"Katarzy: Od Graala do sekretu dobrej śmierci" - Jean Blum. Część III (z III, ostatnia)




Część I  (TUTAJ)

Część II (TUTAJ)

 "Poznaj samego siebie a poznasz sekrety Natury i Boga"
 
 
 Poszukujący - to człowiek, który pragnie odnaleźć cień jedności, niezmiennego Ja w świecie podzielonym przez żądze władzy, pieniądza, źle pojętego dobra i utajonego zła. Ale uwaga: Pragnienie "nieskończoności" ("harmonii przeciwieństw"), nigdy nie może objawić się w kłamstwach, którymi są materialne formy tego świata. Naszym celem, przemierzanie nieskończoności wewnętrznej przestrzeni, tymczasem, jak na złość, tkwimy w materialnym, fizycznym ciele. Stąd wypływa cierpienie (niemożność realizacji swego powołania / przeznaczenia); poczucie wygnania (skąd? z kiedy?) i osamotnienia (im więcej człowiek posiada zalet, tym bardziej pragnie Absolutu, ergo = zrozumienia; stąd tak zwany "głód wiedzy").

Jednak człowiek z natury swej, goni za podnietami, dąży do zaspokojenia ambicji... Tak właśnie ukształtowali nas kapłani i władcy, opiewając swoją wewnętrzną zgniliznę (osią ich wszechświata - wyłącznie pierwiastek męski), defekt niewiadomego pochodzenia, w poematach, pieśniach, eposach. Zamiast harmonii, ciągły wyścig po - dobra materialne. Droga do prawdy, stoi więc poza naszym zasięgiem. Ani nasze oczy, ani umysł pochłonięty tysiącem mało istotnych spraw, nie są w stanie dostrzec jedności w podzielonej wizji. Uczynić to może tylko serce i intuicja, lecz w materialistycznym świecie - uczuciowość (empatia, emocje, szczerość, honor i odwaga), nie są wysoko cenione. Tak też mówienie prawdy, zawsze i względem każdego, okazuje się być wstrętne w oczach tych, którzy czczą jedynie materię (a więc przede wszystkim: miraż).

Widać to doskonale na przykładzie modnego dzisiaj słowa-klucza: "tolerancja". Źle pojęta, staje się, jak wszystko w rękach Zła, lustrzanym odbiciem tego, w co np. wierzyli Katarzy, co wyznawali liczni święci, wybrańcy losu, herosi. Ludzi, którzy mają odwagę nazywać Zło tego świata po imieniu, nazywa się "nietolerancyjnymi", tymczasem to właśnie Oni, jako jedyni głoszą i bronią wolności wszystkich miłujących pokój istot. Wszak panujący od 6 tyś. lat patriarchalizm dąży niestrudzenie do stopienia wszystkich w jeden organizm, a gdy już tak się stanie, nie będzie więcej wolności, równości, szacunku dla innego, dialogu. Inaczej mówiąc - tolerancja przestanie istnieć. Tak jak nie było jej na początku w Babilonie - krainie wąskiej elity i rzeszy niewolników.


W trzeciej i zarazem ostatniej części moich rozważań na temat wierzeń Katarów, pragnę skupić się na ważnym, także dla mnie samej, zagadnieniu "ponownych wcieleń/narodzin" (tzw. reinkarnacji). Zanim jednak do tego przejdę, przypomnę dla jasności, podstawowe fakty dotyczące samych Katarów.

W pierwszych wiekach naszej ery, Chrześcijaństwo (wywodzące się z dawnych gmin żydowskich, greckich, Azji Mniejszej), było religią wspólnotową, w żaden sposób nie-zhierarchizowaną i nie stawiającą na posłuszeństwo, lecz na indywidualne poszukiwanie. Wszyscy wyznawcy tego kultu, byli sobie równi, stąd pozostało do naszych dni określenie: Bracia i Siostry (jest ono również bardzo ważne dla wielu odłamów gnozy/masonerii).

Gnostycka wykładnia Katarów, zawierała w sobie zarówno elementy zoroastryzmu (klik) - stąd wziął się dualistyczny podział na Dobro i Zło; esseńskie - Sekta z Qumran (tzw. Zwoje z Morza Czarnego), którego to uczniami mieli być rzekomi: Jan Chrzciciel, św. Jan Ewangelista a nawet, jak głoszą niektóre teorie, sam Jezus; to właśnie Esseńczycy wprowadzili do powszechnych nam religii: "czystość", "ascezę", "kolejne stopnie wtajemniczenia"; jak i różnego typu naleciałości z Bizancjum, takich jak sekta Bogumiłów, których potomkami w dużej mierze są dzisiejsi Prawosławni oraz Greko-Katolicy, dwa szczepy tej samej wiary powstałej w skutek Schizmy w Kościele. I to właśnie ze względu na ów "bigos" wierzeń, Katarzy stali się celem największego prześladowania ze strony spadkobiercy Rzymu, Kościoła Katolickiego. Tabu katolickie po dziś dzień obejmuje takie zagadnienia jak metempsychoza (reinkarnacja), moc energii żeńskiej, ezoterykę, siatkę energetyczną oplatającą planetę Ziemia, jak również samą esencję człowieka (poza jego złudną, śmiertelną fizjonomię). Tabu to - rzecz jasna - spada na niczego nieświadomych w większości wiernych, podczas gdy najwyżsi rangą duchowni KK, jak również innych odłamów Chrześcijaństwa, a także pozostałych religii patriarchalnych, takich jak: judaizm, islam, hinduizm czy nawet buddyzm, doskonale zdają sobie sprawę z wagi tych zagadnień i skrupulatnie je studiują od milleniów (a ułatwiają im to zgromadzone wskutek wypraw krzyżowych i inkwizycji - teksty wiedzy tajemnej licznych wytępionych przezeń kultur i narodów).

Pomiędzy XI a XIII w. n.e., w dobie Wypraw Krzyżowych, Kataryzm rozpowszechnił się w niemal całej Środkowej i Zachodniej Europie (od Anglii, po Bułgarię). Kiedy w 1208 r. papież Innocenty III ogłosił Krucjatę przeciwko Albigensom, nie spodziewano się jeszcze, że wojna z herezją, głównie z Katarami, przeciągnie się na ponad 40 lat a finał swój znajdzie w bohaterskiej walce o majestatyczną, górską cytadelę Montségur - (Klik)

Zamek ów wzniesiono w XII w. w Langwedocji, w kształcie okrętu, w miejscu, na którym ongiś stała "świątynia słońca" (Klik), związana z misteriami Zoroastra. Jest to bardzo istotne, gdyż Katarzy potrafili  kanalizować siły kosmiczne. Możemy tylko domyślać się, jaką wiedzą astronomiczną dysponowali Katarzy, którzy na obserwacje gwiazd i planet, a także kładący wielki nacisk na Przesilenia, poświęcali wiele czasu. Oblężenie Montségur trwało dziesięć miesięcy, stąd z kolei narodziła się legenda o Świętym Graalu, który albo został bezpiecznie wyniesiony z twierdzy przed jej zdobyciem przez Krzyżowców (Templariuszy) i spaleniem wszystkich Katarów (= ponad 200 osób, kobiet, mężczyzn oraz dzieci) u podnóża góry, albo... jak głosi inna legenda, to właśnie Oni (Templariusze), ową tajemniczą rzecz* (cokolwiek było największą świętością wtajemniczonych Katarów, wciąż trwają spory na temat tego czy chodziło o: rzecz - mało kto już w to dzisiaj wierzy; wiedzę - do czego sama się przychylam; czy konkretne osoby - jak głoszą pewne teorie, iż Graal to rzekomo potomkowie wybranej linii panującej, począwszy od Babilonu po Anglię, etc... Mnie osobiście tezy o "błękitnej krwi" monarchów śmieszą, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę wymyśloną przez Anglo-Sasa = Ewolucję*) posiedli, co z kolei przyczyniło się do ich wytępienia sto lat później. Hm...

Ilustracja z książki J. Bluma, przedstawia dokładne odwzorowanie ścian twierdzy Montségur z poszczególnymi punktami Przesileń w ciągu roku (12 znaków zodiaku); pardon za kiepską jakość: radzę skopiować sobie to zdjęcie i obejrzeć w powiększeniu.


Tyle w skrócie o tle historycznym. Muszę jednak was uprzedzić, iż wplotę do tego postu także pewne wątki niezwiązane bezpośrednio z Katarami, co najwyżej, bliskie myśli przewodniej, która przyświecała mi, podczas tworzenia tego tekstu. Są to bowiem moje rozważania, a nie sztywna praca naukowa.

Czy pamiętacie ów słynny cytat ze świątyni w Delfach, który to odmienił życie (rzekomego) Sokratesa?

"Poznaj samego siebie a poznasz sekrety Natury i Boga" (Nosce te ipsum).

Powyższe słowa nie pochodziły tak naprawdę od Wyroczni, lecz miał je wypowiedzieć jeden z Siedmiu Mędrców (Nauczycieli) starożytnego świata - Chilon z Lacedemonu. Spisane na kamiennych tablicach przed wejściem do sanktuarium, były dla ówczesnych Greków niczym "Przykazania Mojżeszowe". Trudno jednak powiedzieć czy ów mędrzec rzeczywiście istniał, gdyż postać jego rozmywa się we mgle symboli, archetypów i sprzecznych relacji, podobnież jak postać Solona, którego "Patrzeć na koniec życia", także ma wiele znaczeń. Moje prywatne zainteresowania, doprowadziły mnie do pewnej myśli, a mianowicie, iż to bardzo dziwne, iż we wszystkich znacznych mitologiach na temat "potopu", pojawia się wzmianka o 7 Mędrcach, którzy mieli uratować się wraz z wybranym przez bogów człowiekiem, aby na nowo wyuczyć ocalałych rozbitków.

Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ już przed laty, zwróciło mą uwagę podobieństwo tychże słów, do mądrości katarskiej, zachowanej po dziś dzień jedynie na kartach niektórych Apokryfów. Pamiętam dobrze, iż podziwiając Starożytnych za ich ogromną wyobraźnię, zastanawiałam się długo, jak to możliwe, iż czczony przez tysiąclecia bożek-solarny Jezus, mógł cytować słowa pogańskiego mędrca w swych kazaniach a mimo to, nikt tego nie zauważył i nie nagłośnił? Zważywszy na to, jak wiele bezcennych dzieł Antyku, zostało zniszczonych przez Chrześcijan, wątpliwość ta budziła we mnie sprzeczne uczucia. Tyle że dzisiaj już mnie to nie dziwi wcale.


Wracając jednak do głównego wątku... Powołując się na Ewangelię (pseudo) św. Tomasza (trzeci najważniejszy święty tekst Katarów, po Traktacie Gwiazdy i Ewangelii (pseudo) św. Jana), pozwolę sobie zacytować:

"I rzekł Pan:
Kto znajdzie znaczenie tych słów
Tego śmierć nie dosięgnie

Rzekł Jezus:
Ten, kto szuka, niech szukać nie przestaje
Aż znajdzie
A gdy znajdzie
Będzie oburzony (zadrży)
A gdy będzie oburzony
Dozna zachwytu
I panować będzie nad Wszystkim (nad Pełnią)

Rzekł Jezus:
Jeśli prorocy i nauczyciele wasi rzekną wam
Królestwo Boże jest w niebie*
Tedy ptaki niebieskie was wyprzedzą
Jeśli rzekną wam, iż Królestwo Boże jest w morzu
Tedy ryby was wyprzedzą.
Ja zaś mówię, że Królestwo Boże jest w środku
I na zewnątrz was.
Gdy poznacie siebie samych
Znani będziecie
I dana wam będzie wiedza, że to wyście są 
Dziećmi Ojca Wszechmogącego (Żywego).
Lecz biada wam*, gdybyście siebie nie poznali
Tedy w ubóstwie żyć będziecie
I wy będziecie ubóstwem".

Jare Święto (Równonoc Wiosenna) - koniec Zimy, początek Wiosny


Kto przeczytał ów fragment równie uważnie jak ja, porównując go z delfickim tympanonem, od razu zauważy zgodność przesłania. W tym miejscu chciałabym jednak podzielić się z wami pewną przeczytaną w sieci myślą, która jako żywo, odnosi się do kultury europejskiej ostatnich 2 tyś. lat a zwłaszcza, do realiów Polski. Myślę, że historia tego kraju, jak mało którego pokazuje, jak wiele jest w stanie uczynić Zło, aby ukryć, zatuszować, wyrugować z pamięci ludzkiej, z podręczników, z nauczania, wielkość jakiegoś narodu. Taki właśnie los spotkał Polskę (rdzennych Słowian, kolebkę arkońskiego mitu), która na długo przed tym, kiedy ze zgniłego jaja Cesarstwa Rzymskiego (pomiot Babilonu) wykluło się Chrześcijaństwo, tworzyła swoją własną Cywilizację, kulturę, język (tzw. runy słowiańskie - odkrycie ostatnich lat) oraz wiarę (3 tyś. lat temu matriarchat, nieco później, narodziny kultu solarnego-patriarchalnego, przybyłego wraz z delegatami z Ces. Rzymskiego).

Zwykło się uważać, iż prawdziwy patriota, tzw. Narodowiec, winien nosić w sercu: Boga, Honor i Ojczyznę (naturalnie bożka judeo-chrześcijańskiego, czyż nie? O_o). Tymczasem podążając za tokiem rozumowania Chrześcijan, widać w tym od razu rażącą sprzeczność. Wiara chrześcijańska mówi bowiem wyraźnie: Królestwo Boże jest w niebie! Jest nie z tego świata! Także typowy patriota, Chrześcijanin (naturalnie - katolik, czyżby?), w istocie na 1* miejscu stawia byt transcendentalny -- Niebo, zaś za zwierzchność swą ziemską uważa - Watykan. Co oczywiście nie dziwi w aspekcie duchowym, proszę mnie źle nie zrozumieć. Kłóci się to jednak z hasłem: Ojczyzna, jako iż Jezus, nie przyszedł na świat, aby tworzyć lub niszczyć królestwa, państwa (powołuję się na zapisane przez Ojców Kościoła słowa, czy im zaprzeczą?), etc, jest zatem co najmniej dziwne, iż w imię miłującego pokój i równość braterską wszystkich, Chrystusa (?), Chrześcijaństwo od samego początku, podbijało nowe ziemie i narody ogniem i mieczem, tak jak czyni to dzisiaj islam, wmawiając sobie i wszystkim innym, iż kieruje nimi -- Honor.

Myśl tę, podsunął mi pewien Rodzimowierca (Słowianin), a powołując się na ów cytat z Tomasza: "Królestwo jest w środku / I na zewnątrz Was", uważam -- czy w 100% w zgodzie z duchem katarskim? nie wiem... -- iż prawdziwy Narodowiec (Patriota), winien służyć na 1* miejscu temu, co rodzime, a więc swej plemiennej krwi, kulturze, tradycji (od niemal 2 tyś. lat tępionej na wszelkie możliwe sposoby, począwszy od Skandynawów: Duńczyków, Szwedów, później Niemców, Rosjan oraz przez sam Kościół) a zwłaszcza -- jeśli jest uduchowionym człowiekiem -- wierze swych przodków (o ile płynie w nim choćby odrobina słowiańskiej krwi... Słowianie żyli przede wszystkim w zgodzie z Naturą, jako Matką a nie przeciwko Niej).

Tymczasem wiara pasterska z Bliskiego Wschodu, czerpiąca pełnymi garściami z mezopotamskich mitów (obecnie czyni to znowuż islam), narzuciła Zachodowi (żyjącemu onegdaj w zgodzie z Naturą w bezkresnych puszczach) przekonanie, iż wszyscy jego mieszkańcy są sługami; Panem -- Cesarz, Król, Królowa lub Papież; celem najwyższym -- podział na kasty i Sąd Ostateczny; prawda o nas samych, zapisana jest tylko w Biblii, Talmudzie, Koranie czy innych tybetańskich zwojach, której podpunkty należy skrupulatnie wypełniać, dzień po dniu pokutując za grzech pierworodny, który oczywiście ściągnęła na ludzkość biedna kobieta. Czyż może zatem być wielki naród, który służy obcym panom i ideom? Który od dziecka ma samego siebie w pogardzie?



I tak od 2 tyś. lat, Polak-Słowianin (jest ich może jeszcze w PL kilkadziesiąt tyś., najwyżej... wszak akcja "eksterminacji" postępuje każdego dnia), rugowany jest z wiedzy przodków, krok po kroku. Do tego dochodzą liczne wojny, rozbiory (które nie doszłyby do skutku, gdyby na tronie nie zasiadł zdrajca bez słowiańskiego-pochodzenia a KK nie pomagał mu ów kraj niszczyć), nieudane powstania ...

(no cóż... czyż bijąc się w imię mezopotamskiego, a więc obcego Słowianom, bożka-solarnego, Polacy mogli kiedykolwiek osiągnąć zwycięstwo?? Jezus nie dba(ł) o ziemskie królestwa, czyż nie wyrzekł się ich na pustyni?? Ktoś powie: a Grunwald? a Wiedeń? Odpowiedź sama ciśnie się na usta, gdyby wpierw zdrajcy na tronach nie wpuszczali do PL obcych (np. Konrad Mazowiecki), nie trzeba by ich było siłą wyganiać; podobnież rzecz miała się z Saracenami i Turkami, a niebawem znowu tak będzie z ... Czeczenami lub imigrantami z Afryki Pn, których zamierza zrzucić do PL babilońska Brukselka);
... następnie dwie wojny światowe (podczas ostatniej, przedstawiciel tej samej rasy, która onegdaj wprowadziła siłą Chrześcijaństwo na ziemie Słowian, pysznił się nad grobem Henryka Ptasznika, "Pogromcy Słowian", iż "raz dwa pokona te żałosne 100 mln Słowian"; czego nie zrobił On, dopełnił Stalin (pseudo Gruzin - urodzony jednak na terenie i w czasie panowania Turków Osmańskich, co uwidoczniło się w jego czystkach na terenie Związku Radzieckiego - łączna liczba pomordowanych obywateli ZSRR = 60 mln), wywożąc na Sybir setki tysięcy albo i przeszło milion rdzennych Słowian, głównie kwiat inteligencji polskiej, zastępując powstałą w ten sposób pustkę, tysiącami dziczy i hołoty zza Buga, często z Uralu, przez co gro współczesnych obywateli PL ma ów kraj gdzieś i nie kiwnie nawet palcem, aby go ratować. Czy można się temu dziwić skoro nawet familia Komorowskiego, jak wskazują na to rysy twarzy, więcej ma w sobie azjatyckiej krwi (a tzw. Gronkiewicz-Waltz?).

Biorąc więc to wszystko w garść, pobrzmiewają w mych uszach słowa: "Biada wam, gdybyście siebie nie poznali / Tedy w ubóstwie żyć będziecie / I wy będziecie ubóstwem". Czyż nie jest tak obecnie w kraju nad Wisłą?? Gdzie inteligent żyje na bezrobociu, gdzie matka z dzieckiem wyjada ze śmietników a w miarę dobrze powodzi się ludziom bez korzeni i bez szkoły średniej? Nie znajdzie zatem naród pokoju i dostatku, pod jarzmem obcych mu wierzeń, obyczajów, praw i idei. Zarówno Chilon, Sokrates, jak i późniejsi Katarzy, rozumieli doskonale, że tylko prawda o nas samych może nas wyzwolić. Nie wystarczy jednak zebrać garść okruchów z pańskiego stołu doczesności, aby ogarnąć tę prawdę. Katarzy wierzyli, że składa się na nią coś więcej. Zarówno przeszłe, jak i przyszłe -- wcielenia.


Kiedy przed laty po raz pierwszy poddałam się hipnozie regresyjnej, dowiedziałam się ciekawych rzeczy o swej przeszłości. Wówczas podeszłam do tego na wesoło: A więc to dlatego boję się głębi, choć mnie przyciąga, dlatego tak wiele razy byłam o włos od utonięcia... Ponieważ dawno, dawno temu, byłam marynarzem, który zakończył swe życie na środku oceanu. Hm... Można w to wierzyć lub nie, ale od czasu, gdy dowiedziałam się o tym, mój lęk przed wodą, zniknął. Woda stała mi się bliska i nauczyłam się podchodzić do niej z nabożnym szacunkiem.

Kiedy znacznie później, już na studiach, jechałam na zajęcia i przez jakieś zaćmienie mózgu, ruszyłam w przeciwną niż zazwyczaj stronę, mając przed oczami dwójkę dzieci, którym muszę przygotować śniadanie i kupić lekarstwa, nie miałam jeszcze pojęcia, iż dotknęła mnie ta wizja nie bez powodu. Dawno, choć w naszych czasach, byłam rzeczywiście samotną matką, której dzieci zachorowały na szkarlatynę i zmarły, ponieważ nie miałam pieniędzy na ich leczenie. Teraz więc rozumiem dlaczego jest we mnie tyle troski dla dzieci i nienawiść względem tych, którzy je krzywdzą. Wiem też dlaczego moim przewodnim obrazem z wizjach i snach jest las, dlaczego coś każe mi zgłębiać wiedzę i się nią dzielić, dlaczego tak emocjonalnie podchodzę do spraw, które przecież ode mnie nie zależą...Także nie jestem, nigdy nie byłam, sceptyczna względem tzw. reinkarnacji, ponieważ zbyt wiele we mnie wspomnień, obrazów, przeżyć a czasami nawet słów i doznać fizycznych, których nie znam z obecnego życia, abym mogła tak po prostu zwalić to na wybujałą wyobraźnię.

Podziwiam Katarów za jedną cechę charakteru, nastawienie, które wydaje się doskonałym lekiem dla każdego z nas, gdy czegoś pragniemy, do czegoś zmierzamy. Często zasłaniamy się brakiem czasu i sił, aby skupić się na jednym, najważniejszym celu, czyż nie? Katarzy pojęli to jako pierwsi, że w każdej dziedzinie życia, jeśli chcesz cokolwiek osiągnąć, musisz skupić się tylko na tym jednym. Umysł nie może się rozpraszać. Owe wewnętrzne wyzwolenie od natłoku myśli i pragnień, nie może jednak polegać na walce z nimi. Dopiero pełne uświadomienie sobie ich iluzoryczności, umożliwia zrzucenie maski / zasłony, która zakrywa prawdę. "Gdy uważamy się za równie ważnych, co źdźbło trawy, wówczas spływa na nas światło poznania" (J. Blum; str. 116). Lecz cóż to znaczy?

W aspekcie poprzednich wcieleń, których wielu z nas może mieć nieskończoną ilość, należy stale szukać, zatrzymywać się po drodze, by jeśli trzeba, poddać się wewnętrznej katharsis -- obmywającej z grzechów (= wad, kompleksów, słabości, lęków, nigdy zaś "piętna" odziedziczonego w spadku, jak wmówił to ludziom Patriarchat). Widzicie, jeśli w poprzednim wcieleniu przytrafiło się wam coś złego albo wy sami, popełniliście jakiś błąd, jest więcej niż prawdopodobne, że w obecnym życiu znowu staniecie przed tym samym problemem. Zamiast więc szamotać się jak zwierzę w sidłach, należałoby wpierw poznać przyczyny tego stanu, dobrze je zanalizować, bo jeśli czujemy, że nie jesteśmy gotowi wędrować dalej, trzeba nam odłożyć na później dalszą podróż. To w naszych rękach a nie jakiegoś rytuału czy przewodnika, spoczywa klucz do zrozumienia. Harmonia jest osiągnięta dopiero wtedy, gdy przyjmujemy emanację światła, przy jednoczesnej kontemplacji ciemności (jako koniecznego elementu istnienia). Każdy psycholog, psychoanalityk wam powie, że nierozwiązany problem z przeszłości, będzie nas dręczył tak długo, aż się z nim uporamy. Nie jest to zatem żadna wiedza tajemna, żadna herezja, lecz podstawa radzenia sobie z własną podświadomością także w dzisiejszych czasach, a cóż, Katarzy osiągnęli tę mądrość już w XI w. Wierzyli bowiem, że prawdziwym polem bitwy między siłami światła i ciemności, jest nasze własne wnętrze, gdzie nieustannie toczymy walkę z własnymi niedoskonałościami. Zaś polem gdzie dokonuje się ów mityczny Sąd Ostateczny, jest świat. To my sami jesteśmy sobie Sędziami (My = Ludzie), gdy dokonujemy wyboru między Dobrem a Złem. Bez względu na kulturę, obyczaje, nakazy i zakazy, w ostateczności to my sami, dokonujemy wolnego między nimi wyboru.


Według Katarów, co zawsze było mi drogie, każdy grzech -- poza tzw. "zabrudzeniem Nieba" -- będzie wybaczony, zaś ten, kto pokona tkwiący w nim grzech poza swoim wnętrzem, będzie musiał wyleczyć ranę sprawioną emanacji światła. W jaki sposób? Otóż odradzając się tak długo, aż naprawi swój błąd. Dusze przechodzą cykl wcieleń, po to właśnie, aby oddzielić w nich "byt" od "nicości", jako iż Nicość, jest przeciwieństwem Absolutu. W ten sposób, na samym końcu, wszyscy wyzwolimy się od winy i kary.

Także cała ta idea "grzechu pierworodnego" oraz "Sądu Ostatecznego" prowadzi do uniemożliwienia ludziom wiary bez pośrednictwa jakiejś hierarchii. Koniec czasów wg. Katarów, zapowiada się zgoła odmiennie od tego, czego naucza Patriarchat.
"Pokój i szczęście powrócą do Królestwa (świata), kiedy ostatnia zagubiona dusza zostanie zbawiona" (Tamże; str. 234).
Stąd tak wielka troska o wszelkie żywe stworzenia (szacunek ów wyraża również: hinduizm, buddyzm, taoizm-zen, wicca tzw. neopoganizm, zarówno celtycki, jak i słowiański, czy szamanizm, pomimo iż kapłani męscy wypaczyli sporą część tychże obrządków), także drzewa i rośliny (wyraźny zakaz krzywdzenia drzew). W dawnych czasach, na terenie całej Europy, głównie w kręgach słowiańskich i celtyckich, istniał zwyczaj, iż każdy kto podniósł rękę na drzewo, musiał ponieść adekwatną do swego czynu karę. Za choćby małą zadaną drzewu ranę, delikwent był zabijany, zaś z jego wnętrzności czyniono żywy plaster na ranę drzewa, aby spłacić w ten sposób dług względem Władcy Drzew. Nie jest to oczywiście zwyczaj katarski, ja również nie popieram mordowania ludzi aby ocalić roślinki - pod żadnym pretekstem. przytaczam go wyłącznie dlatego, iż pokazuje on różnicę pomiędzy podejściem do Matki Ziemi naszych przodków, a naszym własnym.

Parę lat temu, byłam świadkiem, jak wycięto do samej ziemi, posypując jeszcze wapnem wystające z trawy pnie, potężne, zdrowe topole, sięgające wysoko ponad dachy dwupiętrowej kamienicy. Przez parę dni cięto niemal 100 letnie drzewa i chociaż parę osób sprzeciwiło się temu barbarzyństwu, w tym i ja, nikt z władz miejskich temu nie zapobiegł. Uczyniono tak po to, aby mieszkańcy mogli afiszować się nowiuśkimi antenami cyfrowych telewizji. Pocięte kawały drzew, które towarzyszyły mi od dzieciństwa, trafiły potem do tych, którzy byli za ich ścięciem, tak iż jeszcze na długo potem dochodziły mnie koszmarne dźwięki z ich piwnic. To tylko jeden z powodów, dla którego wyniosłam się z tamtego domu, miasta i regionu a potem z kraju. Na swoje i niektórych z was pocieszenie powiem, że ci, którzy najgłośniej krzyczeli za wycinką tych pięknych drzew, w przeciągu następnych paru lat zmarli na zawały, wylewy a jeden zginął w wypadku, kiedy to na jego samochód spadło powalone przez wichurę -- drzewo. o_O Czy można zatem wątpić w to, iż każda akcja pociąga za sobą reakcję? Gdyby w kraju nad Wisłą, szanowano pamięć przodków, słowiańską tradycję, świętości, być może nigdy do władzy nie dorwałby się Niemiec i Rus czy też inszy zachodni-monarszy agent. Gdyby szanowano Matkę Ziemię, ludzie nie głodowaliby tak, jak to ma miejsce wszędzie poza centrum kraju.



Dusza ludzka jest zakrytym światłem! Zaniedbywana słabnie i gaśnie, jak płomień świecy, zdmuchnięty przez porywisty wiatr. Wystarczy jednak, wlać w nią święty olej miłości, ażeby palił się niczym nieśmiertelna lampa. Czytając te słowa po raz pierwszy, pamiętam, że od razu skojarzyły mi się one z tamtym snem o "leśnej osadzie", w której każdy doń przybyły miał swój własny domek, w którym za oknem płonął żar, lecz nie była to elektryczność. Płomień ów zdawał się zawieszony w powietrzu, niematerialny. Oświetlał wnętrze każdej chaty właśnie przez to, iż zajmowała go wybrana osoba.

Katarzy wierzyli, iż w różnych postaciach, przejścia pomiędzy jednym a kolejnym wcieleniem strzeże tzw. Strażnik Progu. To niezwykłe, ale właśnie tak postrzegam owego starca z białą brodą, który witał mnie w tamtym śnie a potem stał na progu mojego przyszłego domu. Iście Jungowska wizja, wiem... Trudno mi powiedzieć, co tak naprawdę widziałam wtedy na pograniczu życia i śmierci, czy był to tylko sen, czy może zapowiedź czegoś, jednak wielu mądrzejszych ode mnie, wierzyło, że nasze istnienie podzielone jest na wiele odrębnych epizodów. Im mocniej pamiętamy niektóre z nich, tym pewniej, więcej razy przemierzaliśmy ścieżki życia, odradzając się na nowo. Pamięć jest bowiem domeną "starych dusz".

Orygenes, jeden z tzw. Ojców Kościoła (ok. 183 - 254), nauczał, że dusza istnieje już przed swoim wcieleniem, i że rozwija się ona także po śmierci człowieka, ma zatem możliwość reinkarnacji. Jaka to ironia, że w IV w. wszystkie te treści zostały na ponad tysiąc lat wyrugowane, obłożone tabu. Poeta Baudelaire pisał: "Długo zamieszkiwałem śród portyków owych, co je mórz słońca ogni barwiły tysiącem" (z tomu "Kwiaty Zła", Zielona Sowa, Kraków 2005). W reinkarnację wierzyli także: Sokrates, Platon, Plutarch, Pitagoras, Empedokles, Arystoteles (- zabawne, że Kościół po dziś dzień powołuje się przede wszystkim na tego filozofa, poza oczywiście Tomaszem czy Augustynem, który wpierw był Manichejczykiem, dualistą a następnie po nawróceniu zagorzałym wrogiem pierwiastka żeńskiego i wolności człowieka), Cyceron, Wergiliusz, Leonardo da Vinci, Nostradamus, Kant, Goethe, Heine, Wagner, Hugo, itd... (czy to zbieg okoliczności, że część z tych imion - odnosi się do członków tajemnych stowarzyszeń? Nie, bo Oni dobrze znają prawdę a tylko śmiertelnikom jej bronią...).

"Dusza rodzi się po to, by zdobywać doświadczenia, by się utwierdzać i ewoluować na tyle, aby wprowadzić do materii element boskości. (...) Absolut staje się względny. To sam Bóg wciela się w osobowości przejściowe, które stanowią dla niego rodzaj naczynia" (J. Blum; str. 227).

Katarzy wierzyli, że tzw. "doskonali" byli wybrani już w momencie swoich narodzin ze względu na ich przeznaczenie. Doskonali musieli być duchowo czyści, zdolni do współczucia i tolerancji, tej prawdziwej (która odrzucała Zło pod płaszczem Dobra, i nie chodzi tutaj o żadnych "wybranych" - jak nazywają siebie pewne narody czy rasy, ani tym bardziej o rasistowską monarchię...). Stanowili źródło otuchy i pocieszenia w walce człowieka o życie, z cierpieniem i niesprawiedliwością. Jednakże osiągali ten cel nie przychodząc na świat w stanie czystości doskonałej, lecz doświadczając ludzkiej rozpaczy, uwalniając się od niej i wreszcie, odkrywając wiarę jako źródło światła w ciemności.

Duch ludzki istnieje bowiem, tak na to patrząc, jedynie w swych "ucieczkach - do - bytu", którym nie jest. W nim to bowiem życie stara się niejako przezwyciężyć siebie. Wszystkie więc mity, legendy, opowieści, które znamy, są puste jeśli nie zmuszają nas do samodzielnego myślenia, przekreślając się nawzajem i nas samych, bo nie jesteśmy tym, czym wierzymy, że jesteśmy. Jak stwierdził R. Nelli, "nie znaczy to także, że staniemy się tym, do czego się uciekamy" (Tamże, str. 247).
Czym więc jesteśmy? Skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy? Czy mędrcy przeszłości, niezwykłe osobowości, boży posłańcy, tacy np. jak Jezus czy Budda, są w stanie odpowiedzieć na te pytania? Przecież Oni sami, byli jedynie wędrowcami przez eony - symbolami. Należy jednak zwrócić uwagę na pewne słowa Jezusa, które być może rzucają odrobinę światła na to, kim jesteśmy lub czym moglibyśmy być. Czyż nie mawiał on w Ewangeliach: "Wy jesteście bogami", "Gdybyście mieli wiarę, powiedzielibyście do tej góry: przesuń się i ona by się przesunęła". Czyż nie "wiara" uzdrawiała chorych? Spór o naturę "wiary" jest według mnie jałowy, ponieważ każdy może odbierać ją po swojemu, ważne jednak, aby nasza wiara (w cokolwiek wierzymy), była naprawdę nasza, a nie obca naszym korzeniom.

Na sam już koniec, jako zupełną ciekawostkę, chciałabym przytoczyć słowa jednej z najważniejszych modlitw chrześcijańskich, tyle że w wersji, znanej wyłącznie Katarom. Jeśli porównacie ją ze znaną wam, jestem pewna, że dostrzeżecie w czym tkwi różnica i być może pojmiecie, dlaczego Kościół ją zmienił. Od siebie powiem tylko tyle, iż uczynił to z czysto ziemskiego, świeckiego powodu. Co jeszcze ukrywa przed ludźmi po dziś dzień?
"Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje,
niech będzie wola Twoja tako w niebie, jak i na ziemi.
Chleba naszego duchowego daj nam dzisiaj.
Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.
I nie wódź nas na pokuszenie, ale
nas zbaw ode złego.
Bo w Tobie jest Królestwo, potęga i chwała na wieki. Amen"

(Tamże, str. 78. Pomimo iż Katarzy posiadali mnogość ksiąg, zachowały się wyłącznie: La somme des autorites, Practica oraz Biblia w języku potocznym a także tzw. Rytuał, wszystkie dołączone do akt Inkwizycji. Resztę ksiąg spalono albo ukryto).


_______________________________


Koniec


Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII