Mit Adonisa - Narodziny, Dojrzewanie i Śmierć Synów Bożych = Odzwierciedleniem Naturalnych Cyklów Przyrody. Część II



"Nie przeznaczono Wam żyć jak zwierzęta,
Lecz poszukiwać wiedzy"


(Część I - Tutaj*)



Słyszeliście kiedyś o tzw. "Ogródkach Adonisa"? Jak pisałam wcześniej, Adonis był bóstwem roślinności a szczególnie zboża, nie powinny zatem dziwić archaiczne obrządki magiczne mające na celu przyspieszenie wyrastania i powrót do życia roślin na zasadzie magii homeopatycznej czy też naśladowczej. Ten rodzaj zabobonnych praktyk nadal jest stosowany w wielu regionach świata, wędruje również każdego roku za pośrednictwem tzw. neopogaństwa, także na Zachodzie, w formie świąt związanych z przesileniami: zimowym i wiosennym. Niestety - pomimo całego piękna folkloru, pewna część ludzi po dziś dzień wierzy, że - magia - w takiej postaci jak choćby w H. Potterze, jest realna, pomimo iż prawa natury mówią wyraźnie... nic nowego pod słońcem, wszystko w zgodzie z prawami fizyki, w zgodzie z odwiecznymi cyklami i elementami. A żeby było śmieszniej, owa wiara w magię praktyczną, cechuje nie tylko (jak pewnie wielu z Was pomyślało) neopogan, różnego rodzaju sekciarzy od siedmiu boleści, lecz również przykładnych wiernych wszystkich patriarchalnych religii świata. Chrześcijaństwo, zwłaszcza - katolicyzm, jest tego najlepszym przykładem, gdy rozłoży się na czynniki pierwsze wszystkie ich symbole, rytuały, pewien starodawny szablon zachowań a nawet szaty liturgiczne...

Magią wegetatywną - że tak to ujmę - zajmowały się onegdaj głównie kobiety (zwyczaj ów pozostał obecnie wyłącznie w neopogaństwie oraz szczątkowo w judaizmie), aczkolwiek nacisk na przygotowywanie świąt przez koła gospodyń wiejskich (panie domu), który jak każda tradycja płynie wartko przez krwiobieg wielu społeczności, wciąż jest b. silny wśród Chrześcijanek.

One to - kobiety - w specjalnych koszykach (ewentualnie donicach) napełnionych ziemią sadziły i hodowały przez 8 dni: pszenicę, jęczmień, sałatę, koper oraz różne kwiaty. Pod ciepłymi promieniami słońca rośliny szybko wyrastały, ale nie zapuściwszy korzeni, równie szybko więdły i po 8 dniach wynoszono je wraz z figurą Adonisa i wrzucano do morza. 

Hindusi mają podobne zwyczaje, które wskazują wyraźnie na pragnienie potomstwa jako na jeden z motywów tego rytuału. W Ujdapur (miasto w północno-zachodnich Indiach, w stanie Radżastan), każdego roku czci się Wielką Macierz ~ boginię obfitości, zwaną Iśani lub Gauri. Celebracja tegoż święta przypada na hinduski Nowy Rok, czyli kiedy Słońce wkracza w znak Barana. Niczym ulepiony z ziemi semicki golem, takoż w Ujdapurze lepi się z ziemi figurę bogini Gauri i znacznie mniejszą figurkę jej małżonka - Iśwara. Naokoło świętej pary, miejscowi wykopują mały rów, w którym zasiewają jęczmień, po czym nawadniając go i odpowiednio podgrzewając, oczekuje się aż nasiona zakiełkują. Kiedy to się stanie, kobiety hucznie świętują tańcząc i wyśpiewując słowa podzięki do Bogini, prosząc o błogosławieństwo dla swych synów, mężów lub partnerów.
Podobny schemat rozgrywa się także na Sardynii, gdzie przed każdą Wielkanocą kobiety sieją pszenicę, soczewicę i siemię na talerzach, trzymając je w ciemności, podlewając raz na 2 dni. Rośliny bardzo szybko wzrastają, ich źdźbła związuje się wstążką a talerze z roślinami umieszcza w grobach, które z wizerunkami zmarłego Chrystusa ustawia się w katolickich i greckokatolickich kościołach w Wielki Piątek.

Także w Kalabrii (region administracyjny w południowych Włoszech), znany jest obyczaj obnoszenia woskowej figury Chrystusa po mieście, ubranej w róże i inne kwiaty. Procesja śpiewa żałobne pieśni, po czym wraca do kościoła i trwa żałoba aż do północy, po czym biskup ogłasza, że "Chrystus Zmartwychwstał".


Skąd w dzisiejszym Kościele tak wyraźne zapożyczenia z rzekomo "pogańskiego" święta, nie mającego rzekomo nic wspólnego z kultem Adonisa? Jak długo jeszcze patriarchalni kapłani będą przed milionami odgrywać szopkę, która jest najdłużej istniejącą mistyfikacją (kultem), zbiorową hipnozą w znanym nam świecie, której sens niczym nie różni się od modnych w Ameryce religijnych TV-show? Wszystko wyłącznie po to, aby pasożytować na ludzkości, karmiąc się ludzką ignorancją, bo dzięki niej płynie złoto i czarne kleszcze czerpią energię żywotną, aby sprawować władzę, władzę nie tylko nad człowiekiem, ale samą Naturą. Czyż nie oto tak naprawdę chodzi w tych bliskowschodnich kultach agrarnych?


rzekomy bóg Jezus ze swymi rodzicami (których sobie wybrał)

rzekomy bóg Kryszna ze swymi rodzicami (których sobie wybrał)


Jak świat długi i szeroki, chyba każdy już słyszał o Betlejem. Co poniektórzy jednak, w tym także nieliczni Chrześcijanie, wiedzą, że osada ta dosłownie znaczyła: "Dom Chleba" (tak jak Adonis = bóg zboża). Ale ilu wie, że był to ocieniony gaj poświęcony pierwotnie fenickiemu bogu Adonisowi? Miejsce gdzie zapłakało Dziecię Jezus, było w rzeczy samej miejscem, gdzie opłakiwano co roku ukochanego Bogini. Czyż Jezus nie mówił sam o sobie, że jest "Chlebem życia"? A czy przypadkiem jest to, że pierwsze schrystianizowane miejsce na Bliskim Wschodzie - Antiochia, było wcześniej silnym ośrodkiem kultu Adonisa? Podczas obchodów tego kultu, śpiewano tam uroczyście, tak jak zapewne w wielu innych miastach poświęconych temu na w poły śmiertelnemu bóstwu, że "Gwiazda zbawienia zaświtała na Wschodzie" ~ pierwszą gwiazdką jest jednak: Wenus. Czyż nie od jej pojawienia się na niebie, rozpoczynają się obchody Bożego Narodzenia na całym świecie?

W słynnym sanktuarium Bogini i Adonisa w Syrii - Afka (o czym pisałam w poprzednim poście), stała onegdaj słynna świątynia Astarte (= Wenus). Sygnałem do rozpoczęcia uroczystości było pojawienie się meteoru spadającego na ziemię w niektóre dni jako rzekoma gwiazda z góry Liban do rzeki Adonis, co miało reprezentować - Zstąpienie Bogini w ramiona jej ukochanego małżonka. Kluczem do zrozumienia tej typowej opowieści, powielanej w wielu kulturach starożytnego świata, jest słowo meteor = tak bowiem nazywano w Helladzie - Boginię Afrodytę (Wenus). A kto zna się co nieco na astronomii, ten wie, jak ruchliwa jest ta "gwiazda zaranna i wieczorna", wędrująca po nocnym niebie niczym meteor. Czy to nie ona prowadziła mitycznych Mędrców Wschodu (w istocie magów/szamanów/z całą pewnością wybornych astrologów/nomów tamtych dni) do żłoba pańskiego? Czyż Aniołowie (= posłańcy z nieba) nie ukazali się jako pierwszym, właśnie pasterzom, których tak bardzo koffała Bogini Bliskiego Wschodu? To wszystko jest szalenie intrygujące zwłaszcza kiedy weźmie się pod uwagę które dokładnie starożytne świątynie są w tej chwili według pewnego klucza, wysadzane w powietrze w Iraku i Syrii.


Attis w Muzeum Watykańskim

Czym dla Fenicji/Syrii był Adonis, tym dla Frygii - Attis (od frygijskiego attis = piękny młodzieniec; jak również od słowa attagus = kozioł). Tak samo bóg roślinności a jego śmierć i zmartwychwstanie obchodzono z wielką pompą podczas świąt wiosennych. Attis był młodym, pięknym pasterzem, w którym kochała się azjatycka Matka Bogów - Kybele, Wielka Bogini, bogini płodności, mająca swą siedzibę właśnie we Frygii ~ Pessinus (dzisiejsza Turcja, niegdyś jednak zamieszkiwana przez indoeuropejskie ludy, także przez Celtów). Istnieje jeszcze jedna legenda, która głosi, że Attis był w istocie synem Bogini. Ważnym elementem jego legendy jest to, iż powiła go dziewica, wcześniej kładąc na swym łonie owoc granatu* (starożytny-matriarchalny symbol bogini płodności) albo dojrzały migdał, symbol ciąży i płodności, z kolei sok wyciśnięty zeń utożsamiano z męskim nasieniem. W mitologii frygijskiej "migdał" był ojcem wszechrzeczy. Mity o dziewiczym poczęciu pochodzą z pradziejów, kiedy ludzie nie zdawali sobie jeszcze sprawy z tego, iż potomstwo rodzi się ze stosunku płciowego. 

Jeśli chodzi o kulisy śmierci tego bożka, istnieją dwie wersje. W pierwszej - podobnie jak jego nieszczęsny bliźniak Adonis - zostaje on zabity przez dzika, na tle czego zrodziło się u mieszkańców Bliskiego Wschodu obrzydzenie do spożywania wieprzowiny, zwyczaj nadal żywy u Semitów (= Żydów i Arabów); w drugiej wykrwawia się po pozbawieniu samego siebie męskości pod drzewem sosnowym. Mit ów wymyślono na poczet kultu krwawej Bogini Kybele, której kapłani dokonywali na sobie rytualnej kastracji wchodząc w służbę bogini (boginie niezwykle często miały, poza kapłankami, także kapłanów-eunuchów, jedno z wielu źródeł celibaty, co jednak istotne, kapłanami mogli być wyłącznie szlachetnie urodzeni. Pierwszymi kapłanami Chrześcijaństwa byli rzymscy arystokraci). Kybele - gdyby przyjrzeć się jej pochodzeniu bliższa była jednak hinduskiej Kali, aniżeli Afrodycie, ale tak samo jak Natura, także jej personifikacja składa się na dwie natury, dwoistość bowiem jest podstawą naszego istnienia.

Rzymianie przyjęli do swego Cesarstwa - które słynęło z synkretyzmu, tak samo jak niegdysiejszy Babilon, czy dzisiejszy Zachód - kult frygijskiej Matki Bogów w roku 204 p.n.e., pod koniec długiej walki z Hannibalem. Wg przekazów historycznych przepowiednia z Ksiąg Sybilińskich (następna po Pytii Delfickiej Wyrocznia), głosiła, że Rzymianie zwyciężą jak do Italii dotrze wielka wschodnia bogini. Ów przesąd był jeszcze żywy w czasach Konstantyna, wiemy bowiem, że w podobny sposób miał on zwyciężać swych wrogów, wiedziony rzekomo proroczym snem, który nakazywał nosić mu na sztandarach znak krzyża (tylko kto dzisiaj doszukuje się w tym symbolu kopii starożytnego Molocha?;)

Tak więc rzymscy ambasadorzy pojechali do Pessinus, gdzie otrzymali "mały, czarny kamień" (o którym pisałam przy okazji w notce o arabskiej Bogini Matce Al-Lat - Tutaj*), będący rzekomo wcieleniem Bogini. Ów cenny rzekomo kamyczek złożono potem w Świątyni Zwycięstwa na Wzgórzu Palatyńskim, jednym z 7 wzgórz w obrębie których mieści się dzisiejszy - Watykan.

Zwolennicy teorii o podłożu apokaliptycznym, do których się nie zaliczam, często używają tego argumentu przeciwko KK choć z nie do końca sprawdzonych źródeł. Cytat z Apokalipsy Św. Jana 17:9 "Tu trzeba umysłu obdarzonego mądrością. Siedem głów, to siedem pagórków, na których rozsiadła się nierządnica" (przekład z Biblii protestanckiej), celują ostrzem w Kościół i jego papieża, dając tym samym pożywkę krytykom tejże teorii, jako że Watykan nie był budowany za jednym razem, lecz stopniowo rozrastał się, przekraczając nieraz tę symboliczną liczbę 7. Tak samo słowo "Nierządnica", atakuje KK z niewłaściwych powodów, jako Ecclesia ("zgromadzenie", "zwołanie" ludu, wiernych - ze wszystkich krańców ziemi, od greckiego pojęcia Kyriake, od którego pochodzą Church, Kirche, czyli = "ta, która należy do Pana"). Tymczasem warte zauważenia jest to, że powstanie tej księgi przypada na okres, w którym królował w Rzymie kult Kybele, pławiącej się we krwi swych wiernych bogini z Azji Mniejszej. Myślę zatem że chodzi wyłącznie o lokalizację w której tkwi ów "czarny kamyk" na Palatynie. Czy już go odnaleziono? 

Kybele

Posąg Attisa w Ostia Antica (starożytny rzymski port)

Lady Gaga przebrana za Attisa = bożka kojarzonego ze Słońcem

22 marca ścinano sosnę w lesie i przenoszono ją do świątyni Kybele, gdzie oddawano jej cześć, na pamiątkę krwawej samoofiary Attisa. Do pnia drzewka przywiązana była figura młodzieńca i obsypana kwieciem (= fiołkami - które do dzisiaj są symbolem męki Chrystusa i zarazem... jest to kolor dziewiczej Maryi). Obchody tego święta trwały 3 dni, z którego ostatni był tzw. Dniem Krwi. Opłakiwano wtedy figurę Attisa, którą następnie grzebano. Przez cały czas żałoby wierni pościli nie jedząc chleba, jako że Attis (Adonis) był bogiem ziarna. Gdy następował wieczór, smutek ustępował jednak miejsca wesołości. Otwierano bowiem grób, zastając go pustym, gdyż bóg powstawał z martwych ... jak każdego roku. Jego uczniowie (kapłani) głosili wszem i wobec, że zmartwychwstanie Attisa jest zapowiedzią, że wszyscy powstaną z grobów.

Kult frygijski znał też jednak sakramentalną ucztę oraz tzw. "krwawy chrzest". Nowy wierny kąpał się we krwi zakłutego byka. Z pewnych całkowicie zrozumiałych powodów, z biegiem czasu nowy kult opierający się na powyższym odszedł od tejże dosadności. Krwawą łaźnię przypisując wyłącznie ofierze złożonej dla odkupienia win przez Jezusa (film M. Gibsona, "Pasja" ukazuje ów mistycyzm krwi pańskiej w całej krasie), zaś ofiara z byka ostała się wyłącznie jako ... tania rozrywka dla gawiedzi (Corrida), z tymże sam kult byka (w gnozie, którą wyznają - zaręczam, ludzie wszystkich stanów) ma się w najlepsze na całym współczesnym świecie (pisałam o tym Tutaj*). Powyższe zwyczaje z biegiem czasu dotarły do Galii a następnie do Germanii. Taki np Archigallus = arcykapłan, upuszczał sobie z ramion krew, którą składał następnie jako ofiarę. Reszta kapłanów w ekstatycznych tańcach również raniła swoje ciało... obyczaj silnie zakorzeniony np. w islamie. Miało to rzekomo przydać sił Attisowi do zmartwychwstania, co rzuca światło na masowe zwierzęce i ludzkie ofiary (zamachów) wybuchające z wielką siłą zawsze przed apogeum świątecznym w patriarchalnych religiach. Np. zamachy w Izraelu zawsze w okolicach islamskiego święta...


Niestety napływ do Rzymu kultów wschodnich doprowadził w równej mierze co wojny i spiski, do upadku Cesarstwa = a więc Cywilizacji, dotąd opartej na ładzie, porządku, poświęceniu jednostki dla ogółu, dla Rzeczypospolitej. Kulty wschodnie nie dbały o przetrwanie państwa, Cesarstwa, Cywilizacji, zapatrzone jedynie w przyszłe Królestwo Boże, w ,Nowy Świat'. Tak właśnie zapanował w Rzymie kult solarnego bożka Mitry, który łączy w sobie aspekty religii Boga Ojca, Wielkiej Matki (dziewiczej matki) oraz Syna Bożego (zrodzonego 25 grudnia). Z chwilą narodzin Chrześcijaństwa, zginęło starożytne Imperium i zapanował nowy porządek... To samo obecnie dotyka Cywilizację Zachodu, której dni są już policzone. Mam nadzieję, że jesteście gotowi na burzę, bo będzie kurewsko (pardon!) wiać. ;)-


Na sam koniec powinnam jeszcze napisać parę słów o Ozyrysku, którego kult przetrwał do naszych dni, choć głównie wśród tzw. Wolnomularzy. Mówi się, że są opozycją względem KK, jednak według mojej wiedzy tylko w tym aspekcie, że nie szanują zwierzchności świętej krowy jaką ogłosił się autorytarnie papież. Głębia ich mistycznych przekonań jest jednak tak samo płytka, jak pozorny monoteizm i wyjątkowość Chrześcijaństwa. Jedni i drudzy - podobnie jak każda inna religia patriarchalna - są kultem synkretycznym, powstałym i czerpiącym pełnymi garściami z kultów starożytnych Semitów, nie zawsze cywilizowanych, nie zawsze schludnych i ładnie pachnących. To, co ich łączy to umiłowanie do gnozy judaistycznej i islamskiej supremacji męskiego pierwiastka kosztem wszystkiego co słabsze, oraz zboczenie umysłowe, które każe im uwznioślać wszelkie możliwe zabobony z czasów, kiedy człowiek nie wiedział jeszcze skąd biorą się dzieci, do czego służy szczotka i mydło, jak również wiara, że gwiazda w przestrzeni kosmicznej słyszy ich modły. Nie dziwi zatem, gdy przypomnimy sobie nieskończoną karawanę więźniów Oświęcimia i innych obozów, wędrujących w trakcie szabatu do pieca, że ich bóstwo milczało.

Od lewej: Horus - Ozyrys - Izyda

Kult Ozyrysa oczywiście jest dużo starszy niż bliskowschodnie kopie, jednakże postanowiłam zająć się nim na samym końcu głównie przez wzgląd na pikantne szczegóły tej mitologii. Ojcem Ozyrysa miał być bóg ziemi - Seba (inne wersje imienia: Keba lub Geba), protoplasta greckiego Kronosa (rzymskiego Saturna). Zaś jego matką bogini nieba - Nut (odpowiednik gr. Rei). Recz w tym, że bogini nieba była poślubiona... bogu Słońca (Ra). Jak każdy rogacz, słoneczku nie spodobał się skok w bok żonki, rzucił więc klątwę na przyszłą mamusię Syna Bożego, iż powije potomka dopiero wtedy gdy nie będzie żadnego roku i żadnego miesiąca. Ale nic to... bo zaradna mamusia miała jeszcze jednego kochanka a na imię mu było Thot/Hermes Trismegistos (masoni dobrze wiedzą, jaki był bystrzak z tego "Po Trzykroć Wielkiego"), który grając w egipską odmianę warcabów z naiwnym Księżycem (czyżby ten sam bożek Sin?), ograł go na 1/72 każdego dnia, co w sumie dało całe 5 dodatkowych dni w egipskim kalendarzu. Do tej pory bowiem Egipcjanie znali tylko 360 dni, a było to ponoć w czasach, kiedy Ziemia nie znała Księżyca.

Tak oto złamano klątwę Ra, która nie odnosiła się do tych 5 dodatkowych dni i właśnie podczas nich urodził się Ozyrys a donośny głos obwieścił światu, że: "Narodził się Pan Wszelkiego Stworzenia!". Na pamiątkę tych mitycznych (?) wydarzeń, kapłani egipscy zawsze odtąd dodawali do swego kalendarza owe 5 dni, co wprowadzało harmonię między rokiem słonecznym a księżycowym. 

W okresie swego panowania miał Ozyrys wyprowadzić Egipcjan z barbarzyństwa (chociaż wielu twierdzi, że to zasługa Thota, Żydzi tak samo twierdzą o Mojżeszu.... który skądinąd był kapłanem egipskim, hm...), nadać im prawa i nauczyć czcić bogów. Jak miło z jego strony... Nauczył ich także siać pszenicę, zbierać owoce z drzew a także podwiązywać do tyk winną latorośl i wyciskać zeń moszcz winny. Kiedy już tego dokonał, miał wyruszyć w świat, aby tego samego uczyć inne ludy i zwano go odtąd Nauczycielem. Dotarł ponoć nawet na daleką Północ, gdzie z racji zimnego, surowego klimatu, zamiast wina, uczył dzikie plemiona sporządzać piwo z jęczmienia. Nazywano go "Unnefer" = "Dobra Istota". 

Ozyrys miał jednak złego brata Seta, zrodzonego dwa dni po Ozyrysie (dnia 3), który niczym semicki Kain czy germański Loki zazdrościł władzy i szacunku jakimi cieszył się jego starszy brat. Los jaki zgotował swemu dobrotliwemu, acz niemiłosiernie naiwnemu braciszkowi, większość z nas dobrze zna. Jednak mit, który głosi, że skrzynia z ciałem Ozyrysa, którego Set wrzucił do Nilu, dopłynęła w końcu do fenickiego Byblos... pewnie nie każdy. Izyda (urodzona dzień po Secie, 4 dnia) odnalazła tę skrzynię, lecz aby ją ukryć przed Setem, zamieniła w drzewo. Tak narodził się kult drzew Druidów, frygijskich kapłanów semickich bożków, którzy niedługo potem dotarli na północne ziemie plemion celtyckich. Także i tym razem Set odnalazł Ozyrysa, a żeby było śmieszniej (porównując ten mit z późniejszymi z Bliskiego Wschodu) natknął się nań całkiem przypadkiem, polując ... na dzika podczas pełni księżyca. Następnie pociął ciało Ozyrysa na 14 kawałków i zamierzał nakarmić nimi krokodyle, co zapewne bardzo by je ucieszyło, jednak zrozpaczona Bogini ponownie ocaliła szczątki swego brata/kochanka, chowając je przy tym w wielu różnych miejscach i dla pewności wmawiając wszystkim szaraczkom, że właśnie tam mieści się grób Pana, w co każdy łatwo wierzył, gdyż wiązał się z tym splendor, sława takiego sanktuarium przyciągała niezliczone pielgrzymki, które zostawiały wiele darów. Czy to stąd zrodził się w umysłach kapłanów Chrześcijaństwa kult doczesnych szczątków świętych? Święte relikwie, etc?

Na tym jednak historia Ozyrysa się nie kończy, gdyż bóg Ra, obłaskawiony z czasem, ulitował się nad boskim synem (choć nie z jego łoża) i przy pomocy takich bożków jak: Anubis, Izyda, Neftis (siostra Ozyrysa zrodzona ostatniego z 5 dni), Thota i Horusa, złożył w całość pocięte ciało Ozyrysa, spowił je w lniane bandaże (co zapoczątkowało zwyczaj mumifikacji, co również zaczęto kopiować na Bliskim Wschodzie, chowając zwłoki w całuny) i tak Ozyrys powrócił do życia, jednak już nie pomiędzy śmiertelnymi. Odtąd stał się Panem i Sędzią Zmarłych, Panem Podziemi, Wieczności, gdzie sądzi(ł) dusze zmarłych, za dobro wynagradzając, za zło każąc. W "Sali Dwóch Prawd", która jako żywo przypomina scenę z wielu tryptyków ukazujących Sąd Ostateczny KK, wspomagany był przez 42 ławników (21 z prawej strony, 21 z lewej jego strony = liczby niezwykle ważne zarówno dla masonerii żydowskiej, jak i germańskiej), którzy niczym zastępy świętych, apostołów i męczenników, wydawali wyroki.

Zmartwychwstanie Ozyrysa było dla Egipcjan, tak jak dzisiaj dla wyznawców Jezusa Chrystusa, zapowiedzią wiecznego życia poza grobem; potężnym symbolem, który miał złagodzić ich prymitywny lęk przed śmiercią, tak naturalny dla każdego stworzenia, bez względu na poziom inteligencji. Gdyby jednak na tym wyłącznie opierały się wszystkie patriarchalne kulty, wiara weń mogłaby przynosić jedynie korzyść, zarówno ciału jak i duszy. Niestety ilość krwi przelanej od samego początku, po dziś dzień, w służbie rzekomo jedynego, prawdziwego Boga, rzekomo - boga miłosiernego, przebaczającego, jest niczym gorejący krzew, który nie chce zgasnąć, bo czy godzi się wierzyć wyłącznie słowom, instytucjom, zarówno chrześcijańskim, żydowskim, islamskim czy bramińskim, które mówią/nauczają jednego, lecz poza nierównościami społecznymi, poza nienawiścią do wszystkiego, co inne, poza mordem, deprawacją, chaosem, korupcją i manipulowaniem wszelkimi źródłami wiedzy, które mogłyby podważyć ich dogmę, nie wnoszą tak naprawdę żadnego pokoju między ludźmi i całym światem od samego początku po dziś dzień? Przecież posiłkując się nauczaniem aż ciśnie się na usta sformułowanie, że skoro Absolut stworzył fizyczny wszechświat, materię, obdarzając nas tchnieniem życia, dając nam czas i środki, w tym przede wszystkim inteligencję, czy nie jest to dowód na to, że powinniśmy przede wszystkim skupić się na życiu doczesnym, tak aby nikt więcej w imieniu jakiegokolwiek boga nie przelewał ludzkiej czy zwierzęcej krwi? Skoro wszyscy - jak głosi Patriarchat - jesteśmy braćmi i siostrami, jesteśmy równi w oczach Absolutu, to czy godzi się aby istniały na świecie nierówności? Jeśli zamiast martwić się co będzie jutro, potem, zaczniemy dbać o samych siebie, szanować, aby każdy mógł żyć godnie i bezpiecznie tu i teraz, to czy z tego tytułu, po śmierci, nie wejdziemy do Nieba?

Wiem, że mam rację, ale wiem również, że właśnie z powodów, które opisałam w tych dwóch postach, ów ideał, Utopia, nigdy nie zaistnieje... Jak długo przynajmniej, będzie istniał Patriarchat. Coś, co zrodziło się tysiące lat temu w Babilonii, po prostu nie może zaprowadzić ludzkości do Raju, do świetlanej przyszłości. Kapłani usiłują wmówić wam coś innego, wielu dało się im nabrać, ale prawda historyczna pokazuje jak na dłoni, że Oni istnieją tylko dlatego, że pisali swoje wierzenia na nowo, dodając lub odejmując co im pasowało, w duchu zmieniających się czasów a kiedy ktoś to zauważył i zaprotestował, bez ceregieli pozbywali się go ze świata. Jakoś wtedy nie martwili się, co się stanie z ich nieśmiertelną duszą. Mam uwierzyć, że teraz jest inaczej?

Obserwując od dawna, alarmując od dawna, jaki mutant tychże wierzeń zalewa współczesny Zachód i jakie będą tego śmiertelne, dla wszystkich, poza semickimi-arabskimi ludami, konsekwencje, śmiem twierdzić, że jedyną nadzieją dla homo sapiens jest, choć miałam nadzieję do końca, że Czas Przemiany nie nadejdzie za naszych/moich dni... aby wmieszał się do gry ktoś trzeci. Ktoś na tle kogo wszystkie mity, dogmaty, wierzenia Patriarchatu okażą się w całej swej zakłamanej okazałości, jako nic nie warte, a przynajmniej - nie warte przelewania za nie krwi. Tylko konfrontacja z czymś nowym, co ujawni kłamstwa, manipulacje, fantasmagorie zrodzone wyłącznie z żądzy władzy i pieniądza na piaskach Mezopotamii, może uwolnić ludzkość od samozagłady. Może wtedy ludzkość odrodzi się lepsza i silniejsza jako jedna, wielka rodzina? Tak działo się z wszystkimi poprzednimi religiami, które dzisiaj są jedynie mitologiami. Pora aby patriarchat doń dołączył, abyśmy wreszcie zrozumieli że sprzedaje nam wyłącznie iluzję. 



Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!