"De Occulta Philosophia: Rzecz o ludzkiej skłonności do mistycyzmu, magii oraz wędrówce dusz przez kolejne stopnie oddalenia" - Paracelsus. Część I


Cztery klasyczne elementy (od lewej: Ziemia, Woda, Powietrze, Ogień)

Wstęp - mój własny*

Nota bibliograficzna na końcu tego posta



Wybitny polski filozof i popularyzator tejże nauki - Leszek Kołakowski, napisał w jednej ze swych prac: "Mistyk wie o Bogu coś, czego filozof nie wie. Gdy jednak mistyk szuka słów, by tę wiedzę wyrazić, staje się, choćby nie chciał, filozofem; ale takim filozofem, któremu reguły zdrowego rozsądku i logiki zawadzają i który zniewolony się czuje te reguły omijać i porzucać, by mówić o tym, o czym mówić nie można". Podpisuje się pod tymi słowami, gdyż wiele w nich racji, a przecież nie powinno być żadnej między tymi dwoma (mistykiem i filozofem), różnicy w zdaniu, gdyż według mojego przekonania, każdy rodzaj (sposób) zgłębiania Prawdy, jakkolwiek byśmy się na to zapatrywali, czegokolwiek uczyłyby nas: kultura, tradycja, szkoły, wieść może tylko w jednym, słusznym kierunku. Niestety, wielu na tym świecie, którzy roszczą sobie prawo do Prawdy, przez wzgląd na ich subiektywny punkt widzenia tudzież jakoweś dogmaty, jest odmiennego zdania.

Przez ostatnie dwa tygodnie zmagałam się z pewnym akolitą - Kabały (jak mniemam również wyznawcą Judaizmu), który usilniej nawet niż wszelkie odłamy chrześcijaństwa w przeszłości, starał się nawrócić mnie na rzekomo jedyną, słuszną drogę poznania Absolutu, co rusz negując wszystko to, co wiem o matriarchacie. Jego specjalnością był tzw. Kod Biblii. Matematyczne podejście do metafizycznych treści zawartych w Zoharze - owszem - jest ciekawy, niemniej gdyby taki i żaden inny był punkt odniesienia tegoż akolity, z pewnością pochyliłabym się nad tym niżej. Od lat interesuję się kabałą (aczkolwiek wyłącznie na stopie laickiej, amatorskiej, nie czuję jakiegoś głębszego powołania do tej "nauki", choć na studiach bliższa byłam jej nauczaniu). Niestety zbiegło się to w czasie ze snem, w którym to pewna grupa osób, przez wzgląd na moje zapatrywania, próbowała mnie skrzywdzić i tylko dzięki obronie przyjaciół, uniknęłam złego losu.

Do owego akolity nie docierała myśl, że mogę negować nie tyle jego wiedzę odnośnie kabały, co samą esencję jego wiary, która się za tym kryła (jakże chytrze przemycana przezeń w każdym dosłownie linku) a mianowicie, że nie zgadzam się na kult Jahwe, który - moim skromnym zdaniem - jest wypaczony. Nie złościłam się jednak na tego pana, gdyż i ja przez wiele lat tkwiłam w błędzie, zbyt przejęta ckliwą otoczką, aniżeli brudem zalegającym w głębi. Niemniej po kolejnym z rzędu starciu, w którym to po raz enty usłyszałam, że "nie dość iż jego punkt widzenia jest jedyny słuszny, to chwała za to, że monoteizm się narodził, gdyż wyplenił on politeistyczny, matriarchalny błąd ze świadomości ludzkiej", doszłam do wniosku, że ludzie wierzący dużo płaczą nad tym, jako by ich racja stanu stale była podważana i nie dopuszczana do głosu, lecz sami bynajmniej nigdy nie próbują, w rzeczowy sposób rozmawiać z drugą stroną; po prostu ma być po ich myśli i już! Zasypują więc nas arcy-mądrymi traktatami teologicznymi, konferencjami swoich "autorytetów", na podstawie pism skreślonych ręką ludzką, biją w tarabany, iż tak było "dosłownie", że to jedyny i niepodważalny dowód, lecz odwrotnie -- nie chcą nawet słyszeć o braniu pod uwagę przeciwnego ich wiedzy, zdania. Najczęściej - po prostu go nie słyszą. Nie interesuje ich nic z tego, co ma do powiedzenia druga strona, są na nasze argumenty głusi, to my - mamy się nagiąć. Ot taki kompromis, według nazi-Tuska. Czy można zatem znaleźć jakiś pomost dla rzeczowej, przyjaznej rozmowy? Sęk w tym, że Oni nie pojmują, że jak mocno boli ich samych, kiedy istnienie ich Boga jest podważane (ale ja też tego nie czynię! Jakiś Absolut z pewnością istnieje), takoż podważanie moich argumentów, nie jest miłe. I tak - koło się zamyka.

Za tę cenną lekcję jestem jednak dźwięczna* losowi. Nie gniewam się ani trochę na owego znajomego-kabalistę, skądinąd z NY, który święcie wierzy w to, że NY jest "pępkiem wszechświata" a za ost. dowód tego, że Tora jest zapisem cyfrowym i wszystko w niej prawdziwe, podaje mi link do artykułu z NY Timesa, powiem nadto, że nawet bardziej niż poprzednio jestem zdania, iż właśnie dzięki dodatkowym, określanym przez stulecia, ba, przez millenia, jako heretyckie, źródłom dochodzenia do Prawdy, także i Pisma Święte wszelkich religii zdają się mniej szorstkie, mniej nastawione na doczesną korzyść wąskiej grupki trzymających władzę, bardziej czytelne, zrozumiałe a nawet, piszę to z całym przekonaniem, otwierające drzwi do nowej interpretacji Słowa. Wierzę bowiem, że wbrew manipulacjom starożytnych kronikarzy, gdzieś pod tym gęstym mułem komentarzy, traktatów, alegorii oraz mitów, kryje się sens wszystkiego. I tylko gdyby w ten właśnie sposób, ludzkość podchodziła do rozumienia metafizyki, być może naprawdę zniknęłyby z tej planety wszelkie podziały i połączyłaby Nas uniwersalna Prawda o naszych początkach. Takie jest przynajmniej moje zdanie, nie trzeba się ze mną zgadzać, ale warto nad tym pomyśleć.

Przejdźmy zatem do właściwego tekstu ...




Dzięki swojemu wielokrotnie przejawiającemu się talentowi, połączonemu z niesystematycznym i pozbawionym precyzji stylem pracy, zasłużył sobie Paracelsus w świecie naukowym na miano "dzikiego myśliciela". Jego oryginalne dzieła, tj. pojedyncze pisma, traktaty, pisane były przez niego lub przez jego uczniów, którym dane było słuchać jego osobliwego nauczania, którzy brali udział w jego praktykach medycznych, czy też towarzyszyli mu w jego po części przymusowej wędrówce.

Wszystkie dzieła Paracelsusa, także te opracowane po jego śmierci (często podejrzewane o nieautentyczność), dają nam zarys dziedzin, jakimi w głównej mierze interesował się Paracelsus, a były to: medycyna, alchemia, ziołolecznictwo, przyrodoznawstwo, chemia, farmaceutyka, botanika, filozofia, astrologia, prognostyka wszelakiego rodzaju (w tym i przepowiadanie przyszłości), teologia, etyka, zagadnienia społeczno-polityczne, pedagogika, polityka. Wszystkie zagadnienia z wymienionych dziedzin występowały w twórczości Paracelsusa mocno ze sobą powiązane. Ich nierozłączność, traktowanie ich przez autora jako elementów składowych pewnej całości, a także nowatorskie podejście do poszczególnych tematów, zdradza inteligencję, autora tych pism i ukazuje niecodzienną, tak na owe, jak i na nasze czasy, osobowość tego niedocenianego w pełni i cieszącego się ambiwalentną opinią człowieka.

Z "Ars Magna Lucis" by Athanasius Kircher (1665)
W wysiłkach człowieka renesansu zmierzających do uformowania przez niego swoistego obrazu świata, zasadniczą rolę odgrywają: astrologia, magia i alchemia. Okultystyczne nauki Paracelsusa ukazują jego miłość do natury, wiarę w symbolikę, a także sympatię do mistycyzmu. Wprowadzony w świat symbolicznych tajemnic nowoplatońskich przez swoich nauczycieli - alchemików o ustalonej renomie, jak słynny Trithemius, dystansował się Paracelsus, od dogmatycznego grecko-rzymsko-arabskiego systemu, który zdominował prawie wszystkie dyscypliny naukowe jego czasów. Paracelsus, jako śmiały eksperymentator, propaguje - tak dalece, jak tylko jest to możliwe - stosowanie w nauce technik i metod naukowych, których nie znajdywano nigdzie indziej; również u starożytnych lekarzy. Paracelsus nawołuje lekarzy do zmiany ich dotychczasowego stanowiska w sprawach metod leczenia.

"Pomyłka starożytnych lekarzy jest znaczna, a ich droga [do poznania prawdy] prowadzi pośród krzewów cierniowych i jest bardzo długa. Gdyby starożytni usilniej studiowali i tropili Naturę i jej siły, zdołaliby zbliżyć się do naszych medycznych i filozoficznych dowodów, które zebraliśmy [...].

Czytaj, nadstawiaj ucha, zbieraj stale i bez ustanku, wszystkie możliwe informacje na temat sztuki tych lekarzy, co doświadczyli prawdy. I sam osiągnij w końcu doskonałą moc poznania wszystkiego, co do tej pory zostało już nam przekazane o tajemnicach Natury. Nie wystarczy coś twierdzić, trzeba przede wszystkim wiedzieć! To warunek sine qua non zaistnienia prawdziwego i niezawodnego fizyka lub medyka".

Wszelkie dociekania Paracelsusa wypływały z tych samych pragnień co zawsze - z chęci poznania lepszych metod leczenia i przyczynienia się do rozwoju medycyny. Jego intuicyjna zdolność poznawcza, w tamtych czasach często krytykowana, wyśmiewana, a która byłaby zapewne wyszydzana i dzisiaj, potrafiła zyskać sobie wcale pokaźną rzeszę sympatyków. Była również wysoko ceniona przez filozofów i lekarzy zafascynowanych mądrością natury, starających się współpracować z jej siłami (na przykład można wymienić takie fenomeny, którymi się m.in. wówczas interesowano: hipnoza, sugestia, magnetyzm zwierzęcy czy transmutacja atomów). Paracelsus uważał, że dowodzi to, iż w kosmosie istnieją siły, ciągle jeszcze niepojęte dla ludzkich umysłów, z którymi trzeba się ostrożnie obchodzić.

W czasach Paracelsusa przeciętny człowiek był ciągle jeszcze mocno związany z naturą oraz zdany na wiarę w swoje intuicyjne i emocjonalne odczucia, gdyż metody empiryczne w takich dziedzinach, jak astrologia, fizyka, chemia, medycyna były jeszcze bardzo słabo rozwinięte, co sprawiało, iż filozofia była jedną z nielicznych "metod" poznania elementów i procesów w mikro- i makrokosmosie.

Tabula Smaragdina Hermetis - Verba Secretorum Hermetis
["Tablica Szmaragdowa" - Hermesa Trismegistosa]

Stąd też bierze się wrażenie, kiedy studiujemy dzieła filozoficzne i okultystyczne Paracelsusa, że te dwie dziedziny zlewają się ze sobą w jedno. Poza tym sam Paracelsus twierdzi raz po raz, że jego dzieła mogą być zrozumiane tylko dla wtajemniczonych w nauki kabalistyczne, poświęca zresztą wiele uwagi aleksandryjskim pismom Hermesa Trismegistosa, np. słynnej "Tablicy Szmaragdowej" (Tabula Smaragdina), a jest to przecież klasyczna literatura hermetyczna. Z ogromną pasją studiuje nauki o demonach, czarownicach, koboldach, czarnej magii, zgłębia magiczne i hermetyczne pisma, oraz inne tajemne nauki, które dzisiaj bezsprzecznie zaliczane są do dziedzin okultystycznych. Jednym słowem, czyni to, co dla tych, których uważa za niewtajemniczonych, stanowi przykład popadania w otchłanie świata zabobonów i przesądów.



O MAGII


"Ta nauka [magia] obniża niebo i zmusza je do zejścia z obłoków, wprost do kamieni, ziół, słów natchnionych etc. Uczy również o możliwościach zamiany jednej rzeczy w drugą: uczy również wiedzy o nadnaturalnych właściwościach ciał niebieskich: planet, gwiazd, komet, etc., oraz ich znaczeniu dla nas".


Na magię składa się sześć rodzajów sztuk magicznych - zwanych kunsztami mądrości (artes sapientiae). Orient uważał je za najwyższe formy mądrości, które Absolut podarował śmiertelnemu człowiekowi na czas jego ziemskiej wędrówki. Dlatego też magami nazywano mędrców, którzy potrafili posługiwać się owymi sześcioma artes. Paracelsus również dzieli magię na sześć rodzajów sztuk magicznych.

1. Pierwszy rodzaj magicznej sztuki zwie się insignis (jest to szczególna, wytworna magia). Istotą tego gatunku magii jest umiejętność odczytywania i interpretacji dwóch rodzajów znaków - nienaturalnych znaków i symboli na ziemi i w kosmosie, podobnie jak interpretacji poddane zostaną znaki, które Absolut w ponad naturalny sposób umieścił na niebie i ziemi, a które ukazują się nam w całkiem naturalny sposób. W taki oto cudowny sposób została na przykład rozpoznana gwiazda południowa świecąca ponad Betlejem. I w podobny sposób jak Chrystus został rozpoznany przez swoich apostołów, mających głosić jego słowo, tak rozróżniają i rozumieją magowie (na przykład) wszelkie ponad naturalne ciała na niebie. Magowie są nie tylko znawcami znaków mających związek ze Słońcem, Księżycem czy gwiazdami, lecz potrafią ponadto rozpoznać pojawiających się proroków oraz tłumaczyć apokaliptyczne objawienia.

2. Drugim rodzajem sztuki magicznej jest dar tworzenia ciał żyjących (podobnie jak było to możliwe za czasów Mojżesza), a ściśle rzecz biorąc, przeobrażanie jednego ciała w inne. Chodzi tu o magiczne przeobrażenia w myśl procesu czwartej astronomii, a nie o tę cudowną magię, którą władał Chrystus. Magia, o której tu mowa, jest magią przeobrażania (magia transformatoria).

3.  Trzeci rodzaj magii to magia characteralis. Zajmuje się ona charakterami i znakami tajnymi. Na czym polega ten rodzaj magii, można to poznać na przykładzie lekarza, będącego w stanie dokonać uzdrowienia nie za pomocą medykamentów, lecz własnych słów. Bo słowom można nadać tę samą siłę działania, jaką niebiosa nadały ziołom* [- medycyna XV i XVI w. ciągle jeszcze opierała się wyłącznie na ziołolecznictwie].

4.  Czwarty rodzaj magii to magia gamaheos. Jest ona drogą naturalnego działania. I podobnie jak klucz otwiera zamek, a miecz czyni rany, tak magia gamaheos, potrafi swoją niewidzialną mocą dokonywać tych samych dzieł, jakie możliwe są dla Natury.

5.  Alter in altera, czyli druga przemieniona magia, to piąty rodzaj magii. Za jej pomocą można tworzyć obrazy podobne do tych, które wydaje siła imaginacji. Oznacza to, iż wszystko, co można fizycznie zrobić człowiekowi (na przykład oślepić go, uczynić niepłodnym, etc.), można równie skutecznie uczynić za pomocą tego właśnie rodzaju magii. I wszystko to może zdziałać owa magia w zupełnie naturalny sposób; jest ona także w stanie człowieka uzdrowić. Magia ta potrafi również sprawić, że ktoś może słyszeć głosy dobiegające spoza morza - ktoś będący na zachodniej półkuli ziemskiej zdoła rozmawiać z kimś, kto znajduje się w tym samym momencie na Wschodzie. Jeżeli Natura umożliwia nam słyszenie na odległość stu kroków i więcej, to magia alter in altera, czyni możliwe słyszenie z odległości setek mil.

6.  Szósty rodzaj magii stanowi ars cabalistica - sztuka kabalistyczna. Mówi ona, iż to, co Natura zdoła dokonać w ciągu jednego roku, ona - ars cabalistica - dokona w ciągu miesiąca. Jeżeli naturalne, fizyczne możliwości posłańca, czy jego konia, warunkują dotarcie do celu w czasie jednego miesiąca, ona umożliwia dokonanie tego w ciągu jednego dnia.

Paracelsus przedstawiając te sześć rodzajów magicznej sztuki, bronił ich jednocześnie jako przykładów najwyższej i niepodważalnej mądrości. Wszelakie inne obserwacje i prawidła, choćby nawet wynikały z praktycznego życia zwykłych śmiertelników i stanowiły dla nich wartość, uważane były przez niego za mało istotne.

Ważna dla zrozumienia jego nauk jest umiejętność rozróżnienia dwóch ciał człowieka: elementarnego i syderycznego, zwanego także astralnym, gdyż oba te ciała składają się zdaniem Paracelsusa na szeroko pojętą kompletność człowieka.

"Dwa ciała. Człowiek posiada więc corpus physicum i corpus spiritus, ciało widzialne i niewidzialne. Dopiero śmierć rozdziela oba ciała od siebie i wówczas ciało elementarne idzie wraz ze swym duchem do dołu, a eteryczne pochłonięte zostaje przez firmament, a duch boski człowieka (obraz Absolutu w człowieku) idzie tam, gdzie znajduje się jego źródło - do Absolutu.

Ciała te, będąc nośnikami odmiennej świadomości, zachowują się przeciwstawnie: we śnie, kiedy ciało elementarne odpoczywa, ciało syderyczne jest bez przerwy aktywne, gdyż nie zna ono ani spoczynku, ani snu. Jednak kiedy ciało elementarne dominuje, wtedy ciało syderyczne trwa w spoczynku.

Dwie świadomości, dwie dusze. Istnieją u człowieka dwie świadomości: jedna transcendentalna i ta zwykła, dzienna. Dwie dusze są w człowieku: ta wieczna i ta naturalna: jedna z nich podlega śmierci, ta druga zaś, potrafi ją przezwyciężyć. Tak więc jest to wszystko w człowieku utajone i nikt nie może zobaczyć, co w nim jest, ani czym to jest w swej istocie, gdyż to ujawnia się dopiero poprzez dzieło człowieka.

Ciało astralne (syderyczne) jest wolne od tych wad i ułomności, gdyż jest ono dzięki swojej naturze uzależnione od innych materialnych warunków. Jest ono niczym duch, i w przeciwieństwie do ciała elementarnego nie jest namacalne. Ciało elementarne jest syderycznemu podporządkowane, lecz może się od niego oddzielić. Ciało syderyczne zostaje przy ciele fizycznym tak długo, aż nie zostanie wchłonięte przez ciało niebieskie.

Zapamiętaj więc: elementarne ciało, nie poruszając się, pozostaje w grobie, syderyczne natomiast przemieszcza się, nie pozostając w jednym miejscu: szuka ono mieszkania na podobieństwo tego, które człowiek zamieszkiwał za swego życia. Z tego wynika, że syderyczne ciało może być widzialne. Owszem, z tego to powodu słyszy się raz po raz: "widziałem czyjegoś ducha" lub "widziałem go, jak szedł", etc. A było to przecież tylko ciało syderyczne. Lecz takie rozpowiadanie, że wierzy się w to, że jakiś człowiek zmarły jako żywy pokazał się komuś, czyni szkodę. Sprawami tymi zajmuje się nauka zwana nigromancją".

___________________________________________


Był to rozdział z książki:
"Paracelsus: Lekarz. Alchemik -- Sztuka Ognia";
Tłumaczenie: Katarzyna Wójcik
Wydawnictwo Patra. Wrocław 2003; s. 114-120.

Inny rozdział z tej samej książki, znajdziecie:

TUTAJ

W części drugiej opiszę, w.w.:

"Nigromancję", zjawisko "Wędrujących Dusz"
oraz "Sztukę Przepowiadania"

Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!