"Souad - Kobieta Spalona Żywcem" - Część II


(na zdj. Sharbat Gula - Twarz National Geographic")

Część II


"Hanan"


Był strach przed śmiercią i żelazną bramą, zamykającą nas i ogra­niczającą naszą egzystencję - egzystencję córek pozostawionych przy życiu, istot podległych. Mój brat Assad chodził do szkoły z torni­strem. Mój brat Assad jeździł konno, chodził na spacery. Mój brat Assad nie jadał z nami posiłków. Wzrastał, jak musi wzrastać męż­czyzna, wolny i dumny, obsługiwany niczym książę przez przebywa­jące w domu dziewczyny. Uwielbiałam go jak księcia. Grzałam mu wodę na kąpiel, kiedy był jeszcze mały, myłam mu głowę, opiekowałam się nim jak bez­cennym skarbem. Nie wiedziałam nic o jego życiu poza domem, nie wiedziałam, czego uczy się w tej szkole, co widział i co robił w mie­ście. Czekaliśmy, aż osiągnie wiek małżeński: ślub tak jak naro­dziny syna - to jedna z niewielu rzeczy, które nabierają znaczenia w rodzinie.


Assad był ładny. On i ja byliśmy sobie bliscy, kiedy był dzieckiem, na tyle, na ile można być sobie bliskim w mojej rodzinie. Był między nami tylko rok różnicy, to, że urodziłam się bezpośrednio przed nim, dawało mi przez jakiś czas szansę bycia blisko niego. Nie pamiętam, żebym się z nim bawiła, jak bawią się dzieci w tym wieku w Europie. W wieku czternastu czy piętnastu lat był już mężczyzną i przestałam mieć z nim kontakt. Sądzę, że ożenił się bardzo wcześnie, prawdopo­dobnie miał około siedemnastu lat. Stał się gwałtowny. Mój ojciec go nienawidził. Nie wiem dlaczego... Być może był zbyt do niego podob­ny. Obawiał się, że dorosły syn pozbawi go władzy. Zupełnie nie wiem, skąd wzięła się ta złość między nimi, ale pewnego dnia widzia­łam, jak mój ojciec wziął duży kosz, wysypał z niego zawartość, do środka włożył kamienie, wszedł na taras i stamtąd rzucał nimi w gło­wę Assada, jakby chciał go zabić.


Po ślubie Assad ze swoją żoną zajął część domu. Łączące z resztą domu drzwi zasunął ciężką szafą, aby ojciec nie mógł do niego wejść. Dość szybko zrozumiałam, że okrucieństwo mężczyzn w mojej wio­sce zrodziło się w bardzo dawnych czasach. Ojciec przekazuje je swe­mu synowi, syn przekazuje je swojemu i tak bez końca. Nie widziałam mojej rodziny od dwudziestu pięciu lat, ale gdybym jakimś cudem spotkała mojego brata, chciałabym mu zadać tylko jed­no pytanie:


- Gdzie jest zaginiona siostra, którą nazwałam Hanan?


Hanan... Widzę ją ciemnowłosą. Ładna dziewczyna, ładniejsza ode mnie, miała bardzo gęste włosy i była bardziej dojrzała fizycznie. Pa­miętam, że Kainat była spokojna i miła, trochę za gruba, a Hanan miała zupełnie inny charakter, trochę brutalny, mniej poddawała się niż my. Bardzo szerokie brwi łączyły się jej nad oczami. Nie była gru­ba, ale mogła stać się dość krzepka, nieco okrągła. To nie była szczu­pła dziewczyna jak ja. Kiedy szła z nami zbierać oliwki, pracowała powoli, wolno się poruszała. W rodzinie nie było takiego zwyczaju, chodziło się szybko, pracowało szybko, polecenia wykonywało się natychmiast, gdy chodziło o wyprowadzanie i przyprowadzanie zwie­rząt. Hanan nie była dostatecznie aktywna, raczej marzycielska i nie zawsze uważnie słuchała, co się do niej mówi. Kiedy na przykład zbieraliśmy oliwki, z pośpiechu czułam ból w czubkach palców po napełnieniu miski, podczas gdy ona zaledwie przykryła dno swojej. Więc zawracałam, żeby jej pomóc. Jeśli pozostawała na szarym koń­cu, mogła mieć nieprzyjemności ze strony ojca. Widzę nas w szeregu wśród rzędu drzew oliwnych. Szliśmy do przodu, pochyleni, w jednej linii, i zbieraliśmy oliwki w jednym rytmie. Ruchy musiały być szyb­kie. Kiedy dłoń się wypełniała, wrzucało się oliwki do miski i tak po­suwaliśmy się naprzód, aż z miski zaczynało się wysypywać, wtedy przekładało się je do dużych płóciennych toreb. Za każdym razem, gdy wracałam na moje miejsce, widziałam Hanan zawsze w tyle, po­wolną w ruchach, poruszającą się jakby w zwolnionym tempie. Naprawdę była inna niż wszyscy, nie pamiętam, żebym z nią rozma­wiała czy jakoś szczególnie się nią zajmowała, oprócz udzielania jej pomocy przy zbieraniu oliwek, kiedy była taka potrzeba. Albo kiedy zaplatałam jej gęste włosy w warkocz, tak jak ona zaplatała moje. Nie przypominam jej sobie z nami w stajni, dojącej krowy, strzygącej owce... widzę ją raczej w kuchni, jak pomaga matce. Może właśnie dlatego wyleciała mi z pamięci. Jednak liczyłam i przeliczałam, stara­jąc się uszeregować nas wszystkich według kolejności urodzin: Noura, Kainat, Souad, Assad i...? Moja czwarta siostra przestała istnieć, zapo­mniałam nawet jej imię. Zdarzyło mi się czasem nie pamiętać, kto się przed kim urodził. Byłam pewna, jeśli chodzi o Nourę, Assada, ale jeszcze teraz myli mi się Kainat i ja sama. Co się tyczy tej, którą nazywam Hanan, najgorsze dla mnie jest to, że nie zadawałam sobie pytań na temat jej zniknięcia i to od wielu lat. Jaja „zapomniałam" do samej głębi, tak jakby żelazna brama za­mknęła się za tą siostrą z tej samej krwi, jakby uczyniła ją niewidzial­ną w mojej pamięci i tak już dobrze zamglonej.




Jednak jakiś czas temu poraziło mnie pewne wspomnienie, w głowie powstała mi potworna wizja. Na zebraniu kobiet ktoś pokazał mi zdję­cie młodej, nieżywej dziewczyny, leżała na ziemi, uduszona czarnym sznurem, przewodem telefonicznym. Odniosłam wrażenie, że widzia­łam już kiedyś coś podobnego. Ta fotografia sprawiła, że poczułam się źle, nie tylko z powodu tej biednej, uduszonej dziewczyny, ale także dlatego, że zaczęłam szukać we mgle mojej pamięci, chciałam w niej „zobaczyć" coś, co z pewnością dotyczyło mnie osobiście. I nazajutrz, niespodziewanie, moja pamięć nagle się obudziła. Znalazłam! Widzia­łam to! Już wiedziałam, kiedy moja siostra Hanan zniknęła!

Od tamtej pory żyję z nowym koszmarem w głowie, czuję się chora. Każde dokładne wspomnienie, każda scena z mojej dawnej egzystencji powraca do mnie przypadkiem, brutalnie i przyprawia mnie o chorobę. Chciałabym zapomnieć o tych wszystkich przerażających rzeczach, do których, nieświadomie, powracałam przez ostatnie dwadzieścia lat. Lecz aby dać świadectwo o życiu dziecka i młodej kobiety w moim kra­ju, jestem zmuszona zanurzyć się we własną pamięć jak w tę studnię, której tak się kiedyś bałam. Wszystkie te kawałki mojej przeszłości, po­wracające na powierzchnię, wydają mi się teraz tak przerażające, że nie­mal nie mogę w nie uwierzyć. Zdarza się, że zadaję sama sobie na głos pytanie:



„Czyja rzeczywiście przeżyłam to wszystko?".


Istnieję, przeżyłam. Inne kobiety przeżyły to samo i nadal to przeżywają, tu, na naszym globie. Chciałabym zapomnieć, ale jest nas tak mało, tych, które przeżyły i mogą mówić, że jest moim obo­wiązkiem dać temu świadectwo i w pamięci jeszcze raz przeżyć te koszmary. Jestem w domu i słyszę krzyki, potem widzę moją siostrę siedzącą na podłodze, machającą rękami i nogami, i mojego brata Assada po­chylonego nad nią z rozpostartymi ramionami. Właśnie dusi ją sznu­rem od telefonu. Pamiętam tę scenę, jakbym widziała ją wczoraj. Je­stem do tego stopnia przykuta do ściany, że chciałabym w nią wejść, zniknąć. Jestem z dwiema małymi siostrami, stoję przed nimi, żeby je chronić. Przytrzymuję siostry za włosy, żeby się nie ruszały. Assad musiał mnie zobaczyć lub usłyszał moje kroki, bo krzyczy: „Rouhi! Rouhi!" (Wynoś się! Wynoś się!). Biegnę w kierunku cementowych schodów, które wiodą do sypial­ni, ciągnąc za sobą dwie siostry. Jedna z małych jest tak przerażona, że potyka się i kaleczy w nogę, ale zmuszam ją do biegu. Zamykam nas w pokoju i pocieszam malutką. Próbuję opatrzyć jej kolano i sie­dzimy tak we trzy bardzo długo, nie robiąc najmniejszego hałasu. Nie mogę nic zrobić, absolutnie nic, tylko zachować ciszę, a przed ocza­mi ciągle mam ten horror. Brat duszący siostrę... Musiała rozmawiać przez telefon, on pew­nie zaszedł ją od tyłu, żeby to zrobić... Ona nie żyje, jestem przekona­na, że ona nie żyje. Tego dnia miała na sobie bufiaste, białe spodnie i długą do kolan koszulę. Była boso. Widziałam jej podrygujące nogi, widziałam ręce, bijące po twarzy brata, kiedy krzyczał: „Wynoś się!"




Wydaje mi się, że telefon był czarny. Stał na podłodze w głównym pokoju i miał bardzo długi sznur. Musiała wtedy rozmawiać, ale nie wiem z kim i dlaczego. Nie wiem, co przedtem robiłam, gdzie byłam, ani co robiła Hanan, ale nie przypominam sobie niczego takiego w jej zachowaniu, co by usprawiedliwiało postępowanie mojego brata. Nie rozumiałam tego, co się działo. Zostałam w pokoju z małymi aż do powrotu matki. Wyszła wcześ­niej razem z ojcem. Assad został z nami sam. Bardzo długo zastana­wiałam się, dlaczego nie było nikogo poza nim i nami w całym domu. A potem wspomnienia przyniosły mi odpowiedź.


Tego dnia moi rodzice poszli do żony mego brata, do jej rodziców, dokąd uciekła, bo ją bardzo pobił, chociaż była w ciąży. Musiał być wściekły, jak każdy mężczyzna, którego spotkał podobny afront. Jak zwykle docierały do mnie jedynie strzępki informacji o tym, co się dzie­je. Dziewczyna nie bierze udziału w rodzinnych zebraniach, kiedy dochodzi do konfliktów. Trzyma się ją na uboczu. Dowiedziałam się później, że moja szwagierka poroniła, i przypuszczam, że jej rodzice oskarżali o to mojego brata. Ale tego dnia nie było żadnego związku mię­dzy tymi dwoma wydarzeniami. Co Hanan robiła przy telefonie? Bardzo rzadko z niego korzystałyśmy. Ja sama dzwoniłam może dwa, trzy razy, żeby porozmawiać ze starszą siostrą, ciotką lub żoną mojego brata. Jeśli Hanan do kogoś dzwoniła, musiał to być ktoś z rodziny, to pewne.


Od kiedy ten telefon był w domu? Nie było ich zbyt wiele w wio­sce w tamtych czasach. Mój ojciec zmodernizował dom. Mieliśmy ła­zienkę z ciepłą wodą, no i ten telefon. Kiedy rodzice wrócili, matka rozmawiała z Assadem. Widziałam, że płacze, ale dzisiaj już wiem, że udawała. Teraz stałam się realistką i nareszcie zrozumiałam, jak pewne sprawy załatwia się w moim kra­ju. Najpierw odbywa się narada rodzinna i owego fatalnego dnia ro­dziców nigdy nie ma w domu. Tylko ten, kogo wyznaczą do popełnie­nia morderstwa, zostaje sam z dziewczyną.


Moja matka nie płakała naprawdę! To było przedstawienie. Z pew­nością wiedziała, dlaczego mój brat zabił moją siostrę. Bo dlaczego na­gle wyszli oboje ze starszą siostrą Nourą? Dlaczego zostawili nas sa­me z Assadem? To, czego nie wiem, to powód skazania Hanan. Mu­siała popełnić jakiś grzech, lecz nie wiem jaki. Wyszła sama? Ktoś zo­baczył ją rozmawiającą z mężczyzną? Zadenuncjował ją ktoś z sąsia­dów? Potrzeba tak niewielu rzeczy, by stwierdzić, że dziewczyna jest charmuta, że naraziła na wstyd rodzinę i musi umrzeć, by zmyć hańbę nie tylko z rodziców i brata, ale z całej wioski!


Moja siostra była bardziej dojrzała niż ja, chociaż była młodsza. Mogła popełnić jakąś nieostrożność, zupełnie nie wiem jaką. Dziew­czyny w moim kraju nie zwierzają się sobie. Za bardzo boją się mó­wić, nawet między siostrami. Wiem coś na ten temat, bo sama milcza­łam jak zaklęta. Bardzo kochałam mojego brata. Kochałyśmy go wszystkie, bo był jedynym mężczyzną w rodzinie, jedynym naszym opiekunem, poza ojcem. Jeśli ojciec umiera, to on kieruje rodziną; jeśli on też umrze, jeśli pozostaną jedynie kobiety, rodzina jest stracona. Nie ma już baranów, ziemi, niczego. Najgorszą rzeczą, jaka może przytrafić się rodzinie, jest strata jedynego brata. Jak można żyć bez mężczyzny? To mężczyzna stanowi i egzekwuje prawo, to on chroni rodzinę, to syn zajmuje miejsce ojca i wydaje za mąż swoje siostry.




Assad był równie gwałtowny jak mój ojciec. To był morderca, ale słowo to nie ma żadnego znaczenia w moim kraju, jeśli chodzi o po­zbawianie życia kobiet. Brat, szwagier, jakiś wujek, nieważne kto, mają za zadanie chronić honor rodziny. Mają prawo rozporządzać ży­ciem i śmiercią swoich kobiet. Jeśli ojciec lub matka mówią do syna: „Twoja siostra zgrzeszyła, trzeba ją zabić...", zrobi to dla honoru, bo takie jest prawo. Assad był naszym uwielbianym bratem. Pewnego razu spadł z ko­nia - bardzo lubił jeździć konno. Koń potknął się, a on spadł. Pamię­tam dobrze, jak bardzo wtedy płakałyśmy! Z żalu podarłam na sobie sukienkę, rwałam włosy z głowy. Na szczęście nie było to nic groźne­go i szybko go wykurowałyśmy. Natomiast gdy mój ojciec złamał so­bie nogę, byłyśmy tak szczęśliwe, że mogłybyśmy tańczyć z radości. Nawet jeszcze dzisiaj nie mogę pogodzić się z faktem, że Assad był mordercą. Wspomnienie duszonej przez niego siostry jest dla mnie prawdziwym koszmarem, ale w tamtej chwili nie mogłam mieć mu te­go za złe. To, co zrobił, było czymś normalnym, musiał się na to zgo­dzić, to był jego obowiązek, gdyż tak należało postąpić dla dobra ro­dziny. I ja go kochałam.


Nie wiem, co potem zrobili z Hanan. W każdym razie zniknęła z do­mu. Zapomniałam o niej. Nie bardzo rozumiem dlaczego. Poza perma­nentnym strachem, z pewnością kierowałam się jakąś logiką w moim życiu w tamtych czasach - obyczaje, prawo, to było wszystko, co każe nam przeżywać pewne wydarzenia w sposób „normalny". Wydarzenia te stają się zbrodniami i horrorami gdzie indziej, na Zachodzie, w kra­jach, gdzie prawo jest zupełnie inne. Ja sama miałam umrzeć, a to, że jakimś cudem udało mi się przeżyć i naruszyć prawo zwyczajowe, bar­dzo długo wywoływało we mnie uczucie zmieszania. Teraz już wiem -doznałam szoku, a moje własne doświadczenia sprawiły, że szok ten powiększył się do tego stopnia, iż sprawił, że zapomniałam o niektó­rych zdarzeniach. Powiedział mi o tym pewien psychiatra.

W taki więc sposób Hanan zniknęła z mojego życia i wspomnień. Być może pochowano ją obok noworodków. A może spalono ją i pochowano na zboczu albo gdzieś w polu. A może po prostu rzucono ją psom? Nie wiem. Kiedy opowiadam o tamtym moim życiu, widzę w spojrze­niach Europejczyków, że nie potrafią tego zrozumieć. Zadają mi logicz­ne dla nich pytania: „Czy przyjechała policja?", „Czy nikogo nie zanie­pokoiło to zniknięcie?", „Co mówili mieszkańcy wioski?" Nigdy w życiu nie widziałam policji. Zniknięcie jakiejś kobiety nie ma tam żadnego znaczenia. Mieszkańcy wioski respektują prawa wprowadzane przez mężczyzn. Jeżeli nie zabije się dziewczyny, która zhańbiła swoją rodzinę, mieszkańcy wioski odrzucają tę rodzinę ze społeczności, nikt się do członków rodziny nie odzywa, nie chce z nią handlować, rodzina mu­si opuścić wioskę! Więc...

Z europejskiego punktu widzenia los mojej siostry był o wiele gor­szy niż mój. Ale to ona miała szczęście, bo umarła. Przynajmniej nie cierpiała. Jeszcze ciągle słyszę jej krzyki, tak strasznie wyła! Kamat i ja bały­śmy się potem o siebie przez jakiś czas. Za każdym razem, gdy widzia­łyśmy naszego ojca, brata czy szwagra, bałyśmy się, że spotka nas coś podobnie okropnego z ich strony. Dlatego czasami nie mogłyśmy za­snąć. Budziłam się co chwila. Czułam nieustanne zagrożenie. Assad ciąg­le chodził wściekły, był gwałtowny. Nie miał prawa zobaczyć swojej żo­ny: wyszła ze szpitala i wróciła bezpośrednio do swoich rodziców, bo za mocno ją zbił. A jednak potem wróciła do niego, takie jest prawo. Uro­dziła mu inne dzieci, na szczęście synów. Byłyśmy z niego bardzo dum­ne, nadal ogromnie go kochałyśmy, chociaż budził w nas strach. Zupeł­nie nie mogę zrozumieć, dlaczego równie mocno nienawidziłam ojca, jak kochałam brata, chociaż przecież byli tak do siebie podobni. Gdybym wyszła za mąż w mojej wiosce i rodziłabym dziewczyn­ki, a Assad miał za zadanie udusić jedną z nich, postąpiłabym tak jak inne kobiety, zniosłabym to, nawet nie myśląc o buncie. To, o czym mówię i myślę, jest nie do przyjęcia tutaj, ale dla nas, tam, było to na­turalne. Dzisiaj, kiedy już umarłam w mojej rodzinnej wiosce i narodziłam się po raz drugi w Europie, myślę zupełnie inaczej. A jednak nadal kocham mojego brata. To uczucie przypomina ko­rzenie drzewa oliwnego, których nie można wyrwać, chociaż samo drzewo już uschło".


________________________________





Popularne posty z tego bloga

"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!