"Eretz Yisrael ( אֶרֶץ יִשְׂרָאֵל ) - Ten, co oświeca, leczy i osądza; i ten co walczy, truje i kłamie". Część II

"Pokój dla Jerozolimy" ("Peace for Jerusalem") by Roman Konrad



Część II



W poprzedniej części tego tekstu (Tutaj*) zanurzyłam się w odległą przeszłość, głównie tą "biblijną". Ja osobiście, choć agnostyk, stoję przy tym, iż Biblia (głównie Torah - Pięcioksiąg) nie jest wyssanym z palca tekstem, jak często rzucają środowiska ateistyczne czy też "opozycyjne" względem judaizmu religie/ideologie. Fakt faktem, iż kiedy w takim duchu czyta się po raz pierwszy Biblię, człowiek niejako sam na siłę wyszukuje sprzeczności.


Dziś już wiem, po którymś z kolei czytaniu tej Księgi, że tak samo "ślepe" jest przepełnione mistycyzmem myślenie o niej (bez zdrowego rozsądku), gdyż zniekształca ono ów tekst, przez co gorliwi wierni odpierają zarzuty ateistów wyłącznie odwołując się do "kwestii wiary", a więc albo wierzysz, albo nie. Często słyszę takie słowa: Biblia to tekst objawiony a więc należy podchodzić doń wyłącznie w aspekcie duchowym/dosłownie. A to nie jest prawda, gdyby tak było, wówczas należałoby przyznać rację krytykom, że to Księga pełna nienawiści i zbrodni; tymczasem każdego dnia coraz więcej odkryć archeologicznych potwierdza wydarzenia zapisane w ST a także przyczyny tychże zdarzeń.


A zatem jedynym słusznym rozumieniem Biblii (Tory) jest założenie, że jest to Księga opisująca realne, historyczne wydarzenia, ot - z niezwykłymi epizodami, to fakt, na które współczesna nauka nie może jeszcze lub nie chce odpowiedzieć, z jakichś geo-politycznych pobudek. Przez to tylko, iż nie popieram końcowych wniosków takich ludzi jak Däniken (o ufolakach jako naszych bogach / stwórcach), nie znaczy jeszcze, że odrzucam z gruntu wszystkie niezwykłości minionych wieków. Na szczęście, to nie jest takie proste!


Przy okazji wędrówki Abrama z Ur Chaldejskiego do Kanaanu, wspomniałam o tym, iż w pierwszych wiekach istnienia Przymierza pomiędzy narodem wybranym a Jahwe, plemiona Izraela często mieszały podstawy swego młodego monoteizmu z wierzeniami chtonicznymi ludów (pre-semickich) takich jak: Kananejczycy/Fenicjanie. To stąd np. podnoszone dzisiaj głosy, że monoteizm judaistyczny w istocie wywodzi się ze znacznie wcześniejszego kultu Boga Najwyższego, jakim był wzmiankowany wcześniej - "El Eljun" (El-Szaddaj)".


Sympatycy teorii o El Eljun przeczą jednak iżby ów kult był monoteistyczny (a niestety był, jeśli już tego się trzymać, tylko żeby to zrozumieć, wpierw trzeba wiedzieć, skąd ów kult wziął się na Bliskim Wschodzie!), próbują także - koniecznie - połączyć oddawaną mu cześć w odległej przeszłości z równoprawnym mu kultem Bogini Matki, jaką była Aszera (tymczasem mamy do czynienia z dwoma odrębnymi kultami z różnych okresów!). Faktem niezaprzeczalnym jest za to, że przed narodzinami patriarchatu monoteistycznego, na całym świecie panował w takiej czy w innej formie matriarchat (często samodzielnie, częściej zmieszany z innymi bóstwami), jednak łączenie El z Aszerą w odniesieniu do "monoteizmu judaistycznego", jest niesamowitym naciągactwem, wszak nawet laik czytający Torę po raz pierwszy zauważyłby z jaką nienawiścią do tego kultu odnosili się Izraelczycy (przynajmniej warstwa rządząca i nowi kapłani). Przede wszystkim dlatego, iż kult El nie był łączony z Aszerą (czy raczej - Baalat, Klik*) i Adonisem, dopóki nie narodził się kult Jahwe, ba, dopóki nie przywędrował on na Bliski Wschód z Ur (Mezopotamii), ba, dopóki nie stał się on odrębną ideą. Ale po kolei....


An trzymający Święty (Graal?) Kielich zawierający
"linię krwi" przyszłych ludzi!
Ażeby wyjaśnić kim był El, wpierw należałoby cofnąć się do czasów starożytnej Mezopotamii, gdzie rodziły się wysoko rozwinięte cywilizacje naszego kręgu oraz religie (oczywiście te, które znamy, po-Potopie!).


Zapewne niektórzy z Was pamiętają mój tekst: Dziady/Samhain (Część I, Część II, Część III), w którym opisałam narodziny dogmatu o zmartwychwstaniu - który wcale nie jest tworem Chrześcijaństwa. Jak już pisałam, kult Inanny (póź. Isztar, Asztarte, Afrodyta, Wenus, etc) został wyparty z tego regionu w dobie postępującego patriarchalizmu, niemniej sam bóg An (zwany też Ilu, Anu), był jednym z pierwszych znanych nam bogów, proto-mono, którzy nie tylko zapoczątkowali kult monoteistyczny w Dwurzeczu, ale też od samego początku aż po czasy Abrama, istniał w świadomości ludzkiej. Jest to ciekawa deifikacja, kojarzona najczęściej (co jest słuszne pod wieloma względami) np. z Kronosem ergo Saturnem, zarówno w jego twórczym i pozytywnym znaczeniu, jak i niszczycielskim i karcącym.

An (w wersji babilońskiej: Anu) - był utożsamiany z bogiem Nieba, ponadczasowym, niezmiennym, wszystkowiedzącym, wszechmocnym, rozstrzygającym spory zarówno wśród pomniejszych bogów, którzy mu służyli (mezopotamscy Anunnaki), jak i ludzi, których stworzył. Jego wyroki były nieodwołalne, tak samo jeśli komuś coś przysiągł. Zaś jego imię wyrażano za pomocą znaku klinowego w kształcie - gwiazdy (nie w stylu Gwiazdy Dawida, ale tej z muzułmańskiego loga). Był wyniosłym, oddalonym od spraw ziemskich bogiem stworzycielem, w którego imieniu na Ziemi, działały różne siły.


Tak też zrodziło się przekonanie u pierwszych mieszkańców Dwurzecza, że naturalnym jest, aby miał boską małżonkę, czyli Ziemię. I w takiej też formie istniał ów kult u zarania dziejów o czym świadczą liczne mitologie czterech stron świata. Jako iż wierzę, że na Ziemi istniały już nieraz rozwinięte cywilizacje ludzi, nie dziwi zatem zbieżność wierzeń we wszystkich kręgach kulturowych. Niemniej podkreślam, że osobiście nie wierzę, aby ludzi stworzył jakikolwiek byt kosmiczny-ufo, etc, ergo - tak samo z krwi i kości jak my. Takie twierdzenia są zawoalowaną próbą zepchnięcia homo sapiens do roli zwierząt bez duszy.


Słynny amerykański asyriolog Samuel Noah Kramer twierdził, że najważniejszy ośrodek starożytnego Sumeru - Ur, został zbudowany przez samego Ana. Ur miało wszak być dziełem bogów, domem schodzącym z niebios, jego mur - obłoków sięgający. W pierwotnej wersji An wraz ze swymi synami: Enlilem i Enki oraz Boginią Matką - Ninhursag (albo: Antu, Ki-ziemia), która miała własnym mlekiem wykarmić ludzi - co z kolei ja sama upatruje w pochodzeniu mitu o greckiej Herze, od której mleka powstała Droga Mleczna, byłby to zatem wątek kosmologiczny - stworzyli nasz świat, dzieląc się jednocześnie władzą. An był bogiem w niebiesiech, Ninhursag - Ziemią karmicielką, którą zarazem utożsamiano z "otchłanią, głębią, bezmiarem wody", skąd zapewne powstał później mit o Tiamat, którą miał zabić Marduk (czyli początek Genesis) a z jej przepołowionego ciała stworzono sklepienie oraz lądy i góry (z jej głowy i piersi); zaś z jej oczu wypłynęły rzeki Tygrys i Eufrat. Starożytny epos "Enuma elisz" opisuje dokładnie jej mityczne zmagania z Mardukiem; zaś dwaj synowie stali się w późniejszych mitach walczącymi ze sobą bliźniakami (jeden z najczęściej poruszanych wątków w Biblii, który wcześniej istniał też w Egipcie), którego to apogeum widać np. w apokryficznym (NT) spojrzeniu na dobrego Jezusa i złego Chrystusa (chrześcijaństwo jest bowiem schyłkowym, tak jak islam, kultem synkretycznym podszywającym się pod monoteizm). I tak - Enlil był utożsamiany z elementem "powietrza", zaś Enki - "ziemi". Podczas gdy Enlil chciał wytępić ludzi podczas Potopu, Enki ich ratował (ad. Noe). Mity o walce Marduka (greckiego Herkulesa czy Perseusza) z morskim potworem Tiamat (Bogini Morza) reprezentują etap końcowy formowania się patriarchatu, w którym resztki matriarchalnego kultu zostały bezwzględnie wytępione.

O tworach An czyli tzw. Anunnaki, dowiadujemy się tyle, że było to tzw. "książęce potomstwo" tegoż boga (niektórzy twierdzą, że stąd narodził się kult Aniołów). Pierwotne siły, Moce, istoty deifikowane, ale nie równe swemu Królowi (An), stworzone jeszcze przed powstaniem Ziemi i ludzi, kiedy rodził się Wszechświat. To najprawdopodobniej Oni (owe byty), a było ich dokładnie - 7(??), weszli w skład licznych i najstarszych zastępów anielskich, tak dobrze nam znanych z przekazów biblijnych. Uskrzydlone (Anioły) ich postacie świadczą dobitnie, na kim wzorowali się chrześcijańscy ikonografowie (wcześniej Etruskowie), aczkolwiek owe przedstawienia mają też pewne związki z grecką boginią Nike. Mity głoszą, że tylko dzięki jej obecności, gromowładny Zeus zwyciężał podczas bitew. Hm... Owe moce miały w imieniu Boga Najwyższego wydawać wyroki, jak i przekazywać śmiertelnym ważne przesłania. Stąd np. widzimy je (były to byty amorficzne, androgyniczne czy wręcz bezpłciowe) także w Podziemiach (Kur), gdzie też narodziła się idea Sądu Ostatecznego.

Przy tej okazji wypada powiedzieć parę słów nt. mezopotamskiej idei Zaświatów. Piekło sumeryjsko-babilońskie nosiło nazwę "Kur" i jak stoi w zapisie klinowym, było to królestwo Ereszkigal (starszy odpowiednik Persefony, ergo Ki - czyli Otchłań, pra-wody), której miejsce zajął babiloński demon, o którym później!). Ważne jest to, iż Kur nie przypominało dzisiejszego "chrześcijańskiego" miejsca kaźni, które ma spotkać grzeszników po Sądzie Ostatecznym. Kur dało początek wizjom hebrajskiego Szeolu czy grecko-rzymskiego Tartaru. I tak: "Królestwo Ereszkigal było krainą cieni, snujących się bez żadnej nadziei. Piekło nie jest otchłanią, w którą wtrącani są tylko grzesznicy. Znajdują się tu i źli i dobrzy, wielcy i mali, bogobojni i bluźniercy - to jest po prostu "druga strona", na którą przejść musi każdy" (M. Bielicki, "Zapomniany świat Sumerów", s. 255).
Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości iż mistycyzm żydowski czerpie wiele z mezopotamskiego źródła, warto przytoczyć tzw. "galla" czyli demony ulepione z ziemi na usługach Ereszkigal. W naszych czasach galla przekształciły się w wierzeniach chasydzkich w golemy. Mit ów wyewoluował z sumeryjsko-babilońskich podań, iż bogowie tworząc człowieka przeznaczyli go od samego początku Śmierci, gdyż pierwiastek boski (duch / tchnienie) nie może zbyt długo żyć w zniszczalnym ciele. "Enuma elisz" głosi, że gdy generał Kingu walczył z rozkazu Tiamat z generacją starszych bóstw, został pokonany a bóg Enki (Ea) z jego krwi (DNA? - tak przynajmniej sugerują zwolennicy teorii Z. Sitchina) stworzył ludzi. Widać zatem jak wiele z tych wierzeń zawędrowało do Grecji. Także ów mit zapoczątkował w Mezopotamii zwyczaj grzebania zwłok w ziemi, gdyż w ten sposób duch człowieka miał schodzić do podziemi. A zatem wszystkie współczesne kulty, które tak grzebią ludzi - wywodzą ów zwyczaj z... Babilonu. Zarówno matriarchalny jak i kult podobny do kultu Kronosa - na całym świecie - palił zwłoki, odsyłając ich dusze tym samym do krainy Niebian, skąd dzieci bogów miały przywędrować.

Z kolei sumeryjskie Dilmun - Raj, to miejsce po Potopie, czyli Nowy Świat, dokładnie na Wschód od ... Sumeru (znacie powiedzenie - Na wschód od Edenu?), gdzie ocaleni z kataklizmu odnaleźli wieczne życie, szczęście i spokój. Dilmun rzeczywiście często było określane mianem "miasta" czy "kraju" lub "świętą krainą", co wskazywać mogło, zupełnie jak w apokryfach żydowskich, na nieznany ląd, do którego udało się po ostatecznym zniszczeniu Królestwa Izraela, Dziesięć Zaginionych Plemion. Motyw ów posłużył np twórcom kultowego serialu Battlestar Galactica (Klik*). Przypadek?

"W Dilmun kruk nie woła głosem kruka,
(...) Lew nie zabija,
Wilk nie porywa jagnięcia,
Nieznany jest dziki pies pożerający koźlęta,
Nieznany jest pożerający ziarno...
Nieznana... wdowa.."
(M. Bielicki, s. 209)




Z sumeryjskiej mitologii można się także dowiedzieć, że bóg An, ofiarował swemu synowi Enki tzw. "boskie reguły" czy "boskie prawa" (inaczej - me), które były boskimi czynnikami porządkującymi organizację świata. Me to równocześnie moc i porządek. Enki był zwany "drugim Enlilem", czyli drugim po Enlilu przy boku An; wodzem niebiańskich zastępów. Jeśli dobrze prześledzić jego karierę, porównując ją z późniejszym ST, widać wyraźne podobieństwo do archanioła Gabriela. To On strzegł bram Dilmunu (Raju), to jemu Utnapisztim (sum. odpowiednik Noego) zawdzięczał życie, gdy złośliwy Enlil, zesłał na ludzi Potop. Był bóstwem miłosierdzia i objawienia, ale i zemsty oraz śmierci, na co zwracają uwagę z kolei Chrześcijanie w Apokalipsie. Za to muzułmanie mówią o jego wpływie na ich kult, gdyż jak przedstawię na końcu, islam jest płodem "politeizmu".

Analizując powyższy mit, przychodzi też na myśl zawarcie przymierza z ludźmi, poprzez podarowanie im w.w. boskich praw (Przykazań?), a to, jak wiemy, miało znowuż miejsce (tym razem w ST) na Górze Synaj. Przy tej okazji chciałabym podzielić się z wami pewnym spostrzeżeniem. Nie znający dobrze Biblii, mogą łatwo się na te brednie złapać.

Jakiś czas temu, miałam okazję obejrzeć pewien film dokumentalny, zwany bodajże "Exodus Ujawniony" na yt. Na pozór nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż jego twórcy sformułowali zupełnie nową, odmienną od zapisu Tory koncepcję trasy, jaką wraz z 600 tyś. Żydów, przemierzył Mojżesz z Egiptu do ... Ziemi Obiecanej. Otóż jak pisałam w poście poprzednim, po wyjściu z ziemi Goszen, Mosze miał udać się na pd-wschód, lewą odnogą Morza Czerwonego, przez Marę, Dofkę, Refidim aż pod G. Synaj... tymczasem według twórców tego filmu, Mosze ruszył od razu na skróty przez Pustynię Paran i gdzieś w zatoce Akaba znalazł w miarę płytkie przejście na drugą stronę... do krainy Madianitów (dzisiejsza Arabia Saudyjska), i to właśnie tam miała - rzekomo - leżeć "prawdziwa" G. Synaj, zaś lekka sugestia w filmie, że w tym miejscu w czasach Mojżesza mógł znajdować się port, jakaś przeprawa, podrzuca wątpliwość czy rozstąpienie wód Morza Czerwonego, kiedykolwiek miało miejsce. Być może właśnie o to chodziło twórcom tego filmu.
Po 1) film sugerował, że Płw Synaj w żaden sposób (zwłaszcza historyczny) nie powinien być wiązany z narodem Izraela; po 2) Ziemia Obiecana to... Arabia Saudyjska? Po 3) z tym można się zgadzać lub nie a mianowicie, że cudu nad M. Czerwonym nigdy nie było, ale o zgrozo świadczyć mają o tym znajdujące się w zat. Akaba, w tym płytkim przesmyku, uformowane w koliste kształty "koralowce"? o_O. To wszystko oraz pochodzenie twórców tej teorii, jak i same tezy muzułmanów, którzy od pewnego czasu bredzą że Mosze był Arabem i do tego pre-islamistą, dają niejakie wyobrażenie blagi z którą mamy do czynienia.

Jeśli zaś chodzi o boga Enlila (prawą rękę samego An), w przeciwieństwie do Enki, nie lubił on przestrzegać prawa. Nazywany "Panem Wiatru" czy "Powietrza", pierworodny (najstarszy) syn An (Nieba) oraz Ki (Ziemi) z tchnienia, jakie wydał z siebie jego ojciec po seksualnej komunii z pierwiastkiem żeńskim, był tak samo zmienny i porywczy jak lotny żywioł, którego był strażnikiem.


Pewnego razu miał złamać najświętsze prawo, jakim było łączenie się z córami Ziemi. Mity nazywają jego wybrankę boginią, ale jak wynika z tekstów z całą pewnością do czynienia mamy ze śmiertelniczką - Ninlil (Lilith?), która wcale nie miała ochoty się mu oddać. Oczywiście Enlil wcale się tym nie przejął i uwiódł ją podstępem (= zgwałcił?). Czyż nie tak zachowywali się wszyscy późniejsi "gromo-piorunowładni" bogowie politeistycznych kultów świata?


Pewien cytat, który znalazłam, ukazuje wyraźnie - dlaczego Ninlil nie była mu chętna i dlaczego za złamanie prawa, Enlil po raz pierwszy spotkał się z surową karą, jaką było wygnanie przez An i radę Niebian, z Dilmun (Raju) do Kur (Piekło):

"Enlil prawi jej o miłości - lecz ona nie jest mu powolna.
- Moje łono - rzecze - jest zbyt małe, nie zna jeszcze miłości,
Moje wargi* są zbyt małe, nie znają pocałunków"
(K. Łyczkowska, K. Szarzyńska, "Mitologia Mezopotamii", s. 91).

Czyżby pierwszy mitologiczny zapis "pedofilii" na świecie? Tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Dlatego późniejsze słowa, nie dziwią wcale:

"Gdy Enlil przechodził przez Kiur,
wielcy bogowie w liczbie pięćdziesięciu
(tzn. Niebianie - co wskazuje z kolei na "jego moc") oraz bogowie określający losy w liczbie siedmiu
dopadli Enlila w Kiur:
"Enlilu niemoralny, wyjdź z miasta,

Nunamnirze niemoralny, wyjdź z miasta!"
(tamże, s. 91).


Od lewej: Enlil oraz uwiedziona Ninlil
Niestety gehenna Ninlil nie zakończyła się wraz z zesłaniem zepsutego Enlila do Piekieł. Posłuszna czarowi czy też może przeklęta przez bogów, ruszyła za nim w Otchłań, gdzie następnie spłodziła z nim całą rzeszę demonów, w tym pierworodnego Nannę (w j. sumeryjskim), bardziej znanego pod imieniem Nergal, którego czczono odtąd w Sumerze jako boga księżyca - Sin.


Na marginesie: 
Ci, którzy orientują się nieco w tematyce islamu, zapewne nie raz słyszeli o karze za niemoralne prowadzenie się, za seks przedmałżeński, etc, który w krajach muzułmańskich spada na dziewczę (dziecko czy kobietę), chociaż to ona była ofiarą gwałtu.


Ostatnio zbulwersowało mnie coś innego, rzekomo z innej "dobrotliwej" religii. Otóż przy okazji burzliwej dyskusji na temat "pedofilii w Kościele Katolickim", na linii: ONZ - Watykan, rzucono przykład małoletniej Brazylijki, która tuż po tym, jak padła ofiarą gwałtu (przez dorosłego), zaszła w ciążę i była zmuszona ją usunąć, choćby z tego względu, że zagrażała ona jej życiu. Nie pamiętam teraz dokładnie ile miała lat (9? a może już "naście"?), to co szokuje, to iż po dokonaniu aborcji to na nią spadła "kościelna" ekskomunika i jej rodzinę oraz lekarzy, nie zaś na ... sprawcę gwałtu - pedofila. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie podobieństwo pomiędzy rzekomo dwoma totalnie różniącymi się kulturami-religiami? - jest uderzające.


Wracając do sedna... W staroakadyjskim języku, zwano Nergala także Suen lub Ensun, Ashimbabbar, Lugalbanda, Namra-Sit, co znaczy dosłownie (może też trochę dziwić): "Jasny Poranek / Świt", ale Sin odzwierciedlało pełnię jego mocy. Ogólnie rzecz biorąc był on - aż do upadku Babilonu, "bogiem światła". Zaś jako Rogaty Bóg-Byk, który na długi czas wszedł do religijnych rytuałów agrarnych całego politeistycznego świata (od Grecji po ziemie Słowian), odgrywał ważną rolę w kulcie płodności. Ponoć krewni Abrama (jego brat) - zanim przeszli na monoteizm, żyjąc w Ur, również oddawali mu cześć.


Począwszy od niego - jak wynika z mitologii - zaczęto oddawać cześć w Sumerze także innym ciałom niebieskim: Słońcu (b. Szamasz) oraz Gwieździe Zarannej oraz Wieczornej - Wenus! Niektórzy twierdzą, że w pewnym okresie, Sin pełnił rolę Opiekuna Ludzi, na wzór tzw. Anioła Stróża, ale są też głosy, że byłoby to dziwne, zważywszy iż odziedziczył po swym ojcu skłonność do błądzenia, zwodzenia oraz łamania prawa, jeśli więc rzeczywiście modlono się do Sina, to najpewniej w celu spełnienia jakichś prywatnych, materialnych zachcianek. Był on bóstwem swawoli, stricte materialnym.

O powszechności i trwałości kultu Nanny (Nergala = Sina), przekonuje mnogość zachowanych na tabliczkach modlitw do tego bożka-demona i peanów na jego cześć. Większość tych tekstów, jako pierwszy opracował i przetłumaczył, szwedzki uczony - Åke W. Sjöberg. Oto wybrane fragmenty z jednego z najpopularniejszych hymnów na cześć Nanny-Sina, wymieniony w sumeryjskim "katalogu" tekstów literackich:

"(...) Jego matka, ta, która go zrodziła, Pani Nippur,
odmawia do Pana w jego stepie modlitwę:
'Modlitwa, o Pasterzu, modlitwa!'
(...) Jej [świątyni Ekur] jest on ulubieńcem, jej jest on ulubieńcem,

Pan jest ulubieńcem Ekur!
On jest mężem z rozkoszy Enlila,

Sin, któremu przyjazne wołanie jego rodzonej matki towarzyszy.
Jego matka, która go zrodziła, z miłości

mówi przyjaźnie do niego, do Sina:

Serdecznie ukochany, tym, który myśl serca koi, jesteś,

Sinie, promieniejące cielątko, na kolanach pięknie wychowane.
Wszystko pragniesz w sercu,
wszystkiego, co ma wartość, żądasz w sercu, .... ozdobo Ekur,
na kolanach Enlila życz sobie spełnienia,

obyć przepych w niebiosach stworzył!
Radosną pieśń o tobie oby Ekur śpiewało,

o twoje życie oby lud wzywał,
Sinie, w niebiosach i na ziemi obyś był olbrzymem.
(...) Pierworodny Enlila, kapłaństwo ......

królestwo niebios ci powierzył.
Bogiem, przepychem olśniewającym niebiosa jesteś,

twe księżycowe światło promieniejące jest i jasne" (M. Bielicki, "Zapomniany świat Sumerów", s. 221-222).

"Goddess of water"  by  Ania Mitura  ©

Bóg księżycowy Sin, powiązany był także z wszelką ukrytą wiedzą; wiedzą tajemną, która od niepamiętnych czasów wiązana była z jasnowidzeniem, wróżbiarstwem, czarami. To za sprawą pierwszego na świecie kultu lunarnego, który pierwotnie reprezentował - męski pierwiastek (o czym pisałam już wielokrotnie), w czasach Babilonu ułożono znaną do dzisiaj tablicę 12 Znaków Zodiaku, to właśnie w Mezopotamii zrodziła się koncepcja 7 Mocy Planetarnych (późniejszych grecko-rzymskich bogów) czy też zachodnich 7 dni tygodnia, 12 miesięcy, 7 Mędrców po Potopie, 12 Apostołów, etc. A jak wiadomo, kult lunarny, który w kolejnych wiekach przybierał różne formy, zarówno męskie, jak i żeńskie (chodziło wszak o "moc" kryjącą się w blasku księżyca, o jego fazy-cykle, a więc zmienność i chimeryczność), silnie był powiązany z elementem wody. Dlatego nie dziwi wcale, że oddawały i wciąż tak czynią, również neo-pogańskie, stricte feministyczne ruchy.

I tak też nieodłączną częścią kultu boga Sina, była deifikacja bogini Nanshe, która również, miała powstać na skutek złamania boskiego (An) prawa, ale tym razem przez występek boga Enki (który był dla Sumerów bogiem mądrości, magii oraz świeżej wody, coś jak egipski Thot). W tym miejscu łączą się ze sobą dwa mity (mezopotamski i biblijny), pomimo iż raj sumeryjski i raj biblijny reprezentują odmienne, z innych przesłanek wywodzące się koncepcje etyczne. Ma to związek z "rodzeniem bez bólu", które dopiero w Księdze Rodzaju spada na kobiety - o dziwo!, właśnie za to, że Ewa była "ciekawa owocu poznania Dobra i Zła" (do czego skłonił ją rzekomo przewrotny wąż, tymczasem mało kto pamięta że w tym czasie Bóg, nie chciał aby ludzie byli inteligentni, więc po zerwaniu zakazanego owocu, wygnał ludzi z Edenu, bojąc się, że znajdą również Drzewo Życia, dające życie wieczne i moc niemalże... boską. Hm...). Słynne: "Wielce, wielce pomnożę męki brzemienności twojej; w bólach rodzić będziesz dzieci" (Bereszit/Genesis 3, 16).


Jednak geneza tego mitu, zrodziła się w Sumerze (i rzuca ona cień na nauki judeochrześcijaństwa w całej supełkowatości!), kiedy młodszy syn boga An - Enki, zapragnął poznać "serce zakazanych roślin", których strzegła jego małżonka - bogini ziemi Damgalnuna (Ninhursag). Jako posiadacz świętych praw - me, Enki najprawdopodobniej pragnął "określić ich przeznaczenie". Spożył więc - jako pierwszy - zakazany owoc, a kiedy dowiedziała się o tym jego małżonka, został przeklęty. Ogarnęło go na raz wiele chorób, stał się wręcz kaleką, na co nie mogli nic poradzić Niebianie. Widząc nieszczęście swego brata, Enlil posłał do Ninhursag jej ulubione zwierzę - lisa, który skłonił ją w końcu do cofnięcia kary. W tym celu Bogini stworzyła kilka pomniejszych bytów, których najważniejszą funkcją było "leczenie".


I tak właśnie narodziła się Nanshe, odpowiedzialna za leczenie szyi swego ojca. Ninhursag stworzyła (wydała plon) w sumie "osiem bóstw" (= leczniczych roślin czy też innych mocy), które uwolniły Enki od cierpień. Ważne do zapamiętania jest to, iż świat Starożytnych Sumerów i Babilończyków, skrywał ponoć wiele tajemnic odnoszących się do "przedłużania ludzkiego życia" (o czym więcej w Eposie Gilgamesza, link do ost. części w której znajdziecie linki do części poprzednich!).


Tak więc .... Ostatnie strofy poematu, wyliczają z nazwy owe 8 bóstw (Abu, Nintulla, Ninsutu, Ninkasi,  ...., Azimuda, Ninti, Enszag), ale zanim wymienię drugie imię Nanshe (która znajdowała się na tej liście, nr 5), wpierw chciałabym jeszcze dodać, że pełniło ona/o (?) w mitologii sumeryjsko-babilońskiej także inne funkcje. Przede wszystkim identyfikowano ją (na równi z Tiamat) z Boginią Wód (z tymże "słodkich"), była władczynią wszystkich zamieszkujących ją stworzeń (ryb, krabów i węży), była także odpowiedzialna za "tłumaczenie snów", którym to fachem trudnili się specjalnie powołani do tego kapłani w jej świątyni w Siraran w państwie-mieście Lagasz. Wznosiły do niej modły wdowy, zaś głównymi symbolami jej kultu były:

- Ryba (który to znak w późniejszych czasach przejęło Chrześcijaństwo) - jako symbol płodności i śmierci zarazem oraz 12 Znak Babilońskiego Zodiaku;

- Pelikan - zwierzę, które jest przewrotne, ponieważ potrafi zabić swe młode (tak jak i wąż) albo/i rozerwać (jednocześnie) własną pierś, by je nakarmić czy też ożywić (co również przeszło do symboliki chrześcijańskiej, jako symbol ofiarnej śmierci Chrystusa).


Ciekawy LINK*

Jednak najciekawszym aspektem tego kultu, o czym milczą archeologowie, asyriolodzy, etc, jest alternatywne imię tego bóstwa (mocy). Właściwie trudno powiedzieć czy ów kult miał jakikolwiek związek z personifikowanym bytem, zwłaszcza żeńskim czy raczej wyłącznie z "opiekuńczo-leczniczo-chroniącą" funkcją (podobną do zdarzenia ze ST, kiedy Mojżesz uzdrawia krnąbrnych Izraelitów za pomocą laski z wężem!, pamiętacie?), jako iż wielu sumeryjskich, babilońskich czy akadyjskich władców, przybierało jako pierwsze imię jej miano.


A brzmiało ono --  NAZI (i w jednym z nielicznych, jeśli nie jedynym, poemacie na cześć owych 8 bóstw, które uratowały życie Enki, zajmował(o) ono miejsce - 5). Jestem przekonana, że gdy Mojżesz przebywał na Górze Synaj, skąd zniósł swemu ludowi Dziesięć Przykazań, Żydzi, pamiętając jeszcze życie w niewoli egipskiej, w cieniu tamtejszych obcych bogów, właśnie Sinowi (Złotemu Cielcowi) wznieśli posąg, zaś gdy za karę spadły nań śmiertelne choroby, ten sam mezopotamski wąż Nansze (Nazi), okazał się ich "lekarstwem".


Zaś za przykład, że "płeć" czy sama "postać" tego bytu jest niepewna, podaje jednego ze starożytnych królów Babilonu,  króla - Nazi-Maruttash (1307–1282 p.n.e.). Gdyby nazwano go tak na cześć "bogini-kobiety", byłoby to co najmniej dziwne, nieprawdaż?


Ale uwaga... W czasach rozkwitu Babilonu, deifikacja ta została przekształcona w wierzeniach "czarnogłowych" w coś zupełnie innego. Z symbolu kojarzonego z życiodajną mocą i leczeniem, Nazi stał się złowrogim Cieniem. Dosłownie: "Pozbawicielem, Niszczycielem Duszy"; jako pradawny wąż, zaczął być kojarzony ze złośliwym duchem, który przynosi choroby, nieszczęścia i śmierć. Czy coś wam to mówi?


Dzięki staro-babilońskiemu eposowi "Atra-hasis" (z XVIII stulecia p.n.e), możemy się dowiedzieć, że od czasów III dynastii z Ur (2113-2005 p.n.e.) określenie "Sumer i Akad" stało się synonimem Babilonii i właśnie wtedy do tego regionu dotarły nie wywodzące się z terenu dzisiejszego Iraku, plemiona z pd-Arabii, a dokładnie rzecz biorąc z - Jemenu (obecnie: kolebka al-kaidy).


Wraz z nimi do Babilonii dotarł kult boga Szamasza (Słońce) oraz męski odpowiednik Wenus - Athar. I tak zaczęła się powolna przemiana kultu pre-monoteistycznego An w patriarchalny i wojujący (nie zaś stricte agrarny) kult. Szamasz wnet przemienił się w Marduka, który stał się patronem Babilonu, zaś Athar - w Isztar. Obce wpływy w Babilonie stopniowo zaczęły rozlewać się po całym starożytnym Bliskim Wschodzie, przez co na ziemiach Kanaanu pojawił się kult Asztarte oraz Adonisa. Czy teraz rozumiecie, co miałam na myśli w I Części, pisząc, że wiązanie El z Aszerą, jest błędne "czasowo i znaczeniowo"?

Ów arabski bóg/bogini (zamiennie od regionu) - Athar, wyewoluował dalej w Allhat (odpowiednik sumeryjskiej Inanny) i Al-Lat; i choć bóstwo to było solarne, zlało się wnet z Sinem i Nansze/Nazi w jedno, stając się bóstwem zaświatów i samej śmierci. Tak umarł w Arabii kult Bogini Matki (pisałam o tym - tutaj*). Jednak najciekawsza w tej przemianie, jest wzmianka z w.w. eposu "Atra-hasis", na glinianych tabliczkach sprzed ok. 1700 lat p.n.e., pochodzących z Babilonu, na temat bóstwa Alla - w które ostatecznie przemienił się Athar.


Jak zauważa Samuel Noah Kramer, mainstreamowe ośrodki naukowe, związane ściśle z katedrą archeologii-asyriologii, wydają się kompletnie ślepe i głuche na temat tego bóstwa, które przez pewien czas było utożsamiane nie tylko z Mardukiem, ale i Tammuzem (Dumuzi - małżonek Inanny). Wraz z pojawieniem się tego bóstwa, narodził się w Mezopotamii kult ofiarowania Świętego Króla (a więc ludzkich ofiar oraz rytualnego/świątynnego kanibalizmu czy prostytucji). Ten sam deifikowany Alla (Tammuz) miał - jak wynika z mitologii babilońskiej - podsunąć ówczesnemu królowi państwa-miasta, aby czcił - 7 Planet oraz 12 Znaków Zodiaku, co ponoć tak rozgniewało króla, iż kazał go zabić - stąd zrodziła się żałoba po Świętym Królu, zaś do mitów o powracającej z Zaświatów Inanny, dołączono ów o śmierci jej małżonka. Pisałam o tym przy okazji tekstu o "Dziadach-Samhain".


O bóstwie tym (Alla) wspomina sam Ibn Wahshiyya, żyjący na przełomie IX/X w. n.e. iracki alchemik, egiptolog i historyk oraz Mojżesz Majmonides (1135-1204), żydowski filozof i lekarz. Nie jest to zatem żadna tajemnica czy wymysł. W "Atra-hasis" stoi: 

"Następnie Alla sprawił, że głos jego został usłyszany i przemówił do swych boskich braci: 'Pójdźmy, ponieśmy Enlila (akad. Ellil), doradcę bogów, wojowników, z jego mieszkania. Niechaj zabrzmi bitwa. Daj nam wymieszać się w niej!' Bogowie wysłuchali jego przemówienia, rozniecili płomień pod swymi narzędziami, odłożyli na bok swe piki na ogień, aby rozgorzały" (I Tabl. 1-2).

Alla był babilońskim (mającym korzenie w plemionach nomadów z Jemenu) bogiem wojny i przemocy oraz, co znamienne - Rewolucji! (Rewolucja islamska?) Gdyż gdziekolwiek się zadomowił jego kult, tam oddający mu cześć wszczynali rebelię przeciw panującym bogom i królom (rosnący radykalizm muzułmańskiej diaspory w krajach Zachodu?). Tak było i w Mezopotamii, gdzie zmieszany z miejscowymi bóstwami świata podziemnego Alla, wystąpił przeciwko najwyższej władzy boga Anu (An) i Niebian. Chociaż w tamtym czasie "czarnogłowi" oddawali cześć różnym deifikacjom a sam Anu był wyniosłym bogiem nie mieszającym się w sprawy ludzi, pomimo to, cześć mu oddawana wzbudzała w wyznawcach Alla wstręt. Trudno jednak jednoznacznie powiedzieć, kiedy dokładnie miałoby dojść do buntu na czele którego stał Alla. "Atra-hasis" pozostawia spore pole do spekulacji. Raczej nie chodziło o czasy Abrama, wszak opuszczając Ur, zostawił na zawsze za sobą kult Bogini Inanny. Według mnie musiał to być okres biblijny, pomiędzy Exodusem a Niewolą Babilońską - ale to tylko moja hipoteza.


Mit podaje, że Alla przegrał ów bój i wraz ze wszystkimi, którzy brali wraz z nim udział w buncie, został obalony, po czym obdarty z fizycznego ciała i stał się złym duchem, błąkającym się odtąd po pustyni, czyhającym na podróżnych, zsyłającym nań choroby, szaleństwo a nawet śmierć. Czymś w rodzaju złego dżina, który nie opuszczał ludzi ani na krok, siejąc w ich umysłach zamęt, sprowadzając na złą drogę. Hm... To również powinno nam wszystkim być dobrze znane, wszak "skąd bierze się popęd do zła u homo sapiens"? Alla byłby zatem personifikowaną częścią ludzkiego ja, która jest bardziej skłonna do zła niż reszta jego psyche. Także i o tym pisałam: Tutaj*, oraz polecam ciekawy filmik do obejrzenia: Tutaj*.


Alabastrowy lew z głową drapieżnego ptaka reprezentujący boga Anzu.
Wotywny relief ze świątyni Nanshe/Nazi z Ur (Babilon)
Lagasz (2550-2500 BC). Znaleziony w Telloh, w staroży. mieście Girsu


Symbol Nazistowskiego Stowarzyszenia Thule
A skąd właściwie wzięła się nazwa "Nazizm"?
Powszechnie uważa się, że od skrótu: Nationalsozialismus (Narodowy Socjalizm), ale to taka sama "ułuda", jak twierdzenie, że Naziści czcili bogów nordyckich czy że byli "katolikami".
Tak samo nie bez znaczenia jest symbol "czarnego słońca",
na którym wspiera się ów "demon-orzeł", który po dziś dzień jest symbolem państwowym wielu narodów podbitych przez Chrześcijańskie Cesarstwo-Zachodnio Rzymskie rządzone przez germańskich królów (potomków Edomitów).

W chwili obalenia Alla, poprzedzające śmierć choroby stały się główną domeną działania demonów, przynajmniej tak wierzyli Babilończycy. Jako dzieci An i Ki, były utożsamiane z siłami zła, przeklętymi przez boską parę bogów, za to, że ośmieliły się wystąpić przeciwko Najwyższemu. Ich domeną były wiry powietrza, burze piaskowe, sztormy, huragany, zawieje, wszelkiego rodzaju katastrofy, jak i zarazy. Nie ma co się śmiać z takiego przekonania drodzy np. katolicy, wszak nawet w NT jest zapisane, że Chrystus - zwyciężył Śmierć. Zwyciężyć można tylko "coś", co jest świadome swego istnienia, co jest z gruntu złe i czemu może przeciwstawić się tylko sam bóg. Czyż nie?


Kolejnym linkiem Alla ze światem złych duchów (demonów) są tzw. Demony Udug (akadyjskie Utukku), których było dokładnie - 7. Nazywano je:
- duch śmierci,
- kościotrup,
- zmora,
- kostucha,
- plaga,
- dysząca śmierć,
- czyhający na ludzi.

Udug tułały się bezbożnie nad ziemią i wodą, nigdy jej nie dotykając, nie znając spokoju - taki bowiem był ich los za przewiny. Burzyły na swej drodze domy, przemieniały kwitnące stepy w martwe pustynie (np. za pośrednictwem szarańczy czy much), trawiły ludzi straszliwymi chorobami, wprowadzały nieład w ustalony przez An porządek. Ponoć tylko błagania wielkich kapłanów czy kapłanek, wtajemniczonych wybrańców, mogły odpędzić Udug - ale zawsze za sprawą sekretnego zaklęcia czy modlitwy (tak zrodziły się "egzorcyzmy"), nawet jeśli ów duch posiadł czyjeś ciało. W Babilonie - demony były najczęściej przedstawiane jako lwy. Walczył z nimi Gilgamesz. Dopiero za sprawą politeizmów z Bliskiego Wschodu oraz kultury grecko-rzymskiej, zaczęto spoglądać na lwa jako na pozytywny symbol, co według mnie jest przekłamaniem. Lew pożerający młode, zagryzający samicę podczas kopulacji czy nie dopuszczający stada do jedzenia, zanim sam się nie nasyci, napadający i pożerający ludzi... w żaden sposób nie przystoi do pozytywnego symbolu. Ale cóż, skoro i "orzeł" dobrze się ludziom kojarzy. Ponoć historię piszą Zwycięzcy, oni również uchwalają własne symbole i dogmaty.

"Twardy brąz, bohater [boga] An,
Straszliwą mocą wszystko złe wyrwie.
Zły Udug, zły Ala - winien wyjść,
Zły duch śmierci, zły demon - winien wyjść,

Zły bóg, zły strażnik - winien wyjść"
(przykład zaklęcia/egzorcyzmu wypędzającego Udug-Allę; M. Bielicki, "Zapomniany świat Sumeru, s. 332).

Inne imiona Alla toAla, Alu. Bóg magii i czarów, wróżbiarstwa. Przydomek Marduka, narodowego bóstwa Babilonu w schyłkowym jego okresie, jak i Baala z okolic dzisiejszej Syrii, bóg Słońca Wiosennego; demon zsyłający choroby (głównie jamy ustnej i uszu - gdyż skłaniał ludzi do najgorszych podłości, przemawiał też ich ustami). Wielki Zwodziciel! Wyręczający się innymi, żądający krwawych ofiar swych wyznawców! Hm... To też nic wam nie mówi??


Od lat badacze islamu skupiają się wyłącznie na tym: Jaki był czy jest Allah a nie na tym: kim jest i skąd w ogóle wziął się ów kult. Jeśli prześledzi się tok ich rozumowania, widać, że wszyscy - zarówno zachodni badacze, jak i arabscy - unikają tego tematu jak ognia. W jakiś przedziwny sposób te najstarsze odniesienia z pd-Arabii nt. Alla nigdy nie były i nie są łączone przez Asyriologów, zupełnie jakby te dwa bóstwa były sobie totalnie obce-różne. Tymczasem nawet wymieniony wcześniej Ibn Wahshiyya, nie tylko go znał, ale i wypowiadał się o nim negatywnie (a co jak co, Arab z pewnością wie więcej o swojej kulturze, niż człowiek Zachodu).


Jeśli zaś chodzi o bóstwo księżycowe Sin - znacznie częściej można znaleźć badaczy na Zachodzie, którzy łączą go z Allahem, ale nawet Oni boją się użyć sformułowania, że skoro babiloński Alla stopił się tysiące lat temu z Sinem w jedno, a jego symbolem był "półksiężyc"* (z gwiazdą odwróconą w kształt "pentagramu", tzw. hilal), to chyba oczywiste, że Allah musiał być - jak zresztą wiadomo od dawna - znacznie starszym bożkiem plemiennym kręgu arabskiego.


Powszechnie zakłada się, że islam zapoczątkował żyjący na przełomie VI/VII w. n.e. Mahomet. Jednak sama pisownia słowa "Allah" nakierowuje na kult dawnego "węża" (Klik*). Po pierwsze i najważniejsze: Allah NIE JEST tożsamy z Bogiem biblijnym, gdyż nie wywodzi się ów kult z "monoteistycznego" źródła/wzorca. Podobnież nie od razu stał się bóstwem islamu! Pierwotnie był bóstwem arabskiego pogańskiego panteonu. Miał 3 macierze boginie: al-Lat (zwaną ją także Allahu), al-Uzza i Manat. Arabowie uważali je za arcy-kapłanki. Im składali ofiary i poświęcali obrzędy, które dzisiaj są częścią islamu.


W młodości Mahomet, tak jak i całe jego plemię, składał ofiary "córkom Allaha". Na pewnym etapie swojej kariery Mahomet zrozumiał, że dopóki rola pośredniczek przysługuje córkom Allaha, nie uznają go za proroka, którym pragnął się stać. Jednak ataki Mahometa na boginie były postrzegane wrogo przez członków jego plemienia, omal go nie zabili za bluźnierstwo. Mahomet stał się wyrzutkiem. Wtedy też, rzekomo w imieniu Allaha wyrecytował ajat koranu, w którym potwierdził rolę pośredniczek pogańskich bogiń:

"I oto przyszło objawienie i Mahomet wypowiedział surę Koranu: 'Widzieliście al-Lat i al-Uzza i Manat - tę trzecią? Zaprawdę one są czcigodnymi boginiami, na których wstawiennictwo można liczyć!' Kiedy Mahomet skończył surę i wyszedł z prostracji ( powstał z ukłonu na twarz ) i potem upadł na twarz ( stając się tym samym bałwochwalcą ). Muzułmanie zrobili to samo, naśladując swojego proroka i ufając jego słowom. Poganie - Kurajszyci, którzy byli w meczecie, także upadli na twarz, usłyszawszy imiona swoich bóstw. Jeden tylko al-Walid bin al-Mugira nie mógł tego zrobić z powodu starości, ale wziął garść ziemi i przyłożył ją do czoła..." - at-Tabari tom 6, s. 107.

Jednakże za jakiś czas, kiedy władza Mahometa umocniła się, odwołał ten wers. Zniesienie go wytłumaczył tym, że opętał go szatan i wyrecytował ten wers jego językiem.


Świadectwa wczesnych źródeł muzułmańskich:
Przypadek opętania Mahometa przez szatana został poświadczony w czterech wczesnych biografiach Mahometa - Ibn Ishaka, Wahidi, Ibn Saada i at-Tabariego.


Zdumiewa zatem iż znacznie częściej ci sami asyriolodzy (tacy jak słynny:  Thorkild Jacobsen czy W. St Clair Tisdal albo Stephanie Dalley), którzy nie widzą żadnego związku między Allahem a Alla (raz jeszcze, "bogiem wojny, przemocy i rewolucji"), co rusz próbują mezopotamskiego An czy St-go Jahwe stopić z muzułmańskim kultem, bo takie odnoszę wrażenie, słuchając różnych hipotez pseudo-uczonych, którzy twierdzą np. że El kananejski był "politeistycznym" bożkiem. Fakt niezaprzeczalny że w przypadku ST mamy do czynienia z wieloma bogami = elohim, czy zatem tak trudno pojąć, że Nazi-Alla mógł być jednym z nich. To właśnie badacze z kręgu: germańskiego, skandynawskiego czy anglosaskiego, najczęściej rzucają niepodparte żadnymi rzeczowymi dowodami tezy, iż: Abram czy Mojżesz - byli Arabami, że Aleksander Wielki był - Persem, ba, że sama Kleopatra - była czarną Nubijką, etc. Zmowa milczenia za to okrywa "czapką niewidką" wyznawców Nazi (Alla) Allaha. Hm... Ciekawe dlaczego? Polecam książkę "Szatańskie Wersety", S. Rushdiego.



Zakończenie:  Trzecią część poświęcę stricte kananejskiemu bogu El, dla dopełnienia wątku: An-Anu-El-Jahwe. Zobaczymy ile w tym jest "prawdy". Jeśli zaś chodzi o wyklętą linię: Enlil-Nergal/Sin- Nanshe/Nazi/Alla aż po Marduka, Tammuza/Adonisa, chciałabym na koniec zacytować Księgę Ezechiela, nt. sumeryjsko-babilońskiego kultu, który dotarł poprzez Syrię i Judeę także do Grecji, a który ma się nijak do semickiego kultu El Eljun. Jak też, w moim odczuciu, ukazuje on wizję - nie przeszłych dziejów Jerozolimy, ale obecnych - Wzgórza Świątynnego, czyli najświętszego miejsca Żydów, które okupuje po dziś dzień nielegalnie nazi-islam, bezczeszcząc ów przybytek modlitwami ku demonowi-Alla... Słynny meczet na Skale (Al-Aksa).


Czy naprawdę nikogo w dzisiejszym świecie nie dziwi, że najstarszy z monoteizmów Judaizm, jako jedyny nie ma prawa do posiadania własnego miejsca kultu? Odmawiają mu go zarówno: Chrześcijanie utożsamiając mistycyzm żydowski (np. kabałę, o czym dowiedziałam się ze strony Fronda) z satanizmem, antychrystem (idea którą sami wymyślili), etc, jak i sami nazi-islamiści. A ironia tkwi w tym, że zarówno pierwsza religia, jak i drugi twór, wywodzi się z "politeizmu babilońskiego". No, ba!


"Następnie zaprowadził mnie do przedsionka bramy świątyni Pańskiej, mieszczącej się po stronie północnej, a oto siedziały tam kobiety i opłakiwały Tammuza*. I rzekł do mnie: 'Czy widzisz, synu człowieczy? Zobaczysz jeszcze większe obrzydliwości od tych'. Zaprowadził mnie także do wewnętrznego dziedzińca świątyni Pańskiej i oto u wejścia (...) pomiędzy przedsionkiem a ołtarzem, znajdowało się około dwudziestu pięciu mężów, obróconych tyłem do świątyni Pańskiej, z twarzami skierowanymi ku wschodowi: zwróceni na wschód oddawali pokłon słońcu. I rzekł do mnie: 'Czy widzisz to, synu człowieczy? Czyż nie dosyć w domie Judy dokonywać tych obrzydliwości, które tu popełniają? Napełniają kraj ten przemocą i stale mnie obrażają. I oto wciąż podnoszą gałązkę do nosa* [= irański zwyczaj adoracji słońca, przy której trzymano gałązkę palmy przy ustach, by oddech nie kalał powietrza]. Również i Ja będę postępował z nimi z zapalczywością; oko moje nie okaże litości i nie będę oszczędzał. A będą wołać donośnym głosem [Allāhu Akbar??], lecz Ja ich nie wysłucham" (Ez 8: 14-18).

______________________________


Część I - TUTAJ*

Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!