"Wędrówka Dusz" - dr Michael Newton. "Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem". Część I


Susan Madsen  ©


1.  Spójrz oczyma nieśmiertelnej duszy




Czy obawiamy się śmierci? Czy zastanawiamy się nad tym, co się stanie po naszej śmierci? Czy jest możliwe, że posiadamy duszę pochodzącą z innego wymiaru, która wróci tam po śmierci ciała, czy są to tylko pobożne życzenia, wywołane naszym lękiem?

To paradoks, że ludzie, w odróżnieniu od wszystkich innych stworzeń na Ziemi, muszą przezwyciężyć swój lęk przed śmiercią, aby prowadzić normalne życie. Mimo to, nasz biologiczny instynkt nigdy nie pozwoli nam zapomnieć o tym ostatecznym zagrożeniu naszego istnienia. W miarę starzenia się, w naszej świadomości rodzi się widmo śmierci. Nawet ludzie religijni obawiają się śmierci jako końca osobowej egzystencji. Najwyższe stadium lęku przed śmiercią przywodzi na myśl nicość, która położy kres wszelkim związkom z rodziną i przyjaciółmi. Umieranie sprawia, że wszystkie nasze ziemskie cele wydają się błahe i bez znaczenia.

Gdyby śmierć była końcem wszystkiego, wówczas rzeczywiście życie nie miałoby sensu. Jednakże, jakaś wewnętrzna moc pozwala ludzkim istotom wyobrazić sobie przyszłe życie i poczuć związek z wyższą potęgą, a nawet z wieczną duszą. Jeśli w istocie posiadamy duszę, to gdzie udaje się ona po śmierci? Czy naprawdę poza naszym fizycznym wszechświatem istnieje jakiś rodzaj nieba, zamieszkanego przez inteligentne dusze? Jak ono wygląda? Co będziemy robić, gdy się tam udamy? Czy istnieje najwyższa istota sprawująca pieczę nad tym rajem? Te pytania są tak stare, jak sama ludzkość, a wciąż dla większości z nas stanowią tajemnicę.

Prawdziwe rozwiązanie zagadki życia po śmierci dla większości ludzi pozostaje zamknięte za duchowymi drzwiami. Dzieje się tak dlatego, że ulegliśmy amnezji, jeśli chodzi o tożsamość naszej duszy, która to tożsamość, na poziomie świadomości, wspomaga połączenie duszy i ludzkiego umysłu. W ciągu ostatnich kilku lat opinia publiczna słyszała o ludziach, którzy przeżyli stan śmierci klinicznej, a wróciwszy do życia, opowiadali o tym, że widzieli długi tunel, jasne światła, a nawet doświadczyli krótkich spotkań z przyjaznymi duchami. Jednakże żadna z tych relacji, opisanych w wielu książkach o reinkarnacji, nigdy nie dała nam nic, prócz zaledwie wzmianki o rzeczywistej problematyce życia po śmierci.

Jestem z natury sceptykiem (słowa dr Newtona o sobie), choć pozornie książka ta może świadczyć o czymś przeciwnym. Jako psycholog i hipnoterapeuta specjalizuję się w modyfikacji behawioralnej, służącej leczeniu zaburzeń psychicznych. Znaczna część mojej pracy związana jest z krótkoterminową terapią poznawczą stosowaną wobec moich pacjentów, która pomaga im połączyć myśli z emocjami tak; aby wywołać zdrowe zachowanie. Wspólnie ujawniamy znaczenie, funkcję i konsekwencje ich przekonań, ponieważ wychodzę z założenia, że żaden problem mentalny nie jest urojony.

W początkach mojej praktyki powstrzymywałem ludzi przed zadawaniem pytań dotyczących poprzedniego życia, ponieważ bytem zwolennikiem terapii tradycyjnej. Kiedy wykorzystywałem hipnozę oraz techniki rebirthingu (age-re-gression), aby ustalić przyczyny niepokojących wspomnień i urazów z dzieciństwa, uważałem wszelkie próby dotarcia do poprzedniego życia za niezgodne z powszechnie przyjętymi zasadami i praktyką kliniczną. Moje zainteresowanie reinkarnacją i metafizyką miało jedynie charakter czysto teoretyczny do momentu, gdy rozpocząłem leczenie stanów bólowych u pewnego młodego człowieka.

Pacjent ten uskarżał się na chroniczny ból prawej strony ciała, nękający go przez całe życie. Jedną z metod hipnoterapii, służącą uśmierzaniu bólu, jest nakierowanie pacjenta na zwiększenie bólu tak, by nauczył się go zmniejszać i w ten sposób osiągać nad nim kontrolę. Podczas jednej z naszych sesji związanych z intensyfikacją bólu, człowiek ten, aby odtworzyć swoje cierpienie, wyobraził sobie, że został pchnięty nożem. Szukając źródeł tego obrazu, ostatecznie odkryłem, że podczas I wojny światowej był on żołnierzem i zginął pchnięty bagnetem we Francji. Dzięki temu byliśmy w stanie całkowicie wyeliminować ból.

Zachęcony przez pacjentów zacząłem eksperymentować, cofając niektórych z nich w czasie przed ich ostatnie życie na Ziemi. Początkowo zależało mi, aby integracja obecnych potrzeb, przekonań i obaw stworzyła wyobrażenie wspomnień. Wkrótce jednak zdałem sobie sprawę, że nasze głęboko zakorzenione wspomnienia zawierają zespół przeszłych doświadczeń, zbyt prawdziwych i połączonych z sobą, aby można je było zignorować. Uświadomiłem sobie, jak ważny z punktu widzenia terapii jest związek pomiędzy ciałem a wydarzeniami z naszych poprzednich wcieleń oraz tym, kim jesteśmy dzisiaj.

Następnie dokonałem odkrycia o niezwykłym znaczeniu. Zorientowałem się, że istnieje możliwość wejrzenia w świat dusz przy pomocy oczu umysłu hipnotyzowanej osoby, która może zdawać relację z życia pomiędzy kolejnymi wcieleniami na Ziemi.

Susan Madsen  ©

Tym, co otworzyło mi drzwi do świata dusz, był przypadek kobiety w średnim wieku, będącej niezwykle wrażliwym medium hipnotycznym. Opowiadała mi o poczuciu samotności i odosobnienia będąc na tym delikatnym etapie, kiedy pacjent kończy opisywanie swojego ostatniego życia. Ta niezwykła indywidualność prawie samodzielnie wkroczyła na najwyższy poziom świadomości. Nie zdając sobie sprawy z tego, że w istocie podałem nadzwyczaj krótką komendę do tego działania, zasugerowałem jej, aby znalazła przyczynę swej obecnej samotności. W tym momencie mimowolnie użyłem jednego ze słów inicjujących duchowe przywołanie. Zapytałem również, czy miała szczególnie bliską grupę przyjaciół, za którymi tęskni.

Wówczas moja pacjentka zaczęła nagle płakać. Kiedy poprosiłem ją, żeby powiedziała, co się stało, wyrzuciła z siebie: „Tęsknię za niektórymi przyjaciółmi z mojej grupy i dlatego jestem tak samotna na Ziemi." Byłem zakłopotany i zapytałem, gdzie dokładnie znajdowała się ta grupa przyjaciół. „Tutaj, w moim wiecznym domu", odpowiedziała po prostu, w tej chwili patrzę na nich wszystkich!".

Zakończyłem sesję z tą pacjentką i przesłuchując jej nagranie zauważyłem, że znalezienie świata duchowego wymagało poszerzenia regresji z poprzedniego życia. Istnieje wiele książek dotyczących poprzednich żywotów, ale żadna, z którą się zetknąłem, nie mówi o naszym życiu w postaci dusz lub też o tym, jak właściwie podejść do duchowych wspomnień ludzi. Postanowiłem sam przeprowadzić badania i dzięki praktyce rozwinąłem umiejętność wkraczania do świata duchowego poprzez moich pacjentów. Zrozumiałem również, że odnalezienie swojego miejsca w świecie duchowym było dla nich znacznie ważniejsze niż opis ich poprzednich ziemskich wcieleń.




W jaki sposób dotrzeć do duszy poprzez hipnozę? Przedstawmy obrazowo umysł jako trzy koncentryczne okręgi, z których każdy jest mniejszy niż poprzedni i zawiera się w nim, a wszystkie oddzielone są od siebie jedynie warstwą połączonej świadomości umysłu. Pierwszą, zewnętrzną powłoką jest świadomy umysł, będący źródłem naszego krytycznego, analitycznego rozumowania. Drugą stanowi podświadomość, gdzie pierwotnie podlegamy hipnozie, aby wniknąć w obszar wspomnień tego wszystkiego, co zdarzyło się nam w tym życiu i w poprzednich. Trzecia, stanowiąca jądro duszy, jest tym, co nazywamy obecnie nadświadomym umysłem. Ten poziom przedstawia najwyższe centrum jaźni, gdzie jesteśmy wyrazem wyższej mocy.

Nadświadomość przechowuje naszą prawdziwą tożsamość, zasilaną podświadomością, która zawiera wspomnienia wielu przemienionych ego, nabytych przez nas w naszych poprzednich ludzkich ciałach. Nadświadomość może nie być w istocie poziomem, lecz samą duszą. Nadświadomy umysł reprezentuje nasz wyższy ośrodek mądrości i umiejętności widzenia rzeczy we właściwej perspektywie, a wszelkie informacje o życiu po śmierci pochodzą z tego źródła inteligentnej energii.

Na ile uzasadnione jest wykorzystywanie hipnozy do odkrywania prawdy? Ludzie poddani hipnozie nie śnią ani nie mają halucynacji. Nie śnimy w porządku chronologicznym ani też nie ulegamy halucynacji będąc w stanie kontrolowanego transu. Kiedy pacjenci są w transie, ich fale mózgowe zaczynają działać wolniej niż w stanie pobudzenia Beta i w dalszym ciągu zmieniają wibracje, przechodząc przez stan medytacyjny Alfa aż do różnych poziomów w obszarze Theta. Theta to hipnoza, a nie sen. Kiedy śpimy, dochodzimy do ostatniego stanu Delta, w którym sygnały z mózgu przechodzą da podświadomości i znajdują ujście poprzez nasze sny. Natomiast w stanie Theta umysł nie jest nieświadomy, a zatem możemy otrzymywać, jak również wysyłać, sygnały, a wszystkie kanały pamięci są otwarte.

Swego czasu ludzie będący pod wpływem hipnozy opisywali obrazy, które widzą oraz rozmowy, które słyszą w swoich nieświadomych umysłach, jako obserwacje w znaczeniu dosłownym. Odpowiadając na pytania, pacjenci nie mogą kłamać, ale mogą błędnie interpretować coś, co widzą w swoim nieświadomym umyśle, tak, jak to czynimy, będąc w stanie świadomości. Pod wpływem hipnozy ludzie mają trudności z ustosunkowaniem się do czegokolwiek, co według nich nie jest prawdą.

Niektóre z osób krytykujących hipnozę sądzą, iż osoba będąca w transie jest w stanie stworzyć wspomnienia i przejawić nieobiektywne reakcje po to, aby potwierdzić jakąś teoretyczną tezę, zasugerowaną przez hipnotyzera. Uważam tę generalizację za fałszywą daną. W mojej pracy traktuję każdy przypadek w taki sposób, jakbym słyszał informacje po raz pierwszy. Jeśli którejś z badanych osób udałoby się pokonać działanie hipnozy i stworzyć rozmyślnie wyobrażony albo luźno związany z ustalonymi koncepcjami na temat życia po śmierci obraz świata duchowego, wówczas szybko takie opisy ujawniłyby swą sprzeczność z relacjami innych badanych przeze mnie osób. Podczas mojej pracy wkrótce poznałem wartość precyzyjnych krzyżowych pytań i nie znalazłem żadnego dowodu na to, by ktokolwiek zmyślił swoje duchowe doświadczenia, aby mnie zadowolić. Przeciwnie, osoby poddane przeze mnie hipnozie nie wahały się korygować mojej błędnej interpretacji ich stwierdzeń.

Wraz z powiększaniem się mojej dokumentacji pacjentów, metodą prób i błędów odkryłem, że pytania dotyczące świata duchowego należy zadawać w odpowiedniej kolejności. Osoby w stanie nadświadomości nie mają szczególnych motywacji do udzielania informacji na temat wszystkich aspektów życia duszy w świecie duchowym. Trzeba posiąść odpowiedni komplet kluczy do określonych drzwi. Ostatecznie udało mi się wypracować niezawodną metodę dotarcia w pamięci do różnych części świata duchowego, w czym pomogła mi wiedza o tym, które drzwi otworzyć w odpowiednim momencie trwania seansu.

W miarę, jak nabierałem pewności po każdej sesji, coraz więcej osób wyczuwało, że nie trzeba się mnie obawiać, jeśli chodzi o kwestie związane z przyszłym życiem, i że można ze mną o tym rozmawiać. Niektórzy z moich pacjentów, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, byli bardzo religijni, podczas gdy inni w ogóle nie wierzyli w żadne duchowe aspekty. Większość zaś znajdowała się gdzieś pośrodku, prezentując mieszaninę osobistych poglądów na temat życia. Zadziwiającą rzeczą, jaką odkryłem wraz z rozwojem moich badań, był fakt, że jeśli dana osoba przeniosła się raz z powrotem do stanu duchowego, przejawiała niezwykłą zgodność z innymi pacjentami w zakresie udzielania odpowiedzi na temat świata duchowego. Każda z tych osób mówiąc o swoim życiu jako duszy używała nawet tych samych słów oraz opisów wizualnych wziętych z języka potocznego.

Mimo to, owa zgodność doświadczeń tak wielu osób nie powstrzymała mnie przed dalszymi próbami weryfikacji stwierdzeń moich pacjentów oraz potwierdzania szczególnych czynnościowych aktów duszy. Między relacjami w poszczególnych przypadkach istniały pewne różnice. Jednak były one spowodowane bardziej poziomem rozwoju duszy niż rozbieżnościami w sposobie widzenia świata duchowego przez poszczególne osoby.

Badania posuwały się niezwykle powoli, ale w miarę, jak rosła ilość rozpatrzonych przeze mnie przypadków, uzyskałem w końcu dostatecznie dokładny obraz świata wiecznego, w którym żyją nasze dusze. Odkryłem, że myśli o świecie duchowym dotyczą prawd uniwersalnych wśród dusz ludzi żyjących na Ziemi. To właśnie spostrzeżenia tak wielu rozmaitych ludzi przekonały mnie, że ich twierdzenia są wiarygodne. Nie jestem osobą religijną, ale odkryłem, że w miejscu, gdzie udajemy się po śmierci, panuje ład i porządek i uświadomiłem sobie, że istnieje wspaniale skonstruowany plan życia oraz życia po śmierci.


2.  Śmierć i Odejście


Przykład l



P. (pacjent) – O, mój Boże! Nie jestem naprawdę martwy! To znaczy, moje ciało jest martwe – widzę je pod sobą – ale ja unoszę się w powietrzu... Spoglądam w dół i widzę moje ciało rozciągnięte na szpitalnym łóżku. Wszyscy wokół mnie myślą, że nie żyję, ale to nieprawda. Chcę krzyczeć: „Hej, nie umarłem naprawdę!" To niewiarygodne... pielęgniarki przykrywają mi głowę prześcieradłem... ludzie, których znam, płaczą. Powinienem być martwy, ale ja wciąż żyję! To dziwne, moje ciało jest całkowicie martwe, ale ja unoszę się nad nim. Ja żyję!

Są to słowa człowieka pogrążonego w głębokiej hipnozie, opisującego doświadczenie śmierci. Mówi krótkimi, nerwowymi zdaniami, pełnymi lęku, jako że widzi on i czuje, co to znaczy być duszą dopiero co oddzieloną od fizycznego ciała. Ten człowiek jest moim pacjentem, leżącym teraz na wygodnym fotelu z oparciem; przed chwilą towarzyszyłem mu w odtwarzaniu sceny śmierci z poprzedniego życia. Nieco wcześniej, stosując się do moich instrukcji podczas wprowadzania w trans, cofnął się do wspomnień z dzieciństwa. Jego podświadoma percepcja stopniowo jednoczyła się, w miarę, jak razem pracowaliśmy nad powrotem do łona jego matki. Następnie przygotowałem go do wejścia w mgłę czasu, wykorzystując wizualizację tarczy ochronnej. Kiedy wykonaliśmy ten ważny dla stanu umysłu krok, przeniosłem mojego pacjenta przez wyobrażony tunel czasu do jego ostatniego życia na Ziemi. Było ono krótkie, gdyż umarł nagle podczas epidemii grypy w 1918 roku.

Kiedy początkowy szok wywołany wizją jego samego oraz tego, jak jego dusza krążyła nad ciałem, zaczął powoli mijać, mój pacjent chętniej zaakceptował obrazy, które widział w swoim umyśle. Ponieważ niewielka świadoma, krytyczna część jego umysłu nadal funkcjonowała, zdał sobie sprawę, że odtwarzał poprzednie doświadczenie. Trwało to nieco dłużej niż u innych pacjentów, gdyż jest on młodszą duszą i nie jest przyzwyczajony do cyklu narodzin, śmierci i ponownych narodzin w takim stopniu, jak inne badane przeze mnie osoby. Jednak po chwili przystosował się i zaczął odpowiadać na moje pytania z większą pewnością. Wkrótce zwiększyłem jego podświadomy poziom hipnotyczny do stanu nadświadomości. Pacjent jest teraz gotowy do rozmowy ze mną o świecie duchowym, a ja pytam, co się z nim dzieje.



P. – Więc... wznoszę się wyżej... wciąż płynę patrząc na moje ciało. Przypomina to oglądanie filmu, tyle że ja w nim gram! Lekarz pociesza moją żonę i córkę. Żona szlocha (pacjent wierci się niespokojnie na krześle). Staram się dotrzeć do jej umysłu... powiedzieć jej, że wszystko ze mną w porządku. Jest tak pogrążona w żalu, że nie udaje mi się to. Chcę, aby wiedziała, że moje cierpienie się skończyło, że uwolniłem się od mojego ciała... że już go dłużej nie potrzebuję... że będę na nią czekał. Chcę, żeby wiedziała, że... ale ona... mnie nie słucha. Och, oddalam się...

I w ten sposób mój pacjent, prowadzony serią poleceń, rozpoczyna proces zagłębiania się w świat duchowy. To droga, którą w zaciszu mego biura podróżowało już wielu innych badanych. Zazwyczaj, w miarę, jak narastały wspomnienia w stanie nadświadomości, osoby zahipnotyzowane stawały się coraz bardziej związane z kanałem duchowym. Wraz z posuwaniem się sesji naprzód mentalne obrazy pacjentów można było coraz łatwiej przełożyć na słowa. Krótkie opisowe wyrażenia prowadzą do szczegółowego wyjaśnienia tego, jak przebiega wkroczenie do świata duchowego.

Posiadamy ogromną ilość dokumentacji (w tym również obserwacje personelu medycznego) dotyczącej doświadczenia wyjścia z ciała w momentach bliskich śmierci u osób ciężko rannych w wypadkach. Ludzie ci zostali uznani za zmarłych, zanim wysiłki lekarzy nie sprowadziły ich z „drugiej strony". Dusze są w pełni zdolne do opuszczania i powracania do ciał ich właścicieli, szczególnie w sytuacjach zagrożenia życia, kiedy ciało umiera. Ludzie opowiadają, że unosili się nad swoimi ciałami, szczególnie w szpitalach, obserwując, jak lekarze wykonują czynności ratujące życie. Z upływem czasu, po ich powrocie do życia, wspomnienia te zacierają się.

W początkowych fazach cofania się pod wpływem hipnozy do poprzednich wcieleń, opisy osób przechodzących mentalnie przez swe przeszłe śmierci nie różnią się od relacji osób, które rzeczywiście umarły na kilka minut w tym życiu. Różnica pomiędzy tymi dwoma grupami osób polega na tym, że ludzie będący pod wpływem hipnozy nie będą pamiętali doświadczenia tymczasowej śmierci. Osoby w stanie głębokiego transu są w stanie opisać, jak wygląda życie po ostatecznej śmierci.

Jakie są podobieństwa pomiędzy wspomnieniami życia po życiu osób, u których doświadczenie wyjścia z ciała było wynikiem tymczasowego fizycznego urazu a tych, którzy pod wpływem hipnozy opisują śmierć w poprzednim życiu? Zarówno jedni, jak i drudzy mówią o tym, że unosili się wokół swoich ciał w dziwny sposób, starając się dotknąć stałych przedmiotów, które dematerializowały się przed nimi. Wszystkie te osoby mówią również, ze czuły się zawiedzione, kiedy próbowały porozumieć się z żyjącymi, a ci nie odpowiadali. Jedni i drudzy twierdzą też, że mieli wrażenie, iż coś odciąga ich od miejsca, w którym zmarli, a także doznawali uczucia przypominającego bardziej odprężenie i ciekawość niż strach.


Wszystkie te osoby wspominają o błogim uczuciu wolności oraz o światłości wokół nich. Niektórzy z moich pacjentów widzą błyszczące światło otaczające ich w chwili śmierci, podczas gdy inni zauważają tę światłość w znacznie dalszej odległości od obszaru ciemniejszej przestrzeni, przez którą są ciągnięci. Odnosi się to często do wyobrażenia tunelu, które stało się dobrze znane ogółowi społeczeństwa.

Drugi przykład zaprowadzi nas głębiej w doświadczenie śmierci niż pierwszy. Badanym jest tu mężczyzna po sześćdziesiątce, opisujący okoliczności swojej śmierci jako młodej kobiety o imieniu Sally, która została zabita przez Indian Kiowa podczas ataku na pociąg towarowy w 1866 r. Chociaż zarówno w tym, jak i w ostatnim przykładzie doświadczenie śmierci dotyczy ostatnich wcieleń osób badanych, dokładna data śmierci nie ma szczególnego znaczenia, ponieważ odnosi się do niedawnych czasów. Nie dostrzegam znaczących różnic między okresem starożytnym a nowożytnym w zakresie przypomnienia obrazu świata duchowego lub też jakości nabytych doświadczeń. Powinienem również wspomnieć, że większość badanych w transie posiada niesamowitą zdolność dokładnego skupienia się na datach i miejscach z wielu poprzednich żywotów. Dotyczy to nawet wcześniejszych okresów ludzkiej cywilizacji, kiedy granice państw oraz nazwy miejscowości były odmienne niż obecnie. Dawne nazwy, daty i położenie geograficzne mogą nie zawsze, w odniesieniu do każdego poprzedniego życia, być z łatwością przywołane, ale opisy powrotu do świata duchowego oraz życia w tym świecie są nadal żywe.
Scena w przykładzie nr.2 ukazuje południowe równiny Ameryki, wkrótce po tym, jak strzała ugodziła Sally w szyję z bliskiej odległości. Jestem zawsze ostrożny, jeśli chodzi o sceny śmierci z poprzednich wcieleń, w których występuje uraz wywołany przemocą, ponieważ podświadomy umysł często nadal zachowuje w pamięci takie doświadczenia (w omawianym przykładzie badana osoba pojawiła się u mnie ze względu na towarzyszące jej przez całe życie kłopoty z gardłem) – w takich przypadkach potrzebna jest zazwyczaj terapia uwalniania i wymazywania tych przeżyć. W relacjach z poprzedniego życia wykorzystuję czas bezpośrednio poprzedzający śmierć do spokojnego przyjrzenia się wszystkiemu oraz sytuuję pacjenta na pozycji obserwatora, aby złagodzić ból i emocje.

Przykład 2


Dr N. – Czy odczuwa pan silny ból z powodu strzały?

P. – Tak... grot rozdarł mi gardło... umieram (pacjent zaczyna szeptać, trzymając się rękoma za gardło). Duszę się... krew płynie... Will (mąż) mnie podtrzymuje... ból... straszliwy... teraz wychodzę... tak czy inaczej, to już koniec.

Uwaga: Dusze często opuszczają swoje ludzkie ciała na kilka chwil przed rzeczywistą śmiercią, kiedy doświadczają silnego bólu. Któż mógłby je za to winić? Niemniej jednak, pozostają w pobliżu umierającego ciała. Po zastosowaniu technik uspokajających, przeniosłem tego człowieka ze stanu podświadomości do nadświadomości, aby mógł przejść do wspomnień duchowych.


Dr N. – W porządku, Sally, zaakceptowałaś fakt, że zostałaś zabita przez Indian. Czy mogłabyś opisać mi dokładnie uczucie, jakiego doświadczyłaś w chwili śmierci?

P. – Jak siła... pewnego rodzaju... wypychająca mnie do góry z mojego ciała.

Dr N. – Wypychająca cię? Dokąd?

P. – Zostaję wyrzucona na zewnątrz przez czubek głowy.

Dr N. – Co zostaje wyrzucone?

P. -No... ja!

Dr N. – Opisz, co znaczy, "ja". Jak wygląda rzecz, która jest tobą, wychodząca przez czubek głowy twojego ciała ?

P. – Jak światełko wielkości główki od szpilki... promieniujące...

Dr N. -W jaki sposób emitujesz światło?

P. – Z mojej energii. Wyglądam trochę jak przezroczysta biel... moja dusza...

Dr N. – A czy ta świetlista energia po opuszczeniu twego ciała pozostaje niezmieniona?

P. (pauza) – Wydaje się, że odrobinę rosnę... kiedy się obracam.

Dr N. – Kiedy twoje światło rozszerza się, to jak wyglądasz?

P. – Jak cienki sznurek... zwisający...

Dr N. – A jak w rzeczywistości odczuwasz proces opuszczania ciała?

P. – No cóż, jakbym zrzuciła skórę... tak jak obiera się banana. Po prostu w jednej chwili tracę moje ciało!

Dr N. - Czy to uczucie jest nieprzyjemne?

P. – Och, nie! Cudownie jest czuć się tak wolnym, nie odczuwać więcej bólu, ale... czuję się... zdezorientowana... Nie spodziewałam się, że umrę... (w głos mojego pacjenta wkrada się smutek, a ja chciałbym, żeby pozostał on jeszcze przez chwilę skupiony bardziej na swojej duszy niż na tym, co dzieje się z jego ziemskim ciałem).

Dr N. – Rozumiem, Sally. Odczuwasz w tej chwili jako dusza niejakie pomieszanie. W twojej sytuacji jest to naturalne, biorąc pod uwagę, co przeszłaś. Odpowiedz teraz na moje pytania. Powiedziałaś, że unosiłaś się. Czy tuż po śmierci jesteś w stanie krążyć bez ograniczeń?

P. – To dziwne... to tak, jakbym była zawieszona w przestrzeni pozbawionej powietrza... nie ma ograniczeń... nie ma grawitacji... jestem nieważka.

Dr N. – Czy masz na myśli, że jest to czymś w rodzaju próżni?

P. – Tak... Nic wokół mnie nie ma stałej masy... Nie ma przeszkód, w które można by uderzyć... Dryfuję...

Jody Zulkarnaen  ©

Dr N. – Czy możesz kontrolować swoje ruchy, kierunek, w jakim zmierzasz?

P. – Tak... mogę do pewnego stopnia, ale odczuwam... przyciąganie... do białej światłości... jest tak jasno.

Dr N. – Czy natężenie światłości jest wszędzie takie samo?

P. – Jaśniej... z dala ode mnie... w kierunku mojego ciała jest trochę ciemniejsza... biała... szara... (zaczyna płakać) och, moje biedne ciało... Nie jestem jeszcze gotowa odejść (pacjent cofa się w fotelu, jakby się czemuś sprzeciwiał).

Dr N. – W porządku, Sally, jestem z tobą. Chcę, żebyś się odprężyła i powiedziała mi, czy siła, która wyciągnęła cię przez głowę w momencie śmierci, nadal cię ciągnie i czy możesz ją powstrzymać?

P. (milczy) – Kiedy uwolniłam się od swego ciała, ta siła zelżała. Teraz czuję jakby trącanie łokciem... odciągające mnie od mojego ciała... Nie chcę jeszcze iść... ale coś domaga się, abym zaraz poszła.

Dr N. – Rozumiem, Sally, ale podejrzewam, iż w pewnym sensie uczysz się dopiero panowania nad tym. Jak byś opisała tę ciągnącą cię rzecz?

P. – Jakiś rodzaj magnetycznej... siły, ale... Chcę zostać trochę dłużej...

Dr N. – Czy twoja dusza może przeciwstawić się tej sile tak długo, jak ty tego pragniesz?

P. (następuje długa przerwa, podczas której odnoszę wrażenie, że pacjent prowadzi wewnętrzną dyskusję ze sobą w swoim poprzednim wcieleniu jako Sally) – Tak, mogę, jeśli naprawdę chcę zostać (mój rozmówca zaczyna płakać). Och, to okropne, co te dzikusy zrobiły z moim ciałem. Wszędzie na mojej ślicznej niebieskiej sukience jest krew... Mój mąż Will stara się mnie podtrzymać, wraz z naszymi przyjaciółmi walczy nadal z plemieniem Kiowa.

Uwaga: Wzmacniam obraz ochronnej tarczy wokół pacjenta, jest to bardzo ważny element techniki uspokajającej. Dusza Sally nadal krąży nad jej ciałem po tym, jak przesunąłem w czasie tę scenę do momentu, kiedy strzelcy z platformy kolejowej odpędzają Indian.

Dr N. – Sally, co twój mąż robi tuż po ataku?

P. – Och, dobrze... nie jest ranny... ale... (ze smutkiem) trzyma moje ciało... płacze nade mną... nie może nic dla mnie zrobić, lecz wydaje się, że jeszcze sobie tego nie uświadamia. Jestem zimna, ale jego dłonie obejmują moją twarz... całuje mnie.

Dr N. – A co ty teraz robisz?

P. – Jestem ponad głową Willego. Staram się go pocieszyć. Chcę, żeby czuł, że moja miłość naprawdę nie odeszła... Chcę, aby wiedział, że nie utracił mnie na zawsze i że znowu go zobaczę.

Dr N. – Czy twój przekaz do niego dociera?

P. – Jest tak wiele smutku, ale on... wyczuwa to, co najważniejsze... Wiem o tym. Nasi przyjaciele otaczają go... i w końcu nas rozdzielają... chcą na nowo ustawić wagony i ruszać dalej.

Dr N. – A co się dzieje teraz z twoją duszą?

P. – Nadal powstrzymuję odciąganie.... Chcę zostać.

Dr N. -Dlaczego?

P. – No cóż, wiem, że jestem martwa... ale nie jestem jeszcze w stanie opuścić Willego i... chcę
zobaczyć, jak mnie chowają.

Dr N. – Czy w tej chwili widzisz lub wyczuwasz wokół siebie jakąś inną duchową istotę?

P. (pauza) – Są blisko... wkrótce je zobaczę... Czuję ich miłość tak, jak chcę, aby Will czuł moją... Czekają, aż będę gotowa.

Dr N. – Czy w miarę upływu czasu jesteś w stanie pocieszyć Willego?

P. – Próbuję dotrzeć do jego umysłu.

Dr N. – Udaje ci się to?

P. (pauza) – Myślę, że... odrobinę... on mnie czuje... zdaje sobie sprawę... z miłości...

Dr N. – W porządku, Sally teraz posuniemy się naprzód w czasie względnym. Czy widzisz swoich przyjaciół z wagonu? Czy widzisz, jak kładą twoje ciało w jakimś grobie?

P. (glos jest bardziej pewny) – Tak, pochowali mnie. Nadeszła dla mnie pora, aby odejść... Teraz przychodzą po mnie... Ruszam… w stronę jaśniejszego światła...


 
W przeciwieństwie do tego, co sądzą niektórzy ludzie, dusze zazwyczaj w niewielkim stopniu interesują się rym, co dzieje się z ich ciałami po śmierci fizycznej. Nie jest to wyraz braku serca wobec ludzi, których zostawiają na Ziemi, lecz akceptacji nieuchronności śmierci. Pragną szybko przebyć swą drogę do piękna świata duchowego. Jednak wiele dusz pragnie krążyć nad miejscem śmierci przez kilka ziemskich dni, najczęściej do momentu pogrzebu. Czas najwyraźniej przyśpiesza dla dusz i dni na Ziemi mogą być dla nich jedynie minutami. Powody, dla których dusze te zwlekają z odejściem, mogą być bardzo różne. Na przykład osoba, która została niespodziewanie zamordowana lub zginęła w wypadku, nie chce od razu odchodzić. Widzę, że dusze te są często oszołomione lub złe. Takie wahanie się duszy występuje szczególnie często w przypadku śmierci młodych ludzi.

Nagłe oddzielenie od ludzkiej postaci, nawet po długiej chorobie, jest zazwyczaj dla duszy wstrząsem powodującym, że niechętnie opuszcza ona swoje ciało w chwili śmierci. Dla dusz jest również coś symbolicznego w przygotowaniach do pogrzebu, trwających przeważnie trzy do pięciu dni. W rzeczywistości dusze nie przejawiają chorobliwej ciekawości ujrzenia swojego własnego pochówku, ponieważ emocje w świecie duchowym nie są tożsame z emocjami doświadczanymi przez nas tu, na Ziemi. Mimo to zauważyłem, że duchowe istoty doceniają szacunek oddawany pamięci ich fizycznego życia przez żyjących krewnych i przyjaciół.

Jak zaobserwowaliśmy to w ostatnim przykładzie, istnieje jeden podstawowy powód, dla którego wiele dusz nie chce natychmiast opuścić miejsca swojej fizycznej śmierci – mianowicie fakt, że pragną one mentalnie pozostać w pobliżu, aby pocieszyć bliskich, zanim same udadzą się dalej do świata duchowego. Ci, którzy właśnie umarli, nie są załamani swoją śmiercią, ponieważ wiedzą, że ci, których zostawili na Ziemi, ujrzą ich znowu w świecie duchowym, a prawdopodobnie również w następnych życiach. Z drugiej zaś strony, żałobnicy podczas pogrzebu zazwyczaj sądzą, że stracili ukochaną osobę na zawsze.

W trakcie hipnozy moi badani przypominają sobie przygnębienie wywołane niemożnością efektywnego wykorzystania swojej energii w ten sposób, aby dotknąć ludzkiej istoty, niezdolnej do odbioru tego przekazu z powodu szoku i żalu. Uraz emocjonalny, którego doświadczają żywi, może opanować ich wewnętrzny umysł do tego stopnia, że ich umysłowe możliwości kontaktu z duszami są zahamowane. Jeśli duszy, która niedawno odeszła, uda się pocieszyć żyjących – choćby tylko na krótko – jest ona zazwyczaj zadowolona i pragnie szybko opuścić ziemski plan astralny.

Alexandre Pavlenko  ©

Przykład duchowego pocieszenia miałem okazję zaobserwować w swoim własnym życiu. Moja matka zmarła nagle na atak serca. Podczas pogrzebu moja siostra i ja byliśmy tak pogrążeni w smutku, że nasze umysły odrętwiały w czasie ceremonii. Kilka godzin później wróciliśmy wraz z naszymi współmałżonkami do pustego domu mojej matki i postanowiliśmy udać się na potrzebny nam odpoczynek. Oboje z siostrą wkroczyliśmy zapewne w receptywny stan Alfa mniej więcej w tym samym czasie. Moja matka, pojawiwszy się w dwóch oddzielnych pokojach, przeszła przez nasze podświadome umysły na podobieństwo snu jako snop bieli nad naszymi głowami. Uśmiechnęła się, wskazując tym samym, że zaakceptowała śmierć i że teraz czuje się dobrze, a następnie odpłynęła. Trwające tylko kilka sekund zdarzenie było znaczącą formą zakończenia, które spowodowało, że oboje zapadliśmy w mocny sen stanu Delta.

Jesteśmy zdolni odczuwać podnoszącą na duchu obecność dusz osób kochanych, które odeszły, szczególne w trakcie pogrzebu lub tuż po nim. Ze względu na możliwość zaistnienia duchowej komunikacji, konieczne jest przejście przez szok wywołany żałobą, aby w następstwie poczuć potrzebę odprężenia się i oczyszczenia umysłu, przynajmniej przez krótki czas. W takich chwilach nasza wrażliwość na doświadczenie paranormalne jest większa i dzięki temu możemy odebrać przekaz miłości, przebaczenia, nadziei, zachęty oraz zapewnienia, że bliska nam osoba znajduje się w dobrym miejscu.

Kiedy wdowa z małymi dziećmi mówi mi: „Jakaś cząstka mojego męża przychodzi do mnie w trudnych chwilach" – wierzę jej. Moi badani, jako dusze, mówią, że są w stanie pomóc osobom na Ziemi połączyć ich wewnętrzny umysł ze światem duchowym. Zgodnie z pewnym mądrym powiedzeniem, ludzie tak naprawdę nie odchodzą, dopóki pamiętają o nich ci, których pozostawili na Ziemi. Śmierć nie przerywa ciągłości naszego kontaktu z nieśmiertelnymi duszami tych, których kochamy, tylko z tego powodu, że utracili oni fizyczną osobowość śmiertelnego ciała. Mimo ich wielu zajęć, dusze, które odeszły, są nadal w stanie dotrzeć do nas, kiedy je wzywamy.

Czasami jakaś niespokojna dusza nie chce opuścić Ziemi po śmierci fizycznej. Dzieje się tak z powodu jakiegoś nierozwiązanego problemu, który silnie wpływa na jej świadomość. W tych niezwykłych przypadkach można otrzymać pomoc od wyższych, życzliwych istot, które z tamtej strony mogą asystować w procesie przystosowania. W jaki sposób najlepiej przygotować się do własnej śmierci? Nasze życie może być długie lub krótkie, zdrowe lub wypełnione chorobami, ale nadejdzie czas, kiedy każdy z nas będzie musiał stawić czoło śmierci, w sposób dla siebie odpowiedni. Jeżeli przebyliśmy długą chorobę zakończoną śmiercią, wówczas mamy czas, aby odpowiednio przygotować umysł, kiedy już minie początkowy szok, depresja oraz chęć zaprzeczenia faktom. Jeśli zaś nasza śmierć przychodzi nagle, umysł podejmuje w tym celu drogę na skróty. Gdy zbliża się koniec naszego fizycznego życia, każdy z nas posiada zdolność połączenia się z naszą wyższą świadomością. Umieranie, z punktu widzenia naszej duchowej świadomości, jest najłatwiejszym okresem w życiu, kiedy to możemy poczuć związek naszej duszy z wiecznością czasu.

Mimo że bywąją umierający, którzy utrzymują, iż akceptacja jest trudniejsza niż rezygnacja, opiekunowie pracujący przy umierających twierdzą, że kiedy nadchodzi koniec, większość osiąga stan spokojnego braku przywiązania. Sądzę, że ludziom umierającym dany jest dostęp do najwyższej wiedzy o wiecznej świadomości i to po części widać na ich twarzach. Wielu z tych ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że czeka na nich coś uniwersalnego i dobrego. Umierający przechodzą metamorfozę oddzielenia swojej duszy od przybranego ciała. Ludzie kojarzą śmierć z utratą siły życiowej, podczas gdy w rzeczywistości ma miejsce coś zgoła przeciwnego. W czasie śmierci tracimy ciało, ale nasza wieczna energia życia łączy się z mocą jakiejś transcendentalnej nadduszy. Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem. Moi badani, przypomniawszy sobie doświadczenie poprzednich śmierci, mówią, że są tak przepełnieni nowo odkrytą wolnością od ograniczeń ziemskiego ciała, iż z niecierpliwością pragną rozpocząć swoją duchową podróż do miejsca, gdzie odnajdą spokój i przyjaźń.


_______________________________


Koniec Części I

Cdn...

Popularne posty z tego bloga

"Ulecz się sam" - Andrzej Żak. Część II - Wolność jest jak zdrowie: uzyskuje wartość i stajemy się jej świadomi tylko wtedy, gdy ją tracimy...

Mitologia Indyjska: Mit o powstaniu świata, Bogini Matce i wojnie bogów!