"Religia Słowian: Problem bóstwa żeńskiego" - Andrzej Szyjewski (fragment)

"Slavic" by Mateusz (Memento77) from Poland  ©


Zdaniem historyków religii przejście ze zbieraczołowieckiego paleolitu do rolniczego neolitu wiązało się ze wzrostem znaczenia symboliki kobiecej i wykreowaniem postaci Wielkiej Bogini Matki, określanej też jako Bogini Śmierci w Życiu, która rodziła, zachowywała i zabierała życie wszystkim swym dzieciom: roślinom, zwierzętom, ludziom i ciałom niebieskim. Jej kult miał zdominować zachowania religijne, a inne boskie postacie były jej w pełni podporządkowane.

Część badaczy idzie dalej, określając wczesny neolit jako epokę matriarchatu, kiedy kobiety jako ucieleśnienia Bogini sprawowały pełnię władzy, a mężczyźni byli im podporządkowani. Większość późniejszych bóstw kobiecych jest, w myśl tej koncepcji, dalekim echem kosmicznej Macierzy, jej personifikowanymi atrybutami, np. boginie władzy, wojny, miłości, wiosny, narodzin, śmierci itp.

Niewiele jest śladów żeńskich bóstw w źródłach słowiańskich, choć istnieją prace próbujące ukazać Słowian jako społeczność matriarchalną. Autor jednej z nich, Evel Gasparini, dowodzi, że sposób zawierania małżeństw u Słowian (swoboda wyboru małżonka przez dziewczynę, korzystne miejsce wdowy w prawie zwyczajowym) wskazują na dawny matrylinearyzm, czyli liczenie pochodzenia w linii żeńskiej. W myśl zasady matrylinearyzm = matriarchat Gasparini zajął się tropieniem Bogini o cechach lunarnych, wskazując na Mokosz, Siwę, Marzannę, a nawet demonologię żeńską czy Babę Jagę jako różne nazwy tego samego bóstwa.

Wychodząc z zestawu cech Wielkiej Bogini, próbowano niegdyś stworzyć obraz bogini Żywi, której domeną jest życie jako takie. Przesłanką istnienia takiej postaci były Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego Długosza, który w ramach opisu pradziejów Polski pisze o wierze przodków, wymieniając wśród szeregu rzymskich bogów i bogiń takie postacie:

Dianie natomiast, uważanej według wierzeń pogańskich za niewiastę i dziewicę zarazem, matrony i dziewice oddawały cześć przez składanie przed jej posągiem wieńców. Rolnicy zaś i prowadzący gospodarkę rolniczą czcili Cererę, na wyścigi składając jej w ofierze ziarna zbóż. Za bóstwo uważali też „pogodę” i także nazwali je Pogodą, czyli dawcą dogodnego powietrza. Był też bóg życia zwany Żywia [Żywie]. A jako że państwu Lechitów wydarzyło się powstać na obszarze zawierającym rozległe lasy i gaje, o których starożytni wierzyli, iż zamieszkuje je Diana i że Diana rości sobie władztwo nad nimi. Cerera zaś uważana była za matkę i boginię urodzajów, których dostatku kraj potrzebował, [przeto] te dwie boginie: Diana w ich języku Dziewanną [Dzewana] zwana i Cerera zwana Marzanną [Marzyana], cieszyły się szczególnym kultem i szczególnym nabożeństwem.

Panteon Długosza, poddany druzgocącej krytyce jeszcze przez Brücknera, jest jednak do pewnego stopnia zbieżny z fragmentem Kroniki Helmolda, poświęconym głównym bóstwom Obodrytów w czasie umacniania się pogaństwa za rządów Niklota.

Odradzał się w owych dniach po całej Słowiańszczyźnie wieloraki kult bałwanów i praktyki zabobonne. Albowiem oprócz świętych gajów i niebożąt [oryg. lucos atque penates], w które obfitowały pola i miasta, najpierwszymi i najważniejszymi byli Prowe, bóg ziemi starogardzkiej, Siwa, bogini Połabian czyli Raciborzan, i Radogost, bóg ziemi Obodrytów. [...] Przydarzyło się zaś, że w drodze przybyliśmy do gaju, który jest jedyny w tym kraju, cała bowiem okolica jest płaska. Tam wśród bardzo starych drzew zobaczyliśmy święte dęby, które były poświęcone bogu owej ziemi zwanemu Prowe... U Słowian istnieją rozmaite rodzaje bałwochwalstwa, nie wszyscy bowiem zgodnie praktykują te same zabobonne obrządki. Jedni stawiają dziwaczne posągi w świątyniach, jak np. wizerunek w Płoni, który nosi imię Podaga; inne bóstwa zamieszkują lasy i gaje, jak na przykład bożek starogardzki Prowe. Takich nie przedstawia się na wizerunkach.

Z analizy obu tekstów wyniknąć może stwierdzenie, że Długoszowa Żywia odpowiada u Helmolda Siwi, podobnie jak Pogoda Podadze. Brückner twierdził, że Długosz musiał dotrzeć do tekstu Helmolda i na podstawie jego opisu świętych gajów wymyślił kult bóstw żeńskich. Część badaczy zaprzecza jakiejkolwiek możliwości korzystania przez naszego dziejopisarza z tej kroniki, ale to może oznaczać potwierdzenie obecności żeńskiego bóstwa Żywii u wszystkich Słowian zachodnich.

"Mokosz" by Maxim Aleksandrowicz Kuleshov  (polecam ten link)  ©


W poszukiwaniu centralnej, kobiecej postaci boskiej, rządzącej życiem i odpowiadającej Żywii – Siwie, zwrócono się ku panteonowi wschodniosłowiańskiemu znajdując w nim enigmatyczną boginię Mokosz. Wiadomo z folkloru północnoruskiego, że Mokosz opiekowała się sferą kobiecą: strzyżeniem owiec i przędzeniem lnu oraz aktywnością seksualną (karą swą dotykała uprawiających masturbację). Jej imię można wyprowadzić z rdzenia mok- związanego z wilgocią (mokrym), choć silne są tendencje do widzenia w niej zapożyczonego z północy demona symbolizującego fiński lud Moksza, Moksz.

Wydaje się, że Mokosz, podobnie jak irańska Anahita „Rozlewna”, wiązała się z ideą płodnej wilgoci, prawdopodobnie była pradawnym bóstwem kobiecym, hipostazą małżonki głównego boga niebiańskiego, Matki Wilgotnej Ziemi. Wskazuje się też na powiązania z sanskryckim makha- „bogaty, dostojny”, który to rdzeń zresztą posłużył do określania magii (irań. maghti-, greckie mageia) i słowiańskiego „moc”. Iwanow i Toporow proponują widzieć w Mokoszy ukaraną za zdradę małżonkę Gromowładcy, pozbawioną statusu i zesłaną z nieba do dziedziny akwatyczno-chtonicznej. Dlatego w gwarze moskiewskiej mokosia oznacza kobietę lekkich obyczajów.

Boris Uspienski twierdzi, że na postać tego bóstwa żeńskiego nałożyły się obrazy św. Paraskiewy Piatnicy i Anastazji. Tym samym Mokosz-Paraskiewa jako bóstwo chtoniczne jest adwersarzem Gromowładcy. Poświęcony Paraskiewie piątek jako dzień tygodnia ma odpowiedniki indoeuropejskie (germ. Frey – Freya i Freitag // Friday). Mówi się, że w piątek nie wolno prząść i orać, by nie nasypać brudu w oczy matki Piatnicy bądź by jej nie pokłuć wrzecionami (co ma oczywistą symbolikę seksualną, więc może i do zakazów można dodać zakaz uprawiania seksu), dlatego naruszenie tego zakazu karane jest przez boginię ślepotą. Echo obrzędów związanych z Mokoszą być może stanowi opis z Regulaminu dla świętego synodu: „w Małej Rusi w pułku starodubskim w oznaczonym dniu świątecznym prowadzą kobietę bez nakrycia głowy imieniem Piatnica, a wiodą ją w procesji wokół cerkwi i przy cerkwi cześć jej oddaje lud, z darami i nadzieją na jakąś korzyść”. Kult jej obejmował prawdopodobnie rzucanie jej w ofierze przędzy i owczej wełny. W folklorze Mokosz występuje niemal do XX wieku, przybrawszy postać kobiety z długimi, rozpuszczonymi włosami, wielką głową i długimi rękami, obchodzącej nocami izby, by prząść przy opuszczonych kołowrotkach. „Jako kobieta w wielki post obchodzi domy i niepokoi kobiety przędące, dozoruje i owiec, sama je strzyże; dla niej na noc obok nożyc kładą kosmyki wełny”.


Photo Art by Antalika from Russia  ©


Bardziej ryzykowne byłoby wiązanie z Mokoszą funkcji dawczyni losu, przędącej nić żywota, jako że inne indoeuropejskie odpowiedniki wskazują na potrójność bóstwa losu, czemu bardziej odpowiadają rodzanice.

Wilgoć jako cecha kobieca, określająca płodność, wiąże się ze słowiańskim widzeniem Ziemi jako bóstwa żeńskiego i partnera zapładniającego boga nieba. Musimy więc zwrócić uwagę na uosobienie Ziemi, a więc postać określaną w folklorze wschodniosłowiańskim jako Mat’ Syraja Zemlja (Matka Wilgotna Ziemia), a w zachodniosłowiańskim jako Święta Ziemia. Z cytowanego wyżej tekstu Helmolda wynika, że Słowianie wierzyli w lokalne duchy, przesączające sakralnością otoczenie przyrodnicze, nie ma jednak w tekstach historycznych śladu ogólnego kultu ziemi jako wartości sakralnej, porównywalnego do kultu nieba. Tym niemniej analogiczna postać występuje powszechnie u ludów indoeuropejskich:
- wedyjska Prithiwi Matar,
- irańska Spenta Aramaiti,
- grecka Demeter,
- messapijska Damatura,
- łacińska Tellus Mater,
- celtycka Danu,
- łotewska Zemes Mater –
wszystkie znaczą dosłownie „Matka-Ziemia”, z rdzeniem
*dan- odnoszącym się do wody i wilgoci*

* B. A. Rybakow, a w Polsce W. Szafrański, proponują nazwać tę prastarą boginię – Ładą. A. Znojko twierdzi, że zwano ją Daną „Rozlewną”. Rdzeń ten zawierają nazwy wielkich rzek w rodzaju Dunaju, Dniepru czy Dniestru.

Nestor, domniemany autor Powieści dorocznej, zastanawiając się nad różnicami między prawosławiem a łacinnikami, wspomina w pewnym fragmencie: „Znowuż i ziemię nazywają matką. Wszak jeśli ziemia jest im matką, to ojcem ich jest niebo; na początku bowiem stworzył Bóg niebo, także i ziemię. Wszak mówią «Ojcze nasz, któryś jest w niebie». Jeżeli w ich rozumieniu ziemia jest matką, to po co plujecie na matkę swoją? Więc tu ją całujecie, i znowuż kalacie?”.

Ta kaznodziejska argumentacja odsyła do praindoeuropejskiego mitologemu małżeństwa Nieba i Ziemi. Ziemia u Słowian jest uznawana za dawczynię mocy życia i płodności, która ze swego wiecznie płodnego łona rodzi bezustannie rośliny uprawne (zboża) i dzikie (zioła). Oranie, wbijanie słupów, sianie zbóż są symbolami stosunku z Ziemią. Jego atmosferycznym odzwierciedleniem jest uderzenie pioruna i spadnięcie deszczu. Podobnie jak nie odbywa się stosunków z ciężarną kobietą, nie powinno się w nią nic wbijać aż do
pierwszego wiosennego pioruna, ani kołków płotu, ani pługa. Nie wolno jej kopać ani pluć, by się nie obraziła. Zsyła bowiem wówczas choroby, jak np. trzęsionkę – febrę. Umarli wracają do jej łona – mówi się o niej, że żywi się własnymi dziećmi. Jak mówi jeden z przekazów ludowych, Bóg nakazał Ziemi: „Ty będziesz ludzi rodziła i będziesz pożerała; co sama urodzisz, to sama zjesz, bo to twoje”.

Kogoś, kto dokonał najstraszniejszych występków, może Ziemia „nie przyjąć” i wyrzucić wsadzoną do grobu trumnę na powierzchnię; i odwrotnie, może też takiego występnego żywcem pochłonąć. Jej świętość sprawia, że ten kto trzyma ją w ręku lub pocałował lub zjadł – nie może skłamać, dlatego w sądach stosowano „przysięgę na ziemię” i powoływano ziemię na świadka. Podobnie pocałować ziemię powinien w Bułgarii oracz, który zamierza zaorać pierwszą skibę. Ziemi można też powierzyć tajemnice i własne grzechy, na Rusi funkcjonowała cała instytucja „spowiedzi do ziemi”. I odwrotnie, wykopana w ziemi dziura jest jej ustami, przez które szepce ona wszelkie rady i przepowiednie.

"Tropoju Slavena"  by  Nilif / Memento  from Poland ©

Ziemia dysponuje ogromną mocą regenerującą, jest w nią „bogata” bądź „brzuchata” (brzemienna). Bohaterowie Bylin po obaleniu na ziemię odzyskują siły, podobnie jak Anteusz w pojedynku z Heraklesem. Osoby, które pracowały na roli, zwłaszcza kobiety, powinny po pracy wytarzać się w ziemi, prosząc „niwę” o zwrot utraconych przy pracy mocy kobiecych. Jednym z działań pobudzających płodność było też symulowanie lub odbywanie na zaoranej ziemi stosunku płciowego.

Jedna z bardziej ryzykownych rekonstrukcji mitycznych wiąże słowiańską Ziemię z obrazem świni (Ziemia – Maciora)*

*Taką propozycję wysuwają M. Derwich i M. Cetwiński w swej książce: Herby, legendy, dawne mity, Wrocław 1989, s. 90-92.,
motywem szeroko rozpowszechnionym w systemach religijnych społeczności rolniczych, jak wskazuje Graves w swojej Białej Bogini. W ramach mitu syn lub kochanek Bogini Matki przybiera postać dzika bądź wieprza. Symbolem połączenia pary mogły być drzewa z wbitymi szczękami dzików. Dwa takie drzewa, pochodzące prawdopodobnie z uroczyska, wyłowiono z okolic ujścia Desny do Dniepru. Przygotowywano je w ten sposób, że w żywym drewnie wycinano otwory, które po wsadzeniu szczęki czopowano wyciętym kawałkiem, tak że drewno zrastało się z pniem tworząc nierozerwalną całość. Duża ilość kości i kłów dzika znalezionych w grobach i uroczyskach wskazuje, że dzik był powszechnie wykorzystywanym zwierzęciem ofiarnym wschodnich Słowian. Jednak jego związek z dębem, drzewem Peruna, wskazuje raczej na postać Welesa i na związki w rodzaju antagonizmu: potwór chaosu – gromowładca. Warto przy okazji dodać, że także zachodni Słowianie widzieli dzika w tej postaci, jeśli tak zinterpretować rzeźbiony łeb odyńca na wałach Gniezna czy opowieść Thietmara o dziku kryjącym się w jeziorze pod Radogoszczą:

„Ilekroć grożą im [Wieletom] srogie przeciwności długiej wojny domowej, wychodzi ze wspomnianego jeziora potężny odyniec [oryg. inog] z pianą połyskującą na białych kłach i na oczach wszystkich tarza się z upodobaniem w kałuży wśród straszliwych wstrząsów”.

Przypatrując się pozostałym wymienionym przez Długosza postaciom, Dziewannie i Marzannie, łatwo poznać, że Długosz zaczerpnął je ze współczesnego sobie folkloru. Sam wszak pisze: (X, 117), że kiedy Mieszko kazał potopić bałwany pogańskich bogów, „to poniszczenie i potopienie bałwanów po dziś dzień przedstawia się i odnawia w niektórych wsiach polskich, gdzie niosą na długim drągu wyobrażenia Dziewanny i Marzanny i wrzucają w moczary i zatapiają w niedzielę postną Laetare” (tzw. Biała Niedziela). Obrzędy te były szeroko rozpowszechnione u zachodnich Słowian, jak wskazują statuty synodów praskich i poznańskich z XIV i XV wieku piętnujących obnoszenie „wyobrażenia śmierci” w środku postu. Pieśni śpiewane w czasie topienia Marzanny wskazują, że jej odejście oznacza przyjście św. Jerzego, czyli solarnego uosobienia wiosny, Jaryły.

Marzanna, w przeciwieństwie do Jaryły, „umierała” na wiosnę: jej ubraną w białą płachtę kukłę obnoszono ze śpiewem po wioskach, by potem ją podpalić i wrzucić do wody (najpełniejsza wersja) lub tylko utopić bądź rozszarpać i rozrzucić po polach. Mamy tu znowu połączenie ognia z wodą świadczące o przekraczaniu ognistej rzeki odgraniczającej świat zmarłych (Nawie, Wyraj) od ziemi. Jak widać niezależnie od tego, czy Marzanna jest echem pogańskiego bóstwa śmierci i zimy, czy tylko ludowym demonem, jej postać pasuje do charakterystyki sił działających przy umieraniu i odradzaniu się natury; będziemy więc posługiwać się tym imieniem na oznaczenie odpowiedniego żeńskiego bóstwa związanego z symboliką śmierci prowadzącej do odrodzenia wegetacji.

"Slavic Girl" by inSOLense from Ukraine ©
W folklorze zachodniosłowiańskim spotykamy warianty jej imienia. Wyjątkowo jest to Zima, zwykle Marzanna, Marena, Murena, Morana czy – zdwojona – Marmuriena albo Śmiertka, Śmierć, Śmiercicha.

Oba imiona wskazują na związek ze sferą śmierci, Marzanna znaczy bowiem „panna moru” czyli gwałtownej, zbiorowej śmierci (czasami wiązanej z rzymskim Marsem) bądź wywodzi się z rdzenia marz- występującym w słowach „mróz” i „marznąć”, choć są badacze, którzy za Łowmiańskim, widzą w niej zniekształcenie Marii Panny, zapożyczonej z kolei w tej roli z folkloru zachodnioeuropejskiego.

Oczywiste jest, że z takiego właśnie źródła pochodzi raczej obraz Śmierci jako kościotrupa w białym płaszczu i z kosą bądź sierpem w ręku, u Słowian zaś śmierć indywidualna i śmierć wegetacyjna stanowiły jedno.

Co do Marzanny, musiała być postacią ogólnosłowiańską, istnieją jej wschodniosłowiańskie odpowiedniki – ukraińska Marena, białoruska Mara, w bylinach Marinka. Prawdopodobnie do tej postaci odnosi się trzynastowieczny Katalog magii Rudolfa będący rodzajem przewodnika dla spowiedników, o jakie „bałwochwalcze” występki przede wszystkim pytać penitentów:

„W nocy Bożego Narodzenia zastawiają stół dla królowej nieba, którą powszechnie nazywają panią holdą [oryg. quam dominam holdam vulgus appelat], aby ich wspomagała”.

Holda
to być może zniekształcenie Chłodu, Chłodnej Pani zimy i śmierci. Według innych interpretacji Katalog przedstawia wierzenia niemieckiej ludności, Domina Holda zatem to Frau Hölle, południowogermańska postać bogini zaświatów Hel.

Można podejrzewać, że to właśnie jakiś wschodni odpowiednik Marzanny ma na myśli Ibn Fadlan opisujący
pogrzeb „wareski”. Arabski podróżnik wspomina w nim o ubranej na biało kobiecie, pełniącej w obrzędach pogrzebowych rolę „Anioła Śmierci”. Powinna to być w pełni dojrzała, tłusta kobieta, której zadaniem było uszycie śmiertelnej koszuli (giezła) zmarłemu oraz złożenie ofiary ludzkiej: dobrowolnie ofiarowana niewolnica została najpierw uduszona, potem Anioł Śmierci wbił jej nóż w serce i odciął głowę.

W folklorze Marzanna związana jest z zepsuciem, gniciem, kisłotą, czyli żurem, będąc prawdopodobnie niszczącą świeżość panią rozkładu w rodzaju irańskiej Nasu drudży. Jej święto, zwane Śmiertelną, Śmiertną, wreszcie Zaduszną Niedzielą jest próbą oddania hołdu siłom destrukcyjnym i odwołania ich na tamten świat.

Odbywa się w połowie postu, w pół drogi do Wielkanocy, czyli zmartwychwstania przyrody i symbolizującego ją boga. Jest to także jedno ze świąt zmarłych, korzystając z otwarcia bram zaświatów można się wówczas z nimi porozumieć.

Marzanna nazywana jest przewrotnie przepiękną i miłą, choć chętnie ubiera się ją w łachmany i powrósło ze słomy, na Łużycach zaś w koszulę ostatnio zmarłego i pas ostatnio wydanej za mąż dziewczyny.

Czasami przed podpaleniem pozbawiano ją odzieży. Jej śmierć bywa też odgrywana w postaci walki dwóch kukieł – męskiej i żeńskiej lub upieczenia jej w tłuszczu, który (jako symbol obfitości) ma moc zaklinania zimy. W pewnych interpretacjach obrzęd Marzanny może też być echem ofiary ludzkiej. Jak się zdaje, obrzęd był ogólnosłowiański, w Serbii i Macedonii palono ogniska ze słomy i śmieci zwane samodiwskimi ogniami, których celem było „palenie wieszczyc”.

Nie wiadomo, co sądzić o bliźniaczym odpowiedniku Marzanny w katalogu Długosza – Dziewannie. W późniejszym folklorze Dziewanna nie występuje, choć u J.G. Frazera (autora "Złotej Gałęzi") utożsamiona zostaje z Maikiem i Nowym Latem:

„Czasami przynoszą również z lasu ładnie ubraną lalkę, którą nazywają Latem, Majem lub Narzeczoną. W Polsce nazywają ją Dziewanną, boginią wiosny”.
Na Podlasiu oprowadzano Królewnę, czyli piękną dziewczynę ustrojoną w kolorowe szaty, kwiaty i czerwone korale. Nazwę dziewanna nosi jedynie jedna z roślin ziołowych, zwana też warkoczem Matki Boskiej, przywracająca jędrność cery i usuwająca duszności i inne choroby oddechowe.

Za mało mamy wszakże danych, by wnioskować o istnieniu swoistej bogini śmierci i życia zarazem, Dziewanny-Marzanny o dwóch obliczach, zimowym i letnim, martwym i żywym. Że takie idee występują w mitach indoeuropejskich, łatwo stwierdzić, czytając choćby opis skandynawskiej bogini zaświatów Hel: „jedna połowa jej twarzy miała wyraz urodziwy i przyjemny, druga zaś trupi i ohydny. Jedno lico zabarwiał jej rumieniec, drugie było sine i martwe jak u topielicy, jedno oko spoglądało życzliwie i po ludzku, drugie było szkliste, bezlitosne i upiorne, tak że nikt nie odważył się spojrzeć w nie bez trwogi”. Grecka Persefona – Kora, spędzająca połowę roku w podziemiach, połowę na ziemi, byłaby innym wyrazem tej charakterystycznej dwulicowości Pani Śmierci w Życiu.

___________________________________________

Był to fragment rozdziału: "Zaginieni bogowie" z książki "Religia Słowian",
© Wydawnictwo WAM, Kraków 2003
Redakcja: Antoni Henryk Stachowski

Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!

"Myśli" - Seneka. Część VII