"Zapomniany język snów, baśni i mitów" -- Erich Fromm. Część II


Autor:  Philip Straub

NATURA SNÓW


Na przestrzeni wieków i w obrębie różnych kultur poglądy na naturę snów różniły się znacznie. Jednak bez względu na to czy wierzono, że sny są realnymi doświadczeniami naszych uwolnionych od powłoki cielesnej dusz, które opuściły ciało podczas snu, czy też utrzymywano, że sny są inspirowane przez Boga bądź przez złe duchy, czy widziano w nich] wyraz naszych irracjonalnych namiętności, czy też - wprost przeciwnie - naszych najwznioślejszych i najbardziej moralnych właściwości, jedno nie podlega dyskusji: pogląd, że wszelkie sny są znaczące i doniosłe. Znaczące, gdyż zawierają posłanie, które możemy zrozumieć, jeśli mamy klucz do jego tłumaczenia. Doniosłe, ponieważ nie śnimy o niczym, czego waga jest znikoma, choćby nawet wyrażało się to w języku, który ukrywa znaczenie sennego posłannictwa za jakąś błahą fasadą.


Dopiero ostatnie stulecie stało się świadkiem radykalnego odstępstwa od tego poglądu. Tłumaczenie snów wyparto do królestwa zabobonów, światły, i wykształcony człowiek, laik czy też uczony, nie miał żadnej wątpliwości, że sny są bezsensownymi i pozbawionymi znaczenia wytworami naszego umysłu, w najlepszym razie psychicznymi odbiciami wrażeń cielesnych doświadczanych podczas snu.


To właśnie Freud z początkiem dwudziestego wieku potwierdził dawną koncepcję: sny są zarówno znaczące, jak i doniosłe; nie śnimy o niczym, co by nie stanowiło ważnego przejawu naszego życia wewnętrznego, i możemy zrozumieć wszystkie sny, jeśli mamy do nich klucz; interpretacja snów jest via regia, główną aleją wiodącą do zrozumienia nieświadomości, a zatem tej najpotężniejszej siły napędowej zarówno patologicznych, jak i normalnych zachowań. Poza tą ogólną wypowiedzią na temat natury snów Freud w sposób dobitny i niewzruszony potwierdził jedną z najstarszych teorii: sen jest spełnieniem irracjonalnych namiętności stłumionych podczas naszego życia na jawie.


Autor:  Philip Straub

Dawniejsze teorie snów i koncepcje Freuda przedstawię w dalszych rozdziałach, teraz zaś przystąpię do omawiania natury snów, tak jak ja sam doszedłem do ich pojmowania z pomocą dzieła Freuda i w wyniku mego własnego doświadczenia, człowieka, który śni i który jednocześnie jest interpretatorem snów.


W świetle faktu, że nie ma takiego przejawu działalności umysłowej, który by nie wystąpił we śnie, sądzę, iż jedynym określeniem natury snów nie wypaczającym bądź też nie zawężającym tego zjawiska jest szerokie sformułowanie, że marzenia senne są znaczącym i doniosłym wyrazem wszelkiej działalności umysłowej w warunkach snu.


Definicja ta jest oczywiście zbyt szeroka, aby mogła się na wiele przydać do zrozumienia natury snów, jeżeli nie umiemy powiedzieć czegoś bardziej sprecyzowanego o “warunkach snu" i określonym wpływie tych warunków na naszą działalność umysłową. Jeśli wykryjemy, jaki jest specyficzny wpływ snu na nasze czynności umysłowe, o wiele wnikliwiej zgłębimy naturę marzeń sennych.


Z fizjologicznego punktu widzenia sen jest warunkiem chemicznej regeneracji organizmu; w czasie gdy możliwość wszelkiego działania i nawet postrzegania zmysłowego jest wyłączona, następuje odnowienie energii. Z punktu widzenia psychologicznego - sen pozbawia człowieka możliwości reagowania na rzeczywistość za pośrednictwem postrzegania i działania, czyli głównych funkcji charakteryzujących życie na jawie. Ta różnica między biologicznymi funkcjami czuwania i snu jest w istocie różnicą zachodzącą między dwoma stanami istnienia.


Autor:  Philip Straub

Aby ocenić wpływ egzystencji sennej na nasze procesy psychiczne, musimy najpierw rozważyć pewien ogólniejszy problem: kwestię wzajemnej zależności naszej działalności i naszych procesów myślowych. Sposób naszego myślenia jest w wielkiej mierze wyznaczony przez to, co robimy i co byśmy chcieli osiągnąć. Nie znaczy to, że zainteresowania wypaczają myślenie, ale po prostu, że sposoby myślenia różnią się zależnie od rodzaju zainteresowań.


Jaki jest na przykład stosunek różnych ludzi do lasu? Malarz, który wybrał się tam, aby malować, właściciel lasu, który chce oszacować swoje interesy, oficer zajmujący się topografią tego terenu, turysta, który pragnie przyjemnie spędzić czas - każdy z nich będzie miał całkowicie odmienne pojęcie o lesie, ponieważ dla każdego z nich co innego jest istotne. Doświadczenie malarza będzie polegało na zetknięciu się z formą i kolorem; przedsiębiorcy - na zapoznaniu się z wielkością, liczbą oraz wiekiem drzew; oficera - na rozpoznaniu widoczności i możliwości osłony; turysty - na wędrówce wzdłuż szlaków. Chociaż wszyscy oni mogą się zgodzić na abstrakcyjne oświadczenie, że znajdują się na skraju lasu, o ich doświadczeniu, o tym, jak widzą las, decydują różne rodzaje działalności uprawianej przez nich z racji wykonywanego zawodu. Różnica między biologicznymi a psychologicznymi funkcjami snu i czuwania jest bardziej zasadnicza niż między rozmaitymi rodzajami działalności, a różnica między pojęciowymi systemami, które wiążą się z tymi dwoma stanami, jest nieporównanie większa. W stanie czuwania myśli i uczucia są nastawione przede wszystkim na wyzwanie - zadanie opanowania naszego środowiska, przeobrażenia go, obrony przed nim. Utrzymanie się przy życiu jest zadaniem człowieka czuwającego; podlega on prawom, które rządzą rzeczywistością. Znaczy to, że musi on myśleć kategoriami czasu i przestrzeni i że jego myśli podlegają prawom czasoprzestrzennej logiki.


Podczas snu nie zajmujemy się naginaniem zewnętrznego świata do naszych celów. Jesteśmy bezradni i słusznie przeto sen nazywamy “bratem śmierci". Ale jesteśmy także wolni, wolniejsi niż na jawie. Jesteśmy wolni od brzemienia pracy, od konieczności, która każe nam się bronić lub atakować, od obserwowania i ujarzmiania rzeczywistości. Nie musimy patrzeć na zewnętrzny świat; przyglądamy się naszemu światu wewnętrznemu, mamy do czynienia wyłącznie z samymi sobą. Gdy śpimy, możemy być przyrównani do płodu lub do trupa; można nas także przyrównać do aniołów, nie podlegających prawom “realności". We śnie królestwo konieczności ustępuje miejsca królestwu wolności, w którym moje “jestem" stanowi jedyny
system, do którego odnoszą się myśli i uczucia.


Logika działalności umysłowej podczas snu różni się od tej, jaka cechuje egzystencję na jawie. Doświadczenie senne nie musi wcale zważać na właściwości, które mają jakieś znaczenie jedynie wtedy, gdy zmagamy się z rzeczywistością. Jeśli na przykład uważam, że dana osoba jest tchórzliwa, mogę śnić, że zmieniła się z człowieka w kurczę. Zmiana ta jest logiczna w kategoriach tego, co czuję w stosunku do tej osoby, nielogiczna zaś jedynie w kategoriach zewnętrznej rzeczywistości (w kategoriach tego, co mógłbym naprawdę uczynić wobec tej osoby czy też zrobić z nią). Doświadczenie senne nie cierpi na brak logiki, lecz podlega odmiennym prawom logicznym, które są całkowicie prawomocne w tym szczególnym stanie przeżywania.


Autor:  Philip Straub
Sen i życie na jawie są dwoma biegunami ludzkiego istnienia. Życie na jawie odznacza się działaniem, sen zaś jest od niego wolny. Sen odznacza się doświadczaniem samego siebie. Gdy budzimy się ze snu, przenosimy się do królestwa czynu. Kierujemy się wówczas według kategorii tego systemu i pamięć nasza działa w jego obrębie: przypominamy sobie to, co daje się osadzić w pojęciach czasu i przestrzeni. Świat snu zniknął. To, czego w nim doświadczyliśmy - nasze sny - odtwarzamy z największym trudem. Takie sytuacje w sposób symboliczny przedstawia niejedna ludowa opowieść: w nocy upiory i duchy, dobre i złe, opanowują scenę, gdy jednak nastaje świt, znikają i z całego intensywnego przeżycia nie pozostaje nic.


Z tych rozważań wynikają pewne wnioski dotyczące natury nieświadomości: Nie jest ona ani mitycznym królestwem odziedziczonego przez rodzaj ludzki doświadczenia, jak głosił Jung, ani też Freudowskim siedliskiem irracjonalnych sił libido. Należy ją pojmować w kategoriach zasady: “Na to, co myślimy i czujemy, oddziaływa to, co czynimy." Świadomość jest działalnością umysłu przejawiającą się w zakresie, w jakim w sferze działania zaprząta nas zewnętrzna rzeczywistość. Nieświadomość jest doznaniem umysłowym występującym w stanie istnienia, w którym odcięliśmy się od zewnętrznego świata; nie pochłania nas już działalność, lecz doświadczanie samego siebie. Nieświadomość jest doświadczeniem związanym ze szczególnym trybem życia - brakiem działania. Znamienne cechy nieświadomości wynikają z natury tego sposobu istnienia, natomiast cechy świadomości określa natura działania oraz funkcja związana z warunkami
biologicznego przetrwania, właściwe naszemu życiu na jawie.


W stosunku do normalnego stanu aktywności. Kiedy mówimy o nieświadomości, twierdzimy właściwie tylko że jakieś doświadczenie wykracza poza ramy naszego umysłu podczas i w wyniku naszej działalności; odczuwa się je wówczas jako widmowy, natrętny element, trudny do uchwycenia i trudny do zapamiętania. Świat dnia jest jednak równie nieświadomy w naszym doświadczeniu sennym, jak świat nocy w naszym doświadczeniu na jawie. Terminu “nieświadomość" używa się zwykle wyłącznie z punktu widzenia doświadczenia dnia; tak więc nie wskazuje on na to, iż zarówno świadomość, jak i nieświadomość są jedynie różnymi stanami umysłu, odnoszącymi się do różnych stanów egzystencji.


Twierdzi się również, że na jawie myśli i uczucia nie podlegają całkowicie ograniczeniom czasu i przestrzeni; że nasza twórcza wyobraźnia pozwala nam myśleć o rzeczach przeszłych i przyszłych, jak gdyby działy się w teraźniejszości, i o odległych obiektach, jakby znajdowały się przed naszymi oczyma; że również na jawie nasze odczucia nie zależą od fizycznej obecności przedmiotu ani od jego współistnienia w czasie; że przeto brak systemu przestrzenno-czasowego nie charakteryzuje egzystencji sennej w odróżnieniu od życia na jawie, lecz myśli i uczucia w przeciwieństwie do działania, ów chętnie stawiany zarzut pozwala mi wyjaśnić istotny punkt mej tezy.


Musimy ustalić różnicę między treścią procesów myślowych a kategoriami logicznymi, stosowanymi w myśleniu. Chociaż prawdą jest, że treść naszych myśli na jawie nie podlega ograniczeniom czasu i przestrzeni, kategorie myślenia logicznego są kategoriami natury przestrzenno-czasowej. Mogę na przykład myśleć o swoim ojcu i stwierdzić, że jego postawa w pewnej sytuacji jest identyczna z moją. Oświadczenie to z punktu widzenia logiki jest poprawne. Z drugiej zaś strony, jeśli stwierdzam: “jestem swoim ojcem", wypowiadam się nielogicznie, ponieważ wypowiedź ta nie odnosi się do świata fizycznego. Sentencja ta jest jednak logiczna w sferze czystych przeżyć: wyraża ona doznanie uczucia identyczności z ojcem. Logiczne procesy myślowe w stanie jawy podlegają kategoriom, które tkwią korzeniami w szczególnej formie egzystencji - tej, w której ustalamy swój związek z rzeczywistością w terminach działania. W mojej egzystencji sennej, charakteryzującej się brakiem choćby potencjalnej akcji, znajdują zastosowanie takie kategorie logiczne, które odnoszą się jedynie do mego doświadczenia wewnętrznego. To samo stosuje się także do uczuć. Gdy w stanie jawy żywię jakieś uczucie wobec osoby, której nie widziałem od dwudziestu lat, jestem świadomy faktu, że osoba ta jest nieobecna. Jeśli zaś śnię o tej osobie, moje uczucia pozostają do niej w takim stosunku, jakby była obecna. Ale powiedzieć: “jakby była obecna", znaczy to wyrazić owo uczucie w logicznych pojęciach życia na jawie. W egzystencji sennej nie ma żadnego “jak gdyby"; dana osoba jest obecna.


Autor:  Philip Straub

Na poprzednich stronach starałem się określić warunki snu i wyciągnąć z tego opisu pewne wnioski dotyczące znamion aktywności sennej. Teraz przystąpię do zbadania pewnego specyficznego elementu występującego w warunkach snu, który okaże się czynnikiem wielkiej wagi dla zrozumienia procesów sennych. Stwierdziłem, że gdy śpimy, nie zajmujemy się opanowywaniem zewnętrznej rzeczywistości. Nie postrzegamy jej i nie oddziałujemy na nią, nie podlegamy też wpływom świata zewnętrznego. Wynika z tego, że efekt oderwania od rzeczywistości zależy od cech samej rzeczywistości. Jeśli wpływ, jaki wywiera zewnętrzny świat, jest w swej istocie korzystny, brak tego oddziaływania podczas snu będzie prowadził do obniżenia waloru naszej aktywności sennej, tak że będzie ona ustępować naszej działalności i umysłowej za dnia, gdy jesteśmy poddani dobroczynnemu wpływowi zewnętrznej rzeczywistości.


Czyż jednak słusznie przyjmujemy, że wpływ, jaki wywiera rzeczywistość, jest wyłącznie korzystny? Czy nie może tak się złożyć, że będzie on również szkodliwy i że, w rezultacie, brak tego wpływu będzie prowadził do ujawnienia wartości wyższych niż te które są właściwe naszemu stanowi czuwania?


Mówiąc o rzeczywistości na zewnątrz nas nie wspominamy zwłaszcza o świecie natury. Natura jako taka nie jest ani dobra, ani zła. Może nam sprzyjać lub okazać się niebezpieczna, niepostrzeganie jej uwalnia nas wprawdzie od zadania polegającego na próbach jej opanowania czy też na bronieniu się przed nią, nie czyni nas jednak ani głupszymi, ani też mądrzejszymi, lepszymi, ani gorszymi. Całkiem odmiennie ma się rzecz z otaczającym nas światem utworzonym przez człowieka, z kulturą, w której żyjemy. Jej wpływ na nas jest wyraźnie dwuznaczny, chociaż skłonni jesteśmy sądzić, że działa całkowicie na naszą korzyść.


W istocie dowody, że wpływy kulturowe są dla nas korzystne, wydają się niemal nieodparte. Tym, co odróżnia nas od świata zwierząt, jest nasza zdolność tworzenia kultury. Tym, co odróżnia wyższe stadia ludzkiego rozwoju od stopni niższych, są zmiany w sferze kulturalnej. Najbardziej zasadniczy element kultury, język, jest warunkiem wstępnym wszelkich ludzkich osiągnięć. Słusznie nazwano człowieka zwierzęciem tworzącym symbole, gdyż pozbawieni zdolności mówienia, nie zasługiwalibyśmy chyba na miano istoty ludzkiej. Ale każda funkcja człowieka zależy od jego styczności z zewnętrznym światem. Uczymy się myśleć obserwując innych i słuchając ich nauk. Rozwijamy nasze emocjonalne, intelektualne i artystyczne zdolności pod wpływem kontaktu z zasobem osiągnięć naukowych i artystycznych stworzonych przez społeczeństwo. Uczymy się kochać i troszczyć o innych dzięki styczności z nimi oraz uczymy się powściągać popędy wrogości i egoizmu przez miłość do innych albo przynajmniej z bojaźni przed nimi.


Czyż zatem stworzona przez człowieka istniejąca na zewnątrz nas rzeczywistość nie jest najważniejszym czynnikiem rozwoju tego, co w nas najlepsze, i czy nie powinniśmy się obawiać, że straciwszy kontakt z zewnętrznym światem, cofniemy się na jakiś czas do etapu prymitywnego, prawie zwierzęcego, bezrozumnego stanu umysłu? Wiele przemawia na rzecz takiego przypuszczenia i pogląd, że regresja taka jest cechą znamienną stanu snu, a zatem i aktywności sennej, wyznawali liczni badacze marzeń sennych od Platona do Freuda. Z tego punktu widzenia sny mają być wyrazem irracjonalnych prymitywnych dążeń drzemiących w nas i fakt, że tak łatwo zapominamy o naszych rojeniach sennych, tłumaczy się aż nadto tym, iż wstydzimy się owych irracjonalnych i zbrodniczych popędów, które przejawiają się w nas, gdy tylko społeczeństwo traci nad nami nadzór. Niewątpliwie ta interpretacja snów jest prawdziwa i wkrótce się na nią powołamy, przytaczając kilka przykładów. Chodzi jednak o to, czy jest ona wyłącznie prawdziwa, czy też negatywne elementy, jakie niesie ze sobą wpływ społeczeństwa, nie tłumaczą paradoksalnego faktu, że jesteśmy nie tylko mniej rozumni i mniej obyczajni w naszych snach, lecz że jesteśmy też inteligentniejsi, mądrzejsi oraz zdolni do lepszego osądu, gdy śpimy, niż gdy czuwamy.


W istocie, kultura wywiera nie tylko korzystny, lecz także szkodliwy wpływ na naszą działalność intelektualną i moralną. Ludzie są od siebie zależni, potrzebują się nawzajem. Ale na przebieg dziejów ludzkich po dzień dzisiejszy oddziaływa jeden fakt: produkcja materialna nie wystarcza do zaspokojenia prawowitych potrzeb wszystkich ludzi. Stół nakryto jedynie dla garstki spośród tych wielu, którzy chcieli zasiąść przy nim i jeść. Ci, którzy byli mocniejsi, usiłowali zapewnić sobie nakrycia, a znaczyło to, że j musieli uniemożliwić innym zdobycie miejsc. Gdyby kochali oni swych braci w tym stopniu, w jakim domagali się tego Budda, prorocy czy też Jezus, podzieliliby się z nimi chlebem zamiast samym jeść mięso i pić wino. Ale ponieważ miłość jest najwznioślejszym i najtrudniejszym do osiągnięcia stanem rodzaju ludzkiego, nie uchybia wcale człowiekowi, że ci, którzy mogli zasiąść przy stole i cieszyć się przyjemnościami życia, nie chcieli się dzielić, a zatem byli zmuszeni ubiegać się o władzę nad tymi, którzy zagrażali ich przywilejom. Władza ta była często władzą zdobywcy, fizyczną siłą, która przymuszała większość ludzi do zadowalania się swym losem. Lecz siłą fizyczną nie zawsze się rozporządzało i nie zawsze wystarczała. Należało mieć władzę nad umysłem ludzi, aby zmusić ich do powstrzymania się od użycia pięści. To panowanie nad umysłem i uczuciem stanowiło niezbędny element utrzymania przywilejów mniejszości. W trakcie tego procesu jednakże umysły owych nielicznych uległy podobnemu wypaczeniu co i umysły mas. Strażnik, który pilnuje więźnia, staje się niemal w równym stopniu więźniem co i sam uwięziony. Elita, która musi sprawować nadzór nad tymi, którzy nie należą do wybranych, staje się więźniem swych własnych dążności restrykcyjnych. Tak więc umysł ludzki, zarówno rządzonych, jak i rządzących, zbacza od swego istotnie ludzkiego celu, polegającego na humanitarnym myśleniu i odczuwaniu, używaniu i rozwijaniu właściwych człowiekowi władz rozumu i miłości, których niepełny rozwój przyprawia ludzi o duchowe kalectwo.


Autor:  Philip Straub

Przy takim odchyleniu i wypaczeniu ulega zwichnięciu charakter człowieka. Zaczynają brać w nim górę dążenia sprzeczne z interesem prawdziwie ludzkiej natury. Tkwiące w nim siły miłości ulegają zubożeniu, rodzi się chęć władzy nad innymi. Jego wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa maleje, a to popycha go do szukania kompensacji w namiętnej żądzy sławy i prestiżu. Traci poczucie godności i prawości i zmuszony jest przeobrazić się w rodzaj towaru, czerpiącego poczucie własnej ambicji ze swej pokupności, ze swego sukcesu. Wszystko to sprawia, że uczymy się nie tylko tego, co prawdziwe, lecz również, tego, co fałszywe. Że słyszymy nie tylko to, co jest dobre, lecz znajdujemy się też pod ustawicznym wpływem idei szkodliwych dla życia.

Dotyczy to zarówno prymitywnych plemion, w których ścisłe prawa i zwyczaje wywierają wpływ na umysłowość, jak i nowoczesnego społeczeństwa rzekomo nie skrępowanego surowym rytuałem. Pod wieloma względami rozpowszechnienie umiejętności czytania i pisania oraz rozwój środków masowej informacji sprawiły, iż oddziaływanie kulturowych stereotypów stało się równie skuteczne co i w małej, poddanej ścisłym ograniczeniom kulturze plemiennej. Współczesny człowiek narażony jest na niemal bezustanny “hałas", hałas radia, telewizji, krzykliwość reklamy, gazet, kina, które przeważnie nie oświecają naszych umysłów, lecz je ogłupiają. Jesteśmy narażeni na przybierające pozór racjonalności kłamstwa, które
podają się za prawdy, na oczywisty nonsens występujący pod przebraniem zdrowego rozsądku, bądź też wyższej mądrości specjalistów od zawracania głowy, na intelektualne lenistwo, czyli nieuczciwość, która przemawia w imieniu “honoru" czy “realizmu", zależnie od okoliczności. Czujemy się wyżsi nad przesądy poprzednich pokoleń i tak zwanych kultur prymitywnych, a wbija się w nas ustawicznie dokładnie tego samego rodzaju przesądne wierzenia, które podają się za najnowsze odkryci nauki. Czy można się więc dziwić, iż życie na jawie nie jest wyłącznie błogosławieństwem, lecz także przekleństwem? Czyż dziwi fakt, że w stanie snu, gdy przebywamy sami ze sobą, gdy możemy wglądać w siebie nie nękani hałasem i nonsensem, które otaczają nas za dnia, potrafimy lepiej odczuwać i rozważać nasze najbardziej autentyczne i najwartościowsze uczucia i myśli?


Oto zatem wniosek, do którego doszliśmy: stan snu spełnia dwuznaczną funkcję. Właściwy mu brak styczności z kulturą sprzyja przejawianiu się zarówno tego, co w nas najgorsze, jak i tego, co najlepsze: jeśli więc śnimy, możemy być mniej inteligentni, mniej mądrzy i mniej obyczajni, lecz możemy także okazać się lepsi i mądrzejsi niż w życiu na jawie. 


Dochodząc do tego punktu naszych rozważań, natykamy się na trudny problem: skąd wiemy, czy sen można pojmować jako wyraz tego, co w nas najlepsze czy też najgorsze? Czy istnieje jakaś zasada, która by mogła pokierować naszą próbą rozwikłania tej kwestii?


Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy porzucić nieco ogólnikową płaszczyznę naszych rozważań i usiłować głębiej wniknąć w zagadnienie, omawiając pewną liczbę konkretnych przykładów z dziedziny snów.


Z następującego snu zdał relację człowiek, który w przeddzień spotkał “bardzo ważną osobistość". Człowiek ten cieszył się opinią mądrego i uprzejmego i ów śniący odwiedził go, będąc pod wrażeniem tego, co słyszał o starcu. Wyszedł po jakiejś godzinie z uczuciem, że zetknął się z wielkim i dobrym człowiekiem.


“Widzę pana X (“bardzo ważną osobistość"); jego twarz wygląda całkiem odmiennie niż wczoraj. Widzę okrutny wyraz ust i srogie oblicze. Opowiada ze śmiechem komuś, że udało mu się właśnie wyłudzić od biednej wdowy jej ostatnie grosze. Odczuwam gwałtowną zmianę uczuć." 


Kiedy poproszono go, aby powiedział, co przychodzi mu na myśl w związku z tym snem, śniący zauważył, iż mógł zapamiętać krótkotrwałe uczucie rozczarowania, gdy wszedł do pokoju pana X i rzucił przelotnie okiem na jego twarz; uczucie to jednak znikło, skoro tylko X nawiązał z nim ujmującą i przyjazną rozmowę. Jak mamy rozumieć ten sen? Może ten, który śnił, zazdrości panu X sławy i z tego powodu czuje do niego niechęć? W tym przypadku sen byłby wyrazem irracjonalnej nienawiści, którą ów śniący żywi, nie uświadamiając jej sobie. Ale w przytoczonym I przeze mnie przykładzie sprawa wyglądała inaczej. W trakcie dalszych spotkań, gdy już nasz śniący uświadomił sobie na podstawie snów swoje podejrzenia, zaczął uważnie obserwować X i odkrył, że w człowieku tym kryje się element bezwzględności, dostrzeżony przez niego po raz pierwszy we śnie. Wrażenie potwierdziła opinia tych nielicznych, którzy odważyli się wątpić w zdanie większości, że X jest tak dobrym człowiekiem. Znalazło to potwierdzenie w niektórych faktach z życia X, które nie były bynajmniej tak brutalne, jak owo zdarzenie we śnie, niemniej wyrażały podobne nastawienie.


Obserwacja nasza sprowadza się zatem do tego że wgląd owego śniącego w charakter X był o wiele wnikliwszy w czasie snu niż na jawie. ,,Hałas" opinii publicznej, akcentującej, że X jest cudownym człowiekiem, nie pozwolił mu na krytyczne nastawienie wobec X w momencie, gdy go ujrzał. I dopiero później, gdy już miał ów sen, przypomniał sobie to uczucie nieufności i wątpliwości, jakie go w ułamku sekundy ogarnęło. W swych marzeniach sennych, gdy nie zagrażał mu ów “hałas" i miał możność przestawania tylko z sobą oraz swoimi wrażeniami i uczuciami, mógł wydać sąd, który okazał się celniejszy i prawdziwszy niż sąd powzięty na jawie.


"Breakwaters" -- Stefana Tserk


W przypadku tego, jak i innych snów, dopiero wtedy możemy rozstrzygnąć, czy wyrażają one irracjonalną namiętność, czy też głos rozsądku, jeśli poznamy osobę śniącego, nastrój, w jakim się znajdował zasypiając, i wszystkie dane dotyczące rzeczywistej sytuacji, o jakiej śnił. W tym wypadku interpretację naszą potwierdza wiele czynników. Śniący ów mógł zapamiętać początkowe przelotne wrażenie niechęci. Nie miał po temu żadnego powodu i nie żywił żadnych wrogich uczuć wobec X. Fakty wzięte z życia X oraz późniejsze obserwacje potwierdziły wrażenie, jakie nasz śniący odniósł podczas snu. Gdyby brakowało wszystkich tych czynników, interpretacja nasza byłaby odmienna. Jeśliby na przykład miał skłonność do zazdroszczenia sławnym ludziom, nie mógł poprzeć żadnymi dowodami swojego sądu o X powziętego we śnie, nie mógł przypomnieć sobie uczucia odrazy, kiedy ujrzał go po raz pierwszy, wówczas oczywiście można by przypuszczać, że ów sen nie był wyrazem wnikliwości, lecz stanowił przejaw irracjonalnej nienawiści.


Wnikliwość wiąże się ściśle z przepowiadaniem. Przepowiadać znaczy to wywnioskować przyszły bieg wydarzeń z kierunku i natężenia sił, których działa nie możemy obecnie dostrzec. Wszelka gruntowna wiedza polegająca nie na znajomości zewnętrznej strony wydarzeń, lecz sił działających pod ich po wierzchnią, prowadzi do przepowiadania i każda traf na przepowiednia musi się opierać na takiej wiedzy. Nic dziwnego, że często przepowiadamy procesy rozwojowe i wydarzenia potwierdzone później przez fakty. Jeśli się pominie całkowicie kwestię telepatii, liczne sny, w których śniący przewiduje przyszłe wypadki, można rozpatrywać w kategoriach racjonalnych przepowiedni, które powyżej zostały zdefiniowane.


Jednym z najstarszych snów wróżebnych był sen Józefa. Gdy opowiadał go braciom, ci zapałali do niego jeszcze większą nienawiścią. Mówił im bowiem: “Posłuchajcie, jaki miałem sen. Śniło mi się, że wiązaliśmy snopy na polu i wtedy snop mój podniósł się i stanął, a snopy wasze otoczyły go kołem i oddały mu pokłon." Rzekli mu bracia jego: “Czyż miałbyś jako król panować nad nami i rządzić nami jak władca?" I jeszcze bardziej go nienawidzili z powodu jego snów i wypowiedzi. A potem, miał on jeszcze inny sen i opowiedział go braciom swym tak: “Śniło mi się jeszcze, że słońce, księżyc i jedenaście gwiazd oddają mi pokłon." A gdy to powiedział ojcu i braciom, ojciec skarcił go mówiąc: “Co miałby znaczyć ów sen? Czyż ja, matka twoja i twoi bracia mielibyśmy przyjść do ciebie i nisko ci się kłaniać?" Bracia zazdrościli mu, lecz ojciec zapamiętał sobie jego sen.


Ta historia ze Starego Testamentu przedstawia nam sytuację, w której “laik" wciąż rozumiał sny bezpośrednio i aby pojąć stosunkowo proste marzenie, senne nie potrzebował pomocy biegłego tłumacza. (Dowodem tego, że zrozumienie trudniejszego snu wymagało pomocy znawcy, jest opowieść o snach faraona, gdzie w istocie rzeczy dworscy tłumacze snów nie byli w stanie pojąć snów władcy i trzeba było zawezwać Józefa). Bracia rozumieją natychmiast, że, sen ów wyraża rojenia Józefa, wyobrażającego sobie, iż któregoś, dnia wzniesie się zarówno nad swego ojca, jak i nad nich, oni zaś będą musieli się go lękać. Niewątpliwie sen ten jest wyrazem ambicji Józefa, bez której nie osiągnąłby prawdopodobnie tak wysokiego stanowiska, jakie zdobył. Tak się jednak składa, że sen ów się spełnił, że nie był tylko wyrazem irracjonalnej ambicji, lecz zarazem zapowiedzią wydarzeń, które rzeczywiście nastąpiły. Jak mógł] Józef wygłosić taką przepowiednię? Dzieje jego życia w przekazie biblijnym wskazują, że był on niej tylko ambitnym człowiekiem, lecz także człowiekiem o niezwykłym talencie. Zdaje sobie dokładniej sprawę ze swych nadzwyczajnych uzdolnień we śnie niż na jawie, gdzie ciążył na nim fakt, że jest młodszy i słabszy niż wszyscy jego bracia. Sen Józefa jest swoistą mieszaniną namiętnej ambicji oraz wglądu we własne uzdolnienia, bez których jego sen niej mógłby się spełnić.


Przepowiednia innego rodzaju pojawia się w następującym śnie: A, który spotkał się z B w celu omówienia przyszłej współpracy, odniósł dodatniej wrażenie i postanowił, że przyjmie B do swego interesu jako wspólnika. Następnej nocy po spotkaniu) miał taki sen: “Widzę B, jak siedzi w naszym wspólnym biurze i przegląda księgi rachunkowe i zmienia w nich cyfry, aby ukryć fakt, że przywłaszczył sobie wielką sumę pieniędzy".


 A budzi się i - ponieważ przywiązuje wagę do treści snów - popada w zakłopotanie. Przekonany, że sny stanowią zawsze wyraz naszych irracjonalnych pragnień, wmawia sobie, że ten sen jest wyrazem właściwego mu ducha rywalizacji i wrogiego nastawienia do innych ludzi, że owa wrogość i podejrzenia prowadzą go do fantastycznych rojeń, jakoby B był złodziejem. Objaśniwszy sobie tak ten sen, czyni największe wysiłki, aby wyzbyć się tych irracjonalnych podejrzeń. Gdy już uruchomił ową spółkę handlową z B, wydarzył się szereg incydentów, które na nowo obudziły podejrzenia A. Mając w pamięci swój sen i jego interpretację, A był jednak przeświadczony, że znowu ulega irracjonalnym podejrzeniom i wrogim uczuciom, i postanowił nie zwracać żadnej uwagi na te okoliczności, które zrodziły w nim podejrzliwość. Po roku jednak odkrył, że B sprzeniewierzył znaczną sumę pieniędzy, zacierając ów fakt przez fałszywe wpisy do ksiąg rachunkowych. Jego sen sprawdził się niemal dosłownie.


Analiza skojarzeń A wykazała, że sen jego wyrażał pewien wgląd w B, dokonany w czasie pierwszego spotkania, ale który nie ujawnił się świadomie w jego myślach za dnia. Te liczne i złożone obserwacje, jakie czynimy względem innych osób w ułamku sekundy, nie uświadamiając sobie własnych procesów myślowych, pozwoliły mu poznać, że B jest nieuczciwy. Ponieważ jednak nic nie świadczyło na rzecz tego poglądu i ponieważ maniery B sprawiły, iż trudno było A w jego świadomych rozważaniach uwierzyć w nieuczciwość B, stłumił on całkowicie tę myśl lub raczej myśl ta nie zarejestrowała się w jego świadomości podczas czuwania. We śnie jednak uzyskał pełną świadomość swoich podejrzeń i gdyby posłuchał tych własnych informacji, mógłby uniknąć Wielu kłopotów. Przekonanie, że sny są zawsze wyrazem naszych irracjonalnych wyobrażeń i pragnień, kazało mu mylnie interpretować ów sen, a nawet | pewne późniejsze fakty.


Autor:  Robert Finale


Ze snem będącym wyrazem osądu moralnego spotykamy się w przypadku pisarza, któremu zaproponowano posadę, na której zarobiłby o wiele więcej] pieniędzy, niż zarabiał dotychczas, gdzie jednak byłby zmuszony do pisania tekstów niezgodnych ze swymi przekonaniami i do pogwałcenia swojej osobistej uczciwości. Niemniej z punktu widzenia finansowego] i prestiżu oferta ta była tak nęcąca, że nie potrafił] jej odrzucić. Na wszelkie sposoby, jakie większość! ludzi w takiej sytuacji stosuje, usiłował to sobie racjonalnie wyjaśnić. Rozumował, że może mimo wszystko widzi sytuację w zbyt czarnych kolorach i ustępstwa, do których byłby zmuszony, są mniejsza natury. Ponadto, choćby nawet nie mógł pisać według własnego upodobania, ów stan trwałby tylko kilka lat, potem zaś porzuciłby tę posadę i miałby tyle pieniędzy, że cieszyłby się całkowitą niezależnością i mógłby wykonywać pracę, do której przywiązywał znaczenie. Myślał o swych przyjaciołach i krewnych i o tym, co mógłby dla nich zrobić. Czasami cały problem rysował się w jego wyobraźni w taki właśnie sposób, że przyjęcie posady wydawało się jego moralną powinnością, podczas gdy odrzucenie jej stanowiłoby wyraz folgowania samemu sobie, postawy egoistycznej. Jednak takie racjonalni rozumowanie naprawdę go nie zadowalało; nęka go wciąż wątpliwości i nie był w stanie podjąć decyzji, aż pewnej nocy miał następujący sen:

“Siedziałem w samochodzie u stóp wysokiej góry gdzie zaczynała się wąska i niezmiernie stroma droga, wiodąca na jej szczyt. Byłem niezdecydowana czy powinienem tam wjechać, ponieważ droga ta wydawała się bardzo niebezpieczna. Ale człowiek, który stał obok mego samochodu, kazał mi jechać i niczego się nie lękać. Wysłuchałem go i postanowiłem pójść za jego radą. Jechałem pod górę, a droga stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Nie mogłem się jednak zatrzymać, ponieważ nie było żadnej możliwości zawrócenia. Gdy znalazłem się nie opodal szczytu, silnik stanął, hamulce przestały działać, samochód potoczył się do tyłu i wywrócił się nad przepaścią. Obudziłem się przerażony".

Trzeba zrelacjonować pewne skojarzenie, niezbędne do całkowitego zrozumienia tego snu. Śniący powiedział, że człowiek, który zachęcił go do jazdy ową drogą, jest jego byłym przyjacielem, artystą malarzem, który “się sprzedał", został modnym portrecistą i zarobił mnóstwo pieniędzy, lecz jednocześnie utracił siłę twórczą. Pisarz wiedział, że pomimo osiągniętego sukcesu przyjaciel ów jest nieszczęśliwy i cierpi nad tym, iż zdradził samego siebie. Zrozumienie całego snu nie jest rzeczą trudną. Urwista góra, na którą ten człowiek miał wjechać, stanowi symboliczny wyraz kariery, będącej nieuchronnie sprawą jego własnego wyboru. We śnie wie, że ta droga jest niebezpieczna. Jest świadomy faktu, że jeśli przyjmie ofertę, uczyni dokładnie to samo, co było udziałem jego przyjaciela, coś, za co nim pogardzał i z powodu czego zerwał tę przyjaźń. We śnie uświadamia sobie, że postanowienie to może doprowadzić go tylko do zguby. W widzeniu sennym jest to zagłada jego fizycznego “ja", symbolizującego jego “ja" intelektualne i duchowe, któremu grozi zniszczenie. W czasie snu śniący dostrzegł wyraźnie problem natury etycznej i rozpoznał, że musi wybrać między sukcesem z jednej strony a uczciwością i szczęściem z drugiej. Poznał, jaki byłby jego los, gdyby powziął mylną decyzję. Na jawie nie spostrzegł tej alternatywy w sposób wyraźny. Pozostawał bowiem pod wrażeniem “hałasu", który głosi, iż głupotą jest odtrącać okazję większych zarobków, większej władzy i prestiżu. Tak ulegał głosom, które mówią, że być “idealistą" jest rzeczą dziecinną i niepraktyczną, że uwikłał się w argumentację, jaką się człowiek posługuje, aby zagłuszyć głos sumienia. W tym szczególnym przypadku, gdy uświadomił sobie fakt, że często sny mówią nam więcej niż życie na jawie, sen ów do tego
stopnia nim wstrząsnął, iż mgła, jaka zasnuła jego umysł, rozwiała się, tak że dostrzegł alternatywę w sposób wyraźny i powziął decyzję wyrokującą na rzecz uczciwości, a przeciw pokusie wiodącej do samozagłady.


Autor:  Robert Finale


W snach nie tylko wnikamy w nasze stosunki z innymi czy też ich z nami, nie tylko oceniamy wartość sądów i przepowiedni, lecz także jesteśmy świadkami intelektualnych operacji, wznoszących się nad procesy myślowe występujące na jawie. Nie jest to rzeczą dziwną, ponieważ wnikliwe myślenie wymaga pewnego stopnia koncentracji, której jesteśmy często pozbawieni w życiu na jawie, podczas gdy stan snu sprzyja skupieniu. Najlepiej znanym przykładem tego rodzaju snu jest przypadek odkrywcy pierścieniowej budowy benzenu. Od dość dawna poszukiwał on chemicznego wzoru benzenu i pewnej nocy ów poprawny wzór stanął mu przed oczyma we śnie. Miał tyle szczęścia, że przypomniał go sobie po przebudzeniu; Istnieją liczne przykłady ludzi, którzy poszukują rozwiązania jakiegoś problemu w dziedzinie matematyki, mechaniki, filozofii czy też dążą do rozwikłania kwestii praktycznych i pewnej nocy jawi im się owo rozwiązanie we śnie z całkowitą wyrazistością.


Czasami pojawiają się w snach nadzwyczaj skomplikowane rozważania intelektualne. Następujący przykład ilustruje taki właśnie proces myślowy przebiegający we śnie, chociaż także zawiera element bardzo osobisty. Śni kobieta inteligentna; a oto jej sen:

“Widziałam kota i wiele myszy. I pomyślałam sobie, że zapytam jutro rano swego męża, czemu setka myszy nie jest mocniejsza od jednego kota i dlaczego nie mogą go pokonać. Wiem, że mi odpowie, iż nie różni się to w niczym od problemu historycznego, podobnie bowiem dyktatorzy mogą rządzić milionami ludzi, nie lękając się z ich strony obalenia. Wiedziałam jednak, że kwestia ta była zwykłym trikiem i że odpowiedź jego była fałszywa".

Następnego ranka opowiedziała mężowi pierwszą część snu i spytała go: “Co znaczy mój sen, w którym setka myszy nie mogła pokonać jednego kota?" Bezzwłocznie otrzymała odpowiedź taką, jaka się jej uprzednio śniła. W dwa dni później deklamowała mężowi ułożony przez siebie krótki wierszyk. Wierszyk ten traktował o czarnym kocie, który znalazł się na pokrytych śniegiem polach, otoczony przez setki myszy. Wszystkie myszy wyśmiewały kota, ponieważ był czarny i na tle śniegu widać go było bardzo wyraźnie, kot więc zapragnął być biały i mniej widoczny. Jedno zdanie wierszyka brzmiało: “I teraz pojmuję, co mnie zaintrygowało ubiegłej nocy." Powtarzając ten utwór mężowi nie uświadamiała sobie żadnego powiązania między wierszem a snem. Mąż dostrzegł ów związek i rzekł: “No cóż, wierszyk wyjaśnia twój sen. Nie utożsamiałaś się, jak sądzę, z myszami, lecz z kotem; w swoim śnie byłaś dumna, że nawet setka myszy nie może cię pokonać. Jednocześnie ujawniasz uczucie upokorzenia, że słabe myszy, wobec których odczuwasz wyższość, mogą się śmiać, widząc cię tak wyraźnie." (Śniąca kocha koty i czuje się im bliska.)



To była ostatnia część. Poprzednią znajdziecieTUTAJ


Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII