"Abecadło praktyczności" - Tadeusz Kotarbiński. Część II


Painting by Daniel Ridway Knight

Istota sprawności


Głównym zadaniem prakseologii jest uświadomienie, sformułowanie, uzasadnienie i systematyzacja zaleceń ogólnych i przestróg dotyczących sprawności działań, innymi słowy ich praktyczności. Charakteryzując jakiś rodzaj działania jako sprawniejszy lub mniej sprawny, jako mniej lub bardziej praktyczny, oceniamy w pewien sposób ten rodzaj działania. Ale to jest specjalna postać oceny. Można ją nazwać oceną użytkową, utylitarną, w przeciwieństwie do ocen emocjonalnych, wyrażających nasz stosunek uczuciowy do tego, co poddajemy ocenie. Czy ktoś postępuje uczciwie czy haniebnie, czy ktoś tańczy pięknie czy niezgrabnie, to nam dyktują pewne wzruszenia, których doznajemy w obliczu określonych rodzajów działań, natomiast ocenę sprawności, praktyczności ferujemy niejako na zimno, co nie przeszkadza temu, że pewne odmiany niesprawności mogą się nam nie podobać (np. niedbalstwo). Ale takie emocjonalne akcesoria nie zmieniają pozauczuciowego charakteru tego, o co idzie w gruncie rzeczy, gdy przedmiotem zastanowienia jest, czy ta a ta metoda prowadzi do obranego celu i czy prowadzi najkrótszą trasą.


Krótko mówiąc, ocena praktyczna, czyli sprawnościowa, sprowadza się do pytań o skuteczność i ekonomiczność działania. Któreż to działania są skuteczne? Takie, które prowadzą do obranego celu. Mogą to przy tym czynić bardziej lub mniej zgodnie z celem. A kiedy działanie jest ekonomiczne? O, tego są dwa różne przejawy: wydajność i oszczędność. Wydajniej zachował się Piotr niż Jan, zawsze i tylko, jeżeli przy tym samym stopniu zużycia zasobów, przy tym samym ich ubytku, uzyskał większy nabytek, większą miarę zamierzonych osiągnięć. Oszczędniej zaś poczynał sobie Piotr niż Jan, zawsze i tylko, jeżeli tę samą miarę osiągnięć uzyskał zużywszy mniej zasobów. Ekonomiczniej pracował ten, kto z własnymi zasobami, a więc z
rozporządzalnymi rzeczami i energiami, obszedł się niejako gospodarniej. Ideał sprawności osiągnie, kto będzie dość energiczny, a zarazem dość gospodarny, dość dbały o swoje zasoby, kto ich zatem zużyje aż tyle, ile potrzeba i tylko tyle, ile potrzeba, aby powstało to, co postanowił spowodować. Taki wzorzec będzie nam stał przed oczyma w dociekaniach, o których dalej będzie mowa.


Najogólniejsze wskazania praktyczności



Przygotowanie:


Będziemy się starali podać znamienne przykłady wskazań praktyczności wedle stopnia ich zasięgu, zaczynając od najogólniejszych, to znaczy mających walor zarówno dla działań prostych, jak i dla złożonych. Do takich wskazań należą niewątpliwie dyrektywy przygotowania akcji. Aby osiągnąć pożądany skutek, trzeba wszak bez wątpienia woli, siły, wiedzy i umiejętności, a przez umiejętności rozumie się w tym miejscu biegłość manipulacyjną lub biegłość w procesach myślowych. Otóż dlatego, by móc na przykład podnieść znaczny ciężar, trzeba nie tylko chcieć tego dokonać i wiedzieć, jak się to robi, ale trzeba nadto wyrobić w sobie i siłę dostateczną, i dostateczną biegłość w podnoszeniu ciężarów. A to osiąga się drogą nabywania wprawy za pośrednictwem ćwiczeń, czyli powtarzania odpowiedniej czynności w odpowiednich odstępach czasu i z odpowiednią gradacją trudności zadania. Trzeba też drogą ćwiczeń wyrobić w sobie chęć wykonywania pewnych niemiłych czynności, na przykład czynności męczących. Ale ćwiczenie to tylko jedna z form przygotowania, gdyż obok niej jakże często potrzebne jest uplanowanie działania, tym potrzebniejsze, im zadanie jest bardziej długodystansowe i bardziej skomplikowane.


Wszelako plan bywa lepszy lub gorszy. Jakież są tedy cechy dobrego planu? Musi on być przede wszystkim niesprzeczny, zgodny wewnętrznie. Temu wymaganiu nie czynią zadość na przykład przedsiębrane przez dyletantów konstruktorów próby zbudowania tak zwanego perpetuum mobile, które by własną siłą napędową odtwarzało w pełni miarę siły zużywanej przy napędzie; a jest to przedsięwzięcie, jak wiadomo z fizyki, wewnętrznie sprzeczne. Po drugie, plan musi być wykonalny, na miarę rozporządzalnych sił. Czy zgodne z tym postulatem, czy niezgodne jest wezwanie wyrażone w Mickiewiczowskiej Odzie do młodości, które brzmi: „Mierz siły na zamiary, nie zamiar według sił!”. Sądzimy, że poeta nie zachęca bynajmniej do przedsiębrania zamiarów niewykonalnych, żąda tylko niepoprzestawania na takich zamiarach, które by były na miarę tylko sił już posiadanych. Domaga się raczej, by starać się wzmagać posiadane siły, aby uczynić wykonalnymi zamiary dalekosiężne. Następną z kolei cechą dobrego planu będzie jego celowość w stosunku do przyjętego celu; powinien on wskazać czynności, które prowadzą do celu, a nie czynności jałowe lub przeciwskuteczne. Dobrą karykaturą antytezy takiego wadliwego zachowania się jest postępowanie „małpy w kąpieli”, opisane w świetnej bajeczce Fredry. Ale wspomniane, wstępne niejako znamiona wymagają dopełnienia kilku dalszymi, by utworzyć wraz z nimi komplet cech dobrego planu.


Plan bowiem może być bardziej lub mniej racjonalny, a więc dobry plan — to plan możliwie najracjonalniejszy, tak bardzo racjonalny, jak na to pozwalają istniejące okoliczności. A stopień racjonalności planu — to stopień jego przystosowania do wiedzy osiągalnej. Ta wiedza może dotyczyć bądź sytuacji danej w chwili budowania planu, bądź prognozy późniejszego samorzutnego toku zmian rzeczywistości, bądź wreszcie struktury wewnętrznej i przystosowania do otoczenia czynności projektowanych w planie. Plan montażu aparatury fotograficznej przygotowywanej dla dokonania w określonym punkcie Ziemi zdjęć przewidywanego precyzyjnie zaćmienia Słońca — to chyba dobry przykład planu w pełni racjonalnego (oczywiście, jeżeli wszystko, co potrzeba wykonano lege artis, budując plan). Zwykle jednak poznawalność wymienionych stron rzeczywistości bywa tak czy inaczej ograniczona, limitując stopień osiągalnej racjonalności planu, na przykład w ten sposób, że im dalej posuwamy się w przyszłość w prognozach, tym mniej na ogół mogą one być racjonalne, poznawczo uzasadnione.

W każdym razie obowiązuje konstruktora dobrego planu ten wymagalnik, by jego plan był w pewnym sensie zupełny, czyli wyczerpujący, innymi słowy — by uwzględniał wszystkie czynniki, od których zależy powodzenie przedsiębranego działania. Na przykład planując uruchomienie nowego warsztatu produkcyjnego, trzeba uwzględnić potrzeby pomieszczenia, zaopatrzenia w materiały, zaopatrzenia w aparaturę, doboru personelu, kosztów własnych, organizacji zarządu, warunków bezpieczeństwa i higieny, formalności prawnych itd.


Nie mieszajmy czasem tego wymagalnika z domaganiem się szczegółowości czy też dokładności planu. Ta cecha jest bardzo zmienna, zależnie od różnych względów, między innymi od tego, w jakim stopniu szczegółowość jest osiągalna lub w jakim stopniu jest ona potrzebna. Projektowanie leków musi być dokonywane z apteczną precyzją, w planowaniu ruchów na świeżym powietrzu w miejscowościach o klimacie fantastycznym nie można się krępować nawet godzinnymi niedokładnościami.


Z tym się wiąże niezmiernie doniosła właściwość dobrego planu, mianowicie jego giętkość lub plastyczność. Trudno bowiem przewidzieć wszystkie ważne okoliczności, w których wypadnie nam działać w określonym przyszłym odcinku czasu. Trzeba więc w planie przyjąć w takim przypadku dyrektywę alternatywną: postąpimy tak lub inaczej, zależnie od tego, jak się ukształtują okoliczności; na przykład projektując wyprawę górską będziemy projektowali kontynuację marszu w razie pogody i sjestę w schronisku na wypadek burzy. A dalej: w przypadkach działań zespołowych instancja planująca może być zmuszona do przekazania przyszłemu wykonawcy planu decyzji co do wyboru jednej z możliwych dróg. Tak bywa pono nieraz na polu walki militarnej, a także w stosunkach zarządzania gospodarczego.


Wykaz zalet istotnych dobrego planu dobiega końca. Jednak pozostaje jeszcze dodać to i owo, gdyż nie wspomnieliśmy dotąd o tym, że dobry plan powinien być operatywny. Co to znaczy? Za tym słowem kryją się dwa znaczenia, oba ważne. Chodzi o to, by poszczególne dyrektywy oraz całość planu były tak zbudowane, iżby przejście od nich do ich zużytkowania wykonawczego było jak najłatwiejsze, więc — plan
powinien być dostępny, czytelny, wyrażony zrozumiale. A po drugie, chodzi o jak najłatwiejszą wykonalność każdej z jego poszczególnych dyrektyw.


Warto przy tym dołożyć starań, by wysiłek włożony w konstruowanie planu nie przepadał, nie szedł w całości na marne, jeżeli niepomyślny bieg zdarzeń zmusi do przerwania zamierzonej akcji w określonej chwili. Niechaj to, co do tej chwili będzie osiągnięte, pozostanie czymś cennym niezależnie od tego, co później nastąpi. Tak na przykład można z sensem planować produkcję cegieł jako fragment planowania budowy określonych pomieszczeń z tą myślą, że jeżeli nawet budowy tych pomieszczeń trzeba będzie zaniechać, cegły i tak znajdą inne budowlane zastosowanie.


Wreszcie końcowa uwaga dla dopełnienia analizy dobrego planu. Czy dobry plan musi zawsze zawierać termin prekluzyjny, do którego działanie planowane miałoby być zakończone? Otóż bywa tak, ale bywa też inaczej. Plan sprzętu zbóż musi się liczyć z takim terminem prekluzyjnym narzuconym przez okoliczności klimatyczne... Ale trudno ustanawiać termin prekluzyjny chociażby dla rozwiązania problemu teoretycznego: przyjdzie na nie czas, gdy odpowiedź na problem dojrzeje w umysłach badaczy.


Tyle o przygotowaniu sprawcy, jego umiejętności sprawczej i siły — drogą ćwiczeń i wprawy — i o przygotowaniu jego samowiedzy, świadomości własnego zamierzonego działania — drogą konstrukcji dobrego planu. Ale postulaty przygotowania na tym się nie kończą. Wszak trzeba jeszcze przygotować tworzywo i aparaturę, a nie sprowadza się to do samego tylko pozyskania i nagromadzenia rzeczy i zasobów energii, lecz polega w znacznej mierze na dokonaniu montażu aparatury — czyli przysposobieniu jej, zwłaszcza strukturalnym, do pełnienia funkcji zamierzonej — i na szeregu przeróbek wstępnych tworzywa. I można powiedzieć ogólnie, że tym krótsza będzie czynność końcowa, uwieńczona realizacją celu, im dłużej się ślęczy nad ogółem przygotowań. Przez naciśnięcie guzika powoduje się odprysk kawała skały, jeżeli lont i dynamit zostały uprzednio urobione i odpowiednio ulokowane.


Painting by Daniel Ridway Knight

Realizacja


Po rozważeniu wskazań dobrego przygotowania czas już przystąpić do zaleceń i przestróg dotyczących wykonywania działań uprzednio dobrze przygotowanych. Na początek zajmiemy się kwestiami związanymi najściślej z celem określonego działania. Chodzi o to, by czynność się udała, aby była skuteczna, aby osiągnęła swój cel. Ale ten cel czynność może osiągać w różnym stopniu, przede wszystkim z różną dokładnością, a dokładność — to należyte zbliżenie do wzorca, np. jej postacią jest podobieństwo portretu do portretowanego oblicza lub podobieństwo postaci malowanej do wymarzonej uprzednio w wyobraźni artysty. Zbliżenie do wzorca, bardziej lub mniej dokładne, może polegać na sporządzeniu kopii maszyno-piśmiennej przepisywanego tekstu — z większą lub mniejszą liczbą błędów w maszynopisie — albo na sporządzeniu deski przystającej do innej deski, stosownie do jej długości. A nie należy, oczywiście, utożsamiać dokładności pożądanej z dokładnością zupełną, gdyż miara dokładności pożądanej zależy od celu i od charakteru tworzywa: inna jest potrzebna dokładność w robocie stolarskiej przy kleceniu mebli kuchennych, a inna przy cyzelowaniu kółek w „werku” zegarmistrza. Tu zdarzają się sytuacje paradoksalne. Piszący te słowa obserwował kiedyś montaż silnika okrętowego w fabryce. Powodzenie montażu, doprowadzenie tej rozległej wieloelementowej całości do możliwości gładkiego funkcjonowania wymagało tego warunku, by różnice poziomów początku i końca długiego na jakie 50 metrów statywu, na którym ustawiono silnik, nie przekraczały trzech milimetrów.


Jakikolwiek stawia się sobie cel, zawsze, chcąc czy nie chcąc, uzyskuje się przeróżne skutki pod różnymi względami. Na tle tego układu zależności powstała odwieczna przestroga formułowana w języku medycyny jako hasło: primum non nocere, przede wszystkim nie szkodzić, a więc baczyć przede wszystkim, by zalecana pacjentowi kuracja nie zaszkodziła mu na zdrowiu zamiast pomagać, albo przynajmniej, żeby ujemne jej skutki dla zdrowia pacjenta nie przeważyły spodziewanych skutków dodatnich. Często bowiem dzieje się tak, że określony środek wywołuje pod tym samym względem (np. pod względem stanu zdrowia pacjenta) różne skutki i to skutki różnie — dodatnio lub ujemnie — cenne. A cóż dopiero, jeżeli zechce się brać pod uwagę różne skutki danego środka lub danego zastosowanego sposobu z punktu widzenia niezależnych od siebie wzajem względów. Prawem Hosteleta zwykło się nazywać w pewnych kołach słuszną, jak się zdaje, tezę, że pośród ogółu skutków danego działania zawsze się znajdzie jakiś skutek niepożądany z punktu widzenia tego lub innego z ogółu celów działalności danego osobnika. Trzeba więc zawsze mieć się na baczności i cokolwiek robimy, liczyć się poważnie z przestrogą: primum non nocere, gdy zaś mowa o skutkach pożądanych ze względu na cele, godzi się poświęcić chwilę uwagi pewnej doniosłej zależności. Mogło by się bowiem zdawać, że optimum zespołu kilku skutków otrzymuje się wtedy, gdy każdy z nich będzie optymalny, a to nie jest prawdą. Optimum łącznego ruchu eskadry będzie wtedy, gdy szybkość eskadry nie przekroczy szybkości najmniej szybkiego z jej statków. Jeżeli sprzęt produkowany ma być możliwie najbardziej operatywny, jego waga, trwałość, prostota struktury i inne cechy muszą być miarkowane wzajemnie. Tak więc, choć jest w pełni słuszne dążenie do pełni możliwej wydajności działań, jednak to nie znaczy, że w każdym przedziale czasu i na każdym fragmencie terenu trzeba się zawsze starać o maksimum wyprodukowanych jednostek określonego towaru. Wszak na przykład w pracach zespołowych rytmicznych trzeba właśnie miarkować ilość egzemplarzy półfabrykatu dostarczanego do dalszego przerobu, aby nie powstawały zbędne zwały zapasów. Inna stara maksyma festina lente („spiesz się powoli”) musi służyć jako zwięzły przykładowy wyraz uprzytomnionych tu zależności. Albowiem zaleca ona to właśnie, by miarkować szybkość poszczególnych faz działania, jeśli się chce uzyskać maksymalną szybkość jego całości. Zważmy chociażby na to, że „co nagle, to po diable”, że zbytnia szybkość pewnych czynności składowych może szkodzić ich sprawnemu wykonywaniu i skutkiem tego osłabiać tempo następnych działań lub zbędnie wydłużać okresy ich przygotowywania. By skończyć z tą sprawą, dobrze będzie zobrazować, o co tutaj chodzi, stawiając sobie przed oczami ewentualność budowy domu. Chociaż prawdą jest z osobna, że cokolwiek przedsiębierzemy, powinniśmy starać się o zużycie do tego celu jak najmniejszego pensum czasu i analogicznie — jak najmniejszego rozporządzalnego terenu, i chociaż tak samo rzecz się ma z osobna w odniesieniu do zasobów rzeczy (a więc materii) i w odniesieniu do zasobów energii (a są to cztery kategorie obejmujące wszystkie możliwości zasobów) — to byłoby jednakże urojeniem sądzić, jakoby przy budowie domów należało minimalizować zużycie zasobów w każdym z tych działów. Przeciwnie, należy w każdym z nich stopień zużycia miarkować tak, aby w sumie wydatek był minimalny.


Sprężanie między analizą skutków a tematem, do którego przejść zamierzamy, stanowi dobra rada, żeby, o ile możności, robić wiele „za jednym zamachem”. Tak wprawny bilardzista jednym uderzeniem bili wprowadza ją na potrzebną pozycję, sprawiając zarazem, że uderzona bila tak potrąci inną, iż ta wpadnie do łuzy. Mnóstwa przykładów podobnego chwytu dostarcza życie bieżące. Czy inaczej bowiem poczynamy sobie na przykład, ładując różne ciężary do tego samego pojazdu, aby je łącznie odwieźć na przeznaczone miejsce? Różnica na tym jedynie polega, że w przykładzie bilardzisty wspólne jest obu procesom sprawczym uderzenie, impuls dowolny, gdy w przykładzie przewozu wspólne jest narzędzie. Kiedy indziej może być wspólne tworzywo, gdy na przykład wstawia się szybę w otwór okienny zarówno dla ochrony przed zimnem, jak dla zachowania widzialności zewnętrznego otoczenia.


W każdym z tych przypadków zachowujemy się jakoś oszczędnie, zużytkowując jakiś jeden składnik zasobów zamiast ewentualnego zużytkowania dwóch lub większej liczby składników. To otwiera perspektywę na rozległy świat typów zabiegów oszczędnościowych i niech nam wolno będzie rozpocząć ich przegląd od rozważenia przykładów potencjalizacji. Przez potencjalizację rozumie się zastępowanie zmian stwarzaniem lub ujawnianiem możności ich dokonywania. Założeniem potencjalizacji jest słuszna myśl, że na ogół wywoływanie zmian znacznie więcej kosztuje niż stwarzanie lub ujawnianie ich możliwości, i to nie tylko i wcale nie zawsze przede wszystkim z punktu widzenia kosztów rozumianych pieniężnie, lecz w ogóle, przy rozumieniu kosztów jako zużywania części posiadanych zasobów różnego rodzaju, z włączeniem własnych i cudzych od nas zależnych sił duchowych. Ale zacznijmy od prostych przykładów. Oto z pewnością mniej będzie wymagało ubytków, jeżeli zdołamy odpędzić napastnika groźbą uderzeń, niż jeżeli zmuszeni będziemy do bitki. O ileż mniej kłopotliwym zabiegiem militarnym jest zmusić przeciwnika drogą obejścia do opuszczenia pozycji niż narażać się na straty, które by pociągało za sobą uderzenie nań wprost.


Podobnie w życiu ekonomicznym niejedno osiąga się nie w drodze zapłaty, lecz w drodze promesy zapłaty. W pedagogice stosuje się ten chwyt, ilekroć zamiast podawać uczniowi wprost określoną informację powiadamiamy go o źródłach, z których ją może uzyskać. I nic dziwnego, że potencjalizacja ma opinię zabiegu ponętnego. Oprócz bowiem rozważonego względu zaleca się ona dwoma ciekawymi plusami. Przede wszystkim, kto daną możność tylko ujawnia, ten jej przez sam fakt ujawnienia nie traci, gdy tymczasem realizacja możności równa się jej utracie. Kto wystrzelił nabój, stracił możność wystrzelenia tegoż naboju, a kto wystrzelił nabój ostatni, stracił w ogóle możność oddania strzału. Ponadto grozić można jednocześnie w kilku kierunkach, gdy uderza się tylko w jakimś określonym kierunku. A skoro mowa o podobnych sprawach, nie od rzeczy będzie rozważyć kwestię, kiedy trzeba zużytkowywać posiadaną możność, a kiedy nie bywa to wskazane. Wszak od tego w wysokim stopniu zależy powodzenie lub niepowodzenie działań. Myśliwi mawiają, że „zgorącował” o kimś, kto do zbliżającego się w przelocie ptaka strzelił za wcześnie, zanim ptak zbliżył się na optymalną dla strzału odległość, natomiast słowem „przegapił” piętnują tego, kto za późno złożył się do strzału — dopiero wtedy, gdy zwierzyna już była za daleko. Dobry to symbol dyrektywy ogólnej, by posiadaną możność realizować w chwili najkorzystniejszego układu zmiennych okoliczności.


Painting by Joseph Caraud

Tu miejsce na chwilę zastanowienia się nad pojęciem „rezerw” w związku z pojęciem „zasobów”. Otóż zasoby to ogół obiektów, którymi ktoś rozporządza w danej chwili, co do których posiada w danej chwili możność zużycia ich w działaniu (niekoniecznie w działaniu doraźnym, w tej chwili właśnie, lecz też na przykład w działaniu późniejszym); mogą to być chociażby pieniądze potrzebne do późniejszego zakupu. Do zasobów należą rozporządzalne elementy: czas, tereny, składniki aparatury, tworzywa, ludzie, inne organizmy, energie różnych rodzajów. A cóż to są rezerwy, jeżeli nie ogół zasobów z danej chwili, oprócz tych, których się używa w tej chwili właśnie... Tak np. w rezerwie stoi szwadron, który można powołać do szarży, ale który w danej chwili nie bierze w niej udziału. A czy nie będzie właściwe zanotować przy obecnej sposobności, co to jest surogat, czyli bardziej z polska — namiastka? To chyba nic innego, jak coś z rezerw, co może być użyte do danego celu, ale z gorszym wynikiem, niż coś innego, np. sznurek papierowy zamiast lnianego.


Odwieczne doświadczenie lekarskie przekazuje potomnym cenne hasło praktyczne, by raczej zapobiegać powstawaniu schorzeń, niż biedzić się nad ich usuwaniem, co w krótkich słowach można ująć, doradzając, by zastępować terapię profilaktyką. Zakłada się przy tym, i słusznie, że profilaktyka kosztuje na ogół mniej niż terapia. Tym samym duchem owiana jest rada starożytnych, by zwalczać rodzące się zło w jego początkach, zanim urośnie w siłę, tak że już trudno będzie je opanować (principiis obsta, sero medicina paratur). W tym miejscu nie od rzeczy będzie uprzytomnić sobie pewną bardzo przydatną klasyfikację działań, ze względu na stosunek skutku do punktu wyjścia, czyli na stosunek końcowego stanu tworzywa do jego stanu początkowego. Tak więc, jeżeli tworzywo zrazu nie ma danej własności, a zyskuje ją dopiero dzięki naszemu działaniu, wówczas czynność ma charakter konstrukcyjny (na przykład nakręcenie zegara, który stanął). Ilekroć likwidujemy cechę w tworzywie zastaną, tylekroć akcja nasza nosi nazwę destrukcyjnej (np. gdy się uwalnia ulice od zwałów śniegu). A przestrzegamy przed wieloznacznością terminu „destrukcja” i pochodnych, gdyż zazwyczaj mawia się o działaniach destrukcyjnych z intencją potępienia czynności, mianowicie, kiedy burzy się coś cennego; tego przydźwięku nie posiada, oczywiście, nasz powyższy termin techniczny. Z drugiej strony, jeżeli czynność polega na utrzymaniu przez tworzywo określonej cechy początkowej, natenczas mianujemy ją czynnością zachowawczą, czyli konserwacyjną, oczywiście ze względu na tę cechę (np. zadołowanie kartofli na zimę, by je utrzymać w stanie jadalności). Wreszcie w przypadku, kiedy działanie utwierdza początkową nieobecność danej własności, ma ono charakter — ze względu na tę własność — zapobiegawczy, inaczej — profilaktyczny. I otóż zamiast usuwania, destrukcji zła zakorzenionego, lepiej zapobiegać jego powstawaniu. Taki jest istotny sens rady, by zastępować terapię profilaktyką. Jaskrawego zobrazowania praktyki tego rodzaju dostarcza chociażby szczepienie chorób zakaźnych, zapobiegające epidemiom. Ale po co tyle słów uczonych cudzoziemskiego pochodzenia! Przecie „terapia” to „zabiegi lecznicze”, które nas w tym tekście interesują jako poszczególny przypadek ogólniejszego pojęcia „naprawy”.


Z powyższymi uwagami w najbliższym pozostają związku rady dotyczące stopniowania aktywności w przypadkach pilnowania, różne dyrektywy w sprawie tak zwanej minimalizacji interwencji. Najaktywniejsza forma pilnowania bywa wtedy, kiedy poddany dozorowi proces przebiega wśród zakłóceń wymagających nakierowań, poprawek itp. W tej sytuacji wobec początkującego adepta gry na instrumencie muzycznym znajduje się nauczyciel, bacznie obserwujący błędne ruchy ucznia i skłaniający go do ruchów bliskich poprawności. Sytuację pośrednią mamy, ilekroć mistrz obserwuje grę poprawną, czyniąc to z nastawieniem na wtrącanie się w miarę potrzeby, lecz nie wtrąca się, gdyż nie ma po temu powodu. Bywa wreszcie tak, że
osobnik pilnujący nawet nie obserwuje dozorowanego procesu, nawet nie nastawia się czujnie na ewentualne przypadki wykolejeń, lecz zajmuje się czym innym, gotów ingerować w razie sygnału. Przykładem sytuacja człowieka, który zawierzył własną punktualność budzikowi nakręconemu na odpowiednią godzinę. Rzecz jasna, że tym mniej jest się obarczonym koniecznością wytężania uwagi, im bardziej sytuacja oddala się od pierwszego schematu, czyli od inwigilacji intensywnej i im bardziej zbliża się do schematu trzeciego, czyli do tak zwanej inwigilacji czystej.


Teraz już jesteśmy blisko możliwego sformułowania pewnej bardzo ogólnej zależności spośród wyznaczających różnice między bardziej lub mniej praktycznymi formami zachowania się osobnika czynnego. Mam na myśli dodatnią lub ujemną pozycję, w której dochodzi do skutku działanie. Najdobitniejszych przykładów tej różnicy dostarczają chociażby rozprawy sądowe. Bywa tak bardzo często, że z dwóch spierających się stron jedna musi się wysilać, aby dopiąć swego, gdy druga nie potrzebuje zdobywać się na żaden wysiłek. Dzieje się tak, ilekroć dodatnia presumpcja, jak powiadają prawnicy, przemawia na korzyść drugiej z tych stron, a to znaczy, krótko mówiąc, że stan prawny przedmiotu, którego spór dotyczy, odpowiada postulatom drugiej strony i nie wymaga uzasadnienia, gdy tymczasem pierwsza strona musi dopiero uzasadnić swoje roszczenie. Gdy na przykład dom lub teren są od lat w faktycznym niekwestionowanym posiadaniu Jana, a Piotr zgłasza pretensję do ich własności, sąd z pewnością uzna, że presumpcja dodatnia przemawia za Janem i ten pozostanie nadal użytkownikiem tych dóbr, o ile Piotr nie dołoży starań, by obalić legalność jego faktycznego właścicielstwa. Otóż to jest poszczególny przypadek ogólniejszej zależności. W pozycji dodatniej działa się wtedy, kiedy jest tak, iż samorzutny tok zdarzeń doprowadzi do naszego celu, w pozycji ujemnej — kiedy jest tak, iż tok zdarzeń doprowadzi do naszego celu dopiero pod warunkiem naszej ingerencji. Jest jasne, że kto dba o własne cele, powinien usiłować znaleźć się w odniesieniu do nich w pozycji dodatniej. Jest to równoważne z troską o zużytkowanie automatyzmów rzeczywistości. Dawniej żeglarze, gospodarze okrętów żaglowych, czekali z wyruszeniem w podróż morską aż nastąpi okres wiatrów pomyślnych. Rolnik zasiewa ziarnem ten szmat terenu, po którym się spodziewa, że ziarno tam zakiełkuje, wzrośnie i da owoc.


Painting by William Adolphe Bourguereau


A gdy nie można liczyć na automatyzmy zastanej rzeczywistości, sprawny osobnik działający buduje sam automatyzmy, ze względu na które będzie mógł później działać w dodatniej pozycji. Tak więc, na przykład spulchnia i nawozi jałową glebę, aby stało się tak, że jeżeli rzuci się w nią ziarno, to samorzutny tok zdarzeń doprowadzi je do zakiełkowania, wzrostu i owocowania. I nie trzeba dodawać, że znajdzie się on, w stosunku do losów ziarna, w sytuacji inwigilacji i będzie się starał, o ile możności, o to, by to mogła być inwigilacja czysta. A oto przykład z dziedziny aktywności międzyludzkiej. Urządzono pocztę i wytworzono taki automatyzm społeczny, że jeżeli wrzuci się list w skrzynkę pocztową, to dojdzie on do rąk adresata. Kto wrzuca list do skrzynki pocztowej, działa w pozycji dodatniej.


W tym przypadku stworzono automatyzm sztuczny i ten przykład prowadzi nas do dalszego roztrząsania, do rozmyślań o doskonaleniu działań przez instrumentalizację. Polega ona na wytwarzaniu i stosowaniu aparatury, w makroskali na rozkwicie technologii, a sprawa to tak olbrzymiego wymiaru, tak powszechnie i z taką natarczywością rzucająca się w oczy, że detaliczne przykłady stają się zgoła zbyteczne. Instrumentalizacja walnie wzmaga zarówno skuteczność, jak ekonomiczność działań.


Osobnej chwili uwagi wymaga kwestia porządku działań, gdyż zarówno ze względu na skuteczność, jak ze względu na ekonomiczność, nie jest rzeczą obojętną, w jakim porządku wykona się czynności składowe jakiejś akcji złożonej. Bywa oczywiście i tak, że jedno z tych działań składowych nadaje się do przygotowania drugiego, i nie odwrotnie: wszak dobrze bywa z początku coś obmyślić, a potem wykonać, gdy czynność odwrotną właśnie piętnują przysłowia różnych ludów (porównajmy niemieckie: vorgetan und nachbedacht, lub polskie: „mądry Polak po szkodzie”). Atoli zdarzają się i takie układy stosunków, kiedy, nawet przy braku takiej jednostronnej zależności, z innych powodów jest rozsądnie wybierać tę a nie inną kolejność działań. Staje się często na przykład na skrzyżowaniu ulic przed czerwonym światłem, gdy czas nagli, a trzeba się znaleźć w punkcie końcowym przekątni na rozdrożu. Wtedy bywa korzystnie dokonać zwrotu o ćwiartkę koła w bok i jak najszybciej przejść w kierunku zielonego światła. Znajdziemy się wówczas bardzo prędko w obliczu zielonego światła otwierającego drogę do krańca owej przekątni. Gdyby ktoś, zamiast tak czynić, czekał aż czerwone światło ustąpi miejsca zielonemu, natenczas po przekroczeniu pierwszej ulicy znalazłby się znowu pod czerwonym światłem od strony punktu docelowego i tracąc zbędnie czas mógłby nie zdążyć na termin, którego zachowanie z jakiegoś powodu było niezbędne.


Kwestia porządku zazębia się z kwestią unikania zbędnej komplikacji. Wyjście z labiryntu wymaga trudnej do wykrycia określonej kolejności wyboru ścieżek. Często rozwiązanie skomplikowanego węzła dopuszcza jedyną kolejność, kiedy indziej dopuszcza kilka możliwych do wyboru kolejności, z których jedna może być specjalnie godna zalecenia ze względu na najmniejszą czasochłonność. Mamy na przykład zadanie: obliczyć, czemu się równa półtora trzeciej części stu? Ktoś, sugerując się kolejnością słów w wypowiedzi zadania, gotów by próbować (i to z rachunkowym



pewnością na ogół utrudnia działalność, co uzasadnia postulat ogólny: o ile możności unikać komplikacji stosunków, w które jesteśmy wplątani, i starać się te stosunki o ile możności upraszczać.


Problem wyjścia z labiryntu przypomina słynną metodę prób i błędów. Polega ona na tym, że ktoś, kto chce wyjść z matni, próbuje różnych dróg na „chybił-trafił”, aż wreszcie natrafi, albo nie natrafi, na drogę właściwą. Prawdę powiedziawszy postępujemy w sposób zbliżony zawsze, ilekroć zarysowuje się pewna liczba nasuwających się do wyboru sposobów rozwiązania danego zadania. Można jednak uprawiać taką metodę w sposób mniej lub bardziej sprawny, a głównym jej ulepszeniem bywa zmniejszenie liczby wypróbowywanych rozwiązań i zmniejszenie przypadkowości ich wyboru. To zaś osiąga się przez namysł przed próbą, gdyż częstokroć namysł może wyłączyć pewne ewentualności, jako jawnie nie prowadzące do wyniku. Mucha za szybą obija się o nią, napierając na nią wprost, nawet jeżeli znajduje się tuż tuż przy szparze, przez którą mogłaby łatwo wydostać się z zamknięcia... gdyby potrafiła się namyślić. Człowiek wydobywa się nieraz z zamknięcia, ale nie w ten sposób, iżby uderzał w przeróżne miejsca ścian, lecz z góry eliminuje w myśli próby notorycznie nieprzydatne oraz zastanawia się nad tym, jakim warunkom musiałaby odpowiadać szczelina dopuszczająca ucieczkę (i częstokroć konstruuje sobie szczelinę, której postać namysł mu podszepnie). Odbywa się ten proces w istotnym punkcie przez zastępowanie faktycznych prób działania próbami odbywanymi w myśli, czyli przez przeniesienie niejako do wnętrza czynności wypróbowywanych. Dlatego mówi się czasem o immanentyzacji tych prób. Tu dotykamy najważniejszego sposobu usprawniania działań. Nie polega on głównie ani na ulepszaniu ruchów ciała ludzkiego (choć bez tych ruchów pozostawałoby się w zastoju), ani na fizycznym budowaniu coraz znakomitszej aparatury (choć bez niej trwałoby się w prymitywizmie), lecz na obmyślaniu sposobów rozwiązywania zadań. To jest naczelny czynnik postępu.


Painting by Eugene de Blaas


Kontrola, ulepszanie i użytkowanie rezultatów działań


Po wykonaniu praktycznego zadania następuje normalnie jakieś użytkowanie jego rezultatów, to znaczy jego wytworów i skutków. Rezultaty dokonanej działalności stają się elementami preparacji takiej lub innej dalszej działalności. Zanim jednak przystąpi się do ich zużytkowania, rozsądek nakazuje, by sprawdzić, czy to, co się zrobiło, zrobiło się dobrze. Na tym polega kontrola w najszerszym tego słowa znaczeniu. Dotyczy ona wartości wytworów, na przykład towarów wyprodukowanych dla potrzeb handlu, a dalej racjonalności zastosowanej procedury, wykonania przyjętego planu. Nie należy jednak mniemać, że miejsce na kontrolę jest tylko po skończeniu całego ciągu działań, składających się na realizację wspólnego ich celu. Przeciwnie, każda faza składowa procedury sprawczej stanowi przecież jakąś do pewnego stopnia odrębną całość i dobrze bywa po zakończeniu każdej z tych faz poddawać kontroli jej dokonany przebieg i jej użytkowe rezultaty... Tak na przykład ze wszech miar jest zwykle pożądane, by poddać kontroli akcję założenia fundamentów budynku, zanim się zacznie stawiać gmach na nich, a jeszcze przed tym — poddać kontroli dokumentację architektoniczną budowli. Znane są wszak przypadki, kiedy trzeba było zaprzestać wznoszenia wyższych pięter, gdyż przy próbie wykonania tej czynności wychodziło dopiero na jaw, że fundamenty (np. z powodu użycia niewłaściwego gatunku cementowego spoiwa) nie mogą wytrzymać niezbędnego ciśnienia. Kiedy indziej trzeba było przerywać i zmieniać montaż części składowych gmachu, ponieważ przy próbach zastosowania dokumentacji (której różne części opracowywały różne biura) wychodziło na jaw, że dokumentacja ta jako całość była niespójna.


Wykazanie błędów działań dokonanych nie wyczerpuje zadań kontroli. Oprócz tej funkcji poznawczo-negatywnej należy do jej składu zadanie projektowo-pozytywne, zadanie obmyślenia zarówno ulepszeń rezultatów kontrolowanej działalności, jak też ulepszeń procedury, przydać się mogących w przypadku jej możliwego powtórzenia. Tak na przykład po likwidacji epidemii w danym środowisku można i należy przypomnieć nie przewidziane wobec jej rozmiarów trudności (jak szczupłość pomieszczeń szpitalnych, absencja chorobowa objętego również epidemią personelu lekarskiego i pielęgniarskiego itp.), aby podobnym trudnościom zapobiec w razie spodziewanego za jakiś czas nowego takiej epidemii wybuchu.


Dyrektywy działalności zespołowej


Istota organizacji:


W trzech przynajmniej znaczeniach bywa używane słowo organizacja: albo jako nazwa obiektu posiadającego pewien ustrój, albo jako nazwa samego właśnie ustroju obiektu, samego układu relacji wiążących wzajem jego części oraz relacji wiążących te części z całością, albo wreszcie jako nazwa czynności nadawania obiektowi podobnie rozumianego ustroju, inaczej — nazwa czynności organizowania. Na dobrą sprawę każdy przedmiot złożony posiada jakiś ustrój, jest więc organizacją w pierwszym znaczeniu i bardzo to wątpliwe, czy istnieją w ogóle jakieś obiekty proste. A jeżeli nie istnieją, tedy każdy przedmiot, każdy obiekt (bo te wyrazy oznaczają to samo) ma jakąś organizację, czyli jakiś ustrój. Może to być ustrój bardziej lub mniej skomplikowany. Niewątpliwie ustrój zegarka jest bardziej skomplikowany niż ustrój kawałka kredy, ustrój człowieka, jego organizm, bardziej skomplikowany niż ustrój wymoczka. Z innego punktu widzenia ustrój danego obiektu może być lepszy od ustroju innego obiektu w sensie większej przydatności ze względu na pewną skalę wartości. Na przykład ustrój automatycznego aparatu telefonicznego z pewnością jest lepszy niż ustrój aparatu telefonicznego wymagającego wywoływania numeru, lepszy ze względu na szybkość i stopień bezbłędności ustanawiania połączeń z adresatami sieci telefonicznej. Tak samo dziób krogulczy jastrzębia ma ustrój lepszy niż prostolinijny dziób gołębia, ze względu na przydatność do szarpania tkanek żywego mięsiwa. Wymienione stopniowalne własności ustroju różnych obiektów nie towarzyszą sobie w natężeniach. Bywa tak, że ustrój obiektu bardzo skomplikowany przez to samo jest gorszy od ustroju prostszego, a to ze względu na określony kierunek przydatności. I odwrotnie. Wystarczy się powołać na fakt, że liczne stworzonka morskie, w zasadzie samodzielne, zmieniając samodzielny tryb życia na pasożytniczy, na przykład przyczepiając się na stałe do cielska wieloryba, zatracają pewne właściwości struktury, przechodząc do struktury znacznie prostszej, odpowiedniejszej z punktu widzenia utrzymania się w dobrobycie w nowych warunkach bytowania. Na ogół teraz w naszym piśmiennictwie teoretycznym mówi się w sposób prostszy, zalecający się z różnych względów, że dana całość posiada organizację, gdy według przyjętej tu terminologii należałoby powiedzieć raczej, że ma ona dość dobrą organizację, to znaczy taki ustrój, który sprzyja powodzeniu tej całości. Ma się wtedy na myśli zazwyczaj powodzenie rozumiane jako przetrwanie danej całości w trudnych okolicznościach lub jako zbliżanie się jej do własnego celu.


Zwykle bowiem pisze się u nas teoretycznie o organizacji w wyraźnym zastosowaniu do pewnych obiektów, mianowicie do ludzkich zespołów pracujących. Można wprawdzie interesować się także organizacją splotu czynności składających się na całość jakiejś roboty indywidualnej, chociażby organizacją procesu reperacji zegarka, można też mówić z sensem na przykład o tym, jak sobie zorganizował ktoś pisanie recenzji z określonej książki. Co więcej, można mówić z sensem nawet o organizacji obiektów martwych, takich jak atom, drobina, kryształ, układ słoneczny itp.


Poruszyliśmy już zresztą powyżej takie zagadnienia szerszej natury, chociażby rozwodząc się nad pożytecznością respektowania właściwego porządku czynności składowych splotu działań (rozważając przykład działania indywidualnego) lub zastanawiając się nad potrzebą uproszczeń w stawianiu i rozwiązywaniu zadań, ale obecnie będziemy mówili specjalnie o organizacji w zastosowaniu do zespołów ludzkich, zespołów podmiotów sprawczych.


Koniec Części II, Cdn...

Część I -- TUTAJ


Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!