Leszek Kołakowski - Bajki różne. Część VIII



VIII: Czerwona Łata

— Ładna pogoda — powiedział Etam.
— Masz łatę na spodniach - rzekła Nita surowo.
— Nie mam łaty!
— Masz łatę!
— Nie mam łaty!
— Masz łatę! 
Etam odszedł obrażony. Miał czerwoną łatę na spodniach, ale uważał, że Nita nie powinna mu tego wypominać, ponieważ podarł sobie spodnie chodząc po drzewie sąsiada, gdzie zrywał dla niej niedojrzałe gruszki. Ale, co gorsza, łata rosła. Rano była wielkości śliwki, w po­łudnie wielkości dużego pomidora, a pod wieczór miała rozmiar sporej dyni. Etam obserwował z niepokojem powiększanie się łaty i zjawisko to wydało mu się trochę dziwne. Udał się do przyjaciela nazwiskiem Syso, który wszystko wiedział. Syso przy­glądał się uważnie rosnącej łacie, po czym oświadczył, że to Etam jest winien, bo niepotrzebnie zrywał gruszki w ogrodzie sąsiada. Etam znów się obraził i oświadczył, że Syso jest głupi i nie wie wcale, dlaczego łata rośnie. Koło północy całe spodnie zamieniły się w jedną czerwoną łatę. Na pozór mogło to być wyjście, ale jakoś tak się działo, że każdy, kto spojrzał na spod­nie, od razu wiedział, że to łata, nie czerwone spodnie, albo, inaczej, że są to spodnie z laty, a nie spodnie prawdziwe. Innych spodni Etam nie miał. Teraz nie miał spodni w ogóle, tylko łatę. Co gorsza, Syso w pół godziny po wyjściu Etama zauważył, że sam ma czerwoną łatę na spodniach, chociaż wcale nie zrywał gruszek z drzewa sąsiada. Po prostu, jak się okazało, zaraził się od kolegi. Pobiegł do innego przyjaciela podzielić się wiadomo­ścią i z kolei tamtego zaraził. Następnego dnia rano wszyscy chłopcy we wsi mieli czerwone łaty na spodniach, bo wszyscy się od siebie pozarażali. Łaty rosły i pod wieczór nikt już nie miał spodni, tylko każdy chodził w czerwonej łacie.


Sytuacja stała się groźna. Nie można przecież chodzić bez spodni. Czerwona łata — to była rzecz ośmieszająca i niebezpie­czna. Wszyscy chłopcy zebrali się, aby wspólnie omówić położe­nie i podjąć jakieś środki. Pierwszy przemówił Syso.Uważam — powiedział — że Etam jest wszystkiemu wi­nien. On nas zaraził łatą, której się nabawił zrywając gruszki od sąsiada. Teraz powinien nam wszystkim kupić nowe spodnie. 
A ja uważam — powiedział inny chłopiec — że to Nita jest wszystkiemu winna, bo Etam na jej żądanie zrywał gruszki. A więc Nita powinna nam kupić nowe spodnie.Etam wstał i oświadczył: - Chłopcy, bardzo mi przykro, że zaraziłem was łatą. Niestety, nie wiedziałem, że tak się stanie i nie mogłem tego przewidzieć. A spodni wam nie kupię, bo wie­cie, że nie mam za co. Nawet sobie samemu nie mam za co ku­pić spodni. Powiedział tyle i usiadł. Sprawa upadła, bo wszyscy przecież wiedzieli, że ani Etam, ani Nita nie mają pieniędzy i nie mogą nikomu kupić spodni. 
No więc co będziemy robili? - krzyknął Syso. - Nie mo­żemy przecież chodzić bez spodni! 
Rodzice nam kupią — powiedział jakiś chłopiec. 
Bzdury - wrzasnął Syso. - Kto kiedy widział, żeby rodzi­ce kupowali spodnie? Nic z tego. Musimy tę sprawę sami załat­wić.
W tym momencie Nita przyszła na zebranie. Właściwie nikt jej nie prosił, ale nie chcieli jej też wyrzucać. Nita była bardzo ładna i chłopcy lubili na nią patrzeć. Teraz czekali od niej rady, bo uważali, że ona jednak do pewnego stopnia odpowiada za ła­ty i brak spodni. „No, poradź coś, poradź” — zaczęli wołać. 
Ja mam pomysł - powiedziała Nita. - Będziemy uważali łaty za spodnie. 
Co to znaczy? 
Po prostu. Ogłosimy, że to, co nosicie, to nie są łaty, ale zwyczajne spodnie czerwonego koloru.Ale każdy widzi, że to nie spodnie, tylko łaty. 
Nic podobnego. Każdy wie, że to łaty, bo pamięta, jak łaty przedtem rosły. Ale kiedy nazwiemy łaty spodniami, nikt nie zauważy.
Pomysł Nity spodobał się chłopcom, zwłaszcza, że nie było innego. Ogłosili, że we wsi wszyscy chłopcy noszą czerwone spodnie i nikt nie ma żadnych łat. I rzeczywiście, udało się. Star­si ludzie uznali szybko, że chłopcy chodzą po prostu w czerwo­nych spodniach i cała sprawa poszła w zapomnienie. Ale był to właśnie koniec wakacji i chłopcy musieli wrócić do szkoły. Zjawili się więc i usiedli w swoich ławkach. Przyszedł nauczyciel, spojrzał na nich i osłupiał z przerażenia. 
Chłopcy! — krzyknął. - Co to ma znaczyć?! Przyszliście do szkoły bez spodni! 
Ależ jak to? — zaczęli wołać po kolei. — Wszyscy mamy spodnie. Nowe czerwone spodnie! 
Wstydźcie się — powiedział nauczyciel surowo. — Nikt z was nie ma na sobie ani kawałeczka spodni. Nosicie łaty, prze­cież dobrze widzę. Spodni ani śladu. Marsz do domu i proszę natychmiast wracać w spodniach. Nie będę uczył chłopców bez spodni, ponieważ to uwłacza mojej godności nauczycielskiej.
To powiedziawszy, wyszedł z klasy. Wybuchła wielka wrza­wa, wszyscy chłopcy zaczęli krzyczeć i zastanawiać się, w jaki sposób nauczyciel rozpoznał, że nie mają spodni, ale chodzą w samej łacie. 
Coś musi być w tych spodniach - martwił się Etam - że widać po nich, że są zrobione z łaty i nie są prawdziwymi spod­niami. 
Ba, ale co? 
Ja mam pomysł - zawołała Nita.
Znowu wybuchła wrzawa. Chłopcy nie chcieli słuchać Nity, bo przedtem dała im złą radę i teraz okazało się, że sytuacja wcale się nie poprawiła. Ale ponieważ sami nie mieli żadnego pomysłu, zgodzili się wysłuchać Nity. 
Mój pomysł jest taki - powiedziała Nita. - Ostatnio nikt nie chodził po drzewach, bo baliście się sobie podrzeć spodnie. Ale ktoś musi wejść na drzewo i zrobić sobie dziurę, a potem przyszyć łatę. Przedtem zaraziliście się łatą, ale teraz zrobi się łatę w łacie i to będą spodnie. Potem zarazicie się od siebie spodniami, tak jak przedtem łatą i będziecie mieli spodnie z powrotem. 
Spróbujmy — powiedział Syso zgnębiony. — Nie mamy in­nego wyjścia. Ale kto wejdzie na drzewo? 
Jak to kto? Oczywiście Etam!
Tak postanowiono. Etam wszedł na drzewo i zrobił sobie wielką dziurę. Załatał ją zaraz byle czym, a potem chłopcy sie­dzieli razem i czekali, aż się pozarażają od siebie. Czekali, cze­kali, ale nic z tego nie wychodziło. Byli wściekli na Nitę, że zno­wu dała im niedobrą radę. Nikt się nie zaraził. Właśnie kiedy tak siedzieli nad stawem, przejeżdżał listo­nosz na rowerze. Wiadomą jest rzeczą, że listonosze są bardzo mądrymi ludźmi, właściwie najmądrzejszymi na świecie. Chłop­com przyszło więc do głowy, że może on im poradzi coś rozsąd­nego. Poprosili, żeby się zatrzymał, i wyłożyli mu całą sprawą od początku. Ale listonosz zaczął się śmiać z ich niewiedzy. 
— Ależ chłop­cy - powiedział - musicie się uczyć lepiej. Chyba wam w szkole powiedzieli, że można się zarazić tylko łatą, ale nie można się zarazić spodniami?
Ale chłopcy nic o tym nie wiedzieli. Dopiero teraz poznali tę prawdę. Niestety, nic im z tego nie przyszło. Listonosz powie­dział, że zaraz będzie deszcz i odjechał. Ponieważ rady nie znaleźli, a już było i tak wszystko jedno, wszyscy chłopcy powłazili na drzewa, czego od kilku dni nie ro­bili. Oczywiście, wszyscy porobili sobie od razu wielkie dziury. Ale teraz było im wszystko jedno. Każdy załatał dziurę byle czym i następnego dnia rano wszyscy udali się do szkoły w tych samych - jak to nazywali - czerwonych spodniach, ale bardzo mocno połatanych. Przyszedł nauczyciel i rozejrzał się po klasie.

Chłopcy cze­kali ze strachem, co też powie, bo przecież sytuacja była jeszcze gorsza, niż wczoraj: mieli te same niby-spodnie, które wcale nie były spodniami, ale do tego były jeszcze podziurawione i połatane.
Ale, o dziwo! Nauczyciel przyjrzał się uważnie klasie i z uznaniem pokiwał głową. „No, chłopcy - powiedział.  
Widzę, że wzięliście sobie do serca to, co mówiłem. Macie wreszcie spod­nie”.
Chłopcy nie mogli wyjść z podziwu. Etam, który był naj­odważniejszy, wstał i powiedział: „Panie profesorze, my wszyscy mamy na sobie to samo, co wczoraj, tylko porobiliśmy dziury i połataliśmy je byle czym”. Nauczyciel uśmiechnął się tylko.   
Moi chłopcy — powiedział. — Wczoraj nikt z was nie miał spodni, tylko łaty. Uważajcie — mieliście łaty, a nie połatane spodnie. Dzisiaj macie połatane spodnie. Nie bywają przecież połatane laty, a wy jesteście poła­tani. Musicie więc mieć spodnie. O to mi tylko chodziło. Nie mówiłem wam przecież, żebyście byli bez łat, żądam po prostu, żebyście założyli spodnie, takie, jakie macie. Teraz macie spod­nie i wszystko jest w porządku”. Potem zaczęła się lekcja, w której nauczyciel mówił o tym, jak zbudowane są skrzela rybie. 
Chłopcy byli zdumieni i nie wie­dzieli, co mają sądzić o oświadczeniu nauczyciela. Nic jednak nie wymyślili, ani w czasie lekcji, ani potem. Wrócili do domu i cho­dzili w połatanych spodniach czerwonego koloru.
Od tego czasu Nita uchodzi za bardzo mądrą osobę, ponie­waż dzięki jej radom chłopcy odzyskali spodnie. Wprawdzie ła­tane, ale zawsze lepiej mieć spodnie łatane niż żadne. Dlaczego można się zarazić łatą, a nie można się zarazić spodniami - o tym nauczyciel obiecał opowiedzieć im dopiero później, jak nie­co podrosną. 
Teraz bowiem — wyjaśnił — nie mogliby jeszcze zrozumieć należycie tej sprawy. Droga dziatwo! To opowiadanie, prawdziwe we wszystkich szczegółach, jest dla was także bardzo pożyteczne. Uczy ono, że nie powinniście nigdy zrywać niedojrzałych gruszek z drzewa są­siada, albowiem powoduje to niepotrzebne komplikacje ubranio­we. A więc nie zrywajcie gruszek z drzewa sąsiada.

Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII