"Opowieść o dwóch antyutopiach" - Francis Fukuyama. Nieuchronna droga w przyszłość czy upadek na wieczność? Część III




~  Nauka o Mózgu  ~


Jak prawdopodobne jest, że rewolucja biotechnologiczna, oprócz tego, że wpłynie na życie konkretnych dzieci i ich rodziców, będzie miała konsekwencje polityczne? Jakie nowe możliwości zmiany ludzkiego zachowania czy sterowania nim pojawią się, w szczególności zaś - jakie jest prawdopodobieństwo, że któregoś dnia uzyskamy możność świadomej zmiany natury ludzkiej?

Niektóre z osób promujących Projekt Poznania Ludzkiego Genomu, jak William Haseltine, szef firmy Human Genome Science, wygłaszały śmiałe opinie na temat przyszłych osiągnięć współczesnej biologii molekularnej, twierdząc, że „gdy zrozumiemy procesy naprawcze zachodzące w organizmie na poziomie genów (...) będziemy w stanie utrzymywać normalne funkcjonowanie naszych ciał, być może wiecznie”. Większość naukowców specjalizujących się w tej dziedzinie ma jednak dużo skromniejszą ocenę tego, co robią i co mogą kiedyś osiągnąć. Wielu twierdzi, że po prostu szuka lekarstwa na pewne choroby o podłożu genetycznym, takie jak rak piersi czy mukowiscydoza, oraz że na drodze do klonowania ludzi i poprawiania ich genotypu stoją wielkie przeszkody, zmienianie natury ludzkiej zaś należy do repertuaru literatury fantastycznonaukowej i nie leży w zasięgu naszych możliwości technicznych. [Ya yhmm... tak samo jak "kontrola pogodą" ^ ^ -- B.S.].

Prognozy dotyczące techniki są niezwykle trudne i ryzykowne, szczególnie kiedy dotyczą wydarzeń odległych o kilkadziesiąt lat. Należy jednak stworzyć możliwe scenariusze na przyszłość i rozważyć ich potencjalne skutki, z których niektóre są wysoce prawdopodobne i już zaczynają się materializować, inne zaś mogą się nigdy nie ziścić. Jak się przekonamy, nowoczesna biotechnologia już dokonała rzeczy, które w ciągu następnego pokolenia będą miały konsekwencje dla polityki światowej, nawet jeżeli do tego czasu inżynierii genetycznej nie uda się wyprodukować choćby jednego dziecka na zamówienie.

Kiedy mówimy o rewolucji biotechnologicznej, ważne jest, by zdawać sobie sprawę, że chodzi o coś o wiele szerszego niż inżynieria genetyczna. To, czego świadkami jesteśmy dzisiaj, nie jest po prostu rewolucją techniczną dotyczącą naszej zdolności odczytywania i manipulacji DNA, lecz zjawiskiem o dużo większym zasięgu, obejmującym wszystkie nauki biologiczne. Ta rewolucja naukowa korzysta z odkryć i postępu w wielu powiązanych ze sobą dziedzinach - oprócz biologii molekularnej są to nauka o zdolnościach poznawczych mózgu, genetyka populacyjna, genetyka behawioralna, psychologia, antropologia, biologia ewolucyjna oraz neurofarmakologia. Postęp naukowy w każdym z tych obszarów ma potencjalne skutki polityczne, ponieważ powiększa on naszą wiedzę o mózgu, źródle wszelkich ludzkich zachowań, a więc i naszą zdolność do manipulowania nim*.

Jak się przekonamy, w nadchodzących dziesięcioleciach świat może się bardzo zmienić*, i nie ma tu nawet konieczności snucia śmiałych przypuszczeń co do możliwości inżynierii genetycznej. Dzisiaj i w nieodległej przyszłości czekają nas wybory etyczne dotyczące ochrony prywatności informacji genetycznej, właściwego zastosowania leków, badań na zarodkach ludzkich oraz klonowania ludzi. Wkrótce jednak staniemy wobec problemu selekcji zarodków i pytania o to, w jakim stopniu technik medycznych można używać w celu poprawiania natury, nie zaś terapii.




~   Rewolucja w nauce o zdolnościach poznawczych   ~


Pierwsza z dróg w przyszłość nie wiąże się z techniką, lecz po prostu z gromadzeniem wiedzy o genach i zachowaniu. Wiele spośród przewidywanych obecnie korzyści z Projektu Poznania Ludzkiego Genomu nie ma związku z potencjalnymi osiągnięciami inżynierii genetycznej, lecz z genomiką, to jest zrozumieniem podstawowych funkcji genów. Genomika pozwoli na przykład dopasowywać leki do poszczególnych pacjentów, tak aby zminimalizować możliwość wystąpienia niepożądanych działań ubocznych, da również hodowcom roślin o wiele dokładniejsze informacje, pomocne przy tworzeniu nowych gatunków*.

Próby powiązania genów z zachowaniem rozpoczęły się jednak już wiele lat przed Projektem Poznania Ludzkiego Genomu i spowodowały liczne zacięte walki polityczne. Co najmniej od czasów starożytnych Greków ludzie sprzeczali się o to, w jakim stopniu natura i wychowanie wpływają na ludzkie zachowanie. Przez przeważającą część XX wieku nauki przyrodnicze, a w jeszcze większym stopniu społeczne kładły nacisk na kulturowe uwarunkowania zachowania, postponując czynniki naturalne. W ostatnich latach szala zaczęła się jednak przechylać z powrotem - niektórzy twierdzą, że zbyt silnie - na korzyść uwarunkowań genetycznych. Ta zmiana poglądów naukowych znajduje odbicie w prasie, gdzie dyskutuje się o „genach wszystkiego” - inteligencji, otyłości czy agresji.

Dyskusja o roli dziedziczenia i kultury w kształtowaniu jednostek ludzkich była od początku bardzo upolityczniona - konserwatyści skłaniali się ku wyjaśnieniom premiującym naturę, lewica zaś kładła nacisk na rolę wychowania. Argumenty o dziedziczności były bardzo nadużywane przez różnej maści rasistów i fanatyków religijnych na początku XX wieku, kiedy usiłowano za ich pomocą wyjaśniać, dlaczego niektóre rasy, kultury i społeczeństwa są gorsze od innych. Hitler był najbardziej znanym, lecz nie jedynym prawicowym* [sic! Que? A mnie uczono, że Socjalista ^ ^ - B.S.] miłośnikiem genetyki. Przed wejściem w życie w 1924 roku restrykcyjnych praw imigracyjnych przeciwnicy imigracji w Stanach Zjednoczonych twierdzili, tak jak Madison Grant w wydanej w 1921 roku książce The Passing of the Great Race („Przemijanie wielkiej rasy”), że zwiększenie się napływu imigrantów z południa Europy, zmniejszenie zaś ich napływu z północy oznacza pogorszenie cech rasowych Amerykanów [Czy nie dziwi zatem, że obecnie rok w rok świeże tysiące napływają przede wszystkim z Afryki i Indonezji??? - B.S.].

Podejrzane pochodzenie argumentów o dziedziczności rzucało cień na większość dyskusji o genetyce w drugiej połowie XX wieku. Szczególnie postępowi intelektualiści byli uczuleni na argumenty o wpływie natury. Nie wynikało to jedynie z tego, że istnienie naturalnych różnic między grupami ludzi implikowało hierarchię społeczną, lecz również z tego, iż cechy wrodzone, nawet jeżeli były wspólne dla wszystkich, oznaczały istnienie granic elastyczności natury ludzkiej, a więc też granic ludzkich nadziei i aspiracji. Wszelkim sugestiom, że różnice między płciami wynikają z genów, nie zaś z uwarunkowań społecznych, szczególnie silnie sprzeciwiały się feministki* [W ich przypadku to całkiem zrozumiałe, kiedy jako "kobiety" krzyczą głośno za aborcją - coś po prostu musi z nimi być nie tak ^ ^ - B.S.].

Skrajne poglądy, tak te skłaniające się ku wpływom społecznym, jak i te dostrzegające jedynie rolę dziedziczności, są jednak równie niewiarygodne w świetle dostępnych obecnie dowodów natury empirycznej. Gdy w czasie pierwszej wojny światowej mobilizowano żołnierzy, w armii amerykańskiej zaczęto na dużą skalę przeprowadzać testy inteligencji wśród rekrutów, co po raz pierwszy dostarczyło danych o zdolnościach poznawczych różnych ras i grup etnicznych. Dane te posłużyły przeciwnikom imigracji jako dowód na umysłową niższość między innymi Murzynów. Jedną z pierwszych porażek „naukowego rasizmu” było wykazanie przez antropologa Franza Boasa na podstawie starannie przeprowadzonych badań, że kiedy dzieci imigrantów przestawiano na amerykańską dietę, wymiary ich głowy i inteligencja zbliżały się do wartości przeciętnych u dzieci urodzonych w Stanach* [to zaleta (postęp) czy może wada (regres)? - B.S.]. Inni badacze ujawnili kulturowe stereotypy tkwiące w wojskowych testach (dzieci miały rozpoznać między innymi korty tenisowe, których większość małych imigrantów nigdy nie widziała na oczy). 

Z drugiej strony, każdy rodzic, który wychowywał więcej niż jedno dziecko, wie z doświadczenia, że między rodzeństwem występuje wiele indywidualnych różnic, których nie da się wytłumaczyć procesem wychowania czy środowiskiem. Obecnie znamy jedynie dwa sposoby oddzielenia w badaniach naukowych wrodzonych przyczyn pewnych zachowań od przyczyn uwarunkowanych kulturowo. Jednym z nich jest genetyka behawioralna, drugim - antropologia międzykulturowa. W przyszłości jednak z pewnością zdobędziemy dokładniejszą empiryczną wiedzę o molekularnych i neurologicznych powiązaniach genów z zachowaniem.

Genetyka behawioralna - opiera się na badaniach nad parami bliźniąt - w idealnym przypadku oddzielnie wychowywanych identycznych bliźniąt (nazywa się je bliźniętami jednojajowymi, ponieważ przyszły na świat wskutek podziału jednego zapłodnionego jajeczka). Wiemy, że bliźnięta jednojajowe mają taki sam genotyp (identyczne DNA), oraz możemy przyjąć, że istniejące między nimi różnice w zachowaniu odzwierciedlają różne środowiska, w których się wychowywały, nie zaś ich cechy dziedziczne. Poprzez porównanie zachowań takich bliźniąt - na przykład poddanie ich testom na inteligencję czy porównanie ich kartoteki kryminalnej lub historii zatrudnienia w pewnym wieku - możemy uzyskać liczbę, która odzwierciedla stopień - jak to się nazywa w żargonie statystycznym - wariancji w zachowaniach zależny od genów. Pozostała część różnic wynika więc z uwarunkowań środowiskowych. Genetyka behawioralna bada również osoby niespokrewnione (czyli rodzeństwa adoptowane) wychowywane w tych samych rodzinach. Jeżeli wspólne środowisko danej rodziny i model wychowania tak silnie warunkują zachowania, jak utrzymują to przeciwnicy teorii o dziedziczeniu, to takie osoby powinny wykazywać większe podobieństwo cech niż dowolnie wybrani niespokrewnieni ludzie. Porównanie tych dwóch stopni korelacji ukazuje nam wpływ wspólnego środowiska.

Wyniki badań z zakresu genetyki behawioralnej są niejednokrotnie uderzające - wskazują one na duże podobieństwo zachowań wśród bliźniąt jednojajowych mimo wychowywania przez innych rodziców i w innym środowisku kulturowym czy społecznym. Takie podejście ma jednak wielu krytyków. Głównym problemem jest określenie, co stanowi inne środowisko. W wielu przypadkach środowiska, w których przebywają wychowywane osobno bliźnięta, mają jednak wiele cech wspólnych, co uniemożliwia rozróżnienie czynników genetycznych i kulturowych. Wspólnym środowiskiem, które może przeoczyć genetyk behawioralny, jest macica matki, która ma silny wpływ na to, jak dany genotyp rozwija się w fenotyp - konkretną istotę ludzką. Bliźnięta jednojajowe zawsze rozwijają się w jednym łonie, lecz ten sam płód w macicy innej matki mógł się rozwinąć zupełnie inaczej, jeżeli ta matka była niedożywiona, piła alkohol lub zażywała narkotyki.

Drugim, mniej dokładnym sposobem odkrywania naturalnych źródeł zachowania jest międzykulturowe studium danej cechy lub zachowania. Posiadamy obecnie wiele etnograficznych zapisów zachowań dużej liczby społeczności ludzkich, tak żyjących obecnie, jak i znanych nam z badań historycznych czy archeologicznych. Jeżeli dana cecha pojawia się we wszystkich lub niemal wszystkich znanych nam społecznościach, jest to silna wskazówka, że wynika ona z uwarunkowań genetycznych, nie zaś środowiskowych. Jest to podejście powszechnie stosowane w etologii - porównawczych studiach nad zachowaniem zwierząt.

Wadą tego podejścia są jednak trudności w wyizolowaniu uniwersalnych wzorców myśli i zachowań ludzkich. Zachowanie ludzi jest dużo bardziej zróżnicowane niż zachowanie zwierząt, ponieważ w dużo większym stopniu jesteśmy istotami kulturalnymi, uczącymi się zachowań na podstawie praw, obyczajów, tradycji i innych wpływów pochodzenia społecznego, nie zaś genetycznego. 

Następcy Boasa w dziedzinie antropologii kultury bardzo chętnie podkreślają szerokość gamy ludzkich zachowań. Wielu klasyków dwudziestowiecznej antropologii usiłowało wykazać - jak Margaret Mead w Coming of Age in Samoa („Dorastanie na Samoa”) - że niektóre zachowania znane nam z kręgu kultury zachodniej, np. zazdrość o partnera seksualnego, nie mają miejsca w niektórych kulturach egzotycznych. Tradycja ta jest ciągle żywa na niezliczonych wydziałach „badań kulturowych” uniwersytetów amerykańskich, gdzie kładzie się nacisk na istnienie skrzywionych, przekraczających pewne normy czy w inny sposób niezwykłych sposobów zachowania.

Faktem jest jednak, że istnieją uniwersalne cechy kulturowe: o ile pewne modele rodziny, takie jak chińska rodzina pięciopokoleniowa czy amerykańska rodzina składająca się jedynie z rodziców i dzieci, nie są uniwersalne, o tyle łączenie się osobników męskich i żeńskich w pary jest typowym zachowaniem gatunku ludzkiego, niekoniecznie zaś jest ono typowe wśród szympansów*. Treść języka ludzkiego jest arbitralnie kształtowana przez kulturę, lecz „głębokie struktury” gramatyczne, odkryte przez Noama Chomsky’ego, na których opierają się wszystkie języki, nie zależą od kultury. Wiele przykładów dziwnego czy nietypowego zachowania, które miały służyć podważeniu istnienia uniwersalnych sposobów poznania, uznano za takie w wyniku ich niezrozumienia, jak to miało miejsce w przypadku badań Margaret Mead nad młodzieżą na Samoa. Twierdzono, że Indianie Hopi nie znają pojęcia czasu, podczas gdy w rzeczywistości znają, lecz antropolog prowadzący badania nad ich kulturą tego nie dostrzegł. Można by przypuszczać, że barwy są konstruktem kulturowym, ponieważ to, co rozpoznajemy jako „niebieskie” czy „czerwone”, to po prostu punkty na skali ciągłego widma światła widzialnego. Gdy jednak podczas pewnego badania antropologicznego poproszono członków bardzo różniących się od siebie kultur o wskazanie w tabelach kolorów używanych przez ich społeczności, okazało się, że badane osoby postrzegały te same barwy podstawowe i pochodne niezależnie od różnic kulturowych. Wskazuje to na fakt, że nasze zdolności percepcji barw są wbudowane na stałe i mają podstawy biologiczne, nawet jeżeli nie jesteśmy w stanie wskazać konkretnych genów czy struktur mózgu, które za to odpowiadają.

Genetyka behawioralna i antropologia międzykulturowa wychodzą od ogólnego badania zachowań i mają na celu wyciągnięcie wniosków na temat natury ludzkiej na podstawie występujących korelacji. Pierwsza z tych dziedzin bada ludzi o identycznym genotypie i szuka różnic spowodowanych przez środowisko, druga zaś zajmuje się ludźmi różniącymi się kulturowo i szuka wspólnych cech warunkowanych przez geny. Żadne z tych podejść nie może dać bezspornych dowodów, ponieważ każde z nich opiera się na wnioskowaniu statystycznym, często obarczonym dużym marginesem błędu, i nie może opisać konkretnych związków przyczynowo-skutkowych między genami a zachowaniem.



To jednak wkrótce się zmieni. Biologia może teoretycznie dostarczyć informacji o molekularnych powiązaniach między genami a zachowaniem. Geny sterują ekspresją (włączaniem i wyłączaniem) innych genów i zawierają kod białek, które kontrolują reakcje chemiczne wewnątrz organizmu i stanowią budulec dla jego komórek. Większość naszej obecnej wiedzy o uwarunkowaniach genetycznych dotyczy chorób o stosunkowo prostej etiologii, wywoływanych przez pojedyncze geny, jak pląsawica Huntingtona, choroba Taya-Sachsa czy mukowiscydoza, których przyczyny sprowadzają się do defektów pojedynczego allela (odcinka DNA, który może się różnić u różnych osobników). Cechy o wyższym poziomie abstrakcji, jak iloraz inteligencji czy agresja, mają prawdopodobnie o wiele bardziej złożone korzenie genetyczne, są bowiem produktem interakcji - genów z innymi genami oraz genów ze środowiskiem. Zwiększenie naszej wiedzy o uwarunkowaniach genetycznych wydaje się jednak nieuniknione, nawet jeżeli nigdy w pełni nie zrozumiemy powodów ludzkich zachowań.

Na przykład, Joe Tsien, biolog z Uniwersytetu Princeton, wszczepił myszom gen warunkujący doskonałą pamięć. Od dawna przypuszczano, że element komórek mózgowych nazywany receptorem NDMA jest związany ze zdolnością zapamiętywania, zaś jego istnienie jest produktem szeregu genów noszących nazwy NR1, NR2A oraz NR2B. Przeprowadzając eksperyment polegający na wyhodowaniu myszy bez genu NR1, Tsien ustalił, że gen ten ma rzeczywiście związek z pamięcią. W kolejnym eksperymencie dodał on innej myszy gen NR2B i okazało się, że otrzymał zwierzę o lepszej niż zazwyczaj pamięci. 

Tsien nie znalazł „genu inteligencji”, nie znalazł nawet „genu pamięci” - jest ona kształtowana przez interakcję wielu różnych genów. Inteligencja nie jest prawdopodobnie osobną cechą, lecz raczej zbiorem zdolności; wpływa na nie wiele funkcji poznawczych mózgu, z których tylko jedną jest pamięć. Znaleźliśmy jednak element układanki, a to dopiero początek. Oczywiście nie jest możliwe przeprowadzanie na ludziach eksperymentów polegających na wyłączaniu pewnych genów, lecz biorąc pod uwagę podobieństwa między genotypem ludzkim a zwierzęcym, w przyszłości będziemy w stanie wyciągnąć o wiele więcej wniosków na temat uwarunkowań genetycznych niż obecnie.

Możemy poza tym badać różnice w rozkładzie poszczególnych alleli i szukać korelacji z różnicami występującymi w populacji. Wiemy na przykład, że w różnych społecznościach na świecie występuje różny rozkład grup krwi: krew grupy "0" posiada około 40 procent Europejczyków, podczas gdy u Indian amerykańskich występuje prawie wyłącznie ta grupa krwi. Allele związane z anemią sierpowatą częściej występują u czarnoskórych niż u białych Amerykanów. Genetyk populacyjny Luigi Luca Cavalli-Sforza wykonał mapę prawdopodobnych wędrówek ludzi pierwotnych z Afryki do pozostałych części świata, opierając się na rozkładzie mitochondrialnego DNA (DNA zawartego w mitochondriach, poza jądrem komórkowym, dziedziczonego po matce). Uczynił też następny krok, zestawiając te wczesne społeczności z rozwojem języków, i przedstawił, mimo braku jakichkolwiek źródeł pisanych, wczesny etap historii ewolucji języków.

Wiedza naukowa z tej dziedziny ma ważne implikacje polityczne nawet wtedy, gdy nie istnieje technika mogąca uczynić z niej użytek. Przekonaliśmy się już o tym na przykładzie trzech uwarunkowanych genetycznie cech wyższego poziomu - inteligencji, przestępczości i seksualności - a wiele jeszcze przed nami.
__________________________________________


-->  Część I  <-- nbsp="" span="">

-->  Część II  <-- span="">


Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII