest szczerość, jak niespotykana niewinność, jak od niechcenia i wyłącznie dla interesu praktykowana prawość, jak wszystkie ponęty i spustoszenia rozpusty i zbytku są równie pożądane, jak pycha, burząc wszelkie zapory przyzwoitości, posuwa się aż do tego, że za pomocą hańby stroi się w blaski, naprawdę, wtedy duch zapada w głąb nocy, a jakby nad cmentarzyskiem cnót, których ani się po innych spodziewać nie wolno, ani samemu uprawiać się nie opłaca, kłębią się chmury ciemności.

Musimy więc przyzwyczajać się do takiego sposobu myślenia, abyśmy wszystkie występki pospólstwa uważali za warte nie nienawiści, lecz śmiechu, i naśladowali Demokryta raczej niż Heraklita. Ten pierwszy bowiem, ilekroć wychodził między ludzi, śmiał się, ten drugi — płakał. Jeden we wszystkich poczynaniach ludzkich widział niedolę, drugi komedię. Nie bierzmy sobie zatem wszystkiego tak głęboko do serca i każdą rzecz znośmy z uśmiechem.

Bardziej po ludzku jest śmiać się z życia niż lamentować nad życiem. Dodajmy, że więcej pożytku przynosi ludziom ten, kto się śmieje, niż ten, kto się smuci. Pierwszy nieci w nas przynajmniej iskierki nadziei lepszej przyszłości, drugi nierozumnie płacze z powodu zła, w którego możliwość naprawy nie wierzy. I rzeczywiście, kto głębiej zastanowi się nad tym, dojdzie do przekonania, że większą siłę ducha musi mieć człowiek, który nie może się wstrzymać od śmiechu, niż ten, który od płaczu, ponieważ ma umysł tak wzniosły, że głębiej nie wzrusza się niczym i niczego wielkiego, ważnego, tym bardziej godnego płaczu nie dostrzega w tej jednej wielkiej komedii ludzkiej.

Jeżeli w poszczególnych przypadkach każdy z nas uświadomi sobie przyczyny, dla których raz smutni, raz znowu jesteśmy weseli, wtedy się przekonamy, jak głęboką prawdę zawarł Bion w tych słowach: „Wszystkie sprawy ludzkie są najzupełniej podobne do komedii, a życie ludzkie nie ma większej wartości ani powagi niż treść komedii. Zrodzeni z nicości, w nicość się obracają".


Vladimir Kush  ©

Najlepiej jednak jest odnosić się z pobłażliwym spokojem do pospolitych zwyczajów i błędów ludzkich i nie reagować na nie śmiechem ni płaczem, ponieważ przejmowanie się cudzym nieszczęściem jest wieczną męczarnią, a radowanie się cudzym nieszczęściem przyjemnością niegodną człowieka. Bezużytecznym okazywaniem współczucia dla innych jest płakać i obłudnie zachmurzać czoło, kiedy na marach wynoszą syna któregoś z sąsiadów. Podobnie w przypadkach własnego nieszczęścia należy tak postępować, by tyle tylko dawać ujścia swym żalom, ile tego wymaga natura, nie ile zwyczaj. Wielu bowiem zalewa się łzami — na pokaz i dla pozoru, ale mają suche oczy, kiedy nikt na nich nie patrzy. Uważają za rzecz niegodziwą nie płakać wtedy, gdy płaczą wszyscy. Aż tak głęboko zapuścił korzenie nieszczęsny nawyk liczenia się z cudzą opinią, że w obłudę przekształca się nawet najszczerszy objaw natury, jakim jest smutek.


XVI


Przejdziemy teraz do spraw, które z reguły, a nie bez racji, smucą i budzą niepokój. Kiedy widzimy, jak dobrzy źle kończą, jak Sokrates musi umierać w więzieniu, Rutiliusz żyć na wygnaniu, jak Pompejusz i Cyceron giną z ręki swych faworytów, jak Katon, to żywe zwierciadło cnoty, na miecz się rzuca i pozbawia się życia, a razem z sobą — grzebie rzeczpospolitą, z konieczności ogarnia nas przygnębienie, że los tak niesprawiedliwie nagradza zasługi ludzkie. Czego lepszego może się wtedy spodziewać każdy dla siebie, gdy widzi, że najlepsi najgorszej doznali doli? Jaka tedy jest na to rada?

Otóż zastanów się nad tym, jak każdy z tych wielkich ludzi zniósł swoją dolę, i jeśli się okazali nieustraszeni, możesz się smucić, lecz smutkiem na miarę ich męstwa, a jeśli zginęli tchórzliwie i małodusznie, to taka strata nie ma żadnego znaczenia. Są albo godni twojego podziwu z powodu męstwa, albo niegodni twojego żalu z powodu tchórzostwa. Jaka to wielka byłaby hańba, gdyby nieustraszona śmierć bohaterów napełniała nas trwogą.

Chwalmy bezustannie człowieka, który na pochwałę zasłużył, i powtarzajmy: „Im byłeś dzielniejszy, tym jesteś szczęśliwszy! Już się wyswobodziłeś od nieszczęśliwych przypadków. Wolnyś jest od zawiści i chorób! Skruszyłeś okowy! W oczach bogów zasłużyłeś nie na to, byś poniósł klęskę ze zrządzenia losu, ale abyś już nie podlegał tyranii losu". Przeciw tym, którzy od cierpienia i walki chcieliby się uchronić i nawet w chwili śmierci rwą się do życia, należy użyć przemocy. Nie będę płakał nad nikim, kto umiera z radością, nad nikim, kto z płaczem. Ten pierwszy sam moje łzy otarł, ten drugi własnymi łzami sprawił, że nie jest żadnej łzy godny. Mam może płakać nad Herkulesem, że żywcem płonie na stosie? Albo nad Regulusem, że tyloma został przebity gwoździami? Albo nad Katonem, że coraz nowe rany sobie zadaje? Oni wszyscy znikomym kosztem chwilowego istnienia znaleźli drogę wiodącą ich do wieczności, a przez swą śmierć zdobyli nieśmiertelność!


XVII


Jest jeszcze inne przeobfite źródło troski i niepokoju, jeśli mianowicie postępujesz z taką obłudą, że nikomu nie chcesz odsłonić szczerze prawdziwego oblicza. Takie już, niestety, jest życie większości ludzi — zakłamane i obrachowane na poklask uznania. Jakąż udrękę musi sprawiać wieczne czuwanie nad sobą i nieustanna obawa, żeby się nie dać przypadkiem zaskoczyć w innej roli, niż jaką z reguły odgrywamy. I nigdy nie opuszcza nas tego rodzaju troska, skoro nawykliśmy mniemać, że każde czyjeś spojrzenie jest przenikaniem naszego wnętrza, tym bardziej że i tak zachodzi mnóstwo przypadków, które nas, wbrew naszej woli, ukazują w prawdziwym świetle, a jeśli nawet takie dozorowanie siebie przyniesie upragnione wyniki, to jednak jaką przyjemność i spokój mogą mieć ludzie, którzy swe życie wiecznie prowadzą pod maską?

Vladimir Kush  ©

A z drugiej strony, ile radości nam daje szczera, piękna sama przez się i żadnym pozorem nie ubarwiona prostota, która cieniem obłudy nie osłania usposobienia i charakteru człowieka! To prawda, że i takie życie jest narażone na niebezpieczeństwo pogardy, jeżeli wszystko i przed wszystkimi jest wystawione na widok, ponieważ są i tacy, którzy z lekceważeniem patrzą na wszystko, z czym tylko zetkną się bliżej. Ale nie grozi to cnocie, by oglądana w jaśniejszym świetle straciła swą wartość, i prawdę mówiąc, lepiej doświadczać pogardy z powodu szczerości niżeli nieustannej udręki z powodu obłudy. Najlepiej iść środkiem. Ogromna jest różnica pomiędzy szczerością a nieostrożnością w postępowaniu.

Często jednak trzeba się także zamykać we własnym wnętrzu, ponieważ obcowanie z ludźmi, którzy różnią się obyczajami i sposobem myślenia, burzy równowagę wewnętrzną, na nowo rozbudza namiętności i rozjątrza to wszystko, co w nas było jeszcze słabością i raną nie wygojoną. Musimy jednak mieszać i wzajemnie przeplatać dwie rzeczy: samotność i obcowanie z ludźmi. Samotność będzie w nas budzić tęsknotę za ludźmi, ludzie — za nami. I w ten sposób jedno stanie się dla drugiego lekarstwem — niechęć do ludzi uleczy samotność, niechęć do samotności — przebywanie pomiędzy ludźmi.

Nie wolno trzymać myśli zawsze w tym samym napięciu, ale ją trzeba rozpraszać rozrywką. Przecież i sam Sokrates nie wstydził się zabawiać z dziećmi (????) O_o, Katon winem orzeźwiał siły, kiedy czuł się strudzony pracą dla dobra państwa, i Scypion swe ciało wojownika i triumfatora wprawiał w rytm tańca, tylko bez takich zniewieściałych wyginań, jak to dziś mają zwyczaj tańczyć ci, którzy już nawet w chodzie okazują więcej miękkości niż same niewiasty, ale jak nasi dawni i wielcy przodkowie, którzy w dnie świąteczne i wpośród zabawy zwykli tańczyć po męsku na wzór wojowników, tak że nie straciliby swojej powagi nawet w oczach wrogów, z którymi walczyli.

Musimy używać rozrywki i wypoczynku, ponieważ wypoczęci z tym większą energią i chęcią stajemy znowu do pracy. Podobnie jak nie należy coroczną siejbą wysilać urodzajnej roli, ponieważ ciągłe rodzenie plonów szybko wyczerpie jej płodność, tak samo bezustanna praca stłumi wszelkie porywy ducha, a chwila wypoczynku i odprężenia na nowo przywróci mu siły. Z ciągłej i wytężonej pracy rodzi się otępienie swego rodzaju i niezdolność do dalszego wysiłku. Gdyby więc różne zabawy i rozrywki nie zawierały w sobie pewnej sumy przyjemności, koniecznych naturze, zapewne nie gnałaby do nich ludzi taka przemożna ich żądza. Z drugiej strony, zbyt częste używanie tych przyjemności wycieńcza wszelką żywotność i osłabia energię.

Vladimir Kush  ©

Sen także jest konieczny do odrodzenia siły po trudzie, ale jeśli go zaczniesz przedłużać na dnie i noce, skończy się śmiercią. Wielka różnica, czy sobie czegoś na chwilę pozwolisz, czy też się czemuś oddasz na stałe. Prawodawcy ustanowili dni świąteczne w tym celu, aby ludzie dla wspólnej radości gromadzili się na miejscach publicznych, i w ten sposób poprzeplatali niejako ciągłość pracy przerwami koniecznego wytchnienia. Podobnie czynili ludzie wielkiego umysłu, którzy dawali sobie co miesiąc po kilka dni wolnych od pracy, a niektórzy znowu każdy dzień bez wyjątku dzielili pomiędzy zajęcia i wypoczynek. Pamiętamy przecież, że tak właśnie czynił wielki mówca Azyniusz Pollion, którego żadna siła nie zatrzymała przy pracy po godzinie dziesiątej, co więcej, nie czytał nawet żadnego listu po tej godzinie, aby nie wyłoniła się jakaś konieczność zajęcia się nową sprawą.

Ale też tylko dwie godziny przeznaczał na wypoczynek po całodziennym zmęczeniu. Inni znów czynią przerwę w południe, a na poobiednie godziny przeznaczają co lżejsze prace. Również przodkowie nasi zastrzegli w ustawie, by nie rozpoczynać w senacie żadnej nowej debaty nad wnioskiem po godzinie dziesiątej. W wojsku czas nocny dzielą na straże, a ci żołnierze, którzy powracają z wyprawy, są wolni od służby nocnej. Bądźmy wyrozumiali dla siebie i od czasu do czasu używajmy wypoczynku po pracy, który byłby pokarmem, ożywiającym i wzmacniającym na siłach. W tym celu powinniśmy wybierać się na przechadzki i krążyć swobodnie po rozległych polach, aby pod gołym niebem na świeżym powietrzu duch się ożywiał i wprawiał w pogodny nastrój.

Niekiedy przejażdżka, niekiedy podróż, niekiedy pobyt pod innym niebem tchną w nas nowy zapał i życie, innym razem biesiada w gronie przyjaciół i serdeczniejsze niż zwykle wypróżnianie kielichów. A jeszcze kiedy indziej możemy sobie obficiej podchmielić, nie tak jednak, aby nas wino oszołomiło, ale aby tym pełniej rozweseliło. Wino bowiem rozprasza troski i aż do gruntu zmienia ponure nastroje, i leczy smutki, podobnie jak i niektóre choroby. Toteż nie dla swawoli języka wynalazcą wina nazwano Wyzwolicielem, lecz z tej przyczyny, że ducha z niewoli troski wyzwala, uskrzydla, ożywia wigorem i zagrzewa do wszelkich śmielszych poczynań. Ale podobnie jak wolność, tak samo i wino wychodzi na zdrowie, jeżeli używamy go w miarę.


Vladimir Kush  ©

Utrzymują powszechnie, że Solon i Arcesilaus nie stronili od wina, a Katonowi zarzucają pijaństwo. Ale łatwiej się uda złośliwym językom uszlachetnić pijaństwo niż zhańbić Katona. Nie wolno jednak za często pić tego trunku, by się nie wciągnąć w zgubny nałóg pijaństwa, ale tylko niekiedy, by dodać sobie bodźca do podniosłej radości i beztroskiej swobody, jak również by oddalić na chwilę od siebie ponurą trzeźwość. Zawierzmy bowiem greckiemu poecie, że: — „Miło jest chwilami poszaleć", czy Platonowi, że: „Daremnie kołatać do Muz przybytku na trzeźwo!", czy Arystotelesowi, że: „Nie było jeszcze na świecie wielkiego geniuszu bez przymieszki szaleństwa!".
Tylko myśl podniecona natchnieniem potrafi wieścić sprawy wielkie i wzniesione ponad poziomy. Kiedy bowiem wzgardzi już wszystkim, co mierne i pospolite, kiedy, ożywiona boskim tchnieniem, uleci w górne regiony, wtedy dopiero pieśnią zwiastuje prawdy niedostępne ustom śmiertelnych. Jest rzeczą niewiarygodną, by duch się zdobył na myśli, które się rodzą na niebosiężnych i stromych szczytach, jak długo przebywa zamknięty w sobie. Musi zboczyć z utartych szlaków i wspiąć się w górę, i stargać wędzidła, i porwać swojego jeźdźca, i ponieść go na takie zawrotne wyżyny, na jakie by nie miał odwagi wstąpić o własnych siłach. Takie są, drogi Serenie, środki skuteczne, by pokój ducha zachować, utracony przywrócić, a chytrze nacierającym żądzom zwycięsko się oprzeć. Wiedz jednak, że żaden z tych środków nie jest dość silny, by pomóc komuś, kto trwa w swej słabości, jeżeli sam wytężoną i nieustanną troską nie otoczy ducha, który wciąż skłania się do upadku.


KONIEC
_________________________________________


Część I (TUTAJ)
Część II (TUTAJ)
Część III (TUTAJ)

Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII