"O szczęściu" - Pierre Teilhard de Chardin




Podobnie jak w świecie materii zmechanizowanej wszystkie ciała podlegają prawu powszechnego ciążenia, tak w świecie materii ożywionej wszystkie byty zorganizowane, nawet na najniższym poziomie, zmierzają w kierun­ku, który im zapewnia najwięcej „dobrobytu". Rozprawianie o szczęściu powinno więc być najłatwiejszym zadaniem dla prelegenta. Czyż człowiek żyjący, prze­mawiając do ludzi żyjących, nie jest przeświadczony, że ma przed sobą słuchaczy przekonanych i wtajemniczonych? W praktyce jednak zadanie to, okazuje się znacznie delikatniejsze i bardziej złożone. Niewątpliwie człowiek, podobnie jak inne byty ożywio­ne, w istocie pragnie być szczęśliwy. To podstawowe żądanie przybiera jednak - w jego wypadku - postać skomplikowaną i nową. W gruncie rzeczy bowiem czło­wiek - to nie tylko istota żyjąca, wrażliwsza, bardziej wyczulona niż inne. Wskutek „hominizacji" stał się istotą zdolną do myślenia refleksyjnego i krytycznego. Owa zdolność do refleksji pociąga zaś za sobą dwie groźne cechy: możność dostrzegania tego, co możliwe i przewi­dywania przyszłości - dwie władze, których pojawienie się wystarczyło, by wywołać zamęt i zamieszanie w zmierza­jącym wzwyż pochodzie Życia, tak przedtem zwartym i przejrzystym. Dostrzeganie możliwości i przewidywanie przyszłości łączą się z sobą sprawiając, że zarówno nasze obawy, jak i nasze nadzieje stają się niewyczerpane i wie­lokierunkowe... Podczas gdy zwierzę zdaje się bez przeszkód zmierzać ku temu, co je zadowala, człowiek na każdym kroku, dokądkolwiek dąży, napotyka problem, który, odkąd jest człowiekiem, nieustannie usiłuje roz­wiązać w sposób ostateczny i uniwersalny.


"De vita beata", jak mawiali już starożytni oznacza:  Co to jest szczęście?


Książki na ten temat, ankiety, doświadczenia indywidu­alne i zbiorowe tworzą stale powiększający się, wzruszają­cy zbiór, z którego jednak niepodobna wysnuć jednoznacz­nych konkluzji. W końcu wielu z nas skłonnych jest wyciągnąć ze wszystkich tych rozważań wniosek, że nie warto szukać dalej. Albo nie ma rozwiązania problemu, tzn. prawdziwego szczęścia nie może być na tym świecie, albo też jest tylko nieskończenie wiele rozwiązań indywi­dualnych, czyli problem jest „nieokreślony". Szczęście byłoby więc kwestią oceny indywidualnej. Jeden lubi wino i dobrą kuchnię. Inny woli samochody, poezję czy dobroczynność. „Niech każdy kieruje się swoimi własnymi upodobaniami, niech każdy korzysta z nadarzających mu się szans". Każdy z was na pewno nieraz to słyszał; każdy, być może, po trosze tak myśli.


Właśnie temu relatywistycznemu, a w istocie pesymis­tycznemu sceptycyzmowi chciałbym się (P.T.de Chardin - autor) dziś przeciwsta­wić, wykazując, że nawet dla człowieka zasadniczy kieru­nek dążenia do szczęścia nie jest tak niewyraźny i kon­trowersyjny jak się na ogół sądzi, jeśli tylko - ograniczając się do rozważań nad najistotniejszymi radościami życia - oprzemy się na wynikach badań nauk ścisłych i biologii. Skoro nie mogę niestety zapewnić wam szczęścia, chciałbym przynajmniej pomóc wam je znaleźć.


Moja wypowiedź będzie się składała z dwóch części. W pierwszej, głównie teoretycznej, postaramy się wspólnie określić najlepszą drogę do szczęścia człowieka. W drugiej, mającej charakter podsumowania, zastanowi­my się, jak dostosować nasze życie indywidualne do owych głównych osi skierowanych ku prawdziwej szczęś­liwości.




A. Punkt wyjścia rozważań (trzy różne postawy wobec życia)


Aby lepiej zrozumieć, jak się dla nas przedstawia zagadnienie szczęścia i dlaczego, rozważając je, ulegamy ustawicznym wahaniom, musimy na wstępie rozejrzeć się w sytuacji, to znaczy rozróżnić trzy postawy pierwotne, zasadnicze, jakie ludzie de facto przyjmują wobec życia. Wyobraźmy sobie grupę turystów, którzy wyruszyli, by osiągnąć jakiś trudny do zdobycia szczyt górski, i spójrzmy na tych ludzi w kilka godzin po wyruszeniu. Można sobie wyobrazić, że da się wtedy wyróżnić wśród nich trzy typy:

a)  Jedni żałują, że wyszli ze schroniska. Cel wyprawy wydaje im się niewart spodziewanych trudów i niebezpieczeństw. Postanawiają zawrócić;

b)  Inni nie żałują, że wyruszyli. Słońce świeci, widoki są piękne. Po cóż jednak wspinać się jeszcze wyżej? Czy nie lepiej rozkoszować się pięknem gór, tam gdzie się dotarło, na łące lub w lesie? Rozkładają się więc na trawie lub myszkują w najbliższym sąsiedztwie w oczekiwaniu na śniadanie;

c)  Inni wreszcie, prawdziwi alpiniści, nie odrywają oczu od wierzchołka, który postanowili osiągnąć. I wyruszają naprzód.

Czyli mamy do czynienia z: Znużonymi - poszukiwaczami przyjemności - i z żarliwymi. Trzy typy, które w zalążku nosi w sobie każdy z nas i na które od niepamiętnych czasów dzielą się otaczający nas ludzie.




1. Najpierw - Znużeni (czyli Pesymiści)



Dla nich istnienie jest omyłką lub sprawą z góry skazaną na niepowodzenie. Zostaliśmy wplątani w coś niedobrego, toteż chodzi tylko o to, by jak najzręczniej wycofać się z gry. W postaci skrajnej i usystematyzowanej, w postaci teoretycznej doktryny postawa ta prowadzi do mądrości hinduskiej, dla której świat - to złudzenie i kaj­dany, lub do pesymizmu „Schopenhauerowskiego". W po­staci złagodzonej i pospolitej ta sama postawa przejawia się, czasem mimowolnie, w formie najprzeróżniejszych, powszechnie spotykanych poglądów życiowych. „Po co szukać? Czemu nie pozostawić dzikusów w stanie dzikości, a ignorantów w stanie ignorancji? Na co nauka? Po co maszyny? Czyż nie przyjemniej leżeć niż stać? Czy nie lepiej być martwym niż leżeć?" Wszystko to jest równo­znaczne ze stwierdzeniem - co najmniej implicite - że lepiej bytować w mniejszych wymiarach niż w większych, a najlepiej byłoby wcale nie istnieć.  [Ode mnie: Nie macie pojęcia jak często sama wpadam w ten stan, ale po raz pierwszy czuję się dokładnie na odwrót. Jestem skarbnicą paradoksów]. :)




2. Następnie - Poszukiwacze Przyjemności ( czy szeroko rozumianej - Rozkoszy!)



Dla ludzi tej kategorii lepiej zapewne istnieć, niż nie istnieć. Zważmy jednak, że istnienie ma dla nich znaczenie swoiste. Istnieć, żyć - to dla uczniów tej szkoły nie działać, lecz cieszyć się chwilą, korzystać z chwili. Rozkoszować się każdą chwilą i każdą rzeczą zachłannie, nic z niej nie tracąc, a zwłaszcza nie zmieniając płaszczyz­ny doznań - oto ich mądrość. Gdy się nasycą, przewrócą się, leżąc na trawie, na drugi bok, rozprostują nogi, zmienią punkt obserwacyjny. A przy tym nie będą się wzbraniali zejść w dół. Dla przyszłości, na przyszłość nie zaryzykują niczym, chyba że pod wpływem przerafinowania zechce im się upajać samym ryzykiem, doznać dreszczu odwagi lub dreszczu trwogi. Tak sobie wyobrażamy w uproszczonej postaci dawny pogański hedonizm szkoły Epikura. Taka była w każdym razie jeszcze niedawno postawa Moranda, Montherlanta czy też (jako odmiana znacznie subtelniejsza) postawa Gide'a (wyrażona w Nourritures terrestres - hm, nie znam francuskiego, zgaduję więc, że ma to coś wspólnego z płodami ziemi?). Dla nich ide­ałem życiowym było pić, nie gasząc pragnienia, a raczej zaostrzając je nie po to, by odzyskać siły, lecz po to, by zachować gotowość do czerpania - coraz zachłanniejszego - z coraz to innych źródeł.




3. Na koniec - Żarliwi!



Mam na myśli tych, dla których życie - to pięcie się wzwyż, odkrywanie. Dla ludzi tej kategorii nie tylko lepiej istnieć niż nie istnieć. Dla nich w życiu możliwe i szczególnie cenne jest to, by stawać się „kimś więcej". W oczach tych zdobywców rozmiłowanych w przygodzie istnienie jest niewyczerpane, lecz nie tak, jak je widzi Gide, niby diament o niezliczonych ścian­kach, który można bez końca oglądać z różnych stron, lecz jako ognisko ciepła i światła, do którego można się zbliżać coraz bardziej. Można z tych ludzi podkpiwać, uważać ich za naiwnych lub kłopotliwych. Niemniej to oni uczynili nas takimi, jakimi jesteśmy, i z ich to rąk wyjdzie Ziemia jutra.


Pesymizm i nawrót do przeszłości - zabawa chwilą - poryw ku przyszłości. Trzy podstawowe  postawy wobec życia, a tym samym - i tu wracamy do właściwego tematu - trzy sprzeczne postaci szczęścia:


1.    Szczęście spokoju - bez kłopotów, bez ryzyka, bez wysiłków. Ograniczmy nasze kontakty z ludźmi, ogranicz­my potrzeby, przygaśmy światła, postarajmy się, by nasza skóra stała się twardsza, zamknijmy się we własnej skoru­pie. Szczęśliwy jest ten, kto najmniej myśli, najmniej odczuwa, najmniej pragnie.

2.    Szczęście wypływające z doznawania przyjemności - przyjemności niezmiennej lub, jeszcze lepiej, nieustannie odnawianej. Celem życia nie jest działanie i tworzenie, lecz korzystanie. A zatem znowu zasada najmniejszego wysiłku albo takiego tylko wysiłku, jakiego potrzeba, by zmienić puchar lub rodzaj napoju. Rozłożyć się jak najswobodniej, jak liść w promieniach słońca i stale zmieniać pozycję, by jak najsilniej odczuwać - oto recepta na szczęście. Szczęś­liwy jest ten, co potrafi wysmakować całą rozkosz z chwili, którą zamknął w swych dłoniach.

3.  Na koniec - szczęście rośnięcia. Z tego punktu wi­dzenia nie istnieje ono ani nie ma wartości samo w sobie niby rzecz, o którą moglibyśmy zabiegać i którą w końcu moglibyśmy posiąść; jest ono tylko znakiem, skutkiem właściwie ukierunkowanego działania, niejako nagrodą za nie. Jest - jak się kiedyś wyraził Aldous Huxley - „produk­tem ubocznym wysiłku". Nie wystarczy więc - jak sugeru­ją współcześni hedoniści - „odnawiać się" w dowolny sposób, by być szczęśliwym. Nie daje szczęścia żadna zmiana, która nie jest wynikiem dążenia wzwyż. Szczęś­liwy jest zatem ten, co nie poszukuje szczęścia bezpośred­nio, znajduje nieuchronnie radość jako naddatek, dążąc do pełni, do kresu siebie samego, dążąc naprzód.


Szczęście spokoju, szczęście przyjemności, szczęście rozwoju. Wzdłuż tych trzech linii rozdziela się na poziomie człowieka nurt życia. Czyżby rzeczywiście nie było dla nas innych motywów wyboru poza osobistymi skłonnościami wypływającymi z upodobań i temperamentu? Może jednak dałoby się jakoś znaleźć argumenty - obie­ktywne, a więc bezsporne - przemawiające za tym, że któraś z tych dróg jest bezwzględnie najlepsza, a tym samym jedyna, która może nas doprowadzić do szczęścia autentycznego. 


Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII