"Armie Ignorantów" ~ Ben Bova.

Kadr z filmu "Arrival" (2016)


"Pospieszne ogłoszenie, że "Bóg stworzył człowieka na swój obraz",
tyka jak bomba zegarowa u podstaw wielu religii."

~ Arthur C. Clarke



Kiedy astrobiologowie odkryją życie poza Ziemią, jaki wpływ na zwykłych ludzi będzie miało to odkrycie? Myśl, że nie jesteśmy sami we wszechświecie, porusza czułą strunę w głębi ludzkiej duszy. Jest częścią procesu, który trwa od prawie pięciuset lat, rozpoczęty przez Kopernika i dlatego często nazywany "rewolucją kopernikańską".

Przed Kopernikiem większość ludzi była w pełni przekonana, że Ziemia stanowi środek wszechświata i że została stworzona przez Boga jako miejsce do życia dla istot ludzkich. Jesteśmy, wierzyli ci ludzie, koroną Bożego stworzenia. Ten świat wraz z wszelkimi innymi stworzeniami w nim został powołany do istnienia dla nas. Właściwie i dzisiaj istnieją szaleńcy, którzy nadal wyznają tę teorię. Kopernik wykazał jednak, że Ziemia nie jest środkiem wszechświata. Giordano Bruno głosił tę myśl i został spalony na stosie przez wyznawców miłosiernego Boga. Galileusz dowiódł jej słuszności i resztę życia spędził w areszcie domowym. Na szczęście odrobił lekcję z przypadku Bruno i wykrzyczał co naprawdę myśli dopiero na łożu śmierci. Cztery wieki po Koperniku Darwin pokazał natomiast, że gatunek ludzki nie jest inny niż pozostałe żywe organizmy na Ziemi; wywodzimy się od naszych przodków podobnych do małp (dokładniej rzecz mówiąc mamy wspólnych z nimi przodków na tym samym drzewie ewolucji). Ryki protestu nie ustają do dzisiaj.

W XX wieku astronomowie, tacy jak Harlow Shapley (1885-1972) i Edwin Hubble (1889-1953), dowiedli, że Słońce znajduje się daleko od środka naszej galaktyki (Drogi Mlecznej), ona zaś jest tylko jedną z miliardów innych galaktyk. Dziś biologowie utrzymują, że inteligencja nie jest nieuniknionym wynikiem długiej historii życia, lecz tylko jedną z odmian przystosowania. Ród ludzki nie jest więc na wierzchołku drzewa życia; stanowimy jedynie odrośl niewiarygodnej rozmaitości życia.

Rewolucja kopernikańska nieustannie pozbawiała nas wysokiej samooceny i wykazywała, że nie jesteśmy wyjątkowi. Dlatego niektórzy wierzący uważają, że nauka i religia się wykluczają. Chcą wierzyć, że jesteśmy wyjątkowi, że stworzył nas miłujący Bóg, który o nas dba, że stoimy na szczycie drabiny życia. Najbardziej konserwatywni obawiają się, że wszelkie idee, które wydają się przeczyć dosłownemu odczytaniu Biblii, chcą zniszczenia tej wiary. Dlatego postrzegają naukę i religię jako nieprzejednanych wrogów (pomimo iż ludzie wierzący sami mieli niejednokrotnie wpływ na powstanie różnych kluczowych teorii naukowych - Link*).

Mimo odkryć naukowych od czasów Kopernika do początku XXI wieku nie można jeszcze powiedzieć, że życie istnieje gdzieś we wszechświecie poza naszą małą, leżącą na uboczu planetą. Są nawet mocne naukowe argumenty na uzasadnienie poglądu, że życia nigdzie indziej nie odnajdziemy. Lecz astrobiologowie poszukują życia poza Ziemią. A badacze SETI poszukują inteligentnego życia. Myśl, że mogą istnieć inne formy życia, inne inteligencje, pozaziemskie istoty być może nawet wyżej rozwinięte od nas, budzi lęk wielu ludzi, nie tylko ultrakonserwatywnych wiernych. A lęk rodzi opór.


Kadr z filmu "Arrival" (2016)


Postawa Naukowców


Tak jak inni ludzie naukowcy są więźniami własnych przekonań. Naukowiec może racjonalnie rozumieć, że inni nie podzielają jego celów ani nie wyznają takich jak on wartości, lecz będzie się zachowywał tak, jak gdyby reszta społeczeństwa rozumiała i doceniała cele i wartości nauki. Większość naukowców jest skłonna sądzić, że opinia publiczna popiera poszukiwanie pozaziemskiego życia, a kto nie popiera, zmieni zdanie, kiedy mu się wytłumaczy, o co chodzi. Naukowcy ci są przekonani, że społeczeństwo zareaguje pozytywnie na wiadomość o odkryciu pozaziemskiego życia. Niekoniecznie tak musi być.

W rzeczywistości znaczna część ludzi uważa poszukiwanie tego życia, badanie przestrzeni kosmicznej i podobne działania za zupełnie nieistotne. Przeciętny Kiepski nie interesuje się tym, co ci "stuknięci mądrale" robią, dopóki jakiś polityk nie oświadczy, że naukowcy finansują swoją pracę z podatków Kiepskiego. Dlatego politycy mogli ku zażenowaniu i frustracji naukowców przyczynić się do obcięcia funduszy na badania.

Jeśli chodzi o opinię publiczną, badania naukowe prowadzi wtajemniczona grupa fachowców, których nic nie wiąże - lub wiąże niewiele - z potrzebami zwykłych ludzi i z napięciem codziennego życia. Naukowcy ciągle występują z nowymi ideami, a nowe idee zwykle uchodzą za niebezpieczne, tak jak energia jądrowa, genetycznie modyfikowana żywność czy badania nad komórkami macierzystymi. Poszukiwanie pozaziemskiego życia i pozaziemskiej inteligencji naprawdę przeraża wielu ludzi. Często ten lęk nie znajduje wyrazu, ale jest obecny. Można go zobaczyć w śmiechu wartych filmach science fiction o potworach z kosmosu. Można go usłyszeć w politycznych atakach na SETI i inne formy badań astrobiologicznych. Gdy astrobiologowie zaczną faktycznie odkrywać pozaziemskie organizmy, czy to skamieniałe, czy żywe, wymusi to radykalną zmianę w ludzkim myśleniu. Nie jesteśmy sami. Nigdy nie byliśmy.

Ci, którzy obawiają się radykalnej zmiany swojego światopoglądu, mogą zwiększyć opór wobec nowych odkryć - i wobec wspierania przez rząd takich badań. Ludzie, którzy nadal odrzucają Darwinowską teorię ewolucji, będą szczególnie obawiać się życia pozaziemskiego. Niektórzy mogą podjąć działania polityczne w celu spowolnienia lub w ogóle przerwania badań astrobiologicznych. Dla wierzących, że zostaliśmy dosłownie stworzeni na obraz Boga, odkrycie innych form życia może okazać się światopoglądową katastrofą, a oni w reakcji mogą sięgnąć po środki przemocy.




Postawa Opinii Publicznej


Większość współczesnego społeczeństwa niewiele rozumie z nauki i niezbyt ceni cele i wartości naukowców. Historycznie biorąc, społeczeństwo to przenika silny antyintelektualizm. Może jest to nieuchronny skutek niwelującego działania demokracji: nieufność do osób, które jak się wydaje, dysponują jakąś dziwną i tajemniczą wiedzą, zazdrość o tych, którzy wydają się inteligentniejsi od przeciętnego obywatela. Niestety dzieje się tak nie tylko w Ameryce.

To błędne odczytanie zasady, że "wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi", można dostrzec nawet w szkołach podstawowych, w których najbystrzejszym uczniom koledzy zazdroszczą (okazując to dokuczaniem, wyśmiewaniem) lub zniechęcają ich do nauki - a niekiedy czynią to też niestety nauczyciele. Myślenie nieszablonowe, wykraczające poza normy, rzadko jest mile widziane. W szkołach średnich podziwia się z kolei osiłków i "równych facetów"; mól książkowy ma kłopot z umówieniem się na randkę.

W świecie dorosłych naukowe badania i odkrycia często wyśmiewają, a nawet zwalczają konserwatyści religijni i tzw. "stróże porządku", którzy nie wiedzą nic o nauce, ale inicjują akcje prawne i polityczne mające opóźnić lub uniemożliwić wdrażanie nowych rozwiązań naukowych. Media uważają za właściwe ostrzegać przed zagrożeniami ze strony nowych odkryć naukowych, zagrożeniami zwykle przesadnie eksponowanymi lub często nieistniejącymi. Liderom politycznym, zawsze wyczulonym na wskazania barometru opinii publicznej, trudno jest wspierać badania naukowe, które wzbudziły gniew grup nacisku.

I tak sprawa aborcji nadal stanowi "gorący kartofel". Większość polityków unika jej, chyba że są zdecydowanie przeciw aborcji. Badania na tkankach pochodzących z embrionów przez wiele lat nie mogły na mocy decyzji amerykańskiego Kongresu otrzymać wsparcia z funduszy federalnych. Decyzja prezydenta Busha z roku 2001 o dopuszczeniu takiego wsparcia w przypadku ograniczonego zakresu tych badań wywołała gwałtowne protesty ich przeciwników, niezważających na pożytki, jakie te badania mogą przynieść. Informacja instytutu badawczego, że chciałby klonować ludzkie embriony, aby można było stosować komórki macierzyste do leczenia raka, chorób Alzheimera, Parkinsona i innych, spotkała się natychmiast z żądaniem zakazu wszelkiego klonowania. Takie przełomowe odkrycia jak terapia genowa potępia się od razu jako nieetyczne.

NASA otrzymała zakaz finansowania badań SETI. Od roku 1994 SETI opiera się wyłącznie na środkach prywatnych. Chociaż co rok naukowcy usiłują przekonać Kongres do zniesienia zakazu, jak dotąd im się to nie udało. Sprawa bulwersuje o tyle, iż powody wstrzymania funduszy często opierały się na stwierdzeniu, że pieniądze publiczne należy wykorzystać w jakimś bardziej pożytecznym celu, np. wspierając służbę zdrowia czy edukację. Dlaczego zatem opinia publiczna nie domaga się od swych władz zaprzestania finansowania z publicznych środków nieustających od kilkudziesięciu lat działań militarnych, które przecież przede wszystkim sprowadzają na tysiące ludzi śmierć?

Gdy astronomowie i kosmologowie mówią o swoich obserwacjach wszechświata, wystrzegają się często budzącego lęk u niektórych słowa "ewolucja". Kreacjoniści usiłują przekonać władze szkół na całym świecie do usunięcia z programu nauczania biologii Darwinowskiej teorii ewolucji na drodze doboru naturalnego, bo w końcu "to tylko teoria". Takie to armie ignorantów maszerują przez niezliczone kraje, a skutkiem ich pełnej powagi, ale chybionej gorliwości jest osłabienie życia intelektualnego tej demokracji i zubożenie nas wszystkich. Dobrobyt płynie z wiedzy; ignorancja idzie w parze z ubóstwem.

Chociaż oddanych członków armii ignorantów może być niewielu, są aktywni i głośni. Mają nieproporcjonalnie duży wpływ polityczny w znacznej części dlatego, że reszta społeczeństwa rzadko podejmuje próbę przeciwstawienia się ich atakom. Jak większość grup nacisku, armie ignorantów odnoszą sukces, gdy nie stawia się im żadnego oporu lub czyni się to słabo. Pamiętajmy, co powiedział Edmund Burke: "Aby zło zatriumfowało, wystarczy, że dobrzy ludzie nic nie zrobią". Nie tylko w Ameryce armie ignorantów atakują racjonalną myśl. W znacznej części Europy, tak jak w świecie islamu, nauka uchodzi za niebezpieczną, a naukowców uważa się za urodzonych złoczyńców. Zbrodni 11 września 2001 roku nie dokonali ludzie rozumiejący i doceniający współczesną naukę; dla fundamentalistycznych zelotów nauka jest częścią "dekadenckiego, zepsutego Zachodu".

Chociaż najlepiej wykształceni obywatele mają skłonność do lekceważenia armii ignorantów, wyrządziły już one pewne szkody w swobodzie badań i wolności myśli. Uniemożliwiły NASA finansowanie SETI. Będą się także sprzeciwiać badaniom w innych dziedzinach astrobiologii, gdy tylko zrozumieją, że dowód istnienia pozaziemskiego życia jest w zasięgu ręki.




Życie Pozaziemskie

Zatem reakcja społeczeństwa na odkrycie innych form życia w żadnym razie nie będzie jednolita, ani łagodna. Kreacjoniści i inni konserwatyści religijni mogą się obawiać takiego odkrycia lub odmawiać mu prawdziwości. Tak jak skrajni obrońcy praw zwierząt mogą się sprzeciwiać badaniom nad istotami pozaziemskimi, uznając to za ograniczenie ich naturalnych praw. Większość społeczeństwa może po prostu powiedzieć "eee" i wrócić do codziennych zajęć. Reakcja ludzi na odkrycie organizmów pozaziemskich będzie też zależeć od tego, jakie organizmy zostaną odkryte. Mogą to być:

(1) formy bakteryjne lub skamieniałe;
(2) skamieliny bardziej złożonych form życia;
(3) żywe złożone formy życia, w pełni rozwinięte w swoich ekologiach;
(4) stworzenia inteligentne.

Niewątpliwie będzie wiele trudności z rozstrzygnięciem, czy dany fragment pozaziemskiej materii jest materią ożywioną, zwłaszcza gdy jego domniemana biologia będzie zdecydowanie niepodobna do ziemskiej. Podobne, a nawet większe trudności powstaną przy rozstrzyganiu, czy dana istota pozaziemska jest inteligentna. Nie możemy ustalić poziomu inteligencji delfinów w sposób zadowalający wszystkich. Co będzie, jeśli podobnie złożone stworzenia odkryjemy na przykład w oceanach księżyców Jowisza czy Saturna?

Zakładając, że takie odkrycia będą się pojawiać i znajdą potwierdzenie (jeśli nie wśród naukowców, to w mediach), możemy przewidywać eskalację lęku, wrogości i oporu ze strony armii ignorantów zależnie od rodzaju odkrywanych stworzeń pozaziemskich. Na przykład odkrycie skamieniałych mikrobów na Marsie będzie zdumiewającym wydarzeniem w dziejach nauki, lecz opinia publiczna bez wątpienia zignoruje jego znaczenie. Naukowcy będą dociekać, czy jest jakiś związek między marsjańskimi a ziemskimi formami życia, a ogół społeczeństwa szybko znuży się takimi "zawiłościami" - z wyjątkiem tych konserwatystów religijnych, którzy wykluczają możliwość jakiegokolwiek związku i kilku wariatów, którzy będą uważać odkrycie za oszustwo. Dowodem jest reakcja opinii publicznej na informację z roku 1996 o znalezieniu w marsjańskim meteorycie ALH84001 przypuszczalnych form życia. W związku z tym wydarzeniem prezydent Stanów Zjednoczonych wygłosił w ogrodach Białego Domu specjalne oświadczenie. Zebrani reporterzy jednak zadali tylko trzy pytania o najnowszy skandal w Białym Domu i pytanie o krawat prezydenta. Pod koniec tygodnia sprawa ALH84001 nie była już newsem dla mediów ani dla ludności.

Jeśli odkryte zostaną skamieliny bardziej złożonych stworzeń (może na Marsie), debata naukowa ożywi się i nawet opinia publiczna może bardziej zainteresować się życiem pozaziemskim. Konserwatyści i ekstremiści znów będą negować, dyskredytować i ośmieszać odkrycie, lecz społeczeństwo może się zainteresować - a nawet zafascynować - dawno wymarłymi "Marsjanami".

Odkrycie żywych organizmów, czy to bakterii, czy też stworów wielkości wieloryba, z pewnością wzbudzi powszechne zainteresowanie - także niechęć tych, którzy będą obawiać się zmiany obrazu świata w konsekwencji takiego odkrycia. Jednak odkrycie istot jednoznacznie inteligentnych wywoła tyle fermentu i emocji, co twierdzenie Galileusza, że jego teleskop dowodzi, iż ptolemejski geocentryczny model wszechświata jest ewidentnie błędny.

Takie odkrycia podważą wygodny pogląd, nadal uparcie wyznawany przez większość ludzkości, że człowiek jest czymś wyjątkowym, że jesteśmy, jak mówił Mark Twain, "pieszczoszkami Boga", stworzonymi niezależnie od reszty wszechświata i specjalnie na obraz Boga. Ta postawa wyklucza, by ludzkość - a w istocie cała sfera biologiczna - była wynikiem ślepego działania fizyki i chemii. Większość ludzi niezależnie od wykształcenia chce wierzyć, że zostaliśmy stworzeni przez Boga na wyjątkowych zasadach i nie stanowimy wyniku zdarzeń losowych. Tę postawę odzwierciedlają popularne utwory i filmy science fiction o istotach pozaziemskich i o przyszłości. Kosmici zawsze przypominają ludzi, nawet jeśli mają dziwny makijaż i strój. Warto też zauważyć, że wiele filmów tego gatunku ukazuje naukowców jako neurotycznych maniaków lub jako megalomanów-złoczyńców, którzy chcą zawładnąć światem.





Zagrożenia


Po co się trapić? W końcu pomimo protestów i histerii wzbudzanych przez armie ignorantów badania naukowe postępują naprzód. Mogą się pojawić tu i ówdzie problemy z funduszami i ataki polityczne, ale praca trwa. Działa obecnie więcej naukowców (z czego znaczna część to kobiety) niż kiedykolwiek wcześniej w znanych nam dziejach, możliwe że więcej niż we wszystkich epokach razem wziętych.

Zagrożenie polega na tym, że armie ignorantów uzyskały pewne polityczne wpływy i pilnie pracują nad ich poszerzaniem. Święcie przekonane o słuszności swoich poglądów, nie ustają w dążeniu do celu. W dość oświeconym kraju, jakim są Stany Zjednoczone ("z przymrużeniem oka"), wyprowadzają Darwina ze szkół, a prawo do aborcji z sądów. W innych krajach zamykają szkoły przed dziewczętami, a chłopców uczą religijnego fundamentalizmu - wraz z podstawami terroryzmu samobójczego. Wysadzają w powietrze posągi wzniesione przez wiernych innych religii i wbijają się samolotami w budynki. Dla osiągnięcia swoich celów z pewnością nie zawahają się użyć siły i terroru. Jak powiedział George Bernard Shaw: "Dla fanatyka, który chce umrzeć za swoją sprawę, niczym jest zabijanie po drodze innych". Ich długoterminowym celem jest usunięcie wszelkich form badań i myśli prócz tych, które akceptują, a tym samym, które nie poszerzają wiedzy ludzkości. Takie cele nie są nieosiągalne, już wcześniej przecież doprowadzały cywilizacje do upadku. Kiedy chrześcijaństwo stało się oficjalną religią dla na nowo scalonego cesarstwa rzymskiego, Kościół zamknął wszystkie niechrześcijańskie szkoły, także Akademię Ateńską. Szybko nadeszła mroczna epoka przepełniona ignorancją. Ponad tysiąc lat dzieliło kres cesarstwa rzymskiego od odrodzenia wiedzy w epoce renesansu. Także socjaliści z III Rzeszy i ich czerwoni bracia z ZSRR marzyli o tysiącletnim panowaniu w Europie a obecnie podobne aspiracje przyświecają także ich islamskiej koalicji. Choć nie zawsze tak było...

Przez znaczną część tego czasu kultura uczonych żyła i miała się dobrze właśnie w krajach islamu. Do dziś większość nazwanych gwiazd nosi arabskie imiona; jest to dziedzictwo czasów, gdy muzułmańscy uczeni kontynuowali tradycje nauczania i odkryć zarzucone na tysiąc lat w Europie. Jednak z czasem ultrakonserwatyści islamscy położyli w końcu kres muzułmańskiej nauce i świat islamu popadł gwałtownie w intelektualny i polityczny zastój, z którego dopiero dziś, jak się wydaje, w niektórych (nielicznych liberalnych krajach) zaczyna się wydobywać. [Tak było np. w Syrii - zanim sponsorowany przez Amerykę fundamentalizm rozpętał wojnę, link* - B.S.] Możliwe, że perski astronom i matematyk Omar Chajjam prawie pięćset lat przed Kopernikiem odkrył heliocentryczną strukturę Układu Słonecznego, ale został skazany na wygnanie i niesławę przez zachowawczych imamów, którzy nie chcieli uznać takich "niereligijnych" idei. Do dziś nie wiadomo, gdzie został pochowany ten wspaniały człowiek. Sto lat przed wyprawą Kolumba przez Atlantyk flota chińskiego cesarstwa epoki Ming popłynęła przez Ocean Indyjski i Pacyfik do wybrzeży Afryki i Australii, przywożąc z powrotem do Chin towary i nową wiedzę. Gdyby flota kontynuowała wyprawy, Chiny "odkryłyby" Europę, zanim nowe idee i technologia renesansu pozwoliły jej zdominować świat. Na następne czterysta lat Chiny, nie Europa, zawładnęłyby nim. Tymczasem biurokraci cesarskiego dworu dynastii Ming nakazali spalić flotę i zabronili nowych wypraw z pełnym próżności uzasadnieniem, że wszystko, co warte poznania, już poznano. W następnym pokoleniu europejscy odkrywcy zaczęli proces rozkładania i trwającego wieki upokorzenia Chin. Dziś natomiast jedna decyzja prezydenta Stanów Zjednoczonych, którego doradcami są przywódcy różnych odłamów religii, obcina dotacje dla NASA, gdy w tym samym czasie Rosja, Chiny a nawet Indie i Japonia zwiększają finansowanie tego działu nauki.


Kadr z filmu "Arrival" (2016)


Wyzwanie


Stoimy więc w obliczu paradoksalnej sytuacji: im astrobiologowie będą bliżsi odkrycia życia i inteligencji gdzieś we wszechświecie albo w bliższym sąsiedztwie, tym silniejszy będzie opór armii ignorantów. Ten opór przejawił się już na arenie politycznej w dążeniu do odebrania rządowych funduszy tym badaniom, które się armiom ignorantów nie podobają. W oczach tych armii nauka nieustannie usiłowała negować "prawdy objawione" religii. Jednak mimo tego oporu badania trwają. Jeśli pozaziemskie życie zostanie znalezione, odkrycie to rozpocznie głęboką przemianę oceny miejsca ludzkości we wszechświecie - przemianę, której armie ignorantów przeciwstawią się z całą mocą. Jeśli - i gdy - jednoznacznie odkryjemy inteligentne życie pozaziemskie, owa przemiana wstrząśnie społeczeństwem aż do jego korzeni, gdyż jest wysoce prawdopodobne, że te inteligentne istoty będą wyglądały zupełnie inaczej niż my. Jak zauważył harwardzki biolog George Gaylord Simpson w swoim artykule z roku 1994 The non-prevalence of humanoids (Humanoidy nie dominują), ludzkie ciało jest wynikiem miliardów lat działania doboru naturalnego, wyborów dokonywanych przez siły środowiska w celu sprostania potrzebom chwili. Nie ma żadnej konieczności w kształcie naszego ciała ani nawet w naszym istnieniu. Nie powinniśmy oczekiwać, że stworzenia pozaziemskie, wynik miliardów lat doboru naturalnego na innej planecie, będą wyglądać tak jak my.

Inny harwardzki uczony, Stephen Jay Gould, ujmuje to następująco: "Jeśli przewinąć wstecz taśmę życia [do początków współczesnych zwierząt wielokomórkowych] i odegrać ją od tego samego miejsca, okaże się, że [powtórka zapełni Ziemię zupełnie innymi stworzeniami], że jest znikoma szansa na to, by ponowne odegranie przyniosło coś podobnego do ludzkiej inteligencji, a prawdopodobieństwo jakiegokolwiek stworzenia wyposażonego w samoświadomość również musi być skrajnie małe".

Stworzenia pozaziemskie, nawet jeśli będą inteligentne, nie będą przypominały nas swoim wyglądem. Ultrakonserwatywni myśliciele religijni zostaną postawieni wobec przykrego dylematu: skoro istoty pozaziemskie są fizycznie (i najprawdopodobniej też mentalnie) niepodobne do nas, to albo Bóg nie stworzył wszystkich istot myślących na swój obraz, albo ludzkość źle zrozumiała tzw. słowo Boże. Po raz pierwszy od ponad dwóch i pół tysiąca lat wierni będą musieli dokonać zasadniczej i radykalnej zmiany swojego światopoglądu.

Po raz ostatni nastąpiło to w VI w. p.n.e., gdy Babilończycy najechali Judeę, zburzyli świątynię i uprowadzili wielu żydów w niewolę. W tym czasie bogowie byli "lokalni" - większość ludów wiązała swoich bogów z określonym położeniem geograficznym (polecam ciekawy link*). Żydzi w niewoli ciężko przeżywali takie oddalenie od domu i swojego boga. Stopniowo jednak wśród żydowskich myślicieli zaczęła wyrastać nowa koncepcja. Doszli do wniosku, że ich Bóg nie jest ograniczony geograficznym terytorium Judei, lecz jest uniwersalnym bóstwem, które włada wszędzie. Tak zrodziła się najbardziej rasistowska ideologia na świecie, wskazująca już nie całą ludzkość, ale konkretny "naród" jako ulubieńca Boga. Czy wobec faktu, że inteligentne istoty pozaziemskie nie będą fizycznie podobne do ludzi, myśliciele religijni nie mogliby uznać nowej idei, że "obraz Boga" dotyczy raczej "inteligencji", a nie postaci fizycznej? Czy naszej definicji tych, którzy zasługują na prawa i godność człowieczeństwa, nie można byłoby ponownie rozszerzyć tak, by objęła wszelkie inteligentne gatunki, gdziekolwiek można je będzie znaleźć (a nie tylko jeden "naród")?

W ten sposób poszukiwanie pozaziemskiej inteligencji może - jeśli się powiedzie - zainspirować wielką zmianę w myśli religijnej, poszerzyć zakres tolerancji i akceptacji, stworzyć nową świadomość rozmaitości i cudowności wszechświata. Odkrycie pozaziemskiego życia powinno przynajmniej pomóc nam w zrozumieniu, że wszystkie istoty ludzkie są spokrewnione, równe sobie niezależnie od rasy, języka i religii, wszystkie należą wszak do tej samej rodziny człowieczej.

Nie nastąpi to jednak bez oporu armii ignorantów. Czasem opór ten może sięgnąć do środków przemocy. Lecz poszerzenie naszego rozumienia i akceptacji jedności świata będzie wspaniałym uzupełnieniem rozumienia przez nas wszechświata i naszego w nim miejsca. Takie pogłębienie ludzkiej świadomości będzie warte każdej minuty poświęconej poszukiwaniom, każdego wydanego na nie grosika, każdej kropli potu przy tym wspaniałym przedsięwzięciu. Będzie to bezcenny dar dla naszych potomków ze wszystkich przyszłych pokoleń.

__________________________

Tekst pochodzi z pracy zbiorowej pt. "Życie we wszechświecie: Stanowiska przyrodoznawstwa, filozofii i teologii" (z cyklu "Biblioteka Myśli Współczesnej"), pod redakcją Tobiasa Daniela Wabbla, w przekładzie - Bogdana Barana. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2007. Pozwoliłam sobie jednak na pewne korekty (dodane przez siebie uwagi, linki).

Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Persian Mythology, Gods and Goddesses" (Part I)