"Model Universum Indian Hopi" - Benjamin Lee Whorf.

Przesłanie Starszyzny Hopi

Poniższy tekst jest rozdziałem z książki: "Język, myśl i rzeczywistość", Whorfa.
Przekład: Teresa Hołówka
PIW, Warszawa 1982
(Rękopis tego artykułu znaleziono wśród spuścizny Whorfa w 1950 r., jest w niezmienionej postaci, oryginał został napisany w 1936 r.)


*
*     *


(...) Bezzasadne jest twierdzenie, jakoby Indianin Hopi, znający tylko własny język i kulturowe zaplecze swej społeczności, miał te same co my pojęcia czasu i przestrzeni, które uważa się za intuicyjne i na ogół traktuje jako uniwersalne. W szczególności nie rozporządza on żadnym ogólnym pojęciem czy też wyobrażeniem czasu jako dziejącego się równomiernie continuum, gdzie każde zdarzenie wyłania się z przyszłości i poprzez teraźniejszość zatapia się w przeszłości, albo też - odwracając obraz - gdzie obserwator daje się nieprzerwanie unosić strumieniowi czasu, od przeszłości ku przyszłości.

Długotrwałe staranne badania i analizy dowiodły, że język Hopi jest zupełnie pozbawiony słów, form gramatycznych, konstrukcji czy wyrażeń, które odnosiłyby się bezpośrednio do tego, co my zwiemy "czasem"; do przeszłości, przyszłości i teraźniejszości, do trwania i ciągłości, do ruchu pojmowanego raczej kinetycznie niż dynamicznie (tj. do ruchu jako ciągłego przesuwania się w czasie i przestrzeni, a nie jako dynamicznej siły jakiegoś procesu); nie ma w nim nawet terminu odnoszącego się do przestrzeni w taki sposób, by wyłączyć z niej ten element rozciągłości czy istnienia, który dla nas jest "czasem", terminu "wykrawającego" pozostałość, którą dałoby się określić jako "czas". Nic w języku hopi nie odnosi się do czasu ani explicite, ani implicite, a jednocześnie język ten potrafi zdać sprawę z wszelkich zauważalnych zjawisk świata i poprawnie - w sensie pragmatycznym, operacyjnym - je opisać.

Wydaje się zatem, że nie ma podstaw zakładać, iż myślenie Indian Hopi operuje pojęciem upływającego "czasu" bądź też podsuwa mu je, jako jedną z danych, intuicja. Możliwe jest stworzenie dowolnie wielu geometrii nieeuklidesowych, które jednakowo dobrze zdają sprawę z konfiguracji przestrzennych. Podobnie możliwe są opisy świata równie prawomocne co nasz, nie zawierające jednak właściwego nam przeciwstawienia czasu i przestrzeni. Jednym z takich opisów, ujętym w kategorie matematyczne, jest teoria względności współczesnej fizyki, innym - całkowicie odmiennym, nie matematycznym, lecz językowym - jest Weltanschauung (= światopogląd) Hopi.

Hopi

W języku i kulturze Hopi kryje się pewna metafizyka, podobnie jak w teorii względności i w naiwnym potocznym rozumieniu czasu i przestrzeni; są to jednak metafizyki różne od siebie. Chcąc opisać strukturę świata Hopi, należy - o ile tylko jest to możliwe - ową metafizykę, adekwatnie wyrażalną jedynie w ich języku, wydobyć na jaw za pomocą możliwie najbardziej przybliżonych sformułowań zaczerpniętych z naszego języka. Jest to, rzecz jasna, metoda nie dość precyzyjna, niemniej korzystanie z własnych, wypracowanych pojęć pozwoli nam osiągnąć relatywny konsonans z systemem będącym podstawą pojmowania universum przez Hopi.

W systemie Hopi czas zanika, przemianom zaś podlega przestrzeń; nie ma w nim homogenicznej, bezpośredniej, bezczasowej przestrzeni naszych intuicji i klasycznej mechaniki newtonowskiej. Z drugiej strony pojawiają się tu nowe pojęcia i abstrakcje, dla których w naszym języku brak odpowiednich terminów, opisujące świat bez odwoływania się do czasu i przestrzeni. Owe abstrakcje, za pośrednictwem których usiłujemy skonstruować metafizykę Hopi, bez wątpienia wydadzą się nam zbytnio mistycyzujące. Są to idee, jakie zwykliśmy uważać za składniki czy fragmenty wierzeń animistycznych i witalistycznych lub za transcendentalne doświadczanie rzeczy niewidzialnych, którego doznaje świadomość mistyczna i które przejawia się w mistyczno-okultystycznych systemach myślenia. Abstrakcje te bądź występują explicite w języku hopi w postaci słów - terminów metafizycznych i psychologicznych - bądź zawarte są implicite w gramatyce i strukturze tego języka, a także dadzą się dostrzec w kulturze i zachowaniu Hopi. Nie stanowią one projekcji innych systemów na kulturę i język Hopi, starałem się bowiem świadomie wystrzegać się tego i dokonać analizy obiektywnej. Jeśli jednak określenie "mistyczny" brzmi dla współczesnego scjentysty Zachodu nieco pogardliwie, to trzeba wyraźnie podkreślić, że abstrakcje i postulaty metafizyki Hopi są z bezstronnego punktu widzenia równie (a dla samych Hopi nawet bardziej) uzasadnione pragmatycznie co upływający czas i statyczna przestrzeń naszej metafizyki, tyleż samo au fond mistycznej. Założenia Hopi równie dobrze zdają sprawę z wszelkich zjawisk i ich wzajemnych zależności, a nawet prowadzą do znacznie lepszej integracji kultury w każdej jej fazie.

"Człowiek w Labiryncie" (Hopi)

Metafizyka kryjąca się w naszym języku, myśleniu i współczesnej kulturze (pomijam tu całkowicie odmienną relatywistyczną metafizykę współczesnej nauki) narzuca universum dwie potężne formy kosmiczne: przestrzeń i czas; przestrzeń statyczną - trójwymiarową i nieskończoną, czas zaś kinetyczny, jednolity, jednowymiarowy i ustawicznie przepływający - dwa całkowicie różne i (wedle owego sposobu myślenia) nie powiązane ze sobą aspekty rzeczywistości. Płynna dziedzina czasu podlega z kolei trójdzielnemu rozkładowi: na przyszłość, teraźniejszość i przyszłość.

W metafizyce Hopi odnajdziemy również zasady kosmiczne tej miary i rozpiętości. Organizuje ona universum w dwie formy, które w pewnym przybliżeniu można by nazwać odpowiednio ujawnionym i ujawniającym się (lub niejawnym) bądź też obiektywnym i subiektywnym. Obiektywne, czyli ujawnione, obejmuje to wszystko, co jest lub było dostępne zmysłom, cały historyczny świat fizykalny, bez żadnego wyróżniania przeszłości i teraźniejszości, ale za to z wykluczeniem jakkolwiek pojmowanej przyszłości. Subiektywne, czyli ujawniające się, obejmuje natomiast przyszłość, ale nie tylko - zawiera także bez zróżnicowań wszystko, co zwiemy "mentalnym": wszystko, co przejawia się bądź istnieje w umyśle czy też - jak wolą Hopi - w "sercu", w sercu człowieka, zwierzęcia, rośliny, przedmiotu, w sercu natury w rozmaitych jej przejawach i formach, a konsekwentnie również - co spostrzegło wielu antropologów, choć nie śmie tego wyrzec żaden Hopi, porażony religijną i magiczną grozą tej idei - w sercu kosmosu samego w sobie*.
* Do pojęcia tego czyni się czasem aluzje za pomocą zwrotu "Duch Tchnienia" (hikwsu) lub "Wszechmocne Coś" (?a?ne himu); terminy te odznaczają się mniej kosmicznymi, choć równie budzącymi lęk konotacjami.
Dziedzina subiektywna (subiektywna z naszego punktu widzenia, bo dla Hopi intensywnie realna, iskrząca się życiem, potęgą i możliwościami) ogarnia nie tylko przyszłość w naszym sensie (którą Hopi traktują jako mniej lub bardziej brzemienną w swej istocie, jeśli nie wręcz w formie), ale nadto wszelkie myślenie, rozumienie i emocje, wszelkie zjawiska, których jądro stanowi jakiekolwiek celowe i świadome, pragnienie zamanifestowania się, uzewnętrznienia. Owa manifestacja jest na ogół w znacznym stopniu ograniczana i hamowana, niemniej - w tej czy w innej formie - nieunikniona. Jest to dziedzina przewidywań, pragnień i intencji, witalności, przyczyn sprawczych i myśli przedostających się z jakichś wewnętrznych zakątków ("serca" wedle Hopi). Mamy tu do czynienia ze stanem dynamicznym, lecz nie z ruchem - nic nie nadciąga do nas z przyszłości, ale tkwi w nas w swej formie zasadniczej, w formie mentalnej; dynamika polega na dochodzeniu do skutku, na pojawieniu się, tj. na pozbawionym ruchu rozwoju tego, co subiektywne, poprzez kolejne stadia aż do osiągnięcia fazy obiektywnej.

Hopi

Skała Proroctwa w Old Oraibi w Arizonie

Ten sam rysunek (wyraźniej)

Posługując się obcym językiem Hopi powiadają, iż byty w owym sprawczym procesie "nadejdą", czy też, że oni sami "przybliżają się" do nich; w ich własnym języku nie ma jednak słów, które odpowiadałyby naszemu "nadchodzić" bądź "zbliżać się" i oznaczałyby prosty, abstrakcyjny ruch, pojęcie czysto kinetyczne. Wyrażenia, które tłumaczą jako "nadejście", dotyczą procesu "stawania się"; nie wiążą go jednak z ruchem - zdarzenia "kończą się tu" (pew'i), "rozpoczynają się tu" (angqö) lub "przybywają" (pitu, l.mnoga öki); zwroty te znaczą końcowe pojawienie się, faktyczne dotarcie do pewnego punktu, a nie jakikolwiek poprzedzający je ruch. 

Sfera subiektywna, czyli sfera ujawniania się, przeciwstawiona obiektywnej, obejmującej rezultaty owego uniwersalnego procesu, zawiera nadto pewien - nie najistotniejszy może, lecz nieodłącznie z nią związany - aspekt istnienia, który my ogarniamy czasem teraźniejszym. Chodzi tu o zdarzenia, które dopiero wyłaniają się, zaczynają się manifestować, o wszystko, co dopiero ma zostać zrobione, ale nie znajduje się jeszcze w pełnym stadium, jak na przykład udawanie się na spoczynek czy zabieranie się do pisania. Odsyła do nich ta sama forma czasownikowa (ekspektywna wedle mojej terminologii), która dotyczy przyszłości (w naszym rozumieniu), a także życzeń, pragnień, zamiarów, itd. Tak więc najbliższa krawędź sfery subiektywnej odcina fragment naszego czasu teraźniejszego, moment zaczątkowy; z drugiej jednak strony - większość tego, co my określamy jako teraźniejszość, należy wedle schematu Hopi do sfery obiektywnej i nie daje się odróżnić od przeszłości. Istnieje inna jeszcze forma czasownikowa, inceptywna, która oznacza ten sam pierwotny moment stawania się, ale ujmuje go - przeciwnie - jako przynależny sferze obiektywnej, jako cenzurę, za którą rozpoczyna się obiektywność; odnosi się także do początku formy ekspektywnej. Niemniej ta doniosła i podstawowa opozycja występuje w wielu kluczowych przypadkach. Forma inceptywna, ujmująca aspekt obiektywny i skutkowy, a nie subiektywny i przyczynowy, implikuje zakończenie procesu sprawczego w momencie początku stawania się. Jeśli czasownik pojawia się z przyrostkiem, odpowiadającym z grubsza naszej stronie biernej, a w rzeczywistości oznaczającym działanie sprawcze mające na celu pewien rezultat, np. "pożywienie jest jedzone", to dołączenie doń przyrostka inceptywnego, odnoszącego się do podstawowej czynności, nadaje konstrukcji sens sprawczego przerwania.

Podstawowa czynność znajduje się w stadium inceptywnym; ustała zatem powodująca ją przyczyna; a więc wyrażona explicite przyrostkiem kauzalnym sprawczość odsyła już do tego, co my nazywalibyśmy przeszłością - czasownik wyraża jednocześnie ten aspekt zdarzenia, inceptywność i ustanie przyczyny w stadium końcowym (całkowitego lub częściowego zjedzenia). Całość tłumaczymy: "przestano jeść". Bez wiedzy o metafizyce Hopi nie sposób byłoby pojąć, jak ten sam przyrostek może oznaczać początek lub zakończenie.

Figurki Kachina-Kaczynas (bogowie / przodkowie ludu Hopi)

Indianka Hopi w obrzędowym nakryciu głowy (ad. Kachina/Kaczynas)

Chcąc przybliżyć bardziej naszą terminologię metafizyczną do kategorii Hopi, winniśmy nazwać sferę subiektywną sferą oczekiwań czy też spodziewania się. Każdy język zawiera pewne zwroty, które osiągają wręcz kosmiczny zakres i w których skrystalizowane zostały główne postulaty nie sformułowanej filozofii, odzwierciedlającej myśl ludzką, kulturę, cywilizację, a nawet erę. Należą do nich: "rzeczywistość", "substancja", "materia", "przyczyna", a także - jak widzieliśmy - "przestrzeń", "czas", "teraźniejszość", "przeszłość". W języku hopi tego rodzaju terminem jest tunátya - "spodziewać się czegoś", "mieć nadzieję", "oczekiwać", "myśleć o czymś z nadzieją".

Większość wyrażeń metafizycznych Hopi to czasowniki, a nie rzeczowniki, jak w językach indoeuropejskich. Tunátya odzwierciedla pogląd Hopi na świat z ich dualizmem subiektywnego i obiektywnego; oznacza to, co subiektywne. Odnosi się do ukrytego, żywotnego i sprawczego aspektu kosmosu oraz do fermentującej aktywności, którą jest on owładnięty - do nadziei, mentalno-kauzalnego czynnika, bezustannie nacierającego na rzeczywistość. Jak wiedzą wszyscy, którzy stykali się z tym plemieniem, Hopi upatrują owej pączkującej siły w rozwoju roślin, w formowaniu się chmur i ich kondensacji w deszczach, w starannym planowaniu czynności rolniczych i architektonicznych, we wszelkich ludzkich życzeniach, oczekiwaniach, przedsięwzięciach i zamiarach, szczególnie zaś uwydatnia się ona w modlitwie, niezmiennie ufnej modlitwie wspólnoty Hopi, której towarzyszą ezoteryczne ceremonie i rytuały w podziemnych kivach - natężenie kolektywnej myśli i woli przeciska się wówczas ze świata subiektywnego do świata obiektywnego.


Rys. naskalne - Kaczynas (bogowie z gwiazd)

Info nt. samych Hopi (ze Źródła) - wtrącone do tekstu przeze mnie, B. Silver:  Nazwa Hopi oznacz ludzi dobrych i pokojowo nastawionych. Sami nazywają siebie: Hopitu. Są Indianami Pueblo: "Pueblo to grupa plemion indiańskich Arizony i Nowego Meksyku. Wchodzi w skład południowo-zachodniego kręgu kulturowego Indian północnoamerykańskich. Ich nazwa wywodzi się z języka hiszpańskiego (dokładniej kastylijskiego), w którym oznacza wioskę - ze względu na specyficzne osadnictwo stanowiące znak rozpoznawczy Indian Pueblo". Żyją w osadach wtopionych w skalisto-pustynny krajobraz Nowego Meksyku. Tradycyjne domy budują z kamienia, belek oraz niewypalanej prostokątnej cegły adobe zrobionej z suszonej na słońcu gliny zmieszanej ze słomą i plewami. Wznoszone są tarasowo a na wyższe piętra i na dachy, które są płaskie, wchodzi się po drabinach. W centrum wioski zwykle znajduje się miejsce kultu, zwane kiva.

Ich przodkowie: Anasazi pochodzą podobno od Azteków i przybyli na tereny Arizony około 5 do 10 tyś. lat temu. Do teraz posługują się językiem Uto-Azteckim jak i bardziej powszechnym w USA językiem Indian Szoszonow. Zajmują się hodowlą i podstawowym rolnictwem.

Indianie Hopi wierza w tzw. Kachinas (Kaczynas), bogów którzy zstąpili na Ziemię, aby pomóc ludziom zdobywać mądrość i lepiej żyć. Hopi opowiadają, że Kachinas współżyli też z ludzkimi kobietami. Ich wiedza o astronomii, jakkolwiek używajż innych nazw dla określania gwiazd i konstelacji gwiezdnych, jest w gruncie rzeczy identyczna z wiedzą zachodniego świata (współczesna astronomia). Wierzą, że kiedyś żyli w centrum Ziemi, na Żółwiej Wyspie i że w tych czasach były otwarte portale między-wymiarowe, które nazywają dziurami w niebie. Mówią też, że wtedy przestrzeń kosmiczna miała swoje granice, w których żyły 4 grupy pozaziemskich cywilizacji.

Wedlug ich wierzeń, w głębi ziemi istnieją ukryte, święte miejsca, do których aktualnie mają dostęp tylko najwyżsi Szamani na Ziemi. Nazywają te miejsca: Achivas. Zgodnie z legendą Hopi, Achivas powstały, ponieważ każda epoka człowieka kończy się jego częściową zagładą i tylko czyści w sercu, żyjący zgodnie z naturą, są tam wprowadzani, aby móc przetrwać zagładę i rozpocząć nową epokę człowieka. Achivas są w specjalny sposób chronione, aby ludzie niepowołani nie mogli ich odkryć. Hopi mówia, że poprzednim razem zeszli do Achivas wraz z ludźmi Ant, którzy według ich opisów bardzo przypominają znane nam z opowieści o UFO "Szaraki" (duże głowy, małe i cienkie ciałka, długie palce, itd). Ich rysunki wyraźnie sugerują, że istoty te posiadały zdolności telepatyczne.

Opowieści Indian Hopi mówią, że Kachivas ukrywają swoje pojazdy w specjalnie ukształtowanych (w dysk) chmurach, które czasami można dojrzeć nad szczytami niektórych gór. Chmury takie potrafią osadzić się tam na wiele godzin.

Hopi wierzą, że są bezpośrednimi potomkami Plejadan, z konstelacji Plejad. Także u plemion Navajo, Irokezów i Cree historia ta jest znana i powtarzana. Na przykład Indianie Cree mówią, że kiedyś zeszli na Ziemię w postaci duchowej, aby następnie przybrać postać z ciała i krwi.



Inceptywna forma czasownika tunátya nie znaczy "zacząć spodziewać się", lecz raczej "spełnić się, sprawdzić się". Z tego, co dotychczas zostało powiedziane, wynika jasno, dlaczego logicznie musi ona przybrać takie znaczenie. Inceptywność wiąże się z pierwszym pojawieniem się tego, co obiektywne, znać podstawowym znaczeniem czasownika tunátya jest czynność bądź siła subiektywna; forma inceptywna oznacza więc kres tej działalności. Można rzec, iż tunátya - "spełnić się" oznacza w języku Hopi, to, co obiektywne, w przeciwieństwie do tego, co subiektywne - obie formy są dwoma różnymi fleksyjnie wariantami tego samego rdzenia czasownikowego, podobnie jak wielkie formy kosmiczne są pewnymi aspektami tej samej rzeczywistości.

Jeśli chodzi o przestrzeń, subiektywność jest tu dziedziną mentalną, pozbawioną odniesień do rzeczywistości materialnej, zdaje się jednak symbolicznie powiązana z wymiarem wertykalnym i jego biegunami - zenitem oraz nadirem, a także z "sercem" rzeczy - z tym, co my zwiemy "wnętrzem"w sensie metaforycznym. Każdemu elemenetowi świata obiektywnego odpowiada wewnętrzna, wertykalna oś, którą moglibyśmy określić jako źródło przyszłości. U Hopi nie istnieje jednak przyszłość temporalna; na płaszczyźnie subiektywnej nie ma niczego, co stanowiłoby ekwiwalent owych ciągów i następstw sprzężonych z przestrzenią i zmiennością konfiguracji fizycznych, jakich my upatrujemy na płaszczyźnie obiektywnej.

Hopi Girl

Przypadkowe podobieństwo fryzur - czy inspiracja kulturą Hopi? A może i Raj Utracony - Aldebaran znaczy coś więcej?

Z każdej takiej osi, którą można by porównać do linii wzrostu u rośliny, rzeczywistość obiektywna rozpościera się w każdym kierunku, choć kierunki te ograniczamy zwykle do płaszczyzny horyzontalnej i jej czterech głównych punktów. Obiektywność jest wielką kosmiczną formą rozciągłości, obejmuje wszelkie ściśle ekstensjonalne aspekty istnienia, wszelkie interwały i dystanse, wszelkie serie i liczby. Jej przestrzeń zawiera to, co my zwiemy czasem - temporalną relacją między zdarzeniami, które już istnieją. Hopi ujmują czas i ruch na płaszczyźnie obiektywnej w sposób czysto operacyjny - jako kwestię złożoności i wielkości procesów wiążących ze sobą poszczególne zdarzenia. Elementu czasowego nie izoluje się od wchodzących w grę elementów przestrzennych. Dwa przeszłe zdarzenia dzieli długi upływ "czasu" (w języku hopi nie ma terminu odpowiadającemu naszemu "czasowi"), jeżeli przegradza je wiele periodycznych ruchów, zachodzących w większej przestrzeni lub wzmagających w inny sposób wielkość fizycznych przejawów. Na gruncie metafizyki Hopi nie powstaje pytanie, czy przedmioty w jakiejś wiosce istnieją w tym samym momencie teraźniejszości co przedmioty w naszej wiosce. Pod tym względem jest to metafizyka zdecydowanie pragmatyczna - "zdarzenia" można ze sobą porównać tylko za pomocą pewnego interwału wielkości, obejmującej zarówno czas, jak i przestrzeń. To, co dzieje się z dala od nas, można poznać obiektywnie jedynie wówczas, gdy staje się "przeszłe" (tj. gdy należy do płaszczyzny obiektywnej). Hopi przedkładając - w odróżnieniu od nas - czasowniki nad rzeczowniki, nieodmiennie przekształcają sądy o przedmiotach w sądy o zdarzeniach. Zdarzenia w odległej wiosce, o ile mają charakter faktyczny (obiektywny), a nie domniemany (subiektywny), poznajemy "tu" dopiero później. Jeśli coś nie dzieje się "w tym miejscu" i "w tamtym czasie". Do sfery obiektywnej, odpowiadającej z grubsza temu, co my rozumiemy przez "przeszłość", należą zarówno zdarzenia "tutejsze", jak i "tamtejsze"; te ostatnie są jednak obiektywnie bardziej odległe, a więc z naszego punktu widzenia umiejscowione dalej w przeszłości i w przestrzeni od zdarzeń "tutejszych".

Krucza Matka (Crow Mother), jedno z naczelnych bóstw (Kaczyna) ludu Hopi

W miarę jak dziedzina obiektywna, której osobliwym atrybutem jest rozciągłość, zaczyna plasować się w niezgłębionym oddaleniu czasowym i przestrzennym, pojawia się moment, gdy szczegóły przestają być poznawalne i rozmywają się w ogromnym dystansie; gdy to, co subiektywne - dotąd ukryte niejako za sceną - łączy się z obiektywnym, i w owej niepojętej dla nas wszystkich dali pojawia się wszechogarniający koniec i początek rzeczy, istnienie samo w sobie. Pogranicze tej rzeczywistości ma charakter tyleż subiektywny, co i obiektywny. Jest to chaos starożytnych, czas i miejsce, o którym mówią mity i które da się poznać jedynie subiektywnie, mentalnie; Hopi są przekonani i dają temu wyraz w swej gramatyce, iż rzeczom mitycznym i historycznym przysługuje inny rodzaj realności czy też prawomocności niż rzeczom codziennym, praktycznym. To, co wiemy i mówimy o odległym niebie i gwiazdach, ma charakter domniemany, inferencyjny, a więc subiektywny; docieramy do nich raczej za pośrednictwem wewnętrznej osi wertykalnej i zenitu niż obiektywnej przestrzeni i obiektywnych procesów widzenia oraz poruszania się. Podobnie mglista przeszłość mitów to odpowiedni dystans (raczej ziemski niż niebieski) postrzegany subiektywnie, jako mityczny, przez wertykalną oś świata via nadir - toteż umiejscawia się go zwykle poniżej powierzchni ziemi; nie znaczy to oczywiście, że legendarna kraina początku stanowi coś w rodzaju dziury czy jaskini. Jest to Palátkwapi - "W Czerwonych Górach", miejsce takie, jak nasza ziemia, które jednak jest wobec niej niczym dalekie niebo - zaś nasze, ziemskie niebo penetrują bohaterowie opowieści, zamieszkujący wyżej w innej, ziemiopodobnej rzeczywistości.

Widać już teraz jasno, że Hopi obywają się bez terminów, które oznaczają czas i przestrzeń same w sobie. Określenia takie przetwarzają się w hopi w zwroty wyrażające rozciągłość, operacje i cykliczność - o ile dotyczą stabilnej rzeczywistości obiektywnej. Mają natomiast charakter subiektywny, jeśli odnoszą się do dziedziny subiektywnej - do przyszłości, życia psychiczno-mentalnego, czasu mitycznego - do wszystkiego, co odległe w sposób niewidzialny i w ogóle domniemane. Język hopi obywa się doskonale bez czasów gramatycznych. 


__________________________________
Koniec


Indianie Hopi wierzą, że świat, na którym przyszło Nam żyć, był w przeszłości niszczony przynajmniej 3 razy. Za każdym razem powodem tego była: chciwość i przemoc, używanie destruktywnej dla całej planety i jej dzieci, broni, która zmiatała z powierzchni wszystko co żywe. Przodkowie ludu Hopi przetrwali wyłącznie dlatego, iż schronili się pod ziemią, w górskich jaskiniach.
Przepowiednia Hopi mówi także o narodzinach szczególnych dzieci, które poprzedzają w każdej z tych epok - jej nieuchronny koniec. Jedne miały pochodzić z gwiazd i przysłano je do nas w jakimś konkretnym celu (Indygo), być może po to, aby nauczyły wybranych ludzi ponownie odnaleźć w sobie więź z Matką Ziemią.
W tych czasach, czasach przejścia między Czwartą a Piątą Erą, w której obecnie żyjemy obecnie, odkąd w zeszłym roku w zenicie stanął Syriusz tak jak przewidzieli to Hopi, chodzą też po świecie Dzieci Ciemności, które są lustrzanym odbiciem tych pierwszych. Niestety przepowiednia mówi także o dzieciach upośledzonych w wyniku wojen, zatrucia, biedy, cierpienia. Poza tymi dwoma w.w. rodzajami dzieci, cała reszta ma być pozbawiona ducha. Jak to rozumieć?

Jak wiecie nie jestem zwolenniczką żadnych proroctw czy teorii spiskowych, poza tym jestem agnostyczką, wyzwolenie się z religijnych kłamstw i absurdów zajęło mi wiele lat, jednak zaintrygowała mnie pewna rzecz w Proroctwie Hopi. Według nich, kiedy w zeszłym roku przeszliśmy z 4 Ery do 5 Ery, większa część ludzkości nie dostąpiła czegoś, co można nazwać "tranzytem świadomości". Wg. Hopi są to ludzie, którzy nie rozwijali w swym życiu intelektu, nie interesowali się niczym poza światem materialnym. Dlatego znaczna ich część, śmiało można powiedzieć - 3/4 - zatrzymało się poniekąd w samorozwoju.
Ci ludzie - wg. wierzeń Hopi - są niczym puste muszle. Chodzą, mówią, pożywiają się i rozmnażają, ale ich oczy są puste, ich umysły niemal nie pracują. .....
Pękło mi serce. Teraz więc zaczynam rozumieć, dlaczego większość ludzi, wokół mnie, wydaje się Uśpiona. Nic do nich nie dociera, nie wierzą mi, gdy apeluję, uczulam, ostrzegam. Nie widzą wiszącego nad nimi zagrożenia, nie próbują nawet zmienić tego, co jest w ich zasięgu. Niczym armia zombie! Myślałam, że to może jakaś hipnoza, te wszystkie HAARP'y, smugi chemiczne trujące miliony Polaków i nie tylko każdego dnia, że może to coś niczym elektroniczna kontrola fal mózgowych, stąd taki nacisk na telefonię komórkową, wszędzie wokół tysiące radiostacji i nadajników... Nie twierdzę, że tak nie jest. Do podobnych wniosków doszli także Rosjanie, z czym się zgadzam. Jednak Proroctwo Hopi przewidziało to poniekąd.
To tłumaczy, dlaczego ludzie śpią, dlaczego nic nie widzą, nie słyszą, uwierzą za to w każdy szajs wymyślony dla ich uśpienia na necie i w mediach. Może po prostu w większości nie są już myślący? Może jak temu mężczyznie w USA (info sprzed paru miesięcy), brakuje im 3/4 mózgu? Nie mają ducha, przypominają lalki. Kto wie? To przerażające, może i śmieszne dla kogoś, ale nie dla mnie. Ponieważ jestem jednym z Dzieci Indygo i choć opornie, zaczynam w to powoli wierzyć. :( Za dużo się wokół mnie dzieje dziwnych i niewytłumaczalnych naukowo zjawisk.




(Drugi film nakręcono w roku moich urodzin, dlatego polecam go w szczególności).

Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!