"Odleglejszy niż Wszechświat" ~ Włodzimierz Sedlak. Człowiek: Psychoza pseudowiedzy.


Istnieją podobno rzeczy dalsze i trudniejsze do poznania niż Wszechświat, który zwykliśmy wstępnie szacować jako nieskończenie rozległy. Istnieją ponadto rzeczy tak nieskończenie małe, że nie wiadomo, jak je poznać. Najtrudniej zaś badać rzeczy, które są jednocześnie przedmiotem i podmiotem. Paradoksy? Bynajmniej. Rzeczywistość. Nie dziwi też, że ludzkość wzięła się najpierw za badanie rzeczy dalekich, jak planety, gwiazdy. Obserwacje ciągłe prowadzono od tysięcy lat w Babilonii, Chaldei, wcześniej w Sumerze. Po Wszechświecie poruszamy się dosyć pewnie, mimo jego ogromu. Granicę wyznacza w przybliżeniu goniec świetlny poruszający się po zakrzywionym torze o promieniu 35 miliardów lat świetlnych. To człowieka nie peszy, raczej upaja.

Inaczej jest na przeciwległym krańcu wielkości, zapaść się tu trzeba w świat nieskończenie mały. Wiemy, że niewielka masa elektronu posiada jeszcze spin, a z nim moment magnetyczny. Nie lęka się
człowiek potknięć o tak minimalne przeszkody, gdzie przecież nietrudno o pomyłkę.

Najnieporadniej jest poznawać siebie przez siebie, czyli przemnożyć nieokreśloność przez niewymierność. Nie znosimy konfrontacji z przedmiotem „na styk”. Dotykanie muru nosem uniemożliwia dostrzeżenie architektury budynku. Podobna chyba trudność powstałaby, gdyby Wszechświat pragnął poznać siebie, a elektron przy spotkaniu z drugim elektronem zamierzałby określić jego naturę. A może to jedynie kwestia przyrządu? Jakie więc urządzenie przyłożyć do natury człowieka, do żywej i świadomej istoty? Czy drugi analogiczny egzemplarz, który niewiele wie o swej konstrukcji?

Czy to jedynie zbieżność? Człowiek z paleolitu po zasadniczym zaakceptowaniu swej świadomości i czasu przyszłego przerzucił się szybko na badanie otoczenia, zresztą robił doskonały i celowy użytek ze swych zmysłowych organów. Pozostawił na uboczu analizę siebie. Musiał się zmieścić między koniecznością niebycia i pragnieniem nieśmiertelności. Pośmiertne trwanie mogła zapewnić tylko istota nie podlegająca umieraniu. Ktoś taki musiał istnieć z racji najskrytszych pragnień człowieka. Człowiek zamknął w ten sposób podstawowy krąg odnosząc siebie do istoty, która może udzielić mu rabatu od śmierci w postaci egzystencji w martwym lub innym ciele albo w odmiennej przestrzeni. Animował otaczające przedmioty nadając im wartość nie wynikającą z ich natury. Animował swoje życie wierząc w trwanie po śmierci. Zależało dużo, może nawet wszystko, od sposobu ustawienia początku logicznej linii myślenia. Śmierci nie nazywał zerem egzystencji, gdyż na wynalezienie zera trzeba było jeszcze czekać niezwykle długo, „zauważyli” je dopiero mieszkańcy Bliskiego Wschodu w V wieku n.e. Odkrycie niczego jest widocznie najtrudniejsze. Może na skutek tego człowiek poznając z furią otoczenie nie zauważył, że sam pozostał do dziś niewiadomą. W miarę postępu znajomości przyrody biopsychiczna natura człowieka staje się coraz większą trudnością poznawczą. Milczy się na ten temat i zajmuje gwałtownie poznawaniem wszystkiego innego, co człowieka otacza. Zrobienie wykazu rzeczy nieznanych w przyrodzie jest znacznie trudniejsze niż wyliczenie, co zostało doskonale zbadane, i uzyskanie przynajmniej dostatecznego pojęcia w tym przedmiocie.

Inicjatywy wydania encyklopedii ignorancji czy niezawinionej niewiedzy nikt nie podejmuje, istnieje natomiast na świecie bardzo dużo encyklopedii spraw poznanych. Poznanie jawi się zawsze jako jasna ściana osiągnięć, nigdy jako ażurowa pajęczyna, spoza której wyziera człowiecza niewiedza. Aby znać wszystko czego nie wiemy, należałoby mieć przedwstępną wiedzę albo intuicję. Jest to problem teoriopoznawczy, logiczny problem „kury i jajka”. Badając nieznane zwykle niechcący nadepnie się coś, co pod nogami zaszeleści w innej nieco tonacji, do jakiej nie przywykło ucho. Nieznane nie bywa przecież orientacyjnie nawet określone.




Sięgamy nieskończoności Wszechświata, odbieramy sygnalizację ciał niebieskich i staramy się odczytać tę świetlistą mowę. Zakładamy sieć komory Wilsona dla połowu cząstek elementarnych. Analizujemy materię z nieprawdopodobną dokładnością i precyzją a wydaje się, że istotna treść ciągle uchodzi naszej uwagi. A człowiek? Przecież niczego nie wiemy o życiu, mimo ogromnych osiągnięć biochemii i biologii molekularnej. Posiadamy bezmiar wiadomości na ten temat, brak nam wiedzy o życiu. Niczego nie wiadomo o naturze świadomości ludzkiej poza tożsamością człowieka jako podmiotu z przedmiotem. Człowiek-Życie-Świadomość to zamknięte koło, w którym obraca się byłe zwierzę pełne ambicji. W tym kieracie terminów i jak mu się wydaje, pojęć, wydeptało już własną ścieżkę wokoło. Ponieważ nie czuje się na niej obco, wobec tego nigdy tych trzech faktów nie uważa za nieznane. Psychoza pseudowiedzy.

Nasze metody są przystosowane do badania rzeczy wymiernych. Wymierny jest organizm. Życie zaś niewymierne. Wymierny jest mózg. Niewymierne myślenie. Czym są wielkości niezgeometryzowane, czyli pozbawione przestrzeni? Czy również są wolne od czasu? Jeśli tak, to co wtedy? Jak liczyć niewymierność? Jak ją metodycznie ująć? W fizyce ustawił się człowiek do ilościowego opisu rzeczywistości. Jak to zastosować do życia, świadomości, człowieka, czy może do stopnia hominizacji? Czy wystarczy obliczać prawdopodobieństwo rodzajów zachowań człowieka? Czy nie należałoby raczej użyć metody następującej: życie podzielić na sto części. Punkt zerowy będzie na minutę przed urodzeniem, a punkt zenitalny minutę przed śmiercią. A może lepiej zenit określić liczbowo jako sto? Innej obiektywizacji tych dwóch punktów nie znamy. Nieśmiertelność? Tak marzyło się pitekantropom i potem wielu, bardzo wielu innym. Może wziąć taką hipotetyczną wielkość, wszak ilościowe prawa fizyki, tym samym biofizyki, pozwalają życie kalibrować. Gorzej byłoby ze świadomością, ogólnie inteligencją. Ale istnieją przecież testy psychologiczne badania inteligencji. Należałoby wziąć arcy-idiotę jako punkt zerowy i super-geniusza jako sto, tylko jak dokonać wyboru wzorcowych osobników? Testy psychologiczne inteligencji są znów zależne od inteligencji twórcy testów. Gdyby człowieczeństwo można było wyrazić w umownej skali dziesiętnej: jednostki - jeden antrop, kiloantrop, megaantrop, gigaantrop, tetraantrop! Klasyfikowanie siły ludzkiej rozumianej jako żywy potencjał wojenny znane było od czasów feudalnych: baronia, hrabstwo, księstwo, królestwo, cesarstwo, mocarstwo, supermocarstwo, gigamocarstwo, tetramocarstwo. Najstarszy zaś pomysł człowieka porównywania wielkości, zalet, wad, inteligencji, dał podstawę stopniowania wszystkich przymiotników, ale tylko w skali trójstopniowej. Równy, wyższy, najwyższy. Nie odeszliśmy w istocie od pierwszego człowieka, został jedynie udoskonalony sposób i wysokość gradacji.

Pomysł na wyjście z trudności u odkrywcy świadomości był dobry od momentu jego refleksji nad sobą. Upojony życiem, był czym jest i czym się okazał, poszerzył zakres zainteresowań, zwrócił uwagę na to, co leży poza nim. Szerokość pasma poznawczego powiększył niezwykle. Aby lepiej obserwować horyzont „przedłużył” swoje zmysły i zwiększył tysiące razy ich zdolność odbioru za pomocą technicznych urządzeń. Krańce pasma, które przyroda obcięła podczas ewolucji zmysłów, przekroczył w nadzwyczajny sposób. Jak niespokojna wieża radarowa wychwytuje wszelkie sygnały ze środowiska. Poznawcze dziedzictwo zmysłów zebrane ze świata zwierzęcego przewyższył i nadał mu niewiarygodną precyzję. Badania przedmiotowe pochłonęły go i nadal pochłaniają całkowicie. O swojej naturze wnioskuje tylko na podstawie możliwości rozeznania środowiska. Porzucił badania podmiotowe. Siebie. Dlaczego jest tak, jak jest? Co w nim sprawia ten rozrzut możliwości w czytaniu świata? Wirując wokół własnej osi wydłuża wprawdzie promień poznawczego horyzontu, ale sam podlega sile odśrodkowej. Przyspieszenie ruchu wirowego wzmaga się niemal dwukrotnie w ciągu dziesięciu lub piętnastu lat. Napawa to dumą cywilizację techniczną, ale...? Jeśli proporcja poznania siebie w stosunku do poznania przyrody wyrażała się u odkrywcy świadomości jak 1:1, to obecnie stosunek ten wynosi mniej więcej 1:500 tysięcy. Lewa strona postępu w znajomości przyrody jest regresem w znajomości człowieka. Dysproporcja poznawcza sięga absurdu.



Człowiek wyposażył swoje organa zmysłowe w precyzję, jakiej mu nie dała natura. Sięgnął sam po udoskonalenie czujników zmysłowych nastawionych na odbiór doznań idących od otaczającego świata. Żądzę poznawania, którą w sobie odkrył, rozpalił do najjaśniejszego żaru ciekawości i przemyślności. Zważył masę Ziemi jak w aptece. Wynosi ona 5,974 · 10 do -24' kilogramów. Mało tego - na wagę rzucił Wszechświat. Jego masa okazała się równa 5,68 · 10 do -53' kilogramów. Przeliczając na masę protonów stanowi to 1080 mas protonowych. Zważył pojedynczy elektron, choć jego ciężar wynosi jedynie 10 do -24' grama. Potrafi liczyć pojedyncze krople światła kapiące z krańców Wszechświata, wzmacniając je odpowiednio. Słyszy kwantowy szum molekuł. Niedługo być może nagra na taśmę pieśń życia gamety w akcie zapłodnienia. Obserwuje elektromagnetyczny spazm wypromieniowanego życia, po którym komórka zamiera. Zdaje się być na dobrej drodze do wyłowienia głosu wybitnych ludzi sprzed dwudziestu lub więcej wieków, głosu błąkającego się po bezdrożach przestrzeni. Potrafi „zobaczyć” falę elektromagnetyczną o sześćdziesięciu drganiach na sekundę, wyemitowaną z linii wysokiego napięcia w Kanadzie, przemnożoną przez siebie sześćdziesiąt siedem razy, czyli sześćdziesiątą siódmą harmoniczną odebraną via magnetosfera na Antarktydzie. Człowiek mierzy jedną tysiącmiliardową część sekundy i wie, co się w niej może dokonać. Kiedy mu się w oku trzepie fala elektromagnetyczna 100 tysięcy miliardów na sekundę, wie że to jest białe światło. Odpowiednio sobie przelicza czerwone, niebieskie i całą skalę tęczy. Nie może tylko złapać połowy kwantu energii i poznać siebie. Wszystko bada obiektywnie i chełpi się prawdziwością rozeznania. Badając siebie jest subiektywny, czyli miele siebie przez siebie.

Nie wie, czy ma coś z Wszechświata i jego zawrotnego wirażu energii, czy mu na kwantowych cymbałach jego masy przyroda wygrywa pieśń i tę odbiera jako życie. Najwprawniejsze palce przyrody są elektromagnetyczne. Mistrzowskie. Czy widać to w człowieku?

Co dobre było jeszcze od paleolitu do okresu brązu, od powszechnego wprowadzenia żelaza, stać się mogło niebezpieczną dysproporcją między stopniem poznania przyrody a samym twórcą postępu. Słuszność zasady w paleolicie i neolicie stosowana w okresie atomowym i reakcji termonuklearnych może już być nonsensem zapoznania humanistycznych wartości na rzecz technizacji przyrodoznawstwa. Genialność idei przeniesionej z neolitu do współczesności, przemnożona przez przyspieszenie postępu, może się okazać gigakretynizmem niezrozumienia konstrukcji natury ludzkiej.

Nic tak łatwo nie staje się abstrakcją jak rzeczy odległe i obce. Niczemu nie nadaje się tak wątpliwej treści jak sprawom nadto wielkim lub zbyt małym dla ludzkiego rozumu. Tak życie i świadomość stały się abstrakcją. Człowiek jako składanka dwóch abstrakcji nie wiadomo, czym jest. Nie ma określenia na dubeltową abstrakcję. Czyli są to nasze dedukcyjne pojęcia stworzone z marginesu niewiedzy. Sprawa wlecze się najdłużej, zaczęła się od momentu odkrycia jaźni przez człowieka.

Od pierwszego błysku refleksyjnej myśli zaczął się ustalać status człowieka. Początkowo jak zbudzony ze snu rozglądał się wokoło lustrując przestrzeń. Po zakolu tysięcy lat doszedł do wniosku, że jest punktem wyjściowym wszelkich zadań, te zaś dają się sprowadzić do dwóch kierunków: ku nieskończonej wielkości Wszechświata i ku nieskończonej małości mikro rzeczywistości. Punkt zwrotny - człowiek - oczywiście nie podlega badaniu. Punkt nie ma wymiaru, jest ni to realnością, ni to urojeniem, jest jednowymiarowy, ale nikt nie wie, na czym to polega u człowieka. Chyba na tym, że go się nie bada, a od siebie zaczyna wszystko liczyć. Tak powtórzył się homocentryczny system ptolemejski, tylko już nie w astronomii, a w całym ludzkim poznaniu. Po prostu „punkt” nie ma czasu badać siebie, jest natomiast w ogóle konieczny w badaniu czegokolwiek. Jest początkiem absolutnego układu odniesienia. Nadaje piętno wszelkiej prawdzie o przyrodzie, jest wyznacznikiem racji i błędu, tożsamości i rozbieżności z rzeczywistością. Wszelkie „strzelanie” poznawcze w ten punkt jest określane jako redukcjonistyczny zamach na ustaloną raz na zawsze algebrę życia z nie zdefiniowanym punktem, a przyjętym jedynie jako pewnik.



Ten „punkt” nie może mieć innej metody badania wszechmaterii jak również punktową. Utrzymuje bowiem, że materię należy wyczerpywać poznawczo punkt po punkcie i tak się przejdzie wszystko. Nie dostrzegł, że starczy roboty dla nieskończonej ilości badających punktów przez nieskończony czas. To urojenie, że wyczerpuje się w ten sposób coraz bardziej rzeczywistość, która jest nieskończonym zbiorem punktów materii. Nie może przy tym uwierzyć, że sam nie jest żadnym punktem, lecz olbrzymim Wszechświatem, w dodatku żywym, i sam podlega badawczemu zabiegowi, a nie tylko urojeniom wynikającym z algebry poznawania.

Warto by zbadać możliwości punktowego skolimowania wiązki myśli. Czy świat żywej materii, zwany organizmem, jest do tego zdolny? Na razie jest to założenie algebry poznania umysłowego.

Człowiek - punkt rozdzielczy między Wszechświatem i mikroświatem - zachowuje się w ten sposób, jakby z mikroświatem nie miał nic wspólnego. Tymczasem w nim dokonuje się proces składowania mikrozjawisk do stanu ogarniającego Powszechność. Czym więc jest ów niezwykle złożony punkt rozdzielczy dwóch światów? Lubi galopadę w nieskończoną przestrzeń dosiadając raz swego ducha, to dla odmiany eteru, fali elektromagnetycznej, światła, obecnie próżni. Dosiadacz wszystkiego, co go wynieść może poza jego wymiar. Wszystko, co mu dać potrafi złudzenie nieograniczonych możliwości, uważa za swoje. Sam człowiek został na uboczu osiągnięć poznawczych. Macając swym rozumem wszystko najmniej czuł swoją naturę. Obecnie poznanie siebie jest dla niego większą trudnością niż znajomość Wszechświata. Bywają rzeczy odleglejsze niż Wszechświat – Człowiek.

W czasach Darwina człowiek stwierdził tożsamość anatomiczną i fizjologiczną z małpami. Stwierdził ponadto tożsamość z całą biosferą, a więc z bakterią i pierwotniakiem. Biochemiczne wizytówki niemal takie same. Przymierzać się zaczyna człowiek do swoich dzieł. Nagle wyskoczył ponad Wszechświat, stworzył pierwiastki chemiczne, jakich brak w przyrodzie. Stworzył przyrządy przewyższające precyzją o wiele rzędów wielkości dokładność zmysłowego poznania. Produkuje cząstki elementarne. Umiera jak pospolity baran bezbronny wobec śmierci, a sięga nieskończoności trwania i penetrowania. Do czego się przymierzyć? Stan wzbudzony próżni dał Wszechświat, a stany wzbudzone elektronów rekombinując w masie organicznej wypromieniowały fotony i wycisnęły życie. To znów we wszystkich swych stanach wzbudzonych ujawniło świadomość, którą odkrył w sobie człowiek. Do czego należy człowieka odnieść?

Najgłupszy pomysł to odniesienie do małp. Odniesienie to redukcja. Nawet redukcja organizmu do chemicznej masy pierwiastków wydaje się niewystarczająca. A ta masa stanowi przecież materialną treść Wszechświata. Widocznie najtrafniejsze byłoby odniesienie człowieka aż do próżni z jej nieskończonością i światłem. Widocznie nie jest urojeniem sięganie krańców Wszechświata, tęsknota za nieskończonością i umiłowanie wolności nieskończonej próżni. Naprawdę - człowiek jest odleglejszy niż Wszechświat. Początkami swymi sięga próżni. Jej natury.


Powyższy rozdział pochodzi z książki Włodzimierza Sedlaka "Na początku było jednak światło"
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986
  Nie roszczę sobie żadnych praw do tego tekstu - po prostu (jak inne fragmenty na tym blogu) pragnę się z nimi podzielić, w celach promocyjnych. Książka p. Sedlaka pochodzi z cyklu: Biblioteka Myśli Współczesnej. Jest to genialna seria złożona z arcy-ciekawych tekstów z różnych dziedzin, przystępna w wymowie dla każdego, nie tylko znawcy tematu. Polecam zatem, aby rozwijać szare komórki, tego nigdy za wiele :)

___________________________________________


Poprzednie fragmenty książki, znajdziecie poniżej:

Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!