The Venus Project: Projektując Przyszłość - by Jacque Fresco and Roxanne Meadows. Part I


Dwa dni temu, za namową pewnej osoby, odwiedziłam pewien zakątek na łonie Przyrody, który, jak zapamiętałam dobrze, jeszcze przed moim wyjazdem na pół roku w dalekie strony, został dosyć mocno zdewastowany przez bandycką działalność władz lokalnych. Rzekomo w trosce o mieszkańców okolicznej wioski, wykarczowano brutalnie teren o znacznej powierzchni, gdyż jak tłumaczono, teren ów posłuży za nowe działki pod zasiedlenie, czyli inaczej mówiąc, byliśmy przekonani, że planowana jest w tym regionie jakaś znaczna inwestycja. Niestety wnet się okazało, że zniszczony teren, który słynął z dość niewysokiego zadrzewienia, wysokich traw (idealne siedlisko dla zwierząt i owadów) oraz licznych ziół i kwiatów, został przekopany w specyficzny sposób, świadczący o tym, że komuś raczej zależało na ziemi (dosłownie), gdyż od tamtego dnia nic się w tym miejscu nie działo. Z przykrością stwierdziłam, zeszłego lata, że komuś zależało wyłącznie na tym, aby ten ładny zakątek zdewastować na poczet (kto wie?) przyszłego "wysypiska śmieci"?

Minęło jednak 7 miesięcy i znowu udałam się w to miejsce. Widok, który ujrzałam przedstawiał zupełnie inny obraz. Nie mogłam wprost uwierzyć, że Natura tak szybko się zregenerowała, po tamtych krzywdach. Wierzcie mi lub nie, lecz wcześniej miejsce to wskazywało raczej na nieodwracalne szkody, rany zadane ziemi były głębokie (może nie tak jak na pewnych bandyckich kopalniach odkrywkowych), niemniej lądowały tutaj nawet po-medyczne odpady. Cóż więc wpłynęło na to, że znów miałam możliwość stać pośród zielono-kolorowego raju a trawy i zioła sięgały mi do kolan?

Otóż miejscowi stanęli na wysokości zadania i skoro władza nie miała żadnego pomysłu, planu, bo okazało się, że teren jest niczyj, zwykli obywatele zakasali rękawy i oczyścili co się dało, uporządkowali teren, zasypując otwarte rany a nawet, w miejscach dogodnych do tego, posadzili nowe drzewka (głównie owocowe). Zamieszczono także specjalne kamerki wokół newralgicznych stref, tak iżby nikomu znowuż (pod osłoną nocy) nie przyszło do głowy zniszczyć wysiłków ludzi dobrej woli. Minęło więc 7 miesięcy a ja nie mogę wprost uwierzyć, jak szybko Gaja zagoiła swe ropiejące rany, jak szybko na powrót okryła się zielnym dywanem, jak szybko powróciło tutaj drobne ptactwo i owady. I patrząc na to wszystko, doznałam małego-subiektywnego olśnienia.  Wystarczy tylko, iżby zniknął z Ziemi czynnik niszczący przyrodę i dosłownie z tygodnia na tydzień, Matka Ziemia odbudowałaby swój Rajski Ogród. Nie jest bowiem prawdą, że pewnych szkód nie da się już odwrócić a na inne trzeba by czekać tysiąc lat. To perfidne kłamstwo tych, którzy niszczą, degradują. Nawet rafa koralowa - wiem to od sympatyków ochrony tego Cudu Natury z Australii - jeśliby tylko przestały napływać do Oceanu zanieczyszczenia, odbudowałaby swoje kolonie i nie trzeba na to nawet 10 lat.


Tym czynnikiem jest -- Człowiek. Niech nikt jednak nie tłumaczy moich słów w sposób "negatywny". Ani przez myśl mi nie przeszło, unicestwienie rodzaju ludzkiego. Dokładnie na odwrót.

Być może tego nie wiecie, ponieważ pro-rządowe media na całym świecie nie kwapią się, aby udzielać Wam rzetelnych informacji, jednak na naszej planecie wciąż jest ogrom przestrzeni i zasobów naturalnych, potrzebnych nie tylko nam, ale i innym stworzeniom do przetrwania na Ziemi przez kolejne miliony lat. To nie jest przesada, jak również stwierdzenie, że logicznym jest dlaczego pro-rządowa agenda rozsiewa kłamstwa na temat "przeludnienia, kurczących się zasobów" etc.

Od pokoleń wiadomo, że Władza (jakkolwiek ją rozumieć) nie ma w interesie, aby wszyscy byli syci, bezpieczni, aby żyli na takim samym jak inni, wysokim poziomie. Gdyż zapewnienie tych kluczowych dla naszego życia potrzeb, równałoby się ze zrzeknięciem się owej władzy. W świecie w którym każdy byłby najedzony, żył w godnych i bezpiecznych warunkach, korzystając z uciech "życia" a więc mógłby realizować swoje pasje, zamiast martwić się, co włożyć do garnka, zniknęłoby zapotrzebowanie na:

"konkurencję, rywalizację i wyzysk", niepotrzebna by była broń i nie wybuchałyby więcej wojny, które jak wiemy, są sztucznym tworem naszej chorej światowej Cywilizacji (opartej na pieniądzu a więc na nierównościach społecznych), owych koncernów produkujących śmiercionośne zabawki dla niedojrzałych intelektualnie i moralnie przywódców świata polityki i kleru. W świecie, w którym nie byłoby chorób, prezesi koncernów farmakologicznych, straciliby swą władzę nad naszym życiem, śmiercią a zwłaszcza, nad naszym "przyrostem naturalnym". A ponad wszystko, żyjąc w świecie tak zaprojektowanym, iż każdy bez ograniczeń mógłby się kształcić, rozwijać swe umiejętności, pasje, bez odgórnych wytycznych, lecz w zgodzie z sobą samym, no cóż, nie trudno się domyślić, że zaledwie po 2 pokoleniach, skok cywilizacyjny, rozwój homo sapiens, osiągnąłby znacznie wyższy poziom niż przez ostatnie tysiące lat.

"Mądry człowiek"? A przynajmniej taki, który do owej mądrości bez skrępowania zmierza? Toż to największe zagrożenie dla Władzy dzisiejszego świata. Władzy, która trzymając stado ludzkie w garści za pomocą wirtualnego pieniądza, strasząc końcem świata, wojnami, chorobami, totalną inwigilacją, kontrolą narodzin i masową eksterminacją na różne sposoby, tylko po to, aby Ona sama mogła spijać śmietankę, kosztem nas i całej planety, nie zamierza zmieniać swoich priorytetów. Ich umysły są źle uwarunkowane przez System, który sami stworzyli, mały zasób wiedzy, czyni z nich śmiertelne zagrożenie dla całej światowej populacji. Więc w tym sensie prawdą jest, co powiedział J. Fresco, że "zdolność naszej planety do podtrzymania życia jest w poważnym niebezpieczeństwie" ("Projektując Przyszłość").


Człowiek jest w stanie i powinien poprawiać samego siebie na drodze do pełniejszego postrzegania świata i zachodzących w nim zjawisk z myślą o przyszłych pokoleniach, wszak nigdy nie jest za późno, aby cofnąć to, cośmy uczynili złego dla współbraci jak i świata przyrody; człowiek musi jednak mieć jakiś wytyczony punkt w postaci idei, lecz problem w tym, że zarówno moralność, jaką znamy czy owe rozumienie idei, jest obarczone kulturą w której żyjemy. Twórcy modnych dzisiaj ruchów New Age stawiają wyłącznie na "totalną miłość wszystkich do wszystkich", rzecz w tym, że w świecie jaki mamy obecnie taki "ideał" nigdy się nie ziści. Aby mogła zapanować między nami (różnymi rasami, płciami) harmonia, aby w ogóle pojąć czym jest "miłość", wpierw należałoby wyzbyć się ze świata wszystkich tych czynników, które dzielą ludzi. Jak długo istnieją owe podziały kulturowe, etniczne, religijne, gospodarcze, polityczne, tak długo wspólnota ludzi, jako jednej rasy, rasy ludzkiej, będzie wyłącznie Utopią - którą jakże często nazywają z ignorancji, koncepcję J. Fresco.

Nic więc dziwnego, że ludzkość jest totalnie podzielona. Animozje, agresja, biorą się w połowie z ignorancji. Ludzie bez odpowiedniego zasobu informacji, nie tylko analfabeci, lecz zwłaszcza ci, którzy a to za sprawą uniwersytetów lub wszelkiego rodzaju ideologii new age, prawią o "oświeceniu", w rzeczywistości są najmniej poinformowanymi ludźmi na tej planecie, przez co, tak łatwo Władzy, owym korporacjom-koncernom, zarządzać nimi jak i ich zasobami. Nasze myślenie płynie w niewłaściwy sposób, ponieważ postrzegamy samych siebie jak i cały świat, pod kątem kultury, tradycji, religii czy jeszcze innych aspektów które stworzyli dla nas nasi władcy. Moralność to nie tylko dbanie o to, aby siebie samego nie złajdaczyć, to przede wszystkim troska o drugiego człowieka jak o siebie samego, jak i o cały ekosystem, w którym żyjemy, ponieważ bez tego ostatniego zginiemy wszyscy. Trudno nam jednak myśleć o innych, ponieważ wychowano nas w duchu egoizmu.

Od dziecka wpaja się nam, że musimy rywalizować z innymi (słynny "duch rywalizacji", owe rzekome "fair play" -- to dlaczego w takim idealnym świecie tyle dopingów, oszustów, manipulatorów?), że "zdrowa konkurencja" jest motorem rozwoju, skoro nie istnieje na świecie jeden i ten sam poziom życia, z którego każdy mógłby wystartować, aby prześcignąć w miarę swych umiejętności, drugiego? Dla niektórych nawet dostęp do wody pitnej jest ponad siłę. Czy taki ktoś zdobędzie wyższe wykształcenie? Czy założy dobrze prosperującą firmę? (Nie zrozumcie mnie źle, teoretycznie "zdarzają się cuda"), ale w praktyce wygląda to na razie tak, że zwiększa się z dnia na dzień coraz bardziej przepaść pomiędzy bogatymi a biednymi. A przecież wpaja się nam na landrynkowych spotach, że w każdym z Nas drzemie ten sam potencjał (tak jest, owszem), jednak nie ma to żadnego przełożenia na nasz świat. Najlepsze miejsca, stanowiska, zasoby są wyłącznie w rękach uprzywilejowanej grupy (jakiegoś 1% z 7 mld ludzi), co nie znaczy wcale, że wśród nich są najmądrzejsi, najlepsi z punktu widzenia etyki i moralności, ludzie. Jak na razie ich jedynymi wynalazkami są: broń masowego rażenia, śmiercionośne wirusy, degradujące środowisko naturalne technologie oraz takie, które w zamyśle mają uwięzienie ludzi w klatce po wsze czasy.



Zwykło się uważać, że nauka, którą wypracowały pokolenia działa coraz lepiej i to dzięki niej mamy tak wysoko rozwiniętą Cywilizację. To dlaczego zatem wybuchają wojny, skąd na świecie głód, choroby, zanieczyszczenie środowiska oraz inne problemy? Wmówiono nam (podziękowania należą się religiom oraz systemom filozoficznym Średniowiecza oraz XIX w.), że istnieje coś takiego jak "ludzka natura", która stawia opór zarówno postępowi, edukacji, życiu w harmonii, etc.

"Ludzie zachowanie jest podporządkowane i generowane przez wiele czynników środowiskowych. Dotyczy to zarówno konstruktywnych jak i destruktywnych zachowań. Środowisko społeczne składa się z naszego życia rodzinnego, odżywiania, miłości lub jej braku, zdolności nabywczych, preferencji seksualnych, roli wzorców promowanych przez telewizję, książki, radio i internet, edukacji, tła religijnego, znajomych i wszystkich innych powiązanych czynników. (...)

Wielu uważa, że chciwość jest częścią ludzkiej natury. Przez wieki odkąd ludzie żyli w niedostatku lub zagrożeniu nim, rozwinęły się wzorce zachowań takie jak chciwość i podziwianie tych którzy zgromadzili bogactwa poprzez przestępstwa, sprzeniewierzenia i inne. Te wzorce pozostały w nas przez wieki, więc wielu uważa że taka po prostu jest ludzka natura i nie da się tego zmienić. Ale rozważ ten przykład: jeżeli przez tydzień z nieba spadałoby złoto, ludzie w kulturze niedostatku wybiegliby na zewnątrz i wypełnili nim ich domy. Jeżeli ten złoty deszcz utrzymywałby się przez lata, ludzie wymietliby złoto ze swoich domów i wyrzucili swoją złotą biżuterie. W środowisku dostatku i bezpieczeństwa emocjonalnego, wiele negatywnych uczuć przestałoby dominować"
("Projektując Przyszłość", J. Fresco, str. 18-19).

Także chociaż przez lata sama byłam przekonana o jakimś głęboko istniejącym wewn. nas "defekcie", który sprawia, że stajemy się coraz gorsi, o tyle dzisiaj twierdzę, że nasze złe emocje, biorą się wyłącznie z popędu do władzy i pieniądza a zarówno jedno, jak drugie, jest tworem sztucznym, który narzucono nam rzekomo w imię "umowy społecznej" dla naszego dobra. W istocie to właśnie owe czynniki zawsze były, są i będą powodem: wojen, cierpienia, głodu, chorób. Mało tego, im bogatsze będą jedne kraje, tym biedniejsze będą inne, ponieważ znane nam mocarstwa od pokoleń utrzymują resztę świata na pożałowania godnym niskim poziomie. Wszystkie wojny domowe (zarówno w imię urojonych religii, jak i o zasoby naturalne, np. ropę naftową - główny truciciel planety, czy można bowiem ożywić ziemię jej własną ropą?) wywoływane są przez mocarstwa, które w ten sposób pomnażają swe bogactwa, wpędzając resztę ludzi w chroniczne ubóstwo a nawet, wywołując powracające klęski nieurodzaju i głodu. I proces ten narasta. Obecnie już 3/4 populacji ziemskiej cierpi głód, choroby i wojny. Ale nie dlatego, że kończą się nam zasoby. Bynajmniej. Naszym problemem jest władza, która dąży do jak największego zagarnięcia dla siebie wszystkiego, w imię "wirtualnego papieru toaletowego", jakim jest pieniądz. Urojony dług wpędza także ich własnych obywateli w regres, gdyż zwykli obywatele nie mają pojęcia, że Matka Ziemia ma czym ich nakarmić, napoić i jak przyodziać, i nie potrzeba na to -- pieniądza.

Więc kiedy znowu ujrzycie na ekranach swych telewizorów czy komputerów wielkie marsze za godnym życiem w krajach dotkniętych tzw. Kryzysem, tych wszystkich związkowców lub bezrobotnych, pomyślcie przez chwilę, że Oni wszyscy cierpią strach przed utratą pracy jak i biedę biorącą się z jej utraty, zupełnie bez powodu. Zamroczeni przez kult pieniądza (kawałka bezwartościowego papieru) nie dociera do nas, że zasobów potrzebnych do życia jest dość, aby nikt na świecie nie cierpiał biedy i wykluczenia. Problem tkwi nie w Kryzysie geo-politycznym, ale w złym Systemie, opartym na szkodliwej władzy i pieniądzu, podczas gdy idealny System opiera się na racjonalnym gospodarowaniu zasobami (wszystkimi dostępnymi, co znaczy, przede wszystkim tymi, o których mówią tylko nieliczni, lecz nikt ich nie słucha, mam na myśli zasoby alternatywne, pro-ekologiczne; to dotyczy zarówno pożywienia, jak i pro-ekologicznej energii, która spokojnie zaspokoiłaby nasze potrzeby na millenia milleniów). To cały System, w którym żyjemy należy zmienić (odrzucając politykę, przywódców, ideologie, doktryny i dogmaty, pieniądz i płaskie, oparte na nim, lecz krótkofalowe, rozwiązania technologiczne) a nie tylko jednych polityków (lub ugrupowania) na nowe.

"Pieniądz stanowi tylko wtrącenie pomiędzy tym czego dana osoba potrzebuje i tym co może dostać. Ludzie nie potrzebują pieniędzy tylko dostępu do zasobów".

"Większość ludzi jest niewolnikami swoich zawodów których nie lubią, ale nie mogą nic zmienić ponieważ potrzebują pieniędzy".

"Ogromna korupcja, chciwość, przestępczość, defraudacje i wiele innych negatywnych zjawisk jest spowodowanych potrzebą pieniędzy".

"Większość praw jest ustalanych dla korzyści korporacji, które mają wystarczająco dużo pieniędzy by wywierać nacisk, dawać łapówki lub przekonywać urzędników państwowych do tworzenia praw które służą ich interesom".

"Pieniądze są używane do kontrolowania zachowania tych z ograniczonymi zdolnościami nabywczymi".

"Produkty takie jak żywność są czasem niszczone by utrzymywać wysokie ceny; ceny wzrastają gdy panuje niedobór danej rzeczy".

"Co roku marnuje się materiały i nadmiernie eksploatuje dostępne zasoby z powodu powierzchownych zmian wyglądu produktu w celu dopasowania go do chwilowej mody, utrzymując stałe zapotrzebowanie na produkty"
(np. coraz doskonalsze telefony-smartofny-iPady-tablety-plazmy, które nie zmieniają niczego poza opakowaniem, nie prowadzą do żadnego znacznego postępu ludzi i nie służą w najmniejszym stopniu środowisku naturalnemu. Btw. sam ich twórca, założyciel korporacji Apple, zmarł na raka przez długoletnie wystawianie się na działanie promieniotwórczych, ergo rakotwórczych komponentów swoich zabawek -- B. Silver).
 
"Korzyści z technologii czerpią jedynie ci z odpowiednimi zdolnościami nabywczymi".

"Co najważniejsze, kiedy dla firmy najistotniejszy jest zysk, decyzje na wszystkich płaszczyznach są podejmowanie nie dla korzyści ludzi czy środowiska, ale głównie w celu pozyskania bogactwa, mienia i władzy"
. (Tamże, str. 22-23).



Ludzie nie znający nawet podstaw The Venus Project (Projekt Wenus = nazwa pochodzi od miasta na Florydzie, w którym mieszka i pracuje, obecnie głównie w celach edukacyjnych, twórca owego socjo-cybernetyczno-inżynieryjnego projektu, Jacque Fresco), często określają ów koncept przebudowy naszego świata, na znany sobie sposób, a więc posiłkując się znanymi nam hasłami z przeszłości czy teraźniejszości. Nie jest to jednak w najmniejszym nawet stopniu ideologia komunistyczna (lub socjalistyczna - ta bowiem panuje obecnie na świecie od USA po kraje Trzeciego Świata, gdyż dominuje w niej pieniądz, wyzysk, korupcja oraz uprzywilejowane kasty zagarniające dla siebie wszelkie dobra). Także porównanie zamysłu  Fresco na przebudowę naszych miast w duchu izraelskich kibuców czy kołchozów, PGRów jest śmieszna, ponieważ podstawą dla istnienia tych jednostek jest praca fizyczna każdego z mieszkańców, nad nimi spoczywa zaś ideologia, religia lub wręcz przeciwnie, jakiś a-religijny twór, stawiający wyłącznie na pracę fizyczną a nie rozwój intelektualny. W każdym z tych przypadków, trud pracy wspólnoty jest chwilowy, rzadko współgra on z realnymi potrzebami jednostki, obarczony jest błędem, ponieważ ludzie nie są nieomylni a nadmierny trud fizyczny prowadzi do chorób, krótszego życia. Świat zaprojektowany przez J. Fresco nie opiera się na pracy fizycznej ludzi, gdyż do tego służyłyby wyłącznie maszyny (najnowocześniejsze technologie), które zaprojektowane przez ludzi, nie dość że pilnowałyby wszystkich aspektów gospodarki opartej na zasobach, na większą skalę i bez najmniejszego błędu (ludzkie oko bowiem zawsze ma pewien zasięg, którego nie da się przeskoczyć) i wyczulone na zmiany w środowisku, modyfikowałyby proces hodowli, przetwarzania surowców, ochrony upraw przed szkodnikami, bez toksyn i chemii, podczas gdy ludzie mogliby po raz pierwszy w swoich dziejach, poświęcić się innym sprawom. W tym świecie nie istniałby pieniądz. Nie jest on bowiem potrzebny do równomiernego dzielenia zasobów. Pieniądz a więc i Władza, stałyby się przeżytkiem, a co za tym idzie, najgorsze problemy ludzkości, przestałyby istnieć.

Ludziom trudno pojąć geniusz tego projektu, ponieważ w istocie on swej jest tak prosty, że aż nieprawdopodobny. Ludzie nie mają w głowie ani jednego podobnego do tego planu, jakiegokolwiek odniesienia, każda część ich Ja buntuje się przeciw przyswojeniu tej wiedzy, najprościej bowiem założyć, że coś takiego jest nierealnego. Sęk w tym, że to, co rozumiemy przez Utopię to wymysł ludzi nie znających ani środowiska naturalnego ani technologii, jaką znamy dzisiaj, to pewna wizja idealnego świata, a przecież Jacque Fresco nie twierdzi, że świat stanie się idealnym. The Venus Project nie wyklucza, że ludzie nadal będą dzielić się na dobrych i złych, ale wyklucza istnienie powodów, dla których mogą takimi się stać.

Najlepszy przykład dotyczy systemu edukacji. Kształciłam się przez 20 lat (od szkoły podstawowej, po szkołę średnią aż po wyższe studia, zaliczając również różnego typu studium i kursy). Przez wiele lat wierzyłam, że warto się uczyć w tym systemie, ponieważ wiedza zaprocentuje w dorosłym życiu. Tymczasem wykształcona na dość wysokim poziomie, starłam się nie tylko z jawną agresją w pracy, jak i środowiska, lecz przez większy czas nie mogłam znaleźć żadnej pracy. Wszelkie próby z mej strony, aby wykazać się kreatywnością, spotykały się z oporem i odrzuceniem. Dopiero kiedy na CV przestałam podawać, że mam skończone studia, zadzwonił jeden telefon z propozycją, lecz na tak niskim poziomie pracy nie mogłam przyjąć. Z konieczności więc musiałam stać się "wolnym strzelcem". Tak naprawdę moja "prawdziwa" edukacja, wzorem tej, którą przeszedł Jacque w młodości, trwa dopiero od 3 lat. I nigdy wcześniej nie poznałam tyle ważnych informacji, nie zgromadziłam tyle pożytecznego materiału, który naprawdę ma sens i owocuje otwartym umysłem oraz milionem nowych pomysłów, każdego dnia. Chcecie mieć inteligentne dzieci? Nie posyłajcie ich do szkół, lecz kształcie na własną rękę, pozwalając im uczyć się tego, co naprawdę je interesuje. Największą wartością świata jest człowiek i jego potencjał twórczy.

Są małe szanse, że w obecnym Systemie wypracujemy sobie emeryturę, która pozwoli nam żyć na godnym poziomie. A przecież takich ludzi i historii jak moja, czy twoja, jest więcej, o wiele więcej. Nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Wszystko dlatego, że nasz system edukacji pracuje na zasadzie przekształcania umysłów dzieci z kreatywnych, gotowych na innowacyjne, pełne werwy, pomysłów, w kwadratowe, zamknięte obwody, aby dopasować Nas do Systemu, nie zaś aby System ewoluował wraz z Nami, owymi kreatywnymi jednostkami. 3/4 materiału, który przerabia każde dziecko-nastolatek aż po studenta, w swych szkołach i na uczelniach, jest przestarzały, kłamliwy (znana nam historia powszechna jest usiana bzdetami wysokości Mt. Everest) i z grubsza szkodliwy dla naszego samorozwoju oraz postępu całego gatunku. Zastraszani, podjudzani i terroryzowani od lat dziecięcych wiedzą całkowicie zbędną (bo na cóż nam wiedza o kłamliwej przeszłości, która w dodatku jest sprawczynią wszystkich obecnych nieszczęść tej planety?), wychodzimy w świat nastawieni negatywnie do poszerzania swych horyzontów. Idealne stado, które martwi się wyłącznie o pracę, pieniądze i nie kwestionuje żadnych pseudo-autorytetów (przywódców politycznych i religijnych). A że zasobów zawsze nam za mało, bo nie są one dzielone na wszystkich Ziemian sprawiedliwie, ogranicznik ku temu w postaci pieniądza stoi jak Mur Chiński na naszej drodze, nie dziwota, że w XXI w. zamiast reprezentować kwiat inteligencji na rzekomej drabinie ewolucji, jesteśmy najmniej przystosowani do życia na tej planecie, podczas gdy pierwszy lepszy szczur z kanalizacji czy mrówka, współistnieje z Naturą w pełnej harmonii, nie niszcząc swego gatunku i całej Ziemi na swej drodze.


Z tych i żadnych innych powodów, przełomowe pomysły Jacque'a Fresco - takie jest przynajmniej moje zdanie - są niekiedy mocno krytykowane. Co samo w sobie jest absurdalne, bo jak można  w ogóle odrzucać dla zasady pomysł, który może ocalić nas wszystkich? Fresco nie jest Utopistą, lecz genialnym samoukiem, który będąc przekonanym o słuszności swych tez, poświadczył je swoim życiem. Czyż i dzisiaj nie istnieje wielu, którzy głoszą dogmaty, że chcąc zmienić świat wpierw należy zmienić siebie?

Fresco tak uczynił. Będąc pewnym, że cały nasz System jest skorumpowany / fałszywy, będąc nastolatkiem porzucił szkolną edukację i na własną rękę, jako iż z natury był głodny wiedzy, zaczął zdobywać potrzebne mu informacje. Posłużyły mu do tego publiczne biblioteki, muzea oraz ludzie dobrej woli, którzy udzielali mu pożytecznych rad. Może się to wydać "naiwne", także w kontekście tego, co napisałam o nierzetelnej treści posiadanych przez nas źródeł historycznych (rzecz dotyczy nie tylko prehistorii ale i najbliższych nam czasów, np. XX w. światowej czy nawet lat 60'), niemniej zważcie, że praktycznie każde dziecko na świecie, które w ogóle ma dostęp do wiedzy, jakiejkolwiek, wpierw musi przejść przez sito szkoły. Wiedza jest im podawana w mikroskopijnej ilości a 90% podręcznika to opisy tła, subiektywne opinie, nie zaś konkretne przykłady, doświadczenie, porównanie złych czynników kształtujących nasz świat, tak iżby młode pokolenie nie musiało powielać błędów swych rodziców.

A nawet jeśli - pomimo to - pojawi się w społeczeństwie ktoś taki jak Jacque Fresco, "buntownik z wyboru", proponujący nowy pomysł, alternatywę dla niechybnej katastrofy (jako iż najwięksi nawet sceptycy jego tez twierdzą, że czy tego chcemy czy nie, w przeciągu zaledwie paru dekad (+ / -), cały nasz System się zapadnie (system bankowy, gospodarczy, społeczny, pseudo-naukowy i religijny), rzuca się mu kłody pod nogi. Według mnie o Projekcie Wenus powinno się uczyć dzieci w szkołach a w telewizji powinny przeplatać się ze sobą jego filmy. Dlaczego tak się nie dzieje?

Fresco twierdzi z wrodzoną sobie skromnością, czego mu zazdroszczę (ja wciąż muszę uczyć się pokory), że On sam nie wie co przyniesie jutro. Być może skończymy tak jak wszystkie Cywilizacje przed nami, wybijemy siebie w wojnach atomowych, może także ucierpi na tym nieodwracalnie cała Ziemia, ale co jeśli tylko System upadnie a my (czyli ocaleni) nie będziemy mieli gotowego pomysłu na to, aby zbudować świat od nowa? I tym właśnie jest The Venus Project. Jak dla mnie, to instrukcja obsługi, jak przetrwać, aby zbudować nowe, lepsze jutro, zacząć wreszcie żyć jak ludzie a nie jak drapieżniki i zaraza, przez którą cierpi cała planeta.

Na zdj. Roxanne Meadows i Jacque Fresco

Największy problem sprawia twórcy The Venus Project (jak na razie) przebicie się przez zmowę milczenia na całym świecie, do świadomości ludzi. Jego liczne podróże tchną optymizmem, liczne wywiady (i kręcone na ich podstawie filmy, których pełno na You Tube, np. TUTAJ  i  TUTAJ) dają ogrom wiedzy. Ale pomimo to wciąż człowiek ściera się z typowo "szufladkowym" myśleniem, które wręcz napastliwie powtarza: To Utopia! Niemożliwe do zrealizowania! Ten System, który mamy jest dobry, tylko ludzie są źli.

Jak tłumaczyłam wyżej, nie ma czegoś takiego jak dobrzy i źli ludzie. Sama myślałam jeszcze do niedawna w taki sposób jak wy. Ale wtedy wsłuchałam się we wnioski twórców TVP i pojawiło się w mym umyśle światełko nadziei. Nie ma czegoś takiego jak dobry lub zły człowiek, społeczeństwo, ponieważ to środowisko w którym żyjemy, kultura, tradycja zmusza nas do takich lub innych zachowań, sposobu myślenia. To wyłącznie wina: polityki, pieniądza i religii oraz innych teorii, ideologii czy filozofii. A tymi, którzy pragną abyśmy wierzyli, że jednak to wina spoczywa w Nas a nie w Systemie, są właśnie jego twórcy: politycy i przywódcy duchowi. W swej perfidii dopuszczają się raz za razem - szantażu, z czego przeważnie nie zdajemy sobie sprawy. A na czym to polega? (tym razem posłużę się innym cytatem, pisarza i naukowca, Bernarda Werbera, z książki "Rewolucja mrówek"):

"Kiedy wszystko zostanie już wykorzystane, wówczas pozostanie tylko jeden sposób, aby wytwarzać nowe bogactwa w bogatym już kraju: szantaż. Poczynając od sprzedawcy, który kłamie twierdząc: "To ostatni artykuł, jaki mi pozostał, i jeśli natychmiast go pan nie kupi, mam innego klienta, który jest nim zainteresowany", aż po najwyższy poziom, rząd, który oświadcza: "Bez ropy naftowej, która zanieczyszcza środowisko, tej zimy mieszkańcy naszego kraju nie mieliby się czym ogrzać". W ten sposób lęk przed brakiem lub lęk, że nie uda nam się zrealizować transakcji, będzie generować sztuczne wydatki" (tamże, str. 681).


Czyż rządy całego świata nie czynią tego nam każdego dnia? Od USA po Daleki Wschód? Czyż nie wmawia się nam, że powinniśmy oszczędzać prąd i wodę pitną, podczas gdy oni sami, schładzając reaktory w Fukushimie wylewają radioaktywną wodę wprost do Oceanu? Czyż nie każe się nam jeść GMO z racji rzekomo racjonalnego gospodarowania zasobami, podczas gdy establishment gromadzi w specjalnych przechowalniach (arkach) np. w Szwajcarii naturalne nasiona wszystkich roślin na świecie i zapewne nie jada sztucznie przetworzonego mięsa? Czyż inwestując w naukę i medycynę, nie segreguje ludzi ze względu na ich majętność, decydując w ten sposób, kto może być zdrowy a kto musi umrzeć? Czyż jeśli naprawdę zależy im na bezpieczeństwie na drogach, nie powinni patentować i wprowadzać do produkcji wynalazków (np. super zderzak antykolizyjny pewnego zaradnego Polaka) ratujących ludziom życie? A jeśli zależy im - naprawdę - na pokoju na świecie, to czy nie powinni przestać finansować koncerny produkujące broń, która potem wędruje do najuboższych regionów o najniższym poziomie edukacji, przez co ginie na naszych oczach tysiące ludzi? Obłęd, jednym słowem. Taki jest cały światowy System. Kiedyś sądziłam, że to wina tej czy owej ideologii, ale to cały System na świecie jest niczym nowotwór, który nas pożera.

Dzięki J. Fresco zrozumiałam także ważną rzecz. Do tej pory byłam przekonana, że jedynym sposobem, aby obalić ów robaczywy System, to wyzwolić w ludziach dość energii, aby wyszli na ulice i obalili ów zbrodniczy porządek. Byłam raczej sceptyczna czy uda się kiedykolwiek usunąć polityków, żeby dobrowolnie odeszli ze swych stołków na rzecz "gospodarki opartej na zasobach". Jak mądrze zauważył mój pape, szkoda strzępić języka, ponieważ Oni nigdy nie odejdą w pokoju. Problem tkwi w tym, że Ich samych, ukształtował ten sam System, którym dzisiaj zarządzają. Tacy ludzie nie liczą się z nikim, a więc nie zawahają się, aby wytoczyć przeciwko ludziom najcięższego arsenału. To nierówna walka, ponieważ dopóki Oni mają broń, tak długo mogą się bronić. Gorzej, gdy skończy się im... jedzenie. A nawet ich zasoby (które ukrywają przed nami, dzięki władzy i mamonie), któregoś dnia będą dla nich bezużyteczne.

Coraz więcej ludzi jest bez pracy, coraz więcej na Zachód przybywa ludzi, którzy pracować w ogóle nie chcą. Rodzi się więc pytanie, kto będzie utrzymywać owych nierobów u władzy? Kto będzie ich chomikiem w klatce, napędzającym machinę, gdy któregoś dnia, ludzie okażą bierny, aczkolwiek stanowczy opór. Teoretycznie siła jest po naszej stronie, ponieważ jest nas więcej.

Nie jestem już zwolenniczką Rewolucji, w takiej formie, jak widzimy na świecie. Przemoc rodzi jeszcze większą przemoc. Władza musi zrozumieć, że bez "współpracy" na równych warunkach z ogółem ludzi, sama nie będzie mogła uchować się na szczycie i w dobrobycie. Także jeśli by już marzyć o jakiejkolwiek Rewolucji, musiałaby ona wyglądać zupełnie inaczej niż wszystkie nam znane z przeszłości. Pamiętajcie, że TVP nie jest ani komunizmem, ani socjalizmem, nie uznaje on także przywódców (żadnych), jest to tylko projekt jak przekształcić środowisko człowieka, aby zaspokoić potrzeby wszystkich, bez niszczenia środowiska naturalnego. To nie jest ideologia, ani religia. To tylko instrukcja obsługi, która wciąż się poszerza, jak długo myślą nad nią jej sympatycy na całym świecie. Jest to bowiem projekt zakładający współtworzenie i dzielenie się pomysłami wszystkich mieszkańców Ziemi. Bo to o naszą przyszłość chodzi.




Jak powiedział kiedyś Jacque Fresco: "Jesteśmy swoim własnym zbawieniem lub potępieniem". To nie są słowa fałszywego proroka, wariata czy post-totalitarnego hochsztaplera, ale słowa pełne zrozumienia, że nasza przyszłość (bez względu na to czy patrzycie na nią z punktu widzenia świeckich doktryn czy religii) leży wyłącznie w naszych rękach. A więc każdego szarego Kowalskiego jeśli tylko marzy, aby jego dzieci żyły w lepszym świecie. Być może przyszłość szykuje dla nas koszmar, być może ktoś wymyśli jeszcze inny i jeszcze lepszy projekt za jakiś czas, ale na dzień dzisiejszy, jest to najlepsza z możliwych opcji, dlatego z pełnym przekonaniem oddaję na nią głos.

A jako że rozpisałam się ponad miarę, pozwolę podzielić sobie ów tekst na części. W kolejnej spodziewajcie się opisu technologicznych wynalazków Jacque'a, z prezentacjami video. Myślę, że części będzie sporo, jako że temat ów trzeba promować i stale rozwijać / poszerzać o kolejne dziedziny / sfery naszego życia.









Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!